Życie, gdyby nie śmierć

Woroszylski dzień po pogrzebie Przemyka napisał wiersz rozpoczynający się słowami: Za trumną martwego Grzesia| idzie żywy Grześ. Teatr pozwala na przekraczanie granic, dlatego na jego deskach dawno umarły Przemyk może opowiedzieć o swojej śmierci, ale również – spełnić swoje marzenia.

fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Przeniesienie reportażu Łazarewicza na scenę Teatru Polonia mogłoby się wydawać niepowszednim wyzwaniem. Podjął się go Piotr Ratajczak, który już wcześniej wystawiał ten gatunek na deskach teatralnych (Biała siła, czarna pamięć w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku). Widać, że miał pomysł i zadbał o jego wykonanie, bo finalny efekt sprawia, że widz nie porównuje spektaklu z książką, ale przyjmuje nowy sposób opowiedzenia o Przemyku.

Cezary Łazarewicz stworzył dopracowany reportaż – zajrzał do archiwów, rozmawiał ze świadkami, opowiedział sprawę Grzegorza Przemyka z wielu perspektyw, sam został jednak przezroczysty. Żeby nie było śladów spełniała prośbę matki tragicznie zmarłego maturzysty – ktoś w lepszych czasach oddał mu sprawiedliwość.

„Byliśmy niezniszczalni”

To właśnie opowieść o beztrosce i chęci życia maturzysty triumfuje w spektaklu. Można by się pokusić o stwierdzenie, że został on osnuty na energii płynącej z Przemyka, a nie na tragedii jego śmierci. Mimo że scena wydaje się aż nazbyt surowa, ciemna, to kontrastuje z nią żywiołowość muzyki (z lat 80.), ruchów scenicznych i aktorów. Oddano też odpowiednio problem zeznań i wspomnień świadków – są zagłuszane przez siebie nawzajem, każdy mówi o jednej historii z własnego punktu widzenia, ale te opowieści nie zawsze się ze sobą pokrywają. Ograniczenie liczby występujących na scenie i przeobrażanie się Wojciecha Chorążego, Pawła Pabisiaka i Michała Rolnickiego z kolegów w lekarzy czy milicjantów oraz Jolanty Olszewskiej w wiele kobiecych ról wydaje się uzasadnione. Dzięki temu w tej ascetycznej scenerii najważniejsze postaci – Przemyk i Sadowska – panują nad sceną.

Agnieszka Przepiórska raz jest niefrasobliwą, acz mającą silną osobliwą więź ze swoim synem matką, innym razem – samotną kobietą, której odebrano wszelką radość. Jej gra pośród odpowiednio dobranych epizodów z życia rodziny Przemyków sprawia, że pojawiające się w widzach emocje nie są sztucznie i wymuszone. Dzięki temu opowieść staje się publiczności bliska, co jest niewątpliwie zasługą współpracy aktorskiej, reżyserskiej, muzycznej i scenograficznej.

„Zanim będę męczennikiem”

Najmocniejszym punktem spektaklu jest Grzegorz Przemyk. Gra go Adrian Brząkała uderzająco przypominający maturzystę ze zdjęcia umieszczonego na okładce reportażu Łazarewicza. Bohater z początku mało mówi, przechadza się po scenie niczym duch. Obserwuje wydarzenia, przygląda się im już z tej drugiej strony. Ale w momencie, gdy zabiera głos, jest zjawiskowy, już sama jego obecność stanowi najboleśniejszy akt oskarżenia. Ratajczak dał Przemykowi możliwość, której nie dostał ani w rzeczywistości, ani w reportażu – bohater opowiedział o wydarzeniach ze swojej perspektywy. Maturzysta mówi nie tyle o swojej śmierci, ile o życiu, tym przerwanym, ale i tym, które mogłoby się zdarzyć, gdyby nie jeden feralny upadek. Monolog Brzękały przeszywa, a także uzmysławia, że nawet potencjalnie nudne życie Przemyka byłoby lepsze, gdyby po prostu było. I wcale nie jest to banalne.

W teatrze Przemyk dostaje też jeszcze jedną szansę – zanim stanie się męczennikiem, bohaterem, dano mu zagrać z przyjaciółmi Tchórzy Dezertera. Mocno, głośno, z pasją – w końcu wszyscy spełniają jego ostatnią (pośmiertną) wolę.

„Nazywam się Cezary F. i znam prawdę”

W inscenizacji pojawiają się też wątki nawiązujące do współczesnej polityki, jest ulica i zagranica, są sfrustrowani lekarze i może wydawać się to zbyt płytkie i zbyt nachalne, niemniej w tym spektaklu staje się zrozumiałe. Przemyk i Sadowska wykazują się odwagą, walczą z władzą i zachęcają do tego innych. Kto milczy – ten pozwala na bezprawie. Tym mocniej wybrzmiewają śpiewane przez kapelę słowa Tchórzy: Wielki problem małych ludzi| Zdobyć dobre stanowisko| Zdobyć spokój, zdobyć krzesło| Stracić nic – to znaczy wszystko. Teatr jawnie wchodzi we współczesną dyskusję polityczną i robi to w najwłaściwszym do tego przedstawieniu.

W tym fragmencie wyróżnia się pomysł na postać Cezarego F. i gra Michała Rolnickiego. To jedyny bohater mający odwagę powiedzieć prawdę, zdradzony niemal przez wszystkich, osaczony przez aparat państwowy. Rolnicki potrafi pokazać beztroskę przyjaciela Przemyka i partnera Sadowskiej, a zarazem przerażenie, które wiąże się z byciem ściganym przez władzę. To kolejny mocny polityczny przekaz – rządzący dysponują nieograniczonymi możliwościami, ale to jednostki mają wewnętrzną siłę.

Spektakl nie tylko daje przestrogi i wnika do współczesnego świata, lecz także staje się ułudną bajką. W niej Przemyk dostaje bowiem to, czego nie zaznał w rzeczywistości – może sam opowiedzieć o wydarzeniach z 12 maja 1983 r., zagrać w kapeli, ożyć chociaż na chwilę. Gdyby nie jeden nieudany skok, jeden upadek, gdyby nie… Teatr opowiada alternatywną historię, zatrzymuje się w momencie, który mógł zmienić wszystko. Daje widzom nadzieję, a Grzesiowi życie. Wszystko to jest fałszem, ale jednak pięknym.

 

5/5

 

Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka
Piotr Ratajczak
Teatr Polonia
Rating: 4.6. From 10 votes.
Please wait...