Do góry nogami – 170 (SGH)

W tym numerze nie napiszemy o tym, że Samorząd rozważa reformę kalendarza i przeniesienie jesiennych wyborów na maj, ani o tym, że na ostatnim posiedzeniu Rady zabawa była tak przednia, że potrwała aż do północy.

Takiego wydarzenia jeszcze u nas nie było. W pierwszych dniach grudnia do Wielkiej Różowej zjechali się tłumnie przedstawiciele najbardziej lubianego zawodu świata: pracownicy dziekanatów. Cel spotkania? By żyło się lepiej – studentom podobno też. Jak to powiedział jeden z członków Senatu SGH, należy pamiętać, że studenci jednak też są częścią społeczności akademickiej. Niezależnie od motywacji, jedno jest pewne: takiego stężenia miłości do bliźniego na tak małej przestrzeni jeszcze w SGH nie było.

Redaktor Nieodpowiedzialny ma zaszczyt ogłosić, że Samorząd Studentów zyskał godnego konkurenta w kategorii „najbardziej kompromitująca nazwa”. Teraz w murach Wielkiej Różowej możemy cieszyć się obecnością nie tylko SS, ale również KKK. Panowie z Klubu Kalos Kagathos podobno propagują sprawność ciała i umysłu – a stąd do czystości rasowej już niedaleko. Na szczęście nie odnotowano jeszcze ataków na czarnoskórą mniejszość w SGH. Redaktor Nieodpowiedzialny dziękuje też niebiosom, że KKK przynajmniej nie próbuje udawać, że jest kołem naukowym – a na to bohaterstwo stać niewiele studenckich zrzeszeń w SGH.

Jeden z weteranów wyborów samorządowych odniósł wreszcie sukces. W tym roku „tak” powiedziała mu nie jedna osoba, ale aż 85. Kandydat odwdzięczył się, prowadząc obiecywaną od lat relację z posiedzenia Rady Samorządu. Każdy student zainteresowany życiem uczelni mógł się dowiedzieć, co ma na sobie ustępujący przewodniczący i poznać wyniki partii szachów rozgrywanej na auli. Merytoryka zeszła na dalszy plan – ale nie oszukujmy się, przecież nie o to chodzi w posiedzeniach Rady.

Aby jednak nie wyjść na malkontenta, trzeba podkreślić, że ta kadencja zapowiada się nadzwyczaj obiecująco. Nowo wybrany przewodniczący Samorządu to osoba, którą można śmiało określić mianem najbardziej skutecznego szefa Komisji ds. Spraw Studenckich w historii. Wtajemniczeni wiedzą jednak, że był on jej pierwszym i jak dotąd ostatnim szefem.

To, że akademik wszelkiego dobra jest siedliskiem, wiadomo od dawna. Redaktor Nieodpowiedzialny musi jednak przyznać, że mieszkańcy tego przybytku naprawdę mu zaimponowali. Sprzedaż podrobionych zwolnienień to doprawdy detal w porównaniu do możliwości skorzystania z usług fryzjera i manikiurzystki w jednych z pokojów (dziewczyny, hybryda za jedyne 20 zł!). Tradycyjne gałęzie handlu też mają się dobrze, wciąż można kupić zapas papierosów na całe studia.

No votes yet.
Please wait...