O Państwie Środka w sercu Warszawy

Chiny – jedna z najstarszych cywilizacji o niezwykle bogatym dziedzictwie. Kraj pełen sprzeczności, którego odmienność budzi lęk i zachwyt, a język uznawany jest za jeden z najtrudniejszych na świecie. O nauczaniu mowy Konfucjusza opowiada Olgierd Uziembło.

MAGIEL: Dlaczego Chiny – co sprawiło, że to właśnie ten kraj najbardziej pana zafascynował?

OLGIERD UZIEMBŁO: Wszystko zaczęło się już we wczesnym dzieciństwie. Są na ten temat dwie różne opowieści – fałszywa i prawdziwa. Ta pierwsza mówi o tym, że ponieważ moi rodzice pracowali na terenie Azji, przywozili stamtąd dużo niespotykanych w Polsce rzeczy. Najbardziej zaciekawiły mnie rachunki z Chin na niezwykle cienkim papierze z dziwnymi znakami. Zapytałem taty, co one oznaczają – on, zamiast mi je przeczytać, zachęcił mnie do samodzielnych poszukiwań. Po pewnym czasie doczekałem się słownika chińskiego, nauczyłem się czytać znaki. Druga, prawdziwa historia, opowiada o tym, że kiedy byłem mały, wlazłem na lodówkę, po czym spadłem z niej na głowę. Od tego momentu chciałem uczyć się języka chińskiego.

Jeśli chodzi o kulturę Chin, który jej obszar pasjonuje pana najbardziej?

OU: Pismo, znaki chińskie – ich użytkowanie, zastosowanie chińskiej typografii w talizmanach, w internecie, a także wszelkie zmiany, które przechodzi.

Jak często przeprowadzane są takie zmiany?

OU: W ciągu ostatnich dekad odbyła się wielka reforma pisma chińskiego – uproszczono znaki, którymi od lat 70. do dziś posługują się Chiny Ludowe. Obecnie natomiast dużo rzeczy dzieje się w internecie – w wirtualnym świecie pojawiły się nowe znaki, kompozycje znakowe, a także memy, które nie bazują na obrazkach, a właśnie na znakach. Jeśli się je rozumie, są bardzo ciekawe i zabawne. Przejawia się to choćby w tym, że odzwierciedlają zarówno kulturę wysoką, jak i popularną. Chińskie znaki to odrębny wszechświat. Zazębiają się wprawdzie z językiem, nie jest jednak tak, że język to tylko znaki, a znaki to tylko język.

Jak wygląda nauka języka chińskiego na UW?

OU: Prowadzimy zajęcia zarówno ze znakami, jak i bez – można zapisać tekst europejskimi literami. Dostałem grant na nauczanie chińskiego bez znaków, zrobiliśmy laboratorium językowe, na którym można się uczyć mandaryńskiego, czyli urzędowej wersji chińskiego, głównie ze słuchu. Jest to bardziej efektywna metoda przyswajania wiedzy, ponieważ pozwala opanować język dwa razy szybciej niż podczas jednoczesnej nauki pisania znaków. Chętni będą mogli także uczyć się samych znaków i ich pisowni. Ten moduł przetestujemy jednak dopiero w przyszłym roku.

Który z tych modeli uważa pan za bardziej odpowiedni dla początkujących?

OU: Najchętniej ustawiłbym naukę w ten sposób, że najpierw przez rok nie używa się znaków, a potem na podstawie języka mówionego są one dołączane. Jest to naturalny schemat poznawania języka – wszystkie dzieci najpierw uczą się mówić, dopiero potem poznają znaki. Przy znajomości języka ich przyswajanie przychodzi moim zdaniem o wiele łatwiej.

Domyślam się, że podróżował pan do Chin i zna je pan całkiem dobrze?

OU: Studiowałem na południu kraju przez pięć lat. Trudno jest orzekać o całym tym państwie, nawet znając jedną jego część. Chiny są ogromne jak kontynent. Pod kątem obszaru zbliżone są do Europy, a jednak o wiele bardziej od niej zaludnione. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś był w Zabrzu i zna Europę. Nie mogę zatem nazwać się ekspertem od Chin. Mogę jedynie stwierdzić, że trochę o nich wiem.

Czyli Państwo Środka jest taką nierozwiązywalną zagadką?

OU: Może nie zagadką, ale też nie czymś, o czym można się łatwo nauczyć. Jeśli chce się dowiedzieć czegoś o Chinach, trzeba dużo czytać. Jest to na pewno państwo kontrastów. Z  jednej strony to kraj komunistyczny, z drugiej mieszkają w nim ludzie tak bogaci, że trudno to sobie wyobrazić. Większość Chin ma połączenie z internetem, są jednak także miejscowości, w których nie ma prądu, na przykład w górskich wioskach. Zmiany w tym kraju postępują jednak bardzo szybko. Pod względem rozwoju cywilizacyjnego Polska jest daleko w tyle za Chinami. Nie powinien nas zwodzić fakt, że panuje tam reżim komunistyczny, gdyż jest to państwo autorytarne z szybko rozwijającą się gospodarką.

Jak przedstawia się kwestię Tajwanu na Uniwersytecie? Pod wieloma względami jednocześnie jest inie jest częścią Chin…

OU: Na sinologii staramy się unikać tematu, ponieważ opowiedzenie się po jednej ze stron jest ryzykowne politycznie. Kulturowo, Tajwan znajduje się jednoznacznie w obrębie kultury chińskiej. Z punktu widzenia Chińskiej Republiki Ludowej Tajwan jest jej nieodłączną częścią, tak jak Śląsk częścią Polski. Jednak punkt widzenia Tajwanu jest zupełnie przeciwny. W praktyce Tajwan prowadzi odrębną politykę zagraniczną, ma własną walutę i nieco odmienny język. Osobiście staram się nie deklarować po żadnej ze stron i nie ujawniać żadnych konkretnych poglądów, by nie wywołać skandalu dyplomatycznego. Na sinologii staramy się łączyć to w jedno – mamy zarówno lektora z ChRL, jak i z Tajwanu. Do tej pory żyjemy w zgodzie.

Czy z tej zgody wynikają jakieś ciekawe przedsięwzięcia, w których udział mogą wziąć także osoby niestudiujące sinologii?

OU: Oczywiście. 24 lutego uczestniczyliśmy w  organizacji Chińskiego Targu Noworocznego w muzeum etnograficznym, gdzie na dwóch piętrach trwała chińska zabawa – można było wziąć udział w warsztatach kaligrafii, spróbować tamtejszego jedzenia, obejrzeć występy ludowego tańca, posłuchać wykładów, zapoznać się z bogatą ofertą książkową i nie tylko. Również dzieci mogły znaleźć na Targu coś dla siebie, zapoznawałem je m.in. z współtworzoną przeze mnie grą karcianą, dzięki której od małego mogą uczyć się chińskich znaków, jednocześnie dobrze się bawiąc. Na Targ przyszło ponad 2 tys. osób, więc było to wydarzenie cieszące się sporym zainteresowaniem.

Czy w niedalekiej przyszłości planowane są podobne wydarzenia?

OU: Równolegle do Juwenaliów na Wydziale Orientalistyki będą się odbywały Orientalia. Zaprezentujemy na nich nie tylko kulturę chińską, lecz także japońską i koreańską.

Jakie są ścieżki kariery absolwentów?

OU: Bardzo różne. Osobiście zachęcam do zainteresowania się karierą tłumacza – jest na nich duże zapotrzebowanie, chociażby w firmach, które obejmują swoja działalnością Polskę i Chiny. Oprócz tłumaczeń można organizować konsultacje, czyli pomagać w różnego rodzaju interesach, transakcjach handlowych – dla obrotnych może być to bardzo dobrze płatna praca. Na razie brakuje nam jeszcze specjalizacji translatorskiej, są jednak plany, by wspólnie z uczelnią chińską ją uruchomić . Z racji coraz większego zapotrzebowania na kursy chińskiego istnieje kolejna ścieżka zawodowa polegająca na nauce tego języka. Obecnie coraz więcej obywateli Państwa Środka przyjeżdża do Polski, coraz więcej dzieje się wokół planowanego Nowego Szlaku Jedwabnego promowanego przez Chiny. Jeśli Polska umiejętnie podejdzie do tej kwestii, możemy na tym wiele zyskać.

Proszę opowiedzieć w takim razie coś o działalności studentów UW w skali globalnej – czy organizowane są np. wymiany między Chinami?

OU: Na Wydziale Prawa istnieje mało znana inicjatywa – Warsaw Beijing Forum. Organizatorzy nawiązali kontakt z  jednym z  najważniejszych uniwersytetów chińskich. Odtąd jego przedstawiciele przyjeżdżają, by zapoznać się z Polską, natomiast nasi studenci jadą wtedy do Chin. Dla biorących w tym udział prawników uczących się chińskiego jest to bardzo przyszłościowa ścieżka, ponieważ jeśli Polska miałaby współpracować z Chinami, będziemy potrzebować nie tylko tłumaczy, lecz także specjalistów z dziedzin prawa i ekonomii czy techników, którzy będą umieli porozumieć się w tym języku. Koło naukowe Warsaw Beijing Forum bardzo starannie dobiera sobie członków – by wstąpić do organizacji trzeba bowiem przejść rekrutację.

Na Wydziale Polonistyki z kolei w ramach Centrum Języka Polskiego i  Kultury Polskiej dla Cudzoziemców Polonicum nawiązana została polsko-chińska współpraca. Organizowane będą wymiany i wiele innych działań. W tego typu inicjatywach widzę ogromny potencjał i  warto byłoby je rozwijać, by szerzyć promocję polskiej kultury w Azji.

Czy studenci sinologii mają możliwość wyjazdów do Chin, by poznać ten niesamowity kraj na własne oczy, nie tylko w murach uczelni?

OU: Oczywiście. Studenci mają możliwość uzyskania stypendiów na wyjazd do Chin. Tak naprawdę dopiero podczas pobytu w tym państwie student poznaje rzeczywiste potrzeby tego kraju. Minusem takiego wyjazdu jest utrata roku studiów. Mimo to zdecydowanie warto skorzystać z  takiej możliwości. Prawdziwe doświadczenie pobytu w  Chinach to dużo więcej niż opowieści pana wykładowcy zza biurka.

Olgierd Uziembło

Sinolog i antropolog kultury. Wykształcenie zdobywał na Uniwersytecie Warszawskim oraz Uniwersytecie Sun Jat-sena w Kantonie w Chinach. Pracował jako tłumacz m.in. w Ambasadzie ChRL w Warszawie, także w różnych firmach przy przedstawicielstwie handlowym Rady Rozwoju Handlu Hongkongu w Warszawie.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...