Światełko na przyszłość

Niekoronowany Król Horroru powraca z kolejną głośną premierą, by namieszać w głowach fanów historią, która jest jednocześnie zapowiedzią przyjścia. Kogo? Zła? Outsidera? A może samego autora?

W spokojnym miasteczku Flint City, gdzieś w Ohio, dochodzi do brutalnego gwałtu i zamordowania jedenastolatka. Zarówno odciski palców znalezione na miejscu zdarzenia, jak i zeznania świadków jednoznacznie wskazują na trenera Terry’ego Maitlanda – człowieka szanowanego i lubianego w małomiasteczkowej społeczności. Jednak Terry ma mocne albi. Ba! Odciski palców pozostawione wiele kilometrów od miejsca zbrodni kategorycznie wykluczają go z grona podejrzanych. Natomiast te znalezione przy ciele chłopca dowodzą jego winy. Detektyw Ralph Anderson staje przed poważnym problemem i musi odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Czy Terry Maitland mógł być w dwóch miejscach jednocześnie?.

Powrót na włości?

Stephen King od dawna nie pisze tak, jak zwykł w latach swojej świetności. Zdawałoby się, że nieokiełznana wyobraźnia autora i umiejętność siania postrachu przemija z kolejnymi kartkami w kalendarzu. O podobne wnioski nietrudno, bowiem ostatnie powieści Kinga dążyły bardziej w stronę obyczajowego suspensu (Dallas ‘63, Pod Kopułą, Przebudzenie) lub kryminału (trylogia z detektywem Hodgesem). Fakt, nigdy do końca nie pozbył się wątków paranormalnych, tak znamiennych dla jego twórczości, jednak od Ręki Mistrza kolejne powieści stawały się coraz bardziej ugrzecznione, brakowało w nich pazura, tej charakterystycznej bezpośredniości.

Outsider jednak jest kroplą nadziei w morzu coraz mniej “kingowskich” powieści. Od pierwszych stron intryguje i choć fabuła z początku nie odbiega od klasycznej konwencji, jaką autor proponował w cyklu z Panem Mercedesem, z biegiem stron coraz bardziej ujawnia się Stephen King, ten stary, który zachwycił czytelników Lśnieniem, czy Cmętarzem Zwieżąt. W swojej nowej powieści wciąż wydaje się nieco kurtuazyjny, lecz powoli powraca jego cięty język, amerykańskość i, co najważniejsze, groza. Groza, którą miarkuje z charakterystyczną dla siebie wirtuozerią i straszy tak, jak straszył w Miasteczku Salem czy To. Niestety tych chwil, gdy czuje się na karku niepokój, widzi upiory rodem z najgorszych koszmarów, jest niewiele. Fabuła skupia się w dużej mierze na człowieczeństwie, świecie rzeczywistym, który powoli ulega wpływom sił, których istnienia wytłumaczyć się nie da. W myśl Jacka Ketchuma skupia się na horrorze, jaki człowiek może zgotować bliźniemu i to właśnie jest aspekt powieści, który straszy najbardziej, wywołuje fale emocji: od smutku, oszołomienia, złości aż po absolutne przerażenie.

Tragedia, jak odra, świnka czy różyczka, jest zaraźliwa. Tym, co ją odróżnia od tych chorób, jest brak szczepionki.

 Jak człowiek człowiekowi

King w Outsiderze ponownie tworzy przemyślane intrygi składające się na przekaz tej powieści. Pokazuje, do jakiej tragedii może doprowadzić ludzka nieufność czy chęć odegrania się. Przedstawia też tragedię człowieka, który jest ofiarą zbiorowej nienawiści. Jest ogniwem, które prowadzi do zniszczenia wszelkiej ludzkiej moralności i wiary w to, co wcześniej zdawało się oczