Jak feniks z popiołów

Po upadku powstania warszawskiego stolica została prawie całkowicie zniszczona – bombardowanie uczyniło z „Paryża Północy” prowincjonalną mieścinę. Nikt wtedy nie podejrzewał, że po horrorze wojny doszczętnie zrujnowane miasto będzie powoli wracało do życia.

Tekst: Agnieszka Salamon, Współpraca: Patrycja Świętnowska

Po powstaniu warszawskim w krajobrazie Warszawy pozostały kilometry kwadratowe zgliszczy. Getto zniknęło z powierzchni ziemi, podobnie jak 90 proc. zakładów przemysłowych wyburzanych m.in. przy użyciu dynamitu. Przez tragiczne doświadczenia związane z tym dziełem zniszczenia rozmyślano nad przeniesieniem stolicy. Stalinowi, który przygotowywał się do konferencji w Jałcie, zależało jednak na zdobyciu międzynarodowego uznania, a do tego potrzebował odrodzonej Polski ze stolicą w Warszawie.

fot. D.Walczak

Siła tkwi w narodzie

Po długich namysłach władze z Bolesławem Bierutem na czele postanowiły przenieść jedynie siedzibę ówczesnego rządu do Łodzi, a samą Warszawę odbudować w czynie społecznym. W tym celu zostało powołane Biuro Odbudowy Stolicy, które w swoich szeregach zatrudniło ok. 1500 osób z różnych środowisk. Podczas prac BOS wzorowało się na obrazach włoskiego artysty Canaletta – nadwornego malarza Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego pejzaże okazały się prawdziwą kopalnią informacji – wiele z zabytkowych pałaców, kamienic czy kościołów zawdzięcza swój wygląd i kształt między innymi rycinom i obrazom malarza.

Wspólnymi siłami – i społecznymi, i politycznymi – udało się przywrócić życie w Warszawie. Miasto nie podniosło się jednak z ruin w takiej formie, jaką znali jej przedwojenni mieszkańcy. Socrealistyczny styl zdecydowanie odbiegał od architektury przedwojennej Warszawy. Biorąc pod uwagę, że władze PRL rozważały nawet utworzenie ze stolicy antywojennego pomnika z bezludnym, przypominającym powierzchnię księżyca krajobrazem, można jednak stwierdzić, że odbudowa okazała się niewyobrażalnym sukcesem.

Historia mniej znana

Niestety niektóre fakty nie pozwalają traktować odbudowy stolicy jako w pełni udanego przedsięwzięcia. Przynajmniej jeśli spojrzy się na koszty, jakie trzeba było w tym celu ponieść.

Po zakończeniu wojny Polacy byli przesiedlani ze wschodnich ziem dawnej II Rzeczpospolitej na zachód. Zakładali tam wówczas przedsiębiorstwa budowlane, które paradoksalnie zarabiały głównie na prowadzeniu prac rozbiórkowych. Przez takie praktyki najbardziej ucierpiał Wrocław, z którego zwieziono do stolicy ok. 200 wagonów gotyckiej cegły. Demontowano zabytki, mury obronne, budynek Poczty Głównej. Stolica województwa dolnośląskiego nie jest jedynym miastem, którego architektura ucierpiała w imię spełnienia marzenia o podniesionej z ruin stolicy. Wiele innych miasteczek zostało pozbawionych zabytków nienaruszonych przez wojnę po to, by zgromadzić materiał budowlany potrzebny dla Warszawy.

Kolejna ciemna strona odbudowy wiąże się z planami, aby ze stolicy uczynić miasto socjalistyczne, a takie ambicje nie pozwalały na wierną rekonstrukcję bez żadnych przekształceń. W 1945 r. Krajowa Rada Narodowa wydała Dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy, potocznie zwany Dekretem Bieruta z uwagi na nazwisko prezydenta KRN. W praktyce oznaczał on natychmiastowe zajęcie przez miasto terenów o podwyższonym stopniu ryzyka (np. zaminowanych). Dzięki dekretowi uniknięto problemów prawnych związanych z przejęciem przez państwo gruntów, gdyż z założenia nie odbierano prawa własności do posiadanych nieruchomości. W praktyce jednak poddawano je kwaterunkowi, czyli proponowano ówczesnym właścicielom wynajem lokali bądź wręcz im je odbierano. Postępowanie takie budzi kontrowersje wśród wielu historykow. Prawnicy natomiast zgadzają się, że bez tego odbudowa nie byłaby możliwa.

Zbudujmy sobie miasto

Cały naród buduje swoją stolicę – sentencję tę można przeczytać na kamienicy znajdującej się na rogu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu. Patrząc na karty naszej historii, nie sposób się z tym nie zgodzić. Pracom społecznym i porządkowym oraz robotom budowlanym poświęcono miliony godzin. Warszawiacy chętnie przeznaczali środki na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy – jedyne źródło finansowania projektu. Umożliwiło to odbudowę Starego Miasta, pałacu w Łazienkach czy katedry św. Jana. W 1963 r. koszty prac oszacowano na 3 mln dolarów.
Nie należy zapominać, że historyczna rekonstrukcja była jedynie częścią wysiłku odbudowy. Po wojnie powstała też trasa W-Z, która już w chwili jej otwarcia w 1949 r. uznawana była za ogromne osiągnięcie inżynieryjne, głównie ze względu na tunel biegnący pod placem Zamkowym. Były to też złote czasy dla architektów modernistycznych – zaprojektowano wtedy kino Moskwa i Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową na Kole.

Budynki wzniesione po wojnie zostały objęte opieką konserwatorską, przez co nie można ich dziś wyburzyć. Niektóre uznano za zabytki, w tym: Dom Partii, Centralny Dom Towarowy „Smyk”, Trasę W-Z, wieżowiec Ministerstwa Komunikacji przy ulicy Chałubińskiego, Mariensztat oraz Pałac Kultury i Nauki. Natomiast Archiwum Biura Odbudowy Stolicy zostało wpisane na listę UNESCO „Pamięć Świata” jako najbardziej wartościowe dokumenty obrazujące historię. Na tej samej liście zamieszczono dzieło Kopernika O obrotach sfer niebieskich, Biblię Gutenberga i rękopis IX Symfonii Ludwika van Beethovena. Powojenni budowniczowie stolicy znaleźli się zatem wśród twórców najwybitniejszych dzieł w historii – i trudno powiedzieć, by było to niezasłużone wyróżnienie. 

No votes yet.
Please wait...