Anatomia skandalu

Czy głośne śledztwo sprzed blisko 90 lat wciąż może wzbudzać zainteresowanie i rozpalać emocje? Cezary Łazarewicz, zdobywca ubiegłorocznej Nagrody Nike za reportaż Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka, kolejny raz udowadnia, że niektóre sprawy nie ulegają przedawnieniu i z właściwą sobie wirtuozerią pokazuje, czym jest prawdziwa reporterska koronkowa robota.

Gdyby ta historia wydarzyła się dziś, niewątpliwie stanowiłaby pożywkę dla prasy brukowej. Zachwycająco pięknej cudzoziemce z niepokojąco brzmiącym nazwiskiem najpierw zostaje odebrane dziecko, potem, szukając sobie zajęcia, tuła się po przedwojennych ulicach Lwowa, by w końcu przestąpić próg domu dobrze sytuowanego architekta i stać się guwernantką dwojga jego dorastających dzieci, a wkrótce – jego kochanką. Niewiele zabrakło, a losy Rity Gorgonowej stałyby się urzeczywistnieniem jednego z romansów ziemiańskich Mniszkówny. Idylliczny obrazek kończy się jednak, kiedy w galicyjskiej willi zostaje brutalnie zamordowana siedemnastoletnia Lusia Zarembianka – córka pana domu. Cień podejrzeń niemal od razu pada na młodą bonę, która natychmiast staje się naczelnym czarnym charakterem wśród opinii publicznej – media rozpisują się na temat kolejnych etapów śledztwa, usiłują przechwycić ekspertyzy biegłych, polują na fotografie bohaterki procesu, a tłum z zapartym tchem oczekuje relacji z przebiegu sprawy. Proces odbija się echem nawet w środowisku „Wiadomości Literackich”, gdzie głos w dyskusji zabierają pisarki – Irena Krzywicka, Stanisława Przybyszewska czy Elga Kern. Nazwisko Gorgonowej jest na ustach wszystkich, a zainteresowanie jej osobą bynajmniej nie kończy się wraz z orzeczeniem prawomocnego wyroku. Sprawa Gorgonowej odżywa jeszcze wielokrotnie, wciąż jednak pozostawiając najważniejsze pytanie: czy Rita rzeczywiście była winna zbrodni na nastolatce?. Łazarewicz, jak deklaruje w prologu, postanawia to ustalić i stopniowo ze sprawozdawcy zamienia się w detektywa najwyższej klasy.

Tamtej nocy

Zdawałoby się, że wszystko jest jasne już na samym początku – reporter odtwarza feralną noc morderstwa z 30/31 grudnia 1931 r. z dokładnością co do minuty. Wiernie relacjonuje wydarzenia. Pośród gęstych i precyzyjnych opisów kolejno pojawiają się postaci dramatu. Autor wykorzystuje źródła w sposób najobiektywniejszy z możliwych – archiwalia służą wyłącznie dokumentarnej rekonstrukcji całego zajścia. Na razie, konsekwentnie budując napięcie, nie przedstawia zakulisowych działań i relacji. Jednocześnie nie traci jednak z horyzontu tego, że sprawa jest tyleż interesująca, co tragiczna – beznamiętne przekazy uczestników tamtych zdarzeń uzupełnia poruszającymi wspomnieniami Henryka Zaremby, ojca, który stracił tej nocy ukochaną córkę.

Histeria tłumu

Reportażysta stopniowo włącza w opowieść dalsze źródła: zeznania kolejnych świadków – często także te uznaniowe – opinie biegłych, niejednokrotnie wykluczające się nawzajem, czy komentarze publikowane na łamach prasy. Tak solidne przygotowanie badawcze Łazarewicza uwiarygadnia jego bezstronność, jednocześnie umożliwiając weryfikację zgromadzonych informacji. Autor nie pomija żadnych, nawet najbardziej absurdalnych szczegółów, jak chociażby opinii Elgi Kern podważającej zeznania głównego świadka i brata ofiary – Stasia Zaremby. Pisarka twierdziła, że chłopcy w okresie dojrzewania nie są wiarygodni, gdyż podlegają wpływom księżyca i są podatni na imaginację. Łazarewicz nie podporządkowuje zgromadzonych materiałów z góry ustalonej wersji wydarzeń, przeciwnie – wydaje się, że chce przeprowadzić czytelnika przez ten sam proces poznawczy, który uprzednio przeszedł osobiście. Każdemu ze świadków oddaje kawałek prawdy. Innych zeznań i dowodów już nie będzie – jedyny sposób, by się jeszcze czegoś dowiedzieć, to uszanowanie tych, które są.

