Polska leci w kosmos

W listopadzie bieżącego roku minęło 5 lat odkąd Polska dołączyła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). To doskonały moment na podsumowanie polskich osiągnięć w dziedzinie eksploracji kosmosu i ocenę perspektyw rozwoju tej branży.

Wyścig kosmiczny lat sześćdziesiątych był okresem pełnym dumnych wyczynów ludzkości – napędzanych zawziętą rywalizacją międzynarodową. Od tamtej pory obraz sektora kosmicznego uległ drastycznemu przeobrażeniu. W niepamięć odeszły dni, w których narodowe agencje kosmiczne rozporządzały niemal nieograniczonymi budżetami. Gdy zniknął bodziec polityczny, zniknęła także przychylność społeczeństwa dla wydatkowania miliardów na programy kosmiczne, nieprzynoszące namacalnych korzyści materialnych. W międzyczasie pojawiły się jednak zupełnie inne modele prowadzenia działalności gospodarczej i naukowej – na orbicie Ziemi i poza nią.

Narodowy wkład

Większości Polaków państwowe dokonania w dziedzinie eksploracji kosmosu kojarzą się głównie z postacią Mirosława Hermaszewskiego – do tej pory jedynego naszego rodaka, który odbył lot kosmiczny. Od państwa o stosunkowo ograniczonym potencjale gospodarczym trudno oczekiwać rozbudowanego programu lotów kosmicznych. Dziesięciomilionowy budżet Polskiej Agencji Kosmicznej nie napawa optymizmem w porównaniu do 20 miliardów dolarów, którymi dysponuje w tym roku NASA. Relatywnie niski poziom wydatków nie jest jednak powodem do kompleksów.

Polski wkład w eksplorację przestrzeni kosmicznej można zauważyć chociażby w przełomowej misji Rosetta – pierwszym w historii lądowaniu próbnika na komecie. Naukowcy z Polskiej Akademii Nauk pomogli opracować MUPUS – urządzenie, dzięki któremu lądownik mógł zmierzyć właściwości termiczne i mechaniczne powierzchni badanej komety. Opracowane przez naszych rodzimych naukowców instrumenty znalazły się także na pokładzie misji NASA – próbnika Huygens, który w 2005 r. wylądował na powierzchni Tytana. Polscy inżynierowie opracowali również kluczowy dla eksploracji Marsa łazik Curiosity. Wkład rodzimych instytucji naukowych w budowę sond kosmicznych stanowi bezcenne doświadczenie w dziedzinie konstrukcji pojazdów kosmicznych.

Polska nisza

Kluczowe znaczenie dla rozwoju gałęzi kosmicznej ma udoskonalanie związanych z nią nurtów kształcenia wyższego. Obecnie najbardziej obiecującym kierunkiem wydaje się inżynieria kosmiczna i satelitarna w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Same studia nigdy nie zaowocują jednak odpowiednio wykształconą kadrą. Aby polski przemysł kosmiczny zasilili właściwie przygotowani inżynierowie i naukowcy, niezbędne jest zapewnienie im doświadczenia praktycznego. Drużyny z polskich uczelni rok w rok zajmują wysokie miejsca w prestiżowym konkursie konstrukcji łazików marsjańskich University Rover Challenge. Działające przy Politechnice Warszawskiej Studenckie Koło Astronautyczne przygotowuje się do wystrzelenia już drugiego satelity własnej produkcji. Pozostaje liczyć na to, że administracja szkolnictwa wyższego udzieli stosownego wsparcia ich inicjatywom.

Aby uniknąć drenażu mózgów, polski przemysł kosmiczny musi zmierzyć się z kwestią specjalizacji. Taką potrzebę podkreślił na konferencji Ministerstwa Rozwoju Artur Bartłomiej Chmielewski, jeden z menedżerów przełomowego projektu Rosetta. Gdy konkurencję na rynku międzynarodowym stanowią giganci w rodzaju SpaceX, przedsiębiorstwa o niewyobrażalnym wprost potencjale badawczym i produkcyjnym, koniecznością staje się stworzenie produktu, który będzie niepowtarzalny. Według Chmielewskiego takim produktem mogą być miniaturowe satelity. Już w 2013 r. na pokładzie rosyjskiej rakiety Dniepr wystrzelony został pierwszy tego typu polski orbiter naukowy – ważący niespełna 6 kilogramów Lem. Polska ma już pewne doświadczenie w produkcji sprzętu kosmicznego, które stwarza obiecujące perspektywy inwestycji. Wyspecjalizowane polskie nanosatelity mogą w przyszłości nie tylko odbywać misje naukowe, lecz także prowadzić obserwacje Ziemi na potrzeby sektora rolniczego czy wspomagać nawigację na Bałtyku.

Kosmos na Ziemi

W zmieniającym się przemyśle kosmicznym nie trzeba organizować własnych misji, aby stać się ważnym graczem. Zaledwie 30 proc. wartości tego sektora stanowią przedsięwzięcia związane z samymi lotami kosmicznymi. Reszta to downstream – usługi związane z przetwarzaniem i wykorzystywaniem danych pozyskanych z orbity. Nietrudno zgadnąć, że to właśnie tu swojej szansy upatrują polscy przedsiębiorcy, jako że inwestycje w downstream wiążą się z dużo mniejszymi wymogami kapitałowymi. Opublikowana przez Ministerstwo Rozwoju strategia rozbudowy przemysłu kosmicznego sugeruje, że istotnym czynnikiem napędzającym rozwój downstreamu powinien być wkład państwa. Cele w zakresie rozwoju sektora kosmicznego wyznaczone do osiągnięcia do 2020 r. przez podsekretarz stanu Jadwigę Emilewicz zakładają również osiągnięcie udziału w wysokości 3 proc. w europejskim rynku kosmicznym.

Możliwości wykorzystania danych satelitarnych przez administrację państwową są wprost nieograniczone. Ministerstwo Rolnictwa może używać zdjęć z orbity w celu dokładnego pomiaru areału upraw, Ministerstwo Środowiska z pewnością doceni informacje dotyczące zanieczyszczenia powietrza czy powierzchni lasów. Państwo jest najlepszym klientem przedsiębiorstw zajmujących się obróbką danych satelitarnych, a odpowiednie inwestycje w programy wykorzystujące takie usługi stanowią bezcenny zastrzyk kapitału dla sektora.

Budowanie przemysłu kosmicznego prawie od podstaw może wydawać się nadludzkim wysiłkiem, ale polscy naukowcy, inżynierowie i politycy stawiają pierwsze kroki w dobrym kierunku. Czas pokaże, czy uda się zaznaczyć obecność Polski na światowej scenie eksploracji przestrzeni kosmicznej.

No votes yet.
Please wait...