Teatr perwersji

Uczty u Nerona definiowały antyczny świat rozpusty i wyuzdania, a Neron w Teatrze Powszechnym te przywary uwspółcześnia i prezentuje na scenie, czyniąc z nich kontrowersyjne misterium. Nadeszła pora, by zdefiniować prawdziwy artyzm i poddać ocenie estetykę najnowszej premiery.

fot. Magda Hueckel

Neron, grany w spektaklu Powszechnego przez Michała Czachora, jest zapatrzonym w siebie i swój lud mówcą i przywódcą. Główny bohater usiłuje na scenie zaprezentować, gdzie leży, jeśli w ogóle istnieje, granica między publiką a spektaklem, tym samym sprawdzając swoją zdolność sprawowania władzy przez widowisko. Neron […] bardzo się troszczył o lud, musiał mu dostarczać rozrywki i dlatego urządził największe święto starożytności. Jak opowiada piękną prozą Tacyt, cesarz otworzył swoje ogrody na przyjęcie. Każdy, kto był kimś, przybył na ucztę: senatorowie, arystokracja, kronikarze przekazujący sobie plotki towarzyskie – cały wielki świat. Neron miał jednak kłopot: nie wiedział, jak oświetlić tak ogromną przestrzeń, rozległe ogrody. Przyszedł mu do głowy pomysł: kazał sprowadzić przestępców i spalić ich, żeby zapewnić światło […]. Dla mnie w tym wszystkim nie jest interesujący Neron, tylko jego goście. Kim byli zaproszeni przez Nerona ludzie? – napisał w Głodzie Martín Caparrós. Ten fragment reportażu stał się inspiracją i swoistym prologiem do Nerona, mimo że sztuka odwołuje się do niego tylko raz. Najnowsza premiera Powszechnego ponownie prezentuje, że teatr na kontrowersyjnych produkcjach wiele traci – powoli odpycha od siebie wiernych niegdyś widzów.

Na modłę skandalu

Neron ma rekonstruować uczty u rzymskiego imperatora, zatem można przypuszczać, że nie zabraknie w spektaklu odwołań do rozpusty, seksu czy przemocy. Czy twórcy nie mogli przedstawić tych aspektów w sposób, który nada im sens, zamiast wzbudzać w publice niechęć? Warto byłoby uzasadnić wszystkie wulgarne akty, nadając im bardziej artystycznej otoczki, aniżeli surowej perwersji. Niestety twórcy Nerona zdecydowali się na rozwiązania wzbudzające odrazę i niesmak. Michał Czachor w roli Nerona, kompletnie nagi, rzuca w stronę publiczności niewyrafinowanymi żartami. Julian Świeżewski, również obnażony, kładzie się na jednym z widzów, uprzednio zaproszonym na scenę. Publika po obejrzeniu takiego spektaklu jest zniesmaczona, zwłaszcza starsze pokolenie, które przyszło z zamiarem doświadczenia prawdziwej sztuki, ukierunkowanej na przekaz, a nie efekciarstwo. Niestety owego przekazu widz tu nie uraczy, Neron porusza bowiem co najmniej sześć problemów społecznych, z których żaden się nie wyróżnia. Takie nagromadzenie wątków powoduje, że historia w pewnym momencie traci jakąkolwiek spójność. Sztuka w ogólnym rozrachunku nie niesie ze sobą przekazu, ponieważ żaden z wątków nie wybrzmiewa dostatecznie.

Chaos na życzenie

Równie słabo prezentuje się strona realizacyjna spektaklu. Aktorzy nie przykładają się do swoich ról – łatwo odczuć, że każdy dialog jest prowadzony od niechcenia. Jedynie Klara Bielawka i Magdalena Koleśnik wyróżniają się na tle obsady, pokazując naprawdę wysoki poziom aktorski. Scenografia nie zachwyca – składa się z cesarskich łóż ustawionych u stóp wizerunku Nerona i gipsowej imitacji męskiego przyrodzenia. Nie jest ona ani skromnie estetyczna, ani bogata i piękna. Brakuje też konsekwencji w ubiorze aktorów. Połączono stroje z epoki ze współczesnymi dodatkami, co przy dobrej argumentacji mogłoby być ciekawym rozwiązaniem, lecz w przypadku Nerona jest po prostu kolejnym niezrozumiałym elementem dopełniającym chaos tego spektaklu. Twórcom należy jednak przyznać, że skutecznie zburzyli czwartą ścianę i zaangażowali widza w wydarzenia sceniczne, co w istocie miało potencjał. Niestety również i ten koncept został zaprzepaszczony na rzecz wykorzystania publiki w celu wywołania kontrowersji. Poczynając od niesmacznych konkursów, w których nagrodą mogły być pieszczoty z jednym z aktorów, a na przywiązywaniu widzów do krzyża i wyśmiewaniu religii kończąc.

Spektakl Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina mógł być sztuką neutralną, która nie zapadłaby w pamięć formą, za to byłaby zrobiona z wyczuciem i niosła za sobą solidny przekaz. Niestety chęć wywołania kontrowersji, na miarę Klątwy Frljicia, przesłoniła cel, jaki powinna spełniać ta sztuka. Neron mógłby zwracać uwagę na problemy zauważalne także dzisiaj, lecz spłycenie spektaklu przez liczne kontrowersje dało odwrotny od zamierzonego efekt. Kolejne przedsięwzięcie Powszechnego zamiast wywołać katharsis sprawia, że skonsternowani widzowie chcą jak najszybciej opuścić salę. Być może spektakl stanie się lekcją pokory dla Powszechnego, który następnym razem trafniej zinterpretuje maksymę Zygmunta Hübnera, bo teatr rzeczywiście powinien się wtrącać.

0/5

Neron
Wiktor Rubin
Teatr Powszechny
Rating: 5.0. From 3 votes.
Please wait...