Kraj szczęśliwych ludzi

11 561 kilometrów – tyle dzieli Warszawę i Limę, stolicę Peru. Niecała doba podróży wystarczy, by przenieść się do innego świata. Miejsca, gdzie nawet gwiazdy świecą inaczej.

Tekst i fotografie: Wiki Wójcik

Wydaje się, że czas płynie tutaj wolniej. Poza Limą, która jest kolejnym wielkim, betonowym miastem, ludzie prowadzą spokojne życie. Za czasów inkaskich (między XII a XVI w.) każdy region miał swojego prefekta, który podlegał bezpośrednio królowi – ince. Zadaniem każdego prefekta było dopilnowanie, by wszyscy mieszkańcy mieli jedzenie, picie, ubranie i dach nad głową. Peruwiańczycy sprawiają wrażenie, jakby nadal żyli tą myślą. Nie zachłystują się potrzebą posiadania, dopóki są w stanie spełnić te cztery potrzeby. Jedzą śniadania przygotowywane przez kobiety na ulicznych straganach, spotykają się na hucznych fiestach. Choć większość kraju jest biedna, nie ma się wrażenia, że ubóstwo wprawia ich w marazm.

W Peru, mimo że jest cztery razy większe od Polski, mieszka 30 mln osób, z czego jedna trzecia w stolicy – Limie. Pozostałe 20 mln żyje w trzech strefach geograficznych: Costa – wybrzeże, Sierra – góry, Selva – dżungla.

Costa – pustynia nad oceanem

Costa to ogromne miasto Lima, ocean i nic więcej. Całe połacie pustki aż po horyzont. Piasek, kilka skał, wzniesienia i nieliczne chaty ze strzechy, w których nie mieszka nikt. Według prawa po odpowiednio długim czasie upozorowanego użytkowania (po pięciu latach) ziemię można przejąć na własność. Może kiedyś być coś warta.

Zielone wybrzeże z bujną roślinnością i piękną trawą to tylko drogi wymysł mieszkańców najdroższej dzielnicy Limy – Miraflores. Mieszkają tam głównie biali ludzie i ci, którzy marzą, by czuć się jak najbardziej europejsko. Na wybrzeżu króluje rybołówstwo, ocean jest zimny, a słońce piekące. Jeżeli ktoś chce poczuć się jak na Mazurach, może wybrać się do oazy Huacachina na środku pustyni i wynająć rower wodny albo pozjeżdżać z wydmy na desce.

Sierra – widoki z polskim akcentem

Sierra to przede wszystkim Andy – charakterystyczne schodkowe tarasy, na których uprawia się różnorodne warzywa i owoce. Marchewka rosnąca 3000 m nad poziomem morza jest zaskakująco dobra. Dla człowieka, który przyzwyczaił się do życia na nizinach, nawet wejście na pierwsze piętro to niesamowity problem, a o bieganiu można zapomnieć. Tymczasem zwierzęta radzą sobie dobrze nawet w tych wysokogórskich warunkach. W Andach pasie się lamy, alpaki i wikunie. Lamy traktowane są jak konie czy woły pociągowe – ciągną pługi, transportuje się na nich towary, a czasem je ich mięso. Alpaki i wikunie są hodowane głównie ze względu na futro, a te drugie są uważane za zwierzę narodowe Peru.

Kolejnym zwierzęciem narodowym jest kondor, największy ptak na Ziemi, którego rozpiętość skrzydeł może wynosić do 7 metrów. Kondory żyją w parach i czasem są tak do siebie przywiązane, że kiedy jedno umrze, drugie wzbija się wysoko w powietrze, składa skrzydła i popełnia samobójstwo. Jednym z miejsc, w których można je spotkać, jest Colca, najgłębszy kanion na Ziemi, odkryty i pierwszy raz zbadany przez Polaków. Nasi rodacy są tutaj bardzo cenieni z tego oraz z innych powodów. W jednej z miejscowości portret Jana Pawła II jest ubierany co tydzień w inne szaty, podarowane przez wierzących. Obecnie ubrań pozostało tyle, że starczy ich na kolejne 11 lat. Innym uznanym Polakiem jest Ernest Malinowski, nazywany bohaterem peruwiańskiej kolei. Był on głównym konstruktorem najtrudniejszych i na ówczesne czasy najważniejszych połączeń kolejowych w kraju, które docierały do wcześniej niedostępnych miejsc.

Peru skrywa wiele tajemnic i mimo że obecnie dominującą religią jest katolicyzm (81 proc. wiernych), kiedyś wyznawano tu dużo różnych wierzeń, a część znaków bądź miejsc z nimi związanych nadal pozostaje niewyjaśniona. Jedną z najsławniejszych zagadek są linie Nazca, głębokie na 60 cm wyżłobienia przedstawiające różne figury na terenie wielkości dwóch Warszaw. Naukowcy nadal spierają się, czy były to drogowskazy, obrazy bóstw, czy może znaki pozostawione przez pozaziemską cywilizację, a żadna z teorii nie wydaje się bardziej przekonująca od innych.

To tutaj, w górach, znajduje się Titicaca – największe i najwyżej położone żeglowne jezioro, które łączy Peru i Boliwię. Zamieszkane jest ono przez około 200 osób, żyjących na trzcinowych wysepkach. Na każdej z nich przebywa kilka rodzin. Znajduje się tu także szkoła podstawowa i lekarz. By uczęszczać do liceum, trzeba pływać łódką w stronę miasta na wybrzeżu. A co kilka lat mieszkańcy muszą budować nową wyspę, kiedy stara już zaczyna się rozpadać. Obecnie są one porządnie zakotwiczone, ale kiedyś można było zasnąć w Peru a obudzić się kilkaset metrów dalej, w Boliwii.

Selva – na końcu świata

W lesie tropikalnym kryją się perły inkaskich miast. Wśród nich – Machu Picchu, najsłynniejsza atrakcja turystyczna Peru, która mimo popularności wcale nie jest tak łatwo dostępna. Dostać się tam można tylko na dwa sposoby: na własnych nogach albo koleją. Podróż pociągiem to dla turysty koszt minimum 100 dolarów. Piesza droga wydaje się tańszą opcją, ale nic bardziej mylnego. Trzydniowa przygoda wraz z nocowaniem w środku dżungli to droga zabawa dla tych, których stać na przewodnika i tragarza. A z dżunglą żartów nie ma. Na jedną z gór przy Machu Picchu zezwala się na wstęp tylko stu osobom dziennie i wielokrotnie powtarzane jest, by nie zbaczać ze ścieżki. Kto raz zapuści się w dżunglę, raczej nie znajdzie drogi powrotnej. A tym bardziej nikt nie znajdzie śmiałka, może poza wygłodniałą pumą. Inkowie jednak nauczyli się żyć w dżungli, a Machu Picchu było stolicą nauki i sztuki w XV w., dziś ostały się tylko kamienne fundamenty i ściany. Wszystko inne zostało rozkradzione przez Europejczyków głodnych złota, przez co teraz bardzo trudno dojść do tego, jakie tajemnice skrywało miasto.

Za jeden uśmiech

Peru nie jest jednak rajem na Ziemi. Targany kryzysami i problemami politycznymi kraj nie zawsze okazuje się przyjazny dla mieszkańców, a około 5,5 proc. ludzi w wieku od 18 do 65 lat pozostaje niepiśmiennych. Spotkałam tu wiele różnych osób: pięcioletnią dziewczynkę sprzedającą lemoniadę, mężczyznę robiącego biżuterię czy chłopaka pracującego na zmywaku w drogiej restauracji. Wszystkich łączyła pogoda ducha, uśmiech i ciekawość świata. Policjantom, przerażonym na widok samotnej białej dziewczyny spacerującej swobodnie po miasteczku, opowiadałam o historii Polski i powstaniu warszawskim. By zyskać sympatię mieszkańców, wystarczyło jedynie wyciągnąć rękę i szczerze się uśmiechając pokazać, że chce się wiedzieć więcej.

Peru to wiele różnorodnych krajobrazów. Są pustynne wybrzeża, majestatyczne góry i niebezpieczna dżungla. To także kraj zróżnicowany kulturowo, w którym nadal miejscami silne są stare wierzenia, a gdzie indziej dominuje mentalność europejska. Do Peru można wracać wiele razy i zawsze odkryć coś nowego. Bo tutaj nawet gwiazdy świecą inaczej.

Po więcej zdjęć autorki zapraszamy TUTAJ

No votes yet.
Please wait...