W poszukiwaniu elektro

Kilka lat temu popularność na YouTubie zdobył filmik, w którym Hitler zirytowany piosenkami Lady Gagi w klubach desperacko poszukuje imprezy, na której grałby solidny DJ. Ciekawe, co powiedziałby na rave w polskiej stolicy.

fot. unsplash.com /CC

Lata 90. były w Polsce czasem ważnych przemian związanych między innymi z pojawieniem się nowych technologii. Stopniowe rozpowszechnienie komputerów osobistych czy Internetu nie pozostało bez wpływu na różne dziedziny życia człowieka, w tym na sprawę tak trywialną jak sposób imprezowania. Jako że pojawiła się możliwość tworzenia muzyki w inny sposób – przy pomocy komputera, powstało wiele nowych gatunków muzycznych. W rezultacie narodziła się scena klubowa, a także nowe subkultury.

Warszawa w rytmie muzyki

Najbardziej wyrazistą z nich w tamtych czasach była kultura rave’u. Samo słowo rave oznacza undergroundową imprezę taneczną z muzyką elektroniczną – przeważnie techno. Jednak termin „kultura rave’u” odnosi się do zjawiska znacznie szerszego. Imprezy techno były bowiem pewnego rodzaju artystycznym manifestem. Stanowiły nie tylko pole manewru dla twórców muzycznych i wizualnych – tworzyły formę wyrazu samą w sobie. Stanowiły kontestację tradycyjnego podziału na artystę – osobę wyróżnioną, na której skupia się uwaga tłumu – oraz odbiorców. DJ miał pozostać anonimowy i zlewać się z pozostałymi uczestnikami wydarzenia.

Jako że kultura rave’u stanowiła element szerszego ruchu artystycznego, w większości polskich miast działały reprezentujące ją grupy performerów. W Trójmieście był to CUKT (Centralny Urząd Kultury Technicznej), we Wrocławiu LUXUS, w Krakowie Grupa Ładnie, a w Łodzi między innymi Wspólnota Leeeżeć.

 

Co ciekawe, w Warszawie nie pojawiła się żadna większa grupa tego typu. Działali tu raczej pojedynczy twórcy czy zespoły. Swego czasu popularna była formacja Najakotiva, grająca muzykę elektro-industrialną inspirowaną między innymi dorobkiem artystycznym niemieckiej grupy Kraftwerk. Jej członkowie łączyli syntezatory z klasycznymi instrumentami, takimi jak wiolonczela. Podobno wena spływała na nich pod wpływem narkotyków.

Gdzie to elektro

fot. unsplash.com /CC

W Warszawie w latach 90. prężnie rozwijała się także scena klubowa, nie tylko ta związana z muzyką elektroniczną. Do jednych z bardziej znanych wówczas klubów należały Filtry (właściwa nazwa to Space Filter), gdzie odbywały się pierwsze rave’y. Na co dzień grano tam muzykę należącą do najróżniejszych gatunków, bo to bywalcy tego miejsca sami przynosili płyty, z których odtwarzane były utwory. Do legendy przeszedł również klub Fugazi. Był otwarty przez całą dobę, z tego powodu stałych bywalców określało się mianem „domowników”. Podobno zdarzało się, że ludzie przychodzili tam z własnymi śpiworami lub spali w trumnie, która stanowiła element wystroju. Poza nietypowymi godzinami otwarcia, klub słynął przede wszystkim z szerokiej gamy koncertów.

Warto też pamiętać, że to właśnie w Warszawie urodził się i pracował Jacek Sienkiewicz, przez wielu nazywany pionierem muzyki techno w Polsce. Do dzisiaj nagrywa i występuje jako DJ, posiada też własną wytwórnię płytową Recognition (nazwaną tak samo, jak jego debiutancki album).

Chociaż obecnie fani rave’u nie są już ani tak dużą ani tak zgraną grupą, to popyt na zabawę przy muzyce elektronicznej nadal jest wystarczająco duży, by funkcjonowały specjalne kluby skupiające się wokół tego typu dźwięków. Nie brakuje także festiwali i cykli wydarzeń. Do takich należą m.in. odbywające się co kilka tygodni Brutaż czy Światło – autorskie imprezy Jacka Plewickiego, który poza ich organizacją prowadzi także sklep z płytami dla DJ-ów w Berlinie. Z imprez, którym udało się wejść do mainstreamu, można wymienić też Wixapol odbywający się regularnie w Iskrze na Polu Mokotowskim oraz Niedorzeczne techno, które ma miejsce latem w Cudzie nad Wisłą.

Fani elektroniki powinni odwiedzić również klub Smolna, gdzie królują house, tech house, deep house i techno. Nie brak tam również muzyki alternatywnej i eksperymentalnej. Z dźwięków syntezatora słyną także lokale Jasna 1 oraz K 55.

fot. unsplash.com /CC

Ciekawa historia wiąże się z Instytutem Energetyki, który – według informacji na stronie internetowej – dwa razy do roku staje się centralnym ośrodkiem muzyki techno. Pod szyldem placówki, poza właściwym festiwalem, odbywają się też inne imprezy. Najczęściej w warszawskich klubach Smolna i Luzztro, ale czasem także w innych miejscach w Polsce (w sopockim Sfinks700 czy krakowskim Prozak 2.0).

Choć imprezy z muzyką elektroniczną cieszą się dość dużą popularnością, to ludzie, którzy na nie uczęszczają, nie tworzą dziś wspólnoty. Kultura rave’u nie wyznacza stylu życia: nie działają już kluby całodobowe, nikt też nie przychodzi do nich z własnym śpiworem. Hitler ze wspomnianego we wstępie filmiku, szukający melanżu ostatecznego z afterem w Hadesie, mógłby być tym rozczarowany.

No votes yet.
Please wait...