Nothing But Thieves

Nothing But Thieves zadebiutowali w październiku 2015 r., a ich krążek okrzyknięto jedną z najlepszych rockowych płyt ostatnich lat. Drugi album miał zweryfikować, czy słynni złodzieje skradli serca i zwiali, czy też planują seryjne przestępstwa. Dziś bez serca można przyznać, że za drugi krążek oddałoby się nawet rękę!

Zespół zabiera słuchaczy w podróż po świecie frustracji i przytłaczającego smutku, zahaczając o krainę buntu i rozdzierającego serce żalu. O ile nie jest się mentalnym masochistą, treść piosenek nie wydaje się specjalnie zachęcająca. Jednak ta niezwykle skondensowana dawka emocji podawana jest w towarzystwie energicznych rytmów, przy których trudno nie pokochać całego krążka.

Podczas słuchania Broken Machine w ucho wpada znakomita gra perkusisty. Choć dominuje ona w  mocniejszych kawałkach, to wciąż są to tylko „drugie skrzypce” całego zespołu. Wokalista NBT, Conor Manson, poprzez kontrast delikatności i siły, romantycznego spokoju i buntowniczej agresji tworzy w każdej piosence niezwykle emocjonalny klimat.

Reklamą albumu są głównie dwie piosenki. Chwytliwa Amsterdam i nieco spokojniejsza Sorry to idealne przedstawienie fali kontrastu, po której dryfują NBT. Amsterdam, podobnie jak I Was Just a Kid dynamicznie opowiada o dzieciństwie i tęsknocie. Utwory Sorry, Hell Yeah i  Afterlife pozwalają odpocząć po głośnych kawałkach, a przede wszystkim nie znudzić monotonią całej playlisty. Soda, Get Better oraz Particles są przesiąknięte depresją i lękiem, a dzięki kawałkom Live Like AnimalsI’m Not Made by Design na płycie robi się nieco agresywnie.

Ogromną zaletą albumu jest niezwykle spójna różnorodność. To ważne, jeśli nie chce się doznać szoku, spadając z wysokości muzycznego podniecenia do poziomu stylowego osłupienia. Ocena albumu – za całokształt treści, formy oraz liczby godzin z Broken Machine na słuchawkach –  nie przysparza większych problemów.  

 

Ocena: 4/5

No votes yet.
Please wait...