Z Warszawą za pan brat

Niektórzy studenci łączą naukę z realizowaniem swojej pasji, przy okazji na niej zarabiając. Jedną z takich osób jest Mateusz Śmigielski – współzałożyciel i współwłaściciel firmy turystycznej Bracia Warszawiacy.

fot. Bracia Warszawiacy

MAGIEL: Jak się zaczęła działalność Braci Warszawiaków? Skąd pomysł i dlaczego akurat branża turystyczna?

MATEUSZ ŚMIGIELSKI: Wspólnie z bratem jesteśmy rodowitymi warszawiakami. Od najmłodszych lat z zapartym tchem słuchaliśmy opowieści naszych dziadków dotyczących życia w Warszawie w dwudziestoleciu międzywojennym, o okrutnych czasach okupacji i siermiężnym PRL-u. Z kolei podczas dłuich spacerów dzięki naszym rodzicom poznawaliśmy ciekawe miejsca i niesamowite warszawskie legendy. Stąd, moim zdaniem, zrodziła się u nas ta pasja do Warszawy, a nie zawaham się powiedzieć: nawet miłość do naszego miasta. Później mój brat, który jest ode mnie starszy o siedem lat, poszedł na kurs przewodnicki; zdał obowiązujący jeszcze wtedy egzamin państwowy i zaczął oprowadzać po mieście naszą rodzinę. Dzięki niemu na nowo odkrywaliśmy Warszawę, poznawaliśmy niesłyszane wcześniej historie i ciekawostki. Zafascynowało mnie to tak bardzo, że zamarzyłem wówczas, że kiedy osiągnę właściwy wiek, również wybiorę się na taki kurs. I tak też się stało.

W jakim byłeś wtedy wieku?

To było na drugim roku studiów; miałem dwadzieścia lat i zrobiłem egzamin w PTTK [Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze – przyp. red.]. Postanowiliśmy wtedy z bratem, że przekujemy naszą pasję i zdobytą wiedzę we wspólną działalność. Stąd właśnie zrodziła się nazwa naszej firmy – Bracia Warszawiacy.

Jak widzę, wasza działalność rozwinęła się nieco od tamtego czasu.

Po skończeniu kursu otrzymywaliśmy różne zlecenia jako podwykonawcy, oprowadzaliśmy różne osoby. Uznaliśmy, że skoro jesteśmy chwaleni, nasi goście kończą wycieczki z uśmiechem na ustach, to może warto działać na własny rachunek i stworzyć prawdziwy rodzinny business.

Jesteś studentem prawa. Czy dostrzegasz związki między studiowanym kierunkiem a swoją pracą? Zdobywanie wykształcenia prawniczego pomaga ci w pracy, a może ją utrudnia?

Poruszyłaś tu bardzo ciekawą kwestię. Pozornie wydaje się bowiem, że moje dwie branże – prawnicza i turystyczna – nie mają ze sobą wiele wspólnego. Prawda jest jednak zupełnie inna. Wiele umiejętności, które nabywam jako przewodnik, mogą mi się potem przydać w zawodzie prawnika. Zarówno na sali sądowej, jak i przy prowadzeniu wycieczki konieczna jest umiejętność klarownego przekazywania swojej wiedzy, trzeba umieć ją tak usystematyzować, by była zrozumiała dla odbiorców. Radca tłumaczący prawo klientowi nie ma wcale łatwiejszego zadania niż przewodnik oprowadzający po mieście wycieczkę szkolną.

A jak ci wychodzi łączenie studiów z oprowadzaniem wycieczek? Ile czasu zajmuje ci praca i jak to wygląda w proporcji do studiowania prawa?

Nie ukrywam, że nie jest to łatwe, choć staram się to wszystko zbalansować. Wykonywanie zawodu przewodnika sprawia mi wielką frajdę, więc robię to, kiedy tylko mogę. Często pracuję w weekendy, kiedy mógłbym przecież zająć się wieloma innymi rzeczami. Jest to pracochłonne zajęcie – wymaga gruntownego przygotowania oraz mówienia przez kilka godzin, co jest zwyczajnie męczące fizycznie. Nie traktuję go jednak jak zwykłej pracy. Jest to dla mnie przede wszystkim pasja, a także rodzaj wyzwania, a bywa niekiedy, że przygody. A to wszystko zmienia.

Ile czasu zajmuje ci praca nad przygotowaniem wycieczki?

Jeśli chodzi o wycieczki, jak to nazywam, standardowe – po najpopularniejszych atrakcjach, takich jak Stare Miasto, Łazienki czy Wilanów – to właściwie nie muszę się do nich przygotowywać. Jest to bardzo pomocne, odczuwam pewną satysfakcję, że doszedłem do takiej wprawy. W przypadku wycieczek tematycznych (np. po Śródmieściu Północnym) muszę jednak powtórzyć materiał, by być jak najlepiej przygotowanym.

Skąd bierzesz materiały?

Moją bazę stanowi wiedza z kursu przewodnickiego. Jak jednak mówiłem, Warszawa to moja pasja, ciągle czytam nowe książki na jej temat. Dzięki temu jestem coraz lepszy w tej dziedzinie, wierzę, że kroczek po kroczku zbliżam się do bycia varsavianistą – specjalistą od mojego miasta.

Czego nauczyła cię praca w Braciach Warszawiakach?

Praca przewodnika rozwija szereg umiejętności. Każda wycieczka jest inna, trzeba umieć dobrać odpowiednie słownictwo do każdego z odbiorców. Ta praca uczy również odpowiedzialności i kontrolowania czasu – nie mogę się przecież spóźnić. Trzeba o czasie dotrzeć z punktu A do punktu B, a jeśli się to nie uda, odpowiedzialność ponosi przewodnik.

Co się tyczy grup – kim są wasi klienci? Jaka jest wasza grupa docelowa?

Największą część stanowią wycieczki szkolne, co nie było początkowo naszym zamiarem. Widzimy, że dzieci odjeżdżają zadowolone po wspólnym zwiedzaniu, jednak nie są one dla nas głównym targetem. Nie mamy takiego, jesteśmy jak najbardziej elastyczni – oprowadzamy także młodzież, osoby dorosłe i turystów zagranicznych.

Wspominałeś raz, że biznesmeni też się trafiają. I grupy parafialne.

Tak. I z każdą grupą pracuje się inaczej – dzieci nie można zanudzić, a osób starszych zbytnio zmęczyć. Staramy się odbiegać od typowego wyobrażenia o przewodniku jako o chodzącej encyklopedii. Nie chcemy, by wycieczki dłużyły się naszym klientom. Staramy się, by były nietypowe. Przykładowo dla dzieci wymyślamy konkursy i quizy z nagrodami, różne zabawy (np. głuchy telefon). Ostatnio zaskoczyłem grupę dorosłych zwiedzającą Łazienki, gdy przed pałacem na Wyspie wyciągnąłem klocki duplo (oczywiście nie moje, mojego bratanka) i zacząłem pokazywać im na tym przykładzie rozbudowę królewskiej rezydencji. Każdą wycieczkę traktujemy indywidualnie, jak wyjątkowych gości. Tacy już jesteśmy.

A skąd czerpiecie inspirację? Podpatrujecie konkurencję?

Przed rozpoczęciem działalności zrobiliśmy research, by zorientować się co oferuje konkurencja. Na tej podstawie stworzyliśmy własną ofertę, dobierając trasy, aby jak najlepiej zaprezentować naszą wiedzę. Oczywiście chcemy, żeby wycieczek było coraz więcej – Warszawa wciąż pozostaje miastem nieodkrytym. Naszym kolejnym celem jest kręcenie krótkich filmików o Warszawie, aby wzbudzić zainteresowanie nieznanymi miejscami w stolicy. Mamy stworzoną już potencjalną listę ponad stu tematów. Mam nadzieję, że od przyszłego roku, a może wcześniej będą one dostępne na naszym fanpage’u na Facebooku.

