Minuta ciszy dla Czarnego Romana

Wzbudzał zarówno strach, jak i sympatię warszawiaków. Spotkany na ulicy podobno niczym kominiarz przynosił szczęście. Niestety czasy legendarnego człowieka o tajemniczej przeszłości przeminęły, gdyż ten stały bywalec śródmiejskich kawiarni pożegnał się ze światem doczesnym.

Graf.: Katarzyna Kołodziej, Dominika Wójcik

Postać kontrowersyjna i otoczona aurą niezwykłości nazywana przez warszawiaków Czarnym Romanem z uwagi na swoje kruczoczarne odzienie. Jego sylwetka mogła jawić się jako demoniczna, chociaż Czarny Roman był przede wszystkim osobą samotną, zwyczajnie łaknącą kontaktu. Z tego też powodu spędzał całe dnie w okolicy Marszałkowskiej, Chmielnej czy Starego Miasta, a ostatnio także Centrum Sztuki Współczesnej. Jeszcze jakiś czas temu, zanim podupadł na zdrowiu, był stałym bywalcem kawiarni, gdzie korzystał z możliwości spotkania się z ludźmi. Chociaż niektórzy mieli go za zwyczajnego menela, Czarny Roman cieszył się sympatią przechodniów – wielu spacerowiczów uśmiechało się czy wręcz machało do niego, a pracownicy odwiedzanych przezeń lokali częstowali go wrzątkiem, z którego parzył sobie rumianek bądź dziurawiec. Teraz, po śmierci stał się już prawdziwą legendą. Zgodnie z informacją podaną przez dziennikarza Cezarego Ciszewskiego zmarł 5 grudnia – jego ciało znaleziono pod CSW, gdzie tymczasowo mieszkał.

Tajniki żywota

Chód ma szybki, styl bycia niebanalny. Raz jest w dobrym humorze i wtedy prawi komplementy lub błogosławi. Czasami jednak straszy apokalipsą lub wykrzykuje tajemnicze proroctwa: o dacie naszej śmierci czy złowrogim mordercy. Kim jest naprawdę? Reliktem minionego systemu: niegdyś bogatym cinkciarzem, dziś bankrutem? Okradzionym i porzuconym mężem? A może naukowcem, który uległ poważnemu wypadkowi? – pisał w opisie projektu Urban Legends Instytut Goethego.

Stwierdzenie to najpełniej oddaje charakter zagadki, jaką stanowi przeszłość Jana Polkowskiego, bo tak brzmi prawdziwie imię warszawiaka ochrzczonego później mianem Czarnego Romana. Trochę niezasłużenie, bo zimą człowiek-legenda zaskakiwał kolorowymi kurtkami w przeróżne wzory.

Do dziś niektórzy właściciele kantorów twierdzą, że dobrze pamiętają swojego byłego kolegę, który stał się bogaczem dzięki nielegalnemu handlowi zagranicznymi walutami. Niestety niedługo później wspólnicy go oszukali, Roman stracił wszystkie pieniądze i zwariował. Inna wersja mówi, że żona zabrała cinkciarskie pieniądze, co doprowadziło Polkowskiego do choroby psychicznej. Znajdą się też i tacy, którzy podejrzewają, że przyczyną jego bankructwa było chorobliwe upodobanie do hazardu, a konkretniej pokera. Podobno skuszony licznymi wygranymi jednego dnia postanowił zaryzykować i postawić wszystko va banque. Przegrana sprawiła, że całkowicie się załamał, a klęskę zaczął poczytywać jako odpowiednik śmierci. Po wyjściu z kryzysu, głównie psychicznego, przedstawiał się pod pseudonimem „nieśmiertelny” bądź „świadomość nieśmiertelności mordu”.

Zaintrygowani poziomem jego wykształcenia studenci z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili śledztwo, które wykazało, że Jan Polkowski studiował na Wydziale Polonistyki. Prawo do zaliczenia Czarnego Romana do swojego grona roszczą sobie też studenci Akademii Sztuk Pięknych. Przedstawiają oni dowody na to, że to właśnie ich uczelnię ukończył tajemniczy warszawiak.

Schizofrenik czy osobliwość?

Emerytowany cinkciarz wzbudzał skrajne emocje. Przerażał tych, których ostrzegał przed ogromnym meteorytem mającym spaść na ziemię i zabić 120 tys. osób. Uciekali od niego ludzie, w obecności których wydawał z siebie dźwięki imitujące zwierzęta czy na zmianę krzyczał i mamrotał coś pod nosem.

Mimo to wielu darzyło go niezwykłą sympatią i do dziś z rozrzewnieniem wspominają rady, jakimi raczył przypadkowo zaczepionych przechodniów. Zgodnie z przekazami świadków mówił do nich per „aniołeczku”, odradzał picie alkoholu, zalecał spanie na twardym podłożu. Nigdy nie uciekał przed kamerą, do której opowiadał historie o „arcykurwie mordercy” bądź radził nacjonalistom, by zaczęli trenować jogę. Sam również chętnie gimnastykował się na skwerze Twardowskiego chwilę po tym, jak nakrzyczał na modnie ubranych nastolatków przechadzających się po ulicy Chmielnej. Mimo regularnych ćwiczeń dożył jedynie 62 lat. Ostatnie zdjęcia publikowane na jego fanpage’u na Facebooku ukazują, w jak słabej był formie przez ostatnie miesiące życia. Możliwe, że spowodowało to zmianę jego stylu bycia – zrezygnował ze swoich tradycyjnych czarnych okryć na rzecz strojów wzbudzających większą sensację, które składały się np. z różowego szlafroka i białych crocsów. Rzadziej też spotykano go na ulicach, co martwiło bardziej „zżyte” z nim osoby.

Pożegnanie legendy

Odejście Czarnego Romana było szokujące dla dużej części mieszkańców stolicy. Pod postem Ciszewskiego obwieszczającym o jego śmierci pojawiło się wiele emocjonalnych wpisów, w których warszawiacy wspominali o tajemniczym bywalcu Śródmieścia jako o „księciu warszawskiego streetu”, a nawet nauczycielu. Niektórzy zaczęli wręcz głosić, że należy postawić mu pomnik.

W grudniu odbyło się oficjalne pożegnanie Romana na Cmentarzu Wilanowskim podczas którego wspominano jego intrygujące losy. Kto teraz opowie ze swojego śpiwora, jak to płynął statkiem do Stanów Zjednoczonych, zwróci uwagę na problem gnijącej wątroby czy ponarzeka na zbyt duże spożycie makaronu we współczesnym świecie?

Właściwie nic o nim nie wiemy, mimo to Czarny Roman stał się swego rodzaju fenomenem społecznym, który z pewnością odcisnął piętno na wizerunku Śródmieścia. Chociaż Warszawa straciła miejską legendę, to należy pocieszać się faktem, że Polkowski teraz trenuje swą ukochaną jogę w znacznie lepszym miejscu.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...