Coals – Tamagotchi

Tekst: Maciej Kierkla

Alternatywna muzyka w Polsce sprowadza się do dwóch grup. Z jednej strony mamy do wyboru raczej mało odkrywcze, lecz popularne zespoły typu Organek czy Coma; z drugiej – projekty „piwniczne” o krótkiej nazwie ze znacznie okrojoną liczbą fanów. Z początku Coals chciałoby się zakwalifikować jako kolejny „dumplingsowy” duet chłopak–dziewczyna i wypatrywać w trójkowym topie tygodnia. Potencjał był jednak dużo większy – wcześniej wydane Homework to epka nasiąknięta sennym folkowym klimatem, pełna wyrwanych z zaświatów wokaliz, a w całości radiowo lekka. Kasia i Łukasz szybko przykuli uwagę obu frontów, o czym świadczy choćby występ na Offie. Muzycy postawili jednak na nowe rozwiązania.

Łukaszowe pady i gitara ustąpiły miejsca ambientowym, glitchowym podkładom. Choć debiut jest wciąż tak samo piosenkowy Tamagotchi jest pełne nostalgii, przepełnione vibe lat 80., 90., jednocześnie podszyte cloud rapowymi beatami. Ta mieszanka przynosi ciekawy efekt – Kasia miejscami przypomina Elizabeth z Cocteau Twins, a gdzie indziej bawi się w Yung Leana. Najlepiej gdy oba wcielenia współpracują, a dzieje się to bardzo często. Mamy cukierkowe Tamagotchi z przejmującym refrenem, analogowe Hauntology, Witch Club – tu słychać Lanę del Rey, East Street, gdzie Bones tańczy z pornograficznym The Cure. Tęsknota za dniami nieprzeżytymi ogarnęła także bardziej rozrywkowe kierunki – MTV to energetyczny, radiowy numer przywodzący na myśl Madonnę w dream popowych szatach.

Coals nie zapominają o swoich początkach i wciąż potrafią osnuć mgłą cały pokój. A w 90’s babies robią to z shoegazowym finałem. Najciekawiej jest, gdy folkowa baśń spotyka synth-ambientowe meandry. Nie jest pewne, czy androidy śnią o elektrycznych owcach, ale Hoodie Blake mogłoby być ich kołysanką. Albo pieśnią pogrzebową. W której Kasia woła niczym Królowa Olch w kurtce adidas.

Nostalgia w Tamagotchi przejawia się nie tylko w inspiracjach, lecz także w formie fragmentów nagrań z dzieciństwa Węglów. Miło słyszeć wspomnienia chrzcin, wesel czy stylizacje na polską duchologię. Słuchając Dino Deano, można mieć przed oczami obraz pokoju u dziadków, tak jakby ten zapach starych mebli przetłumaczono na nuty.

Nie obyło się jednak bez wad. VHS Nightmare jest zbyt chaotyczne, to trochę eksperyment na siłę, z kolei S.I.T.C pomimo chwytliwego motywu przewodniego sprawia wrażenie nieco generycznego kawałka. Nie zawsze też wszystko działa w pełnej symbiozie, czasem sad-boyowe wpływy przytłaczają resztę, a przecież nie o to chodzi.

Coals mają potencjał – czerpią garściami z klasyki, mają otwarty umysł na nowe nurty oraz – co najważniejsze – potrafią to wszystko podporządkować swojemu unikalnemu stylowi. I chociaż czuć tu ducha smutnych dzieciaków w swetrach, teraz królują trzy paski. Kasia i Łuki poszukują i nie słuchają się nikogo. Bardzo dobrze, tak trzeba żyć.

Ocena: 3,5/5
Coals
Tamagotchi
Agora

No votes yet.
Please wait...