Podziel się z czytelnikami Magla ciekawymi anegdotami ze swojej pracy.

Najmilej wspominam sytuację, kiedy po pewnej wycieczce połowa jej uczestników zgłosiła się do mnie po autograf. Mogłem poczuć się chociaż raz jak jak Robert Lewandowski. To było bardzo miłe uczucie. Niewyczerpanym źródłem anegdot jest praca z grupami dziecięcymi. Pewnego razu, gdy opowiedziałem grupie maluchów legendę o syrence, podeszła do mnie dziewczynka i zapytała, czy widziałem tę syrenkę. W tego typu sytuacjach staram się odpowiadać w taki sposób, żeby nie niszczyć wyobraźni tych dzieci, by po zakończonym zwiedzaniu wciąż były zafascynowane historiami, którymi się z nimi dzielę.

Jakiś czas temu w dobry nastrój wprowadziła mnie dziewczynka z Ukrainy. Byliśmy na placu Piłsudskiego. Widząc stojący nieopodal pomnik Marszałka, zakrzyknęła, chcąc wykazać się swoją wiedzą: O! Stalin!.

W tym przypadku też nie zabierałeś dziecku marzeń?

Nie chciałem zdyskredytować dziewczynki przed całą grupą, więc po prostu wytłumaczyłem, że to inna postać, choć z podobnym wąsem.

W jaki sposób zachęciłbyś studentów, by wybrali się z wami na wycieczkę?

Przede wszystkim zachęcam, aby na początku wejść na naszego Facebooka – gdzie lubi nas już ponad 1000 osób i dołączyć do tego grona. Zobaczycie tam zdjęcia z naszymi wycieczkami i recenzje gości. Mam nadzieje, że to wszystko zachęci was potem na wybranie się z nami na jakąś wycieczkę lub na otwarty spacer tematyczny, które również mamy w planach zorganizować.

Czy masz poczucie, że osiągnęliście sukces?

Jeszcze nie. Mam w głowie kilka celów, których osiągnięcie będzie dla nas sukcesem, ale ich nie zdradzę. Powiedzieć, że osiągnęliśmy sukces, to dać sobie pozwolenie, by spocząć na laurach, a na to nie można sobie pozwolić nigdy.

Jakie są wasze plany na przyszłość?

Myślę, że każdy chciałby, żeby praca, którą wykonuje, w przyszłości nie była rutyną, ale czymś, co kocha, co lubi wykonywać, miejscem, do którego idzie z przyjemnością. w tym momencie nie jest to do końca realne, żeby Bracia Warszawiacy byli moją docelową działalnością realizowaną w przyszłości. Mam jednak marzenie, aby ten projekt – bo wierzę, że stanie się to kiedyś wielkim projektem – rozwinął się do tego stopnia, że zostanie moim docelowym zajęciem, z którego będę czerpał ogromną satysfakcję. Wtedy faktycznie powiem, że odniosłem sukces.

Co motywuje cię do kontynuowania studiów?

Studia są potrzebne, żeby mieć jak najszersze możliwości w przyszłości, pełnią funkcję zabezpieczenia.

Prawo jest takie… uniwersalne.

Jak najbardziej, jest to kierunek, po którym możemy na wiele sposobów poprowadzić naszą dalszą karierę, pożeglować na nowe, nieznane. Mam nadzieje, że w przypadku mojej firmy będą sprzyjać nam pomyślne wiatry i wypłyniemy wkrótce na pełne morze.

Mateusz Śmigielski

Student V roku prawa na UW. Wraz z bratem Marcinem założył firmę turystyczną Bracia Warszawiacy.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...