Wraz z każdym następnym źródłem reportażu na jaw wychodzą kolejne niedomówienia i potęgują się wątpliwości. Pojawia się coraz to więcej wykluczających się tropów, ale wraz z oddaleniem się od poznania prawdy o zbrodni zbliżamy się do innej, znacznie ciekawszej diagnozy. Chwilami sprawa Gorgonowej staje się jedynie pretekstem do odsłonięcia uniwersalnych w każdym czasie mechanizmów mediów i natury skandalu. Łazarewicz na podstawie zgromadzonych materiałów inscenizuje wrzawę medialną, zagłuszającą ludzką tragedię i bynajmniej nie przysługującą się dowiedzeniu prawdy. Noc tragicznych wydarzeń w willi Zarembów nazywa natomiast pierwszym odcinkiem opery mydlanej, która ciągnąć się będzie aż do współczesności. Sponad mas wyrastają jeszcze elity, które potrafią przerobić afery poruszające tłumy w niesłychanie zgrzebny sposób, traktując je jako pretekst do załatwienia rozmaitych swoich spraw – czy to ideologicznych, czy społecznych. Gorgonowa, kobieta oskarżona o morderstwo, z naczelnego czarnego charakteru dwudziestolecia wyrosła bowiem w końcu na feministyczny symbol ofiary. Reportaż, gdzieś pod powierzchnią, staje się zwierciadłem współczesności, w którym odbijają się ludzie, zawsze tacy sami – spragnieni skandalu, głodni ofiar, szukający pretekstu do wygłoszenia swoich racji.

Widma pamięci

Łazarewicz w drugiej części swojego reportażu, obejmującej lata 2016–17, postanowił uwzględnić jeszcze jedną perspektywę – perspektywę pamięci drugiego pokolenia. W przedmowie autor wspomina, że inspiracją do zgłębienia tej sprawy stała się dla niego córka Rity – Ewa Ilić – która po blisko 90 latach od wydania wyroku skazującego Gorgonową postanowiła znów zawalczyć o oczyszczenie swojej matki z zarzutów. Pojawia się jednak pytanie – na ile jest to walka o własną godność? Piętno córki morderczyni ciążyło na niej przez całe życie – ilekroć udało jej się uciec przed złą sławą, tylekroć ona znów ją doganiała. O ile wyrok sądowy pozbawił matkę wolności, o tyle pamięć kulturowa skazała córkę na społeczne potępienie. Łazarewicz przywołuje także inne głosy drugiego pokolenia – takie, które nie mogą pamiętać procesu Gorgonowej – i im także nie odbiera ich ważności. I to właśnie te głosy mają dla reportażysty kluczowe znaczenie w dotarciu do prawdy. Dla autora niezwyciężoną potęgą okazuje się pamięć – zarówna ta przechowana w wielkim skandalu i medialnej aferze, jak i ta wydobywana z ekspertyz i archiwów sądowych.

Reportaż Łazarewicza trzyma w napięciu do ostatniego zdania i nie pozwala o sobie zapomnieć jak najlepszy kryminał. W drodze do odpowiedzi na, zdawać by się mogło, przebrzmiałe pytanie: kto zabił?, autor oferuje znacznie więcej – znakomicie odtwarza atmosferę rozmiłowanej w skandalach epoki i stawia daleko idące, ale zarazem subtelne oraz chłodne diagnozy społeczne. Łazarewicz kolejny raz powołuje do istnienia legendarną Gorgonową, która tym razem ma szansę przysłużyć się współczesności i wykonać swoją ostatnią koronkową robotę, dzięki której w dwudziestoleciu międzywojennym możemy przejrzeć się jak w zwierciadle.

 

5/5

 

Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej
Cezary Łazarewicz
Wydawnictwo Czarne
Premiera: 14.03.2018
Rating: 5.0. From 2 votes.
Please wait...