Duperelki w stołecznym krajobrazie

Jakiś czas temu Łukasz Warzecha pisał na Twitterze, że przedstawiciele ruchu Miasto Jest Nasze chcą „mu robić z miasta wieś (deptaki, rowerki, duperelki, ławeczki).” A jak wiadomo, od duperelek gorsze są już tylko artystyczne duperelki.

Lukas Plewnia / CC BY-SA 2.0

Tekst: Anna Gierman

Ni to rzeźba, ni architektura – instalacje w przestrzeni miejskiej nie dają się łatwo przyporządkować tradycyjnym podziałom w ramach sztuk wizualnych. Mogą przybierać różną formę, być stałe albo tymczasowe, interaktywne albo służące tylko do oglądania. Zwykle łączy je jednak podobny cel – sprowokowanie zmiany.

Chmura upamiętnienia

Pierwsze szlaki takiej formy działalności przecierał między innymi architekt Jacek Damięcki, twórca dwóch mikroinstalacji wkomponowanych w drugiej połowie XX w. w przestrzeń Warszawy. Prezentowana w 1974 r. wystawa terenowa Warszawa XXX stanowiła przegląd osiągnięć miasta. W celu jej realizacji Damięcki poprowadził kładkę nad jezdnią rozdzielającą dwa fragmenty placu Piłsudskiego (wtedy placu Zwycięstwa). To na niej odbywała się prezentacja. W latach 70. była to największa dotychczas inicjatywa tego typu w Polsce.

Artysta powrócił 20 lat później z kolejnym projektem przystosowanym do przestrzeni miejskiej – instalacją Chmura. Czarna płachta ze spadochronowego jedwabiu, rozpięta na rzędach drewnianych żerdzi, zawisła nad placem Piłsudskiego. Miała upamiętniać 50. rocznicę zmierzchu powstania warszawskiego, którego Damięcki był uczestnikiem.

„Dotleniony” plac Grzybowski

Po 2000 r. projekty realizowane w przestrzeni miejskiej stały się nieco popularniejsze. W 2007 r. Joanna Rajkowska, pomysłodawczyni ustawienia palmy na Alejach Jerozolimskich, zaprezentowała światu swój Dotleniacz. Sztuczny staw wzbogacony tlenem został zainstalowany na placu Grzybowskim i służył lokalnej społeczności przez wakacje. Jak tłumaczyła autorka, plac ten jest miejscem styku wielu porządków architektonicznych i interesów społecznych. Przestrzenie nakładają się tam na siebie, ale się ze sobą nie łączą. Dotleniacz miał być czynnikiem przełamującym ten niezręczny impas. Istniał tylko przez kilka miesięcy, ale już w latach 2009–2011, w ramach rewitalizacji placu, stworzono w jego miejscu skwer, który stał się przedłużeniem integrującego lokalną społeczność Dotleniacza.

Niespodziewana okupacja

Jedno z oryginalniejszych działań w przestrzeni Warszawy zaprezentował kolektyw EXYZT, zagospodarowując na lato teren fontanny przy placu na Rozdrożu. Miejsce to na co dzień pozostaje puste z racji utrudnionego dostępu (jest ze wszystkich stron otoczone jezdnią) i bliskiego sąsiedztwa ruchliwej Trasy Łazienkowskiej. W 2011 r. w basenie fontanny wylądowało UFO (Unexpected Fountain Occupation). Okupacja miała charakter imprezowo-artystyczny, do spodka otoczonego leżaczkami i basenem można było przyjść potańczyć, posłuchać muzyki na żywo czy obejrzeć film.

Organizatorom udało się chociaż na chwilę ożywić mało uczęszczany teren. Chcemy budować nowe światy, gdzie fikcja jest rzeczywistością. Chcemy zachęcać do kreatywności, refleksji, odnawiania stosunków międzyludzkich – tłumaczyli w Polskim Radiu. W ramach realizacji ostatniego punktu odbyła się potańcówka dla seniorów – grupy społecznej, dla której przeznaczone jest niewiele wydarzeń i atrakcji.

Plac na Rozdrożu postanowiono ożywić także w inny sposób. W ramach akcji 0,5 koloru Justyny Wencel i Marcina Chomickiego pomalowano barierki w jego okolicy, wprowadzając nowe barwy w miejsce niedawnej szarości. Ich percepcja ulega zmianie w zależności od oświetlenia i szybkości przemierzania trasy. Również Pegazy Beaty i Pawła Konarskich, które zdobiły przez jakiś czas plac Krasińskich, poza nawiązaniem do poezji Herberta i wystawy jego rysunków w pobliskiej Bibliotece Narodowej, pełniły głównie funkcję estetyczną.

Tęcza na celowniku

Mówiąc o działaniach w ramach miejskiej struktury, nie można zapomnieć o kontrowersyjnej Tęczy Julity Wójcik, która z placu przed Parlamentem Europejskim, gdzie gościła jesienią 2011 r., została przeniesiona na plac Zbawiciela w czerwcu 2012. W Brukseli ta stalowo-kwiatowa konstrukcja stanęła z okazji pierwszej polskiej prezydencji w UE. Poza życzeniem pomyślnego urzędowania miała być też symbolem różnorodności i wielokulturowości reprezentowanej przez Parlament.

Jak mówi autorka, przesłaniem obu tęcz miały była radość, optymizm i czyste piękno. Nie wyklucza to także znaczenia, które jest przypisywane tęczy współcześnie. Z powodu nawiązania do ruchów emancypacyjnych mniejszości seksualnych instalacja była obiektem krytyki, a nawet nienawiści środowisk konserwatywnych. Do czasu demontażu w 2015 r. została podpalona siedem razy. Po rekonstrukcji, jakiej została poddana po zniszczeniu w 2013 r. podczas Marszu Niepodległości, stale towarzyszył jej patrol policji, zamontowano też monitoring i system zraszający.

Wspomniany wcześniej Damięcki zwykł mawiać, że architektura to dyrygowanie kosmosem, a nie rozstawianie dupereli w krajobrazie. Chociaż w przypadku artystycznych instalacji dyrygowanie kosmosem wydaje się zbyt mocnym określeniem, to aż chce się powiedzieć, że te rozstawiane od czasu do czasu w krajobrazie duperele mają jednak znaczenie. Udane czy też mniej, rzadko kiedy pozostają bez echa.

No votes yet.
Please wait...