Instrukcja bycia człowiekiem

fot. Magda Hueckel

Wiele mówi się o przekraczaniu granic w teatrze, klasyka na scenie ma się jednak całkiem dobrze. Po utrzymującym się przez wiele lat sukcesie Mistrza i Małgorzaty w Teatrze Współczesnym Maciej Englert sięgnął po tekst jednego z wcześniejszych opowiadań Bułhakowa – Psie serce.

Reżyser spektaklu już niejednokrotnie udowadniał, że wybór adaptowanych przez niego tekstów nigdy nie jest przypadkowy, ale odwołuje się do interpretacji aktualnej rzeczywistości. Tym razem prezentuje historię bezdomnego psa Szarika (Borys Szyc) i szanowanego, przywracającego ludziom młodość lekarza, Filipa Filipowicza Preobrażeńskiego (Krzysztof Wakuliński). Niewinne z pozoru spotkanie nie zapowiada eksperymentu doktora, który wszczepi czworonogowi przysadkę mózgową i ludzkie jądra. W efekcie kundel nie tylko bez trudu zacznie poruszać się na dwóch nogach i w pozycji wyprostowanej, lecz także mówić oraz wykonywać wszystkie przypisane rodzajowi ludzkiemu czynności. Dla tożsamości nowo stworzonego człowieka decydujące znaczenie okaże się mieć materiał genetyczny pobrany od przypadkowego, a przed śmiercią znacząco skonfliktowanego z prawem mężczyzny.

Tekst daje niezliczone możliwości sceniczne, które są realizowane w spektaklu świadomie, jedna po drugiej. Powstaje widowisko momentami przypominające baśń – Szarik na oprószonej śniegiem i pokrytej zaspami scenie opowiada o smutnym losie bezdomnego kundla. Innym razem inscenizacja odwołuje się do filmu science fiction, bohatera widzimy też w fazie przejściowej między kształtem psa i człowieka. Dwuipółgodzinne przestawienie jest jednak spójne. Englert miał na tekst pomysł, który od początku do końca uczciwie nam zaprezentował.

Reżyser postawił przede wszystkim na zespół. Być może jest to oczywista konsekwencja obcowania z Bułhakowem i plejadą jego niebanalnych bohaterów, gdy zamierza się powołać ich do życia na scenie. Odtwórca głównej roli, Borys Szyc, zarówno jako pies, jak i przeobrażony w człowieka Szarikow nie ma sobie równych. Rola wymaga niemałej kondycji fizycznej, aby swobodnie biegać, skakać i uganiać się za kotem, ale także szczególnego zmysłu obserwacji i analizy zachowań zwierzęcia, które Szyc ze zdumiewającą wiernością odtwarza. Odegranie roli zwierzęcia nie jest w zawodzie aktora niczym nowym, aktualnie m.in. na scenie Teatru Dramatycznego Michał Piela wciela się w rolę Niedźwiedzia Wojtka. Szyc robi to jednak z naturalnością, która sprawia, że momentami chciałoby się wyciągnąć rękę z widowni i pogłaskać Szarika.

Odtwórca głównej roli ma także doskonałego partnera scenicznego. Krzysztof Wakuliński jako Profesor Filip Filipowicz Preobrażeński również wielokrotnie ściąga na siebie całkowitą uwagę publiczności i nie pozwala się zdominować przez zuchwałe zwierzę. Poza zachowaniem indywidualności swych postaci wielkim sukcesem scenicznym aktorów jest relacja, jaką zbudowali między swoimi bohaterami. Empatyczny widz może zarówno wzruszyć się serdecznością i przywiązaniem rodzącym się w nich na etapie dochodzenia Szarika do sił, jak i przerazić się agresją i rozczarować bezradnością obu, kiedy pies przybierze ludzką postać. Ich oswajanie się, a następnie rosnąca frustracja angażują emocjonalnie nawet najbardziej zdystansowanych.

Wydarzenia, w których biorą udział bohaterowie, dzieją się w przeważającej części w siedmiopokojowym mieszkaniu Profesora, ale także momentami na moskiewskich ulicach. Scenografowie świetnie radzą sobie z tym wyzwaniem. Wyraźnie wyróżnia się tu plany. W najgłębszych zakątkach sceny częściej widoczne są elementy sowieckiej rzeczywistości – zbiorowiska ludzi w tle z orkiestrą dętą i pilnującymi porządku oficerami. Bliżej proste elementy: stół, biurko, wypchana sowa. Z jednej strony bez trudu przenoszą nas do lat 20., a z drugiej – wszystkie zostały zaprojektowane na tyle funkcjonalnie, aby umożliwić Szarikowi skoki i szaleństwa, zapewniające nieustanny dynamizm sceny. Potencjał zawarty w spontaniczności i nieprzewidywalności psa mógł zostać dzięki nim w pełni zrealizowany.

Muzyka, kostiumy, światło – wszystkie te elementy sprawnie prowadzą nas przez opowieść i pomagają ulec czemuś, co nazywamy iluzją teatru. Są na tyle oszczędne, że nie odwracaja uwagi od gry aktorskiej. Mimo wątków politycznych i obecności przedstawicieli władzy sowieckiej tworzą atmosferę lekkości i beztroski. Pozwalają wybrzmieć satyrycznemu rysowi utworu, który raz po raz wywołuje na widowni śmiech. Wdzięczna publiczność w finale docenia tę starannie wyreżyserowaną całość długimi owacjami na stojąco.

Po wyjściu z sali, kiedy opadną już pierwsze emocje, bo wrażenie wciąż pozostaje, zastanawia, dlaczego niemal stuletni tekst rosyjskiego klasyka przypomniany został dziś w Teatrze Współczesnym. Twórcy spektaklu dają świadectwo: uczłowieczony, ale jednak pies. Opozycja ta sprawia, że szukanie właściwości ludzkiego serca zajmuje nas jeszcze długo po opuszczeniu widowni. Jeżeli wygląd to za mało, otwarte pozostaje pytanie o definicję człowieczeństwa.

Ocena: 5/5
Psie serce
reż. Maciej Englert
Teatr Współczesny

No votes yet.
Please wait...