Polityka kursowa po chińsku

O istotności juana w światowym handlu, historii manipulacji kursem walutowym oraz o tym, czego od Chin mogłaby nauczyć się Polska opowiada doktor Dominik Skopiec.

Rozmawiali: Michał Kulbacki, Michał Zaborski

fot. flickr/david dennis

MAGIEL: Na początek podchwytliwe pytanie. Walutą obowiązującą w Chinach jest juan czy renminbi?

Dr Dominik Skopiec: To zależy. Oficjalnie, według władz monetarnych Chin, renminbi. Natomiast jeśli chodzi o symbol ISO, czyli Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej, jest to juan, gdzie mamy skrót CNY od angielskiego chinese yuan. Dlatego stosowany czasem skrót RMB jest niepoprawny. Na rynkach walutowych mówimy więc o juanie, choć nie jest on oficjalną walutą Chin. Skąd różnica? Renminbi oznacza dosłownie »waluta ludowa«. Natomiast juan po chińsku oznacza »kawałek«. Juan jest też nazwą utartą przez praktykę – renminbi jest przecież trudniej wymawialne.

W 1978 r. Chiny zdecydowały się na stopniową liberalizację gospodarki. Wdrożono m.in. proeksportową strategię wzrostu gospodarczego, co w krótkim czasie pozwoliło Chinom na zostanie zarówno największą gospodarką świata wg PKB mierzonego parytetem siły nabywczej, jak i największym światowym eksporterem. Jak polityka kursowa przyczyniła się do tego sukcesu?

Była ważnym elementem realizacji samej strategii proeksportowej. Juan pozostawał powiązany z dolarem amerykańskim systemem kursu stałego przy znacznym stopniu interwencji Ludowego Banku Chin na rynku walutowym. Utrzymywanie kursu rynkowego renminbi, który nie pokrywał się zarówno z kursem realnym, jak i efektywnym (traktowanym jako kurs równowagi), prowadziło do utrzymującego się przez wiele lat niedowartościowania renminbi. Wskutek tej strategii Ludowy Bank Chin de facto promował chiński eksport – był on cenowo konkurencyjny. A ponieważ eksport jest głównym składnikiem tworzącym PKB w Chinach, polityka niedowartościowanego juana wpływała na dynamiczny wzrost PKB tego kraju.

Czyli Donald Trump miał trochę racji, mówiąc, że Chiny manipulowały swoją walutą?

Chiny definitywnie manipulowały swoją walutą. Ważny jest jednak moment, kiedy prezydent Trump o tym powiedział. Otóż skala niedowartościowania renminbi jest bardzo niewielka w porównaniu z sytuacją sprzed dziesięciu czy pięciu lat. Wtedy niedowartościowanie renminbi szacowano nawet na 30 proc. Dzisiaj jest to poniżej 5 proc., więc skala manipulacji kursem walutowym przez Chiny nie jest już tak duża. Wskazuje też na trwający od kilku lat trend aprecjacyjny renminbi. W przeciwieństwie chociażby do wcześniejszych 10 lat, kiedy kurs pozostawał niezmienny w stosunku do dolara amerykańskiego.

Skąd w takim razie zmiana trendu? Dlaczego juan nagle zaczyna zyskiwać na wartości, a Chinom przestaje się opłacać utrzymywanie sztucznie zaniżonego kursu?

Mają tutaj znaczenie dwa czynniki. Pierwszy ma charakter zewnętrzny – chodzi o naciski polityczne, głównie ze strony Stanów Zjednoczonych. Bodajże dwa razy znalazły się w Kongresie projekty ustaw, które nakładały cła na eksport z Chin jako instrument odwetowy za strategię manipulowania kursem walutowym. Oczywiście nigdy nie zostały one uchwalone, była to pewna forma nacisku na Chiny. Drugim czynnikiem jest zmiana strategii wzrostu gospodarczego wynikająca z nowego modelu chińskiej gospodarki. Obecnie ChRL odchodzi od tradycyjnego modelu proeksportowego. Nowy pomysł na gospodarkę zakłada wzrost roli sektora usług oraz luzowaniu polityki finansowej. Liberalizacja polega z jednej strony na uwolnieniu stóp procentowych, a z drugiej – na poszerzeniu elastyczności reżimu kursowego. Oznacza to, że dopuszczono większą skalę wahań juana wokół dolara. Obecnie w korytarzu kurs może się wahać o 2 proc. na plus i minus w stosunku do kursu parytetowego. Zmniejszono też skalę interwencji banku centralnego, w tym przypadku Ludowego Banku Chin, ze względu na rosnące koszty utrzymywania gigantycznych rezerw walutowych, które wtedy wynosiły już prawie 4 biliony dolarów, a w tej chwili znacząco spadły. Także te dwa czynniki, zewnętrzny i wewnętrzny, umożliwiły aprecjację juana. I choć była to aprecjacja stopniowa, zmniejszyła znacząco skalę niedowartościowania.

Szereg reform zaskutkował włączeniem juana do koszyka walutowego emitowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) Specjalnych Praw Ciągnienia (SDR). Czy była to decyzja słuszna?

