Gdzie ci mężczyźni?

Teatr Dramatyczny podjął próbę dyskusji o mężczyznach. Czy  Pociągi pod specjalnym nadzorem Jakuba Krofty odpowiedzą na setki niezadanych pytań o sens męskości?

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Milosz Pipka jest nieudacznikiem – ponosi klęskę; jedną na przykład w życiu miłosnym, gdy jego inicjacja seksualna, bardziej niż wspaniałe uniesienie, przypomina (jak wspomina sam bohater) więdnącą lilię. Na domiar złego Masza, partnerka Milosza, zaczyna wątpić w swoją kobiecość, widząc zachowanie ukochanego, i w rezultacie odchodzi od chłopaka. Nic dziwnego, że młody Pipka zaczyna powątpiewać w swoją męskość. Ba! Uważa się za przegranego i dokonuje nieudanej próby samobójczej. Ciągnące się pasmo niepowodzeń ostatecznie motywuje bohatera do zmiany – chłopak postanawia stać się mężczyzną doskonałym.

Co jest prawdą?

Milosz sam musi zdefiniować, co oznacza bycie mężczyzną. Zadanie to nie jest łatwe, bo nie ma w swoim otoczeniu odpowiedniego wzoru męskości. Z jednej strony Zawiadowca – dewota, przeklinający wszelkie nietaktowne zachowania ówczesnej młodzieży. Z drugiej – dyżurny ruchu Całusek, awanturnik i rębajło, mający słabość do pięknych kobiet i dobrej drzemki podczas służby.Aktorzy ten konflikt postaw przekazali bardzo wyraźnie. Robert Majewski w roli dyżurnego ruchu Całuska oraz Henryk Niebudek jako Zawiadowca nieustannie się ze sobą zmagają na scenie, manifestując swoje poglądy.

Natomiast żeńska część obsady stanowi znakomite tło opowiadanej historii. Reżyser niestety nie zaakcentował dostatecznie kobiecych ról i mimo świetnej gry Agaty Wątróbskiej, Martyny Kowalik, Małgorzaty Niemirskiej i Agaty Góral ich postacie są pozbawione przeszłości, jednowymiarowe. W spektaklu pojawiają się wyłącznie po to, by tworzyć motywacje dla bohaterów. Otar Saralidze w roli Milosza wypada wprost rewelacyjnie. Z lekkością oddaje tragizm losu swojego bohatera i jednocześnie dzięki swojemu wewnętrznemu urokowi sprawia, że nie sposób nie polubić odgrywanej przez niego postaci.

Hrabal stworzył wspaniałych bohaterów, nie zdołał jednak wykorzystać potencjału tkwiącego w każdym dialogu, ruchu, relacji między bohaterami. Nie potrafił uczynić postaci bardziej przekonującymi. Nie umiał przekazać ich historii i przeanalizować psychologii, tak by widz mógł ich zrozumieć, im dopingować, bądź też współczuć. Niestety nawet najlepsza obsada nie stworzy bohaterów od podstaw, konieczny jest dobry scenariusz i pomysł reżysera. Spektakl Krofty pozostaje wierną adaptacją opowiadania Hrabala, co jest jego największą wadą.

Wielkie nadzieje

Pod względem technicznym spektakl jest rewelacyjny. Scenografia zachwyca swoim autentyzmem – wnętrze i okolice stróżówki zostały odtworzone z troską o szczegóły, a urządzenia charakterystyczne dla przedstawionych realiów, między innymi radiotelegraf czy drezyna, pozwalają na chwilę przenieść się w czasie. Jest minimalistycznie, skromnie, ale właśnie to nadaje całej sztuce specyficznego klimatu. Przykurzony stolik, lekko zardzewiały czajnik czy brudna, skrzypiąca podłoga doskonale obrazują życie u schyłku drugiej wojny światowej.

Równie dobrze rozwiązano kwestię oprawy muzycznej. Dźwięki przedmiotów codziennego użytku (gwizd czajnika, skrzypienie drzwi) są oddawane przez dwóch instrumentalistów. Dłuższe utwory, bądź akompaniamenty, dorównują poziomem krótszym formom instrumentalnym. Wszystkie melodie tworzą specyficzną atmosferę, gdyż oprawę dźwiękową stanowią charakterystyczne, tajemniczne dźwięki kojarzące się z Twin Peaks jak również nostalgiczne, powojenne piosenki.

Wydmuszka po jajku

Choć w sztuce jest wiele humoru, wspaniałych bohaterów i klimat czasów, które dawno już minęły, to spektakl pozostawia po sobie wrażenie niedosytu. Teatralna adaptacja Pociągów pod specjalnym nadzorem Bohumila Hrabala to produkcja bezpieczna i niczym się nie wyróżniająca. Duży potencjał fabularny miał wątek poszukiwania męskości, lecz w rezultacie stanowi on nie do końca przekonujący morał. Po półtorej godziny świetnych doświadczeń i wyśmienitej zabawy akcja nagle się urywa. Pozostaje mnóstwo niedopowiedzianych historii, pytań bez odpowiedzi i przekaz, który nie wybrzmiewa dostatecznie.

Pociągi pod specjalnym nadzorem pozostawiają widza z poczuciem niedosytu. Trudno ocenić przedstawienie Krofty. Z jednej strony widz obserwuje piękne obrazy, a z drugiej – staje się świadkiem braku inicjatywy ze strony reżysera, zatartego morału, ogląda monotonne postacie. Twórcom zabrakło odwagi, czy może koncepcji, na urozmaicenie opowiadania Hrabala, tak by przekaz zyskał na intensywności. Jakub Krofta prezentuje więc sztukę pustą i bezbarwną, choć niepozbawioną doskonałych rozwiązań realizacyjnych – zwykłą wydmuszkę po jajku.

 

3/5

 

Pociągi pod specjalnym nadzorem
Jakub Krofta
Teatr Dramatyczny
No votes yet.
Please wait...