Inicjacja w Breslau

Hala Stulecia we Wrocławiu zamieniła się nie tylko w plan zdjęciowy Teatru Telewizji, lecz także w prawdziwie zjawiskową scenę. Łukasz Palkowski w Mocku przenosi na jej deskach do świata okrutnej, acz majestatycznej zbrodni.

fot. Jaroslaw Sosinski / TVP

Młodzieńcy, którzy bawią się w elitarne tajne stowarzyszenie, śmierć, upozorowanie ofiary na mitycznego Ikara, prasa głodna sensacji, otwarcie Hali Stulecia, planowany zamach, spory polityczne i osobiste problemy – to wszystko udało się zmieścić Palkowskiemu w spektaklu telewizyjnym inspirowanym powieściami Marka Krajewskiego. Mock, jak zapowiada sam tytuł, opowiada o początkach kariery detektywa Breslau. I mimo nasyconej akcją fabuły adaptacja jawi się przede wszystkim jako piękne zjawisko z pogranicza filmu i teatru.

Złudnej barwy blask*

Architektura Hali Stulecia przywodzi na myśl elżbietański Teatr Globe, również z jego technicznymi innowacjami. Wybór tego obiektu wydaje się więc naturalny. Ograniczenie się do jednego miejsca i umieszczenie w nim całej akcji, zmieniając tylko fragmenty ascetycznej dekoracji, pozwoliło na uzyskanie efektu z jednej strony potężnego wielofunkcyjnego planu, z drugiej – zredukowanego jednak przez ściany i kopułę. Pozwala to na ukazanie zarówno zamknięcia i pustki, jak i poczucia wyobcowania pośród ogromu sceny.
Niewątpliwie efekt ten potęguje świetne operowanie kamerą, która nierzadko prezentuje zjawiskowe, statyczne ujęcia – chociażby początkowa scena zbiorowa chóru chłopców. Dopełnieniem obrazów jest również, co paradoksalne, powściągliwość w kolorystyce. W spektaklu pojawiają się przede wszystkim odcienie szarości, czerń, biel, ale i najważniejsza – czerwień. Ograniczenie palety barw nie minimalizuje artyzmu, wręcz przeciwnie – potęguje siłę obrazu.

Jak było – nie będzie

Siłą są też słowa, a raczej ich kreacja i funkcja. Mimo że spektakl – jak na teatr telewizji przystało – jest silnie filmowy, to w kwestii gry aktorskiej i układu tekstu pozostaje iście teatralny. Pierwszym ważnym momentem są słowa Paula Vyhladila, który kpi z definicji zła podanej przez Mocka cytującego Marka Aureliusza – zło to choroba duszy – na co jego przełożony odpowiada to wszystko jest bzdura, Mock. Początkowo można uznać to za pseudofilozoficzne przechwałki pijanego, zniszczonego przez służbę starca, ale jego wypowiedź pełni ważną funkcję – przywodzi na myśl wstęp chóru. Vyhladil jeszcze nieświadomie dla widza odgrywa rolę greckiego wieszcza – już na początku opowiada cały spektakl.
Również na końcu pojawia się odpowiednik chóru – jest nim Mülhaus. Streszcza wypadki i planuje przyszłość. Wszystko sobie ustaliliśmy, żegnam – padają z jego ust słowa zakończenia. Choć akcja trwa jeszcze przez chwilę, te zagrania spinają całość klasyczną klamrą i wskazują na silnie teatralny rodowód produkcji.

Spokój spał na wyspie, potem nastał wrzask

Szymon Piotr Warszawski gra młodego Mocka na początku drogi zawodowej, przechodzącego właśnie swoje inicjacje, a może i rite de passage. Wykreowany przez niego Eberhard jest żywy, prawdziwy, ale i po prostu – ludzki. Inaczej niestety jest w przypadku hrabiny Charlotty Bloch von Bekessy. Gra Agnieszki Żulewskiej jest irytująca, niezrozumiała – nie tyle przerysowana, nader teatralna, ile błędna. Specyficznie położone akcenty czy przerzutnie w nieodpowiednich miejscach ujmują bardzo wiele jej bohaterce, a ta byłaby fascynującym punktem spektaklu. Niestety niedociągnięcia odwracają uwagę od intrygującego charakteru postaci, skupiając uwagę widza właśnie na mankamentach jej gry.
Początek spektaklu to recytacja wiersza Gerharta Hauptmanna, silnie zaznaczająca teatralność opowieści i nastrajająca widza już od początku: Tu gdzie jest mój dom| rosła kiedyś trawa,| wspomnień rzewny ton,| smutek i zabawa.| Trzech przyjaciół wraz,| przeminął nam czas. Niemniej otwarcie Hali Stulecia – wokół którego toczy się cała akcja – odbyło się w 1913 r., a wiersz pochodzi z 1943. Pomyłka czy może celowe zaburzenie czasu, które ma pokazać, że problemy przedstawione w sztuce są nadal aktualne? Życie było, jest i będzie pełne kompromisów, zła, a może po prostu, jak twierdzi Vyhladil – bzdur?

*cytaty pochodzą z przywołanego na początku spektaklu wiersza Hiddensee G. Hauptmanna (w tłum. Jana Koprowskiego).

4,5/5

Mock
Łukasz Palkowski
Teatr Telewizji
Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...