Gdy ucichnie telewizja

Gil Scott-Heron był inspiracją dla takich raperów jak Chuck D czy Eminem, jest uznawany za jednego z twórców hip-hopu. Przekuwał swoją frustrację związaną z konfliktem rasowym w muzykę i poezję, inspirując Afroamerykanów do walki o równość rasową.

Gdy Gil Scott-Heron zmarł w maju 2011 r., gros hip-hopowych artystów śpieszył z oddaniem hołdu muzykowi. Według Eminema Scott-Heron zainspirował cały hip-hop, a Lupe Fiasco napisał poemat zadedykowany zmarłemu artyście. Jego rola w formowaniu kultury hip-hopowej jest nieoceniona, żeby w pełni zrozumieć sztukę Scott-Herona, trzeba jednak być świadomym wydarzeń okresu, w jakim przyszło mu tworzyć.

W USA w latach 60. kończył się czas obowiązywania praw Jima Crowa, Afroamerykanie pełni frustracji pragnęli zmian na lepsze. Nie były to marzenia, które wydawały się nieosiągalne – w drugiej połowie lat 50. pojawili się charyzmatyczni liderzy ruchów afroamerykańskich – Martin Luther King i Malcolm X – którzy, ciągnąc za sobą masy, chcieli doprowadzić do obalenia segregacji rasowej. Zamachy na obydwu z nich spowodowały jednak jeszcze większą frustrację w środowiskach Afroamerykanów i doprowadziły do zaognienia konfliktu rasowego. O ile śmierć Malcolma X ze względu na jego kontrowersyjne metody działania i legitymizowanie przemocy nie zjednoczyła wszystkich Afroamerykanów, o tyle zamach na Kinga był wstrząsem dla całej czarnej społeczności. Był to jasny znak, że pomimo pokojowych działań i prób dialogu Afroamerykanie dalej muszą się obawiać o swoje bezpieczeństwo, a zarazem zjednoczyć siły aby móc przeciwstawić się systemowemu rasizmowi.

Bezpośredni i prowokujący

W tym momencie pojawił się Scott-Heron. Młody idealista i erudyta, z bardzo silną świadomością kulturową, zaczytany w poezji czarnego aktywisty Langstona Hughesa. Od początku działalności stanowczo podkreślał przywiązanie do swoich korzeni. Sztuka bluesmanów takich jak Bobby „Blue” Bland czy Robert Johnson stanowiła główny element nastoletniej diety muzycznej, z czasem uzupełnianej o jazzmanów pokroju Johna Coltrane’a. Miał bardzo duży szacunek do funku i soulu, będących wówczas na fali, wiedział, że chce tworzyć podobną muzykę, ale na własnych warunkach. Ważne dla niego było wykorzystywanie utworów do opowiadania o doświadczeniach i historiach bliskich czarnej społeczności. Historii o ciągłej opresji i strachu, jak również o motywacji do działania, samoakceptacji pomimo toksycznego środowiska i przełamywaniu barier. I właśnie te kwestie porusza w swojej najbardziej znanej piosence – The Revolution Will Not Be Televised – która z czasem została uznana za jeden z kamieni milowych formowania hip-hopu. Choć pierwsza wersja, która ukazała się na płycie Small Talk at 125th And Lenox, kładzie zdecydowanie większy nacisk na słowa poprzez bardziej ascetyczną instumentacje, to aranżacja z albumu Pieces of a Man swoim funkowym basem i break-beat’ową perkusją stworzyła podwaliny pod muzykę Chucka D z Public Enemy, Mos Defa czy Eminema. Dzięki temu Scott-Heronowi przypisuje się łatkę ojca chrzestnego hip-hopu lub „czarnego Boba Dylana”. Sam opisywany nie utożsamiał się szczególnie z takimi określeniami i wolał określać siebie mianem „bluesologa”.

Pochodzący ze złamanego domu

Po wydaniu Pieces of a Man Scott-Heron stale nagrywał nowy materiał i koncertował po całym świecie, aż do 1993 r., kiedy wypuścił swój przedostatni album Spirits. Musiał wtedy przerwać karierę ze względu na utrzymujące się od kilkunastu lat uzależnienie od cracku. Oprócz problemów zdrowotnych nałóg przyczynił się również do dwukrotnego pobytu artysty w więzieniu za posiadanie narkotyków. Kiedy odsiadywał wyrok na Rikers Island (znane nowojorskie więzienie), odwiedził go Richard Russell, założyciel XL Recordings, i namówił na nagranie albumu po 16-letniej przerwie. Owocem tej rozmowy był album I’m New Here – intymna 26-minutowa historia życia Gila, z delikatnymi i poruszającymi coverami wcześniej wspomnianych bluesowych muzyków i produkcją bliższą hip-hopowi niż charakterystycznemu dla Scotta-Herona funkowi. Jest to zarazem pożegnanie ze słuchaczami, bo sam Heron przeczuwał, że będzie to ostatnia płyta, którą podzieli się z ludźmi. Tym mocniejszy wydźwięk mają słowa jednej z piosenek która znajduje się na I’m New Here:

I came from what they called „a broken home”
But they ever really called it „a house”
They would have known how wrong they were
We were working on our lives and our homes
Dealing with what we had, not what we 
didn’t have

Największą siłą muzyki Scotta-Herona była właśnie szczerość. Wszystko, co tworzył, było po prostu bliskie ludziom i ich problemom. Pokazywał mądrość bez popadania w moralizatorstwo oraz ciężar życia bez dramatyzmu. Jednocześnie w jego płytach zawsze była widoczna nadzieja, że nieważne jak zła jest sytuacja, można być lepszym człowiekiem. I o tym najlepiej pamiętać wspominając sztukę Scotta-Herona.

No votes yet.
Please wait...