Jest to decyzja przede wszystkim o charakterze politycznym, gdyż Chiny spełniają jedynie część kryteriów pozwalających na skuteczną internacjonalizację waluty krajowej. Pierwszym jest kryterium eksportowe, które Chiny spełniały już od wielu lat. Stąd o włączeniu renminbi do koszyka mówiono już w czasie przeglądu w 2010 r. Jest jednak jeszcze drugi czynnik, którym jest uznanie przez MFW konkretnej waluty za tzw. walutę swobodnie używaną. W opinii ekonomistów renminbi nie spełniało tego warunku. Fundusz uznał jednak inaczej, co u wielu wywołało zdziwienie. Charakterystyczna jest też duża waga juana, którą dano tej walucie w momencie włączenia do koszyka SDR. Jest ona wyższa od wag walut, które w tym koszyku znajdowały się od wielu lat (np. japoński jen czy funt szterling). W ten sposób renminbi pozostaje trzecią co do wartości udziału walutą w koszyku. Wszystko wskazuje na to, że Fundusz chciał zaspokoić ambicje Chin, jeśli chodzi o światowy system walutowy. Nie odzwierciedla on bowiem rzeczywistego wykorzystania renminbi w obrocie międzynarodowym.

Czy można mówić, że juan jest walutą kluczową?

W porównaniu z innymi istotnymi walutami rola juana pozostaje niewielka. I choć proces umiędzynarodowienia waluty jest faktem, to poziom tego umiędzynarodowienia wciąż pozostaje bardzo niski. O juanie jako o walucie międzynarodowej możemy mówić ze względu na rosnącą intensywność jego wykorzystywania. Pomiędzy 2010 a 2016 r. jego udział w dziennym obrocie na światowym rynku walutowym wzrósł z poziomu 0,9 proc. do 4 proc. Natomiast gdy przyjrzymy się rezerwom walutowym, to udział renminbi oscyluje już tylko w okolicach 1 proc. Obszarem, gdzie juan funkcjonuje już znacząco jako waluta międzynarodowa, jest rozliczanie handlu. Sądzę jednak, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o juanie jako walucie kluczowej ze względu na to, że w innych obszarach jest znacząco mniej wykorzystywany niż inne waluty. Chiny nadal zresztą nie spełniają części kryteriów internacjonalizacji waluty krajowej.

Dlaczego właściwie Chinom zależy na internacjonalizacji juana?

Jednoznaczna kalkulacja jest niezmiernie trudna. W przypadku Chin szczególne znaczenie zdaje się mieć kwestia ambicji i świadomości tego, że ich pozycja w międzynarodowych stosunkach walutowych jest nieadekwatna do tej w sferze realnej gospodarki światowej. Ponadto Chiny chcą pozbyć się w rozliczeniach swojego handlu międzynarodowego dominującej pozycji dolara amerykańskiego – również ze względów ambicjonalnych. Istnieje też szereg korzyści typowo ekonomicznych związanych np. z eliminacją ryzyka walutowego i zmniejszeniem kosztów transakcyjnych. Istotna jest też stabilizacja obrotów o charakterze finansowym z zagranicą. Wreszcie jest też kwestia tzw. renty senioralnej, czyli dochodu banku centralnego związanego z emisją pieniądza. W przypadku dolara występuje ona w skali międzynarodowej. Jest to wielkość kwantyfikowalna, niekiedy wynosząca nawet do kilku procent PKB. Poza rentą senioralną ważna jest też możliwość zaciągania długu we własnej walucie, z czego emitenci walut kluczowych powszechnie korzystają ze względu na opłacalność tego zjawiska. Dlatego też gospodarki krajów emitujących waluty międzynarodowe przeważnie są gospodarkami dłużniczymi tzn. mają deficyty obrotów bieżących.

Jak polityka monetarna Chin w najbliższych lata będzie wpływać na naszą część Europy?

Nie powinna nas szczególnie martwić, gdyż nasze powiązania kapitałowe z Chinami wciąż nie są zbyt znaczne. Rozliczenia handlu z Chinami nadal odbywają się przy udziale walut międzynarodowych. Skorzystać możemy np. na rozwoju współpracy z bankami chińskimi, które coraz śmielej wchodzą na rynek polski, a które mogą oferować instrumenty nominowane w walucie chińskiej. Istotne jest jednak to, że przy obecnej dominacji walut zachodnich internacjonalizacja juana mogłaby korzystnie wpłynąć na stabilizację źródeł płynności międzynarodowej.

Czy Polska mogłaby się czegoś nauczyć od Chin – nie tylko w kwestii polityki kursowej, lecz także całej szeroko rozumianej polityki gospodarczej?

W przypadku polityki kursowej sprawa jest o tyle prosta, że złoty ma system kursu płynnego, więc ma ona charakter pasywny. NBP interweniuje na rynku walutowym rzadko, tylko w celu przeciwdziałania nadmiernym fluktuacjom złotego. Jeśli chodzi o inne obszary polityki gospodarczej, to musimy pamiętać, że Chiny zawdzięczają swój wzrost dużemu zaangażowaniu państwa w gospodarkę. Myślę, że od Chin moglibyśmy nauczyć się planowania w dłuższym okresie. Chińczycy nie robią zmian szybkich i pochopnych. Wolą raczej eksperymentować i wprowadzać zmiany o charakterze gradualnym. Długofalowa perspektywa rozwoju byłaby czymś, co przyniosłoby Polsce zdecydowane korzyści.

dr Dominik Skopiec

Adiunkt w Instytucie Ekonomii Międzynarodowej w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół problematyki finansów międzynarodowych, w szczególności rezerw dewizowych, walut międzynarodowych i międzynarodowego systemu walutowego, a także rozwoju gospodarczego Azji Wschodniej i integracji ekonomicznej.

Rating: 5.0. From 3 votes.
Please wait...