W spalinach absurdu

Podczas tegorocznych obchodów Święta SGH w sekretariacie kanclerza pojawiła się straż miejska i zarzuciła wicekanclerzowi Tadeuszowi Brachowi bezprawne zajęcie części parkingu znajdującego się przed gmachem głównym uczelni. Paradoksalnie, teren ten od kilku lat okupowany jest przez inną osobę.

Tego dnia parking przed budynkiem G został przedzielony taśmą rozciągniętą między samochodami. Prawa część terenu została oddzielona na polecenie wicekanclerza SGH Tadeusza Bracha w celu udostępnienia miejsc parkingowych gościom uczestniczącym w obchodach święta uczelni. Jakie było moje zdumienie, gdy do mojego gabinetu zapukała funkcjonariuszka straży miejskiej, pouczając mnie o bezprawnym zajmowaniu parkingu. Zgłoszenia tego dokonał „uczciwy obywatel”, a dzielni stróże prawa, biegnąc koło sprawnie działającej „instytucji wyciągnięta łapka”, natychmiast podjęli interwencję – relacjonuje kanclerz.

Ruchem samochodów na wspomnianym placu od lat dyryguje pan Giedrius („Litwin”). Sytuacja z 11 kwietnia jest tylko jedną z wielu jej podobnych, a rozwiązanie sporu o parking nie pojawia się na horyzoncie. Szkoła Główna Handlowa dysponuje 241 miejscami postojowymi, z których większość znajduje się za budynkiem G oraz w podziemiach budynku C. Na stronie administracji można odnaleźć ich spis – łatwo zauważyć, że parking przy al. Niepodległości nie został w nim uwzględniony. Zarządcą większości tego terenu jest bowiem miasto. Fakt ten znacznie zawęża władzom Uczelni spektrum działania w kwestii zakończenia działalności pana Giedriusa.

Człowiek-parkomat

„Litwin” działa na parkingu już od wielu lat, a sposób, w jaki organizuje ruch, nie jest kwestią przypadku – samochody ustawia zgodnie z opracowanym przez niego systemem. Klientów zapisuje w kalendarzu wraz z grafikami zajęć, dzięki czemu może rozplanować zagospodarowanie miejsc co do godziny. Ponadto obszar parkingu jest maksymalnie wykorzystany – samochody z automatyczną skrzynią biegów zostają zastawione przez te z manualną, pozostawiane bez wrzuconego biegu i zaciągniętego hamulca ręcznego. Dzięki temu można je łatwo przepchnąć, jeśli jest to konieczne. Gdyby nie „Litwa”, to na parkingu mieściłoby się dużo mniej pojazdów – opowiada Bartek, który zostawia tu swoje auto od dwóch lat. Czasami upchnięte jest ich tyle, że nawet mysz się nie przeciśnie – dodaje. Osoby korzystające z usług pana Giedriusa mogą także skontaktować się z nim telefonicznie, by poprosić o zarezerwowanie miejsca. Miałem raz sytuację, że rano – ruszając z Katowic – zadzwoniłem, żeby zamówić miejsce na popołudnie. Moja prośba została bez problemu spełniona – wspomina Karol, student trzeciego roku. Jeśli ktoś ma ważny egzamin i dojeżdża do uczelni samochodem, może zupełnie spokojnie dogadać się z „Litwinem” i mieć pewne miejsce pod uczelnią tego dnia – dodaje. Poza ustawianiem aut pan Giedrius, za stosowną opłatą, oferuje również usługę zatankowania samochodu czy zawiezienia go na myjnię. Wielu studentów darzy go zaufaniem do tego stopnia, że zostawia klucze do auta pod jego opieką. „Litwin” pokazał mi kiedyś swój plecak, w którym miał rekordową liczbę 37 kluczyków – opowiada Bartek, prezes SKN Motoryzacji, który swoje stosunki z Giedriusem określa jako przyjacielskie.

Przeciwdziałać szarej strefie

Wielu studentów postrzega system panujący na terenie pod gmachem głównym Uczelni jako niezwykle wygodny, a pana Giedriusa i panią Basię (która zajmuje się lewą częścią parkingu) uważa za pomocnych. Z punktu widzenia Uczelni sytuacja nie wygląda już tak kolorowo. Zdarza się bowiem, że ważne osobistości przyjeżdżające na parking spotykają się tam z niemiłym przyjęciem. Innym poważnym problemem jest naruszenie stropu w tunelu będącym wejściem do metra. Pan Giedrius ustawia samochody na chodniku pomiędzy zejściami do tunelu od strony Uczelni, co prowadzi do nadmiernego obciążenia terenu. „Instytucja obsługi parkingu” wykorzystuje każdy cm2. Nawet chodnik pomiędzy wejściami do metra. Nieważny jest przechodzień czy załamany teren nad tunelem. Sprawa jest bardzo poważna i dlatego zgłosiłem ją na piśmie do odpowiednich organów – komentuje wicekanclerz Brach. Gęste ustawienie samochodów okazuje się mieć także swoją ciemną stronę, gdyż uniemożliwia ewakuację w przypadku np. pożaru. Nikt nie zdaje sobie sprawy z blokowania drogi ewakuacyjnej czy dojazdu do miejsc dla niepełnosprawnych – mówi kanclerz.

Działania pana Giedriusa są na pograniczu prawa, co znacznie utrudnia znalezienie stosownego rozwiązania sytuacji. Trzy lata temu w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego m. st. Warszawy odbyło się spotkanie władz Uczelni z przedstawicielami policji i straży miejskiej, którego tematem był proceder „świadczenia usług parkingowych” przed gmachem głównym SGH. Niestety nie znaleziono dobrego rozwiązania, gdyż nikt z płacących osób tego nie poświadczy – opowiada wicekanclerz Brach, który niejednokrotnie zgłaszał sprawę do odpowiednich służb.

Głosy studentów

Temat budzi skrajne emocje wśród studentów, a „Litwin” ma zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników. Na grupach studenckich na Facebooku często dochodzi do zagorzałych dyskusji na temat działalności pana Giedriusa i tego, w jaki sposób traktuje swoich klientów. Powstał nawet fanpage SKN Parkingu, na którym studenci relacjonują niecodzienne sytuacje dziejące się na placu przed budynkiem G. Większość osób korzystających z parkingu jest zadowolona z obecnej sytuacji i wskazuje szereg pozytywnych aspektów działalności pana Giedriusa. Oprócz wygospodarowania miejsca dla większej liczby aut studenci zachwalają także cenę usług, która w porównaniu ze stawkami w parkometrach jest niska. Przyjęło się, że całodniowe parkowanie kosztuje 5 zł, natomiast w zależności od tego, czy chcemy stać krócej, czy jesteśmy stałymi klientami, można czasem rozliczyć się papierosami, kawą czy mniejszymi nominałami – opowiada Karol, parkujący tam sporadycznie. Studenci podkreślają, że w opłatę wliczone jest również pilnowanie samochodu, dzięki czemu można w nim zostawić cenne przedmioty czy nie martwić się o to, że auto zostanie porysowane. „Litwin” naprawdę się spisuje, gdyby nie on, wiele osób musiałoby szukać miejsca na ulicach niedaleko SGH. Za cały dzień stania i pilnowania parkingu też bym coś chciał. Nikt nie będzie tego robić za darmo – dodaje Bartek. Nie wszyscy zgadzają się z tą opinią, a opłata pobierana przez pana Giedriusa niekiedy określana jest mianem haraczu. Nie da się ukryć, że parkowanie tam jest o wiele tańsze niż na strzeżonych parkingach w centrum. Sądzę jednak, że komfort jest cenniejszy i warto wydać kilka złotych więcej i zaparkować w bardziej cywilizowanych warunkach – mówi Michał, absolwent SGH. Sam fakt funkcjonowania „Litwina” uważam za patologiczny. Nie można uczynić z zaanektowania przestrzeni publicznej sposobu na życie. Pobieranie opłat za zajmowanie i rezerwowanie miejsca w miejscu publicznym, jakim jest parking, jest co najmniej nie na miejscu. Absolwent opowiada, że niejednokrotnie był świadkiem zachowań pana Giedriusa i pani Basi, które sprawiły, że postanowił więcej nie parkować w tym miejscu. Należy on jednak do mniejszości, gdyż przeważająca część osób korzystających z parkingu darzy „Litwina” ogromną sympatią, traktując go często jako dobrego znajomego. Zanim wejdziesz na uczelnię, odbywasz miły small-talk. Jeśli „Litwin” wie, że danego dnia masz egzamin, to czasami nawet upewni się SMS-owo, czy na niego wstałeś – opowiada Bartek, który działalność „Litwina” przedstawia w samych superlatywach. Jedyne negatywne opinie słyszałem od osób, które nie jeżdżą samochodem na SGH i nie wiedzą, jak bardzo ten parking jest oblegany. Pan Giedrius nierzadko wyciąga do studentów pomocną dłoń – także w zakresie parkowania w ciasnych miejscach. Zdarza się, że robi to za studentów, jeśli zgłaszają taką potrzebę. Złego słowa o „Litwinie” nie mogę powiedzieć, ponadto na każde święta, a nawet na moje urodziny, dostaję od niego życzenia. Bez niego nie wyobrażam sobie dotrzeć na SGH – mówi Victoria parkująca u pana Giedriusa od dwóch lat. Dziewczyna i jej chłopak rozważają nawet obecność „Litwina” w dniu ich wesela. Możliwe, że „Litwin” będzie wiózł nas do ślubu – śmieje się.

Z całą pewnością miejsc parkingowych brakuje i pomimo tego, że SGH położona jest w doskonale skomunikowanym miejscu, to część studentów zawsze będzie dojeżdżać na uczelnię samochodem. Działalność pana Giedriusa budzi kontrowersje, a władzom Uczelni przysparza kłopotów. Przypadek ten nie jest jednak ewenementem, gdyż podobnych miejsc w Warszawie nie brakuje, dlatego oczekiwanie szybkiego rozwiązania sprawy byłoby przesadnym optymizmem.

Rating: 5.0. From 6 votes.
Please wait...