Między Mekką a Brukselą

W Polsce muzułmanie stanowią zaledwie 0,1 proc. społeczeństwa. O problemach wyznawców islamu w Europie Zachodniej opowiedziała dr Marta Widy-Behiesse z Zakładu Islamu Europejskiego UW.

MAGIEL: Prowadzi pani na Uniwersytecie Warszawskim zajęcia dotyczące aktualnych tematów, m.in. sytuacji muzułmanów w Europie Zachodniej. Dlaczego pani zdaniem studenci uczęszczają na te kursy?

DR MARTA WIDY-BEHIESSE: Zawsze na pierwszych zajęciach dopytuję studentów, dlaczego na nie przyszli. Często słyszę argumentację, że jest to temat obecny w mediach, że muzułmanie są pokazywani w sposób dość jednoznacznie negatywny, że u studentów pojawiają się pewne uprzedzenia czy emocje związane z tą mniejszością. Co bardzo optymistyczne – przychodzą, żeby, jak to często mówią, dowiedzieć się, jak jest naprawdę, ewentualnie zweryfikować czy też potwierdzić swoje, czasem negatywne, opinie. Dużo osób przychodzi na te zajęcia, są to kursy otwarte dla wszystkich studentów uniwersytetu. Co cieszy, przychodzą również studenci spoza Wydziału Orientalistycznego. Młodzi ludzie mają potrzebę korzystania z wiedzy akademickiej, jaką możemy im przekazać, i nie ulegają tak bezkrytycznie wszystkiemu, co przedstawia im szeroko rozumiana opinia publiczna.

W mediach głównym tematem jest radykalizm niektórych wyznawców islamu. Jak to się ma do rzeczywistości?

Na to pytanie jest mi dość trudno odpowiedzieć, dlatego że dawno straciłam kontakt z telewizją. Mniej więcej wiem, jak ten obraz się kształtuje, nie tylko w polskich mediach, lecz także w tych zachodnich. Obraz muzułmanów jest coraz gorszy, istnieje tendencja do przedstawiania tylko tych wydarzeń, które negatywnie obrazują tę społeczność. Natomiast jeżeli już pojawi się materiał np. o poście, który – wydawałoby się – można przedstawić w sposób zupełnie obojętny, to komentarze pojawiające się wokół niego sprawiają, że jego odbiór jest negatywny. W związku z tym obraz muzułmanów jest ukształtowany w sposób jednoznaczny i taki, który prowadzi do pojawiania się i rozwijania islamofobii.

Jak przebiega proces integracji muzułmańskiej społeczności?

Jeżeli chodzi o muzułmanów w Europie Zachodniej, bardzo często mamy już trzecie, czwarte pokolenie, które tutaj żyje po emigracji. To jest bardzo pozytywny aspekt, bo ci ludzie czują się w Europie jak najbardziej u siebie. Z jednej strony mają dostęp do wykształcenia, z którego często korzystają. Dążą do poprawienia swoich warunków społecznych, materialnych, w związku z tym zajmują coraz częściej wyższe pozycje na rynku pracy. W różnych krajach Europy Zachodniej tworzy się muzułmańska klasa średnia. Jest coraz więcej osób wywodzących się z imigracji muzułmańskiej, które mogłyby aspirować do miana elity społecznej. To bardzo optymistyczne, dlatego że ta wspólnota staje się coraz bardziej rozwarstwiona, upodabnia się do społeczeństwa przyjmującego, przenika przez jego struktury. Z drugiej strony osoby, które odniosły sukces, pochodzące z mniejszości religijnej czy etnicznej, są pozytywnym wzorem dla ludzi, którzy mogą czuć się zagubieni, dyskryminowani.

Wiele osób podnosi jednak argument wysokiego wskaźnika przestępczości wśród wyznawców islamu.

Prawdą jest, że muzułmanie stanowią bardzo wysoki odsetek więźniów, ale nie ma to związku z religią. Po pierwsze, należą do tych grup społecznie defaworyzowanych. Po drugie – oprócz tych negatywnych aspektów pomijamy cały szereg tych obojętnych: po prostu życiowych, ludzkich, czy też tych pozytywnych. W mediach możemy usłyszeć o każdym kolejnym zamachu, o każdym akcie terroru. Jeżeli ktoś pochodzi z terenów muzułmańskich bądź ma rodzinę pochodzącą z krajów muzułmańskich, bardzo łatwo przykleja mu się etykietkę radykalnego muzułmanina, czego nie robi się w przypadku przedstawicieli innych grup religijnych czy etnicznych.

Wydaje mi się, że tutaj Europa Zachodnia powinna przyjąć pewną część odpowiedzialności za stan rzeczy. Kiedy muzułmanie masowo przyjeżdżali do Europy Zachodniej w celach zarobkowych, Europa ściągała tę tanią siłę roboczą do siebie, nie podejmując jednak działań integracyjnych. Jeżeli nie podjęto ich 50–60 lat temu, to trudno się dziwić, że ta wspólnota jest słabiej zintegrowana ze społeczeństwem przyjmującym. Spójrzmy na to, skąd przybywali muzułmanie czy też imigranci z krajów muzułmańskich i z jakim zapleczem kulturowym, społecznym, edukacyjnym, a zauważymy, że było ono nieprzystające do tego europejskiego. Weźmy pod uwagę, że z tej niewykwalifikowanej taniej siły roboczej w przeciągu dwóch, trzech pokoleń kształtuje się klasa średnia i wywodzą się przedstawiciele elit społecznych. To bardzo dobrze wróży tej grupie, skoro w tak krótkim czasie – w ciągu z grubsza 50 lat – byli w stanie, bez zaplecza naturalnego, rodzinnego, społecznego, wykonać taki przeskok.

Co więc sprawia, że znowu powracamy do jednostronnej narracji?

Jest wygodna z wielu powodów. Widać, że w społeczeństwach zachodnich potrzebny jest jasno wskazany wspólny wróg. Takim naturalnym wrogiem wydaje się islam. Wielu badaczy wspomniało, że wraz z rozpadem podziału świata na blok wschodni i zachodni utracono tego wspólnego wroga. Powstały koncepcje, że tym wrogim ma być teraz świat muzułmański czy szerzej – islam. Co więcej, sami muzułmanie dolewają oliwy do ognia. Chociażby Daesz, czyli tak zwane Państwo Islamskie, które bardzo chętnie podpisuje się pod każdym aktem przemocy. Gdy biały Amerykanin dopuszcza się zbrodni, nie mogą tak zrobić. Niemniej myślę, że gdyby pojawił się cień informacji na temat tego, że sprawca dokonał konwersji na islam, to momentalnie „Państwo Islamskie” wzięłoby za ten zamach odpowiedzialność. To jest sposób myślenia wygodny dla obu stron.

Organizacjom, które zupełnie samozwańczo odnoszą się do islamu, zależy na zantagonizowaniu społeczeństw zachodnich z mniejszościami muzułmańskimi. Jeżeli będą one zantagonizowane ze społeczeństwem przyjmującym, to staną się dobrą bazą rekrutacyjną.

Kim więc są zamachowcy, np. z Francji, Niemiec, czy to sympatycy „Państwa Islamskiego” mieszkający w Europie Zachodniej?

Przyglądając się biografiom osób, które dokonywały różnych działań przemocowych i przepisywały swoją działalność właśnie strukturze Daesz, wydaje się, że jest to niezintegrowane ze społeczeństwem drugie i trzecie pokolenie. Jeżeli spojrzymy na biografię tych ludzi, to zawsze są to ludzie młodzi, którzy dopuszczali się wcześniej działalności przestępczej niezwiązanej z religią, czasami przebywali w więzieniu i mają praktycznie zerową wiedzę religijną na temat islamu. Natomiast jest to dla tych ludzi ciekawa formuła usprawiedliwienia, rozładowania frustracji wynikającej nie z przekonań religijnych, ale z umiejscowienia ich w społeczeństwach europejskich.

Załóżmy, że mamy rodzinę imigrantów muzułmańskich, która przyjeżdża do Francji. Co się z nią dzieje od momentu przyjazdu? Jak działa, czy właśnie – nie działa pomoc państwa?

Zupełnie inaczej wyglądały te procesy 50 lat temu, inaczej wyglądają w tej chwili. Współcześnie mamy do czynienia z innymi imigrantami bądź uchodźcami. Zupełnie inne są oczekiwania zarówno społeczeństwa przyjmującego, jak i ludności przybywającej. Państwo francuskie oferuje cały szereg różnych udogodnień, ale są to udogodnienia czysto finansowe, mieszkaniowe. Natomiast nie ma dużego nacisku na znajomość języka, nie wywiera się presji na przybyłych, żeby się jak najszybciej zintegrowali. Są oczywiście takie oczekiwania społeczeństwa i władz, że należałoby się zasymilować. Idealnie by było, gdyby wszyscy świetnie mówili po francusku, byli wykształceni, a religijność ograniczyli jedynie do sfery prywatnej, intymnej. To jest oczywiście nierealne. W związku z tym następuje zderzenie, rozdźwięk między tą religijnością charakterystyczną dla osób przybyłych ze świata islamu i absolutną świeckością, laickością przestrzeni publicznej we Francji. Muzułmanie przez to stają się bardzo widoczni w tej przestrzeni.

W jaki sposób stara się załagodzić ten rozdźwięk?

Jeżeli chodzi o praktyczne działania, to wszystkie dzieci przebywające na terytorium państw Unii Europejskiej są zobowiązane do uczęszczania do szkół publicznych. Z jednej strony jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo mają kontakt ze społeczeństwem przyjmującym, uczą się języka, nabywają umiejętności zarówno typowo praktycznych, jak i społecznych. Natomiast faktem jest, że bardzo często trafiają już do określonych dzielnic. Do skupisk biedy, przemocy, takich, w których od wielu lat niejako naturalne jest, że nie ma się pracy. Oprócz praw państwowych funkcjonują tam prawa lokalne, zwyczajowe, o których się nie mówi poza wspólnotą. Więc po przybyciu do Francji czy innego państwa europejskiego imigranci muzułmańscy trafiają niejako bezpośrednio w już ustalony wzorzec, model funkcjonowania, tworzy to zamknięte koło. Trafia się do stygmatyzującego systemu edukacji, więc momentalnie staje się stygmatyzowanym, a to się przekłada właściwie na resztę życia. W zasadzie nie można tego przerwać.

Aspektem utrudniającym integrację jest kwestia rozlokowania budynków i mieszkań komunalnych w różnych częściach miast. Teoretycznie we Francji obowiązuje prawo mówiące o tym, że każda dzielnica powinna na swoim terenie mieć określony procent budynków przeznaczonych na mieszkania komunalne. Jeżeli się z tego nie wywiązuje, płaci kary. Większości dzielnic, tym tak zwanym dobrym, burżuazyjnym, bardziej opłaca się jednak płacić kary, niż udostępniać część terenu pod mieszkalnictwo komunalne. Z jednej strony mamy strefy bogactwa, z drugiej – ubóstwa, defaworyzacji społecznej. Bardzo trudno jest się z niej wyrwać, ale jest coraz więcej przykładów osób, które docierają do lepszych stanowisk, osiągają wyższe miejsce w strukturze społecznej – takie historie są znane. Pokazują w ten sposób, że istnieje możliwość przerwania błędnego koła, ale wymaga to oczywiście zarówno pozytywnego zbiegu okoliczności, jak i dużej siły, determinacji, woli jednostki do wyrwania się z tej trudnej rzeczywistości.

Czy w Europie Zachodniej jest przykład miasta lub państwa, które nie miało problemu z przyjęciem uchodźców, w którym w miarę sprawnie przebieg proces integracji mniejszości muzułmańskiej?

Metody działania są bardzo różne. Francja jest takim ekstremalnym przypadkiem, gdzie dąży się do asymilacji, niejako przymusza się do rezygnacji w pewnym sensie z siebie. Z drugiej strony tych sposobów asymilacyjnych czy integracyjnych mamy Wielką Brytanię z ogromną liczbą czy to obcokrajowców, czy to rodzin poimigracyjnych. Tamten model jest zupełnie inny, zakłada integrację na poziomie relacji z państwem, ze społeczeństwem, natomiast społeczności mają absolutną dowolność, jeżeli chodzi o praktykę religijną. Mają też pewną dowolność, jeżeli chodzi o stosowanie swoich praw lokalnych wobec przedstawicieli własnej społeczności. Nie ma również żadnych ograniczeń dotyczących stroju, modlitwy. Państwo brytyjskie raczej stara się iść na rękę osobom przybywającym, osobom wyznania muzułmańskiego będącym na terenie Wielkiej Brytanii. Natomiast również to państwo nie uchroniło się przed powstawaniem dzielnic, enklaw, które borykają się z tymi samymi trudnościami co we Francji. Wydaje się, że to też nie jest dobre rozwiązanie. Kolejnym modelem może być Holandia, która jest państwem otwartym na imigrację, również tę muzułmańską.

Jak wygląda sytuacja wyznawców islamu w tym państwie?

Z jednej strony wydaje się, że muzułmanie mają swoje miejsce w tym społeczeństwie. Ale jest też druga strona – i tu dochodzimy do problemu wpływów radykalnego islamu na muzułmańskich mieszkańców Europy. Zawsze znajdzie się jednostka sfrustrowana, którą można w imię islamu popchnąć do działań brutalnych, niszczących obraz całej wspólnoty. Mam tutaj na myśli pewnego Marokańczyka, który zamordował w 2004 r. Theo van Gogha. To była głośna sprawa, po tym jak Theo van Gogh razem z Ayaan Hirsi Ali zrealizowali krótki film Submission. Film rzeczywiście obrazoburczy, trudny dla muzułmanów, godzący w bardzo wiele symboli naraz. Theo van Gogha zamordowano w sposób spektakularny, co zaczęło rzutować również na relacje społeczne muzułmanów ze społeczeństwem holenderskim. Wydaje się, że jeżeli nawet państwo bierze na siebie odpowiedzialność za próby integracyjne, to z kolei ta druga strona (radykalny ruch odwołujący się do islamu) jest w stanie zadziałać w taki sposób, żeby nie było pełnej harmonii między tymi dwiema jednostkami społecznymi. A one muszą i będą funkcjonować wspólnie. Natomiast pytaniem pozostaje, na jakich zasadach ta integracja będzie zachodziła.

NMS MAGIEL/ fot. Martyna Krężel

Dr Marta Widy-Behiesse

Pracuje w Zakładzie Islamu Europejskiego Wydziału Orientalistycznego UW. Zajmuje się tematami muzułmanów w Europie Zachodniej. Uczy również języka arabskiego.

No votes yet.
Please wait...