Szaleństwo ukierunkowane

Działania na rzecz studentów to mrówcza praca, a wprowadzenie zmian wymaga czasu. O kruszeniu muru za pomocą długopisu opowiada Arkadiusz Kamiński, Przewodniczący Samorządu Studentów.

MAGIEL: Cytując nazwę pewnego fanpage’a: czy Arkadiusz Felix Kamiński jest już  przewodniczącym?

ARKADIUSZ KAMIŃSKI: Tak jest, jestem już przewodniczącym od 8 listopada. Fanpage ma 6 lajków i powstał na zamówienie kumpli, to żartobliwa analogia do prężnie działającego „Czy Bogdan Marek jest już przewodniczącym?”.

Jakie są twoje wrażenia po pierwszych miesiącach sprawowania tej funkcji?

To jest ciekawa praca, choć na pełen etat – połowy nie widać nawet z perspektywy członka zarządu. Wszystko razem pochłania, jak dobrze pójdzie, 8 godzin dziennie, jak źle, to nawet 16. A w weekendy dochodzi jeszcze reprezentacja uczelni na zewnątrz – Forum Uczelni Ekonomicznych, Parlament Studentów RP. To jest super, poznaje się niesamowitych ludzi, ale z drugiej strony coś takiego wymaga miesięcy mrówczej pracy, której łatwo nie docenić. Mogłoby się przecież wydawać, że przewodniczący tylko deleguje zadania.

Cofnijmy się jednak o kilka miesięcy – jak powstał blok wyborczy Impact SGH?

Spotkały się dwie osoby, które blisko ze sobą współpracowały przez cały rok, czyli rzecznik praw studenta i członek zarządu ds. studenckich, które się szanowały, lubiły, chciały zrobić coś dobrego z Samorządem jeszcze w kolejnym roku. Od razu powiedzieliśmy sobie, że chcemy to robić razem. Ustaliliśmy też, że każdy z nas będzie mógł zaproponować jako kandydatów do Rady ludzi, których uważa za cenny nabytek w komisjach samorządu. Podzieliliśmy się obowiązkami, ustaliliśmy, że Michał Lechowski wykorzysta szerokie kompetencje w sprawach typowo statutowych, związanych z jakością kształcenia. Ja z kolei skupię się na wykorzystywaniu umiejętności koordynacji działań i ogólnym zarządzaniu całością, rozwoju nowych inicjatyw w Samorządzie, zdobywaniu partnerów strategicznych i reprezentowaniu Samorządu na zewnątrz.

Co robiłeś jako członek zarządu ds. studenckich? 

Opiniowałem akty prawne, które wydawała Szkoła Główna Handlowa, pomagałem studentom w skomplikowanych przypadkach, odpowiadałem również za nadzór nad procesem przyznawania stypendiów i nad akademikami. Wprowadziliśmy do regulaminu studiów możliwość wypisania się jednorazowo w toku studiów z przedmiotu konkursowego lub specjalistycznego. Pojawił się także zapis o tym, że uczelnia musi dokładnie poinformować studenta, co będzie wymagane na egzaminie komisyjnym na kilka dni przed nim. Po 2,5 roku prób udało się także dokonać zmiany regulaminu stypendialnego i rozpocząć proces szerszych przemian – teraz trzeba ponieść jedynie tymczasowy koszt związany z wdrażaniem tych zmian.

Jakie rozwiązania zamierzacie lobbować?

Powstaje raport na temat zalet czynnika korygującego, który zaprezentujemy na posiedzeniu Senatu. Alternatywą jest wprowadzenie egzaminów standaryzowanych. Nawet jeśli uczelnia promuje takie rozwiązanie, to przecież proces obejmie jedynie połowę przedmiotów, gdyż tak naprawdę te podstawowe da się sensownie wystandaryzować. Moim zdaniem standaryzowanie przedmiotów kierunkowych jest sprzeczne z ideą uczelni wyższej, której podstawowe zadanie to pobudzanie do rozwoju intelektualnego i poszukiwania nowych ścieżek.

Są także korzystne zmiany dla studentów niepełnosprawnych. Udało się zapisać, że jeżeli w ciągu miesiąca po zakończeniu ważności orzeczenia o niepełnosprawności student uzyska nowe i złoży nowy wniosek, to nie straci jednego miesiąca świadczenia, tak jak działo się do tej pory. Doszła także kwestia korekcji dochodu – czyli jeśli masz stypendium socjalne, możesz zgłosić nagłą utratę dochodu, tak żeby zostało to przeliczone ponownie. Wprowadziliśmy także elektroniczne odbieranie decyzji i zmniejszyliśmy skład Komisji Stypendialnej, usprawniając jej pracę. Do 29 listopada udało się rozpatrzyć wszystkie wnioski o stypendium rektora. To jest rekordowy czas.

Jest nadzieja na to, że i etap składania wniosków będzie odbywać się elektronicznie?

W perspektywie roku bądź dwóch lat – nie. Dopiero po pełnej implementacji USOS-a może się to udać. To jest najważniejsza rzecz, której się nauczyłem jako człowiek ds. studenckich – jeśli przepychamy rozwiązania korzystne dla studentów i cokolwiek się zmienia na uczelni, to działania prowadzące do tego można porównać raczej do kruszenia betonu długopisem niż za pomocą młota pneumatycznego.

Poza sprawami studenckimi w programie Impactu poświęcono dużo miejsca także relacjom zewnętrznym.

Powstała nowa komisja, która zajmuje się nawiązywaniem współpracy z podmiotami strategicznymi i reprezentowaniem Samorządu. Do tej pory robił to sam przewodniczący. Budujemy również inicjatywy CSR-owe, doradztwo dla III sektora, mentoring – projekty, które również mają przyciągnąć merytoryczne osoby. Sprawia to, że będą oni kreować jeszcze większą wartość dla siebie i dla organizacji, z których się wywodzą. Rolą Samorządu jest przede wszystkim raczej integrowanie tych inicjatyw w ramach Think Tanku Samorządu Studentów SGH i zapewnienie platformy wymiany doświadczeń.

Zaczynamy również pracować z Centrum Kariery i Relacji z Absolwentami, co pociąga za sobą wiele interesujących pomysłów, których teraz przedstawić nie mogę, bo są na zbyt wczesnym etapie. Dopiero tak naprawdę po roku pracy w zarządzie kadencji 2016/2017 uświadomiliśmy sobie te możliwości związane z kontaktami, jakie sami mamy i z marką jaką dysponuje Samorząd Studentów SGH.

Jakie jeszcze możliwości odkryliście?

Na przykład, dzięki uprzejmości Rektora Rockiego, miałem okazję spotkać się z liderami ruchu studenckiego na Białorusi. Poznałem chłopaka, który został wyrzucony z uczelni za przeprowadzenie protestu – czyli czegoś, co u nas jest zapisane w ustawie jako nienaruszalne prawo studentów. Kiedy szliśmy na to spotkanie, spodziewaliśmy się, że to będą osoby faktycznie wychowane w tym reżimie, niebędące w stanie wyjść poza pewne schematy myślowe. Tymczasem oni pytali o bardzo strategiczne rzeczy pod kątem praw studentów; także w kontekście studentów ze Wschodu uczących się w Polsce. Kiedy opisywałem rzeczy tak dla nas oczywiste, to uświadomiłem sobie, ile praw mają polscy studenci: do referendum, do strajku, do powiedzenia „nie” regulaminowi studiów. Na Białorusi nie ma czegoś takiego, a przewodniczącym samorządu jest pracownik uczelni. Nie ma mowy, żeby studenci wyrażali opinię na temat programu studiów.

Wspomniałeś, że polscy studenci mają prawo do strajku. Czy coś mogłoby zjednoczyć studentów SGH na tyle, żeby zastrajkowali?

Tak, oczywiście. Gdyby na przykład zaczęło się coś zmieniać w ustawie albo gdybyśmy utracili jedną z tych wolności, których na co dzień się nie dostrzega, ale przyjmuje za pewnik.

Ostatnio utraciliśmy całkiem sporo ECTS-ów. Wydawałoby się, że to mógłby być punkt zapalny.

Kwestia terminu – odbyło się to na ostatnim senacie w roku akademickim 2016/2017 – większość studentów była już na wakacjach. Uważam, że nasza reakcja była i tak bardzo zdecydowana. Była to wolność wykraczająca znacznie poza szeroko przyjmowane standardy i kreująca SGH jako lidera. Wycofana możliwość realizacji większej liczby dodatkowych przedmiotów odebrała sporą część ogromnej wartości, jaką jest elastyczność SGH.

W swoim programie postulujesz też rozdział działalności samorządowej i projektowej.

Pozostaję wierny myśli, z którą szliśmy do wyborów już rok temu – Samorząd nie może się zajmować tylko projektami. Jestem przewodniczącym całej uczelni, a nie tylko grupy działaczy Samorządu. Chodzi o to, żeby część projektowa mogła zostać wybrana wewnątrz Samorządu. Obecny pomysł zakłada, że zeszłoroczni koordynatorzy projektów nominują jedną osobę na przewodniczącego nowego organu, którym jest Komitet Wykonawczy. Spośród osób, które zbiorą 25 proc. głosów od koordynatorów i członków komisji projektowych, Prezydium (zarząd statutowy), wybiera jedną osobę postrzeganą jako najbardziej kompetentna. Wciąż jednak testujemy to rozwiązanie. O wynikach będziemy na pewno informować.

Postulaty Impactu w małym stopniu dotyczą organizacji studenckich – to też element dystansowania się od działalności projektowej?

Nie skupiamy się na organizacjach z uwagi na to, że jednym z kluczowych postulatów jest większa autonomia Rady Kół i Organizacji. Niech więc w wyborach do RKiO zacznie dziać się więcej. Bardzo liczę na to, że organizacje zaczną przywiązywać do tego większą wagę, bo obecnie frekwencja na posiedzeniach nie zawsze jest najwyższa. Wbrew pozorom to bardzo ważny organ, który reprezentuje wszystkie 65 organizacji w rozmowach z zarządem samorządu. I chociaż nie mamy wystarczająco dużo czasu na rozmowy z każdą z nich z osobna, to mamy możliwość konsultacji najważniejszych decyzji z zarządem RKiO i z największymi organizacjami.

Już w zeszłym roku pojawił się pomysł współpracy między Samorządem a organizacjami i tworzenia wspólnych inicjatyw.

Tak, to zaczyna powoli działać. Na przykład Summer University Warsaw został zrobiony z ESN, a przy Dniach Adaptacyjnych jeden dzień należał do organizacji studenckich, które m.in. oprowadzały po SGH. Będę kładł nacisk na to, by w samorządowych komisjach znaleźli się przedstawiciele wszystkich studentów, np. żeby w Komisji Relacji Zewnętrznych działali radni z organizacji. Bardzo bym chciał, by moi następcy łączyli oba środowiska.

Jeśli zostanie wprowadzony nowy regulamin, twoi następcy zostaną wybrani już w maju i rozpoczną sprawowanie swoich funkcji od 1 sierpnia. Skąd taka inicjatywa?

Obecny projekt zmian to pójście za trendem obecnym na większości uczelni ekonomicznych w Polsce, a także w licznych organizacjach. Pomysł oparto na doświadczeniach zarządu w poprzedniej kadencji, który wszedł od razu w wir pracy uczelni. W połowie grudnia uczelnia zamyka rzeczy zaplanowane na koniec roku, więc to nie jest czas na wdrażanie się – tylko na szybkie reakcje. Dlaczego więc nie zrobić tego na spokojnie, mając już za sobą lipiec, sierpień, wrzesień? Kiedy musisz od razu ratować stypendia albo dowiadujesz się o planowanej zmianie regulaminu studiów, to tracisz coś bardzo ważnego – możliwość proaktywnego kreowania zmian. Sam mam zamiar pomagać przyszłemu przewodniczącemu lub przewodniczącej, nie zostawię przecież ot tak dwóch lat pracy. Ale będzie to bardziej rola doradcza – ścieżka podobna do tej, którą obrał Bogdan, którego wsparcie bardzo sobie cenię i za które jestem bardzo wdzięczny.

Macie dosyć bogaty program – jaki byłby poziom realizacji postulatów, który by cię usatysfakcjonował?

Nie da się tego ocenić w systemie zerojedynkowym. Pewne rzeczy da się zrobić na bieżąco, a na inne wpływa zbyt wiele czynników. Przykładem tych drugich jest chociażby digitalizacja biblioteki, która zależy nie tylko od naszych chęci, lecz także od woli uczelni i partnerów korporacyjnych. Na ten moment trudno powiedzieć, czy zostawimy każdy postulat w realizacji w 100, czy w 70–80 procentach. Ważne jest, żeby podejmować działania, tak by w każdym z tych obszarów ruszyć sprawę znacząco do przodu. W przypadku programu Aliansu w większości nam się to udało. A tam, gdzie nie ruszyliśmy, na ogół były to inicjatywy wykraczające daleko poza horyzont roku czy dwóch lat. To wymaga od nas czasami porywania się do słońca jak Ikar, bo uważam, że to model Ikara rozwija cywilizację. Tak jak powiedział Steve Jobs: Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają. Wolałbym tylko, żeby to było szaleństwo ukierunkowane, a nie takie, które zmiecie ten statek z powierzchni morza. 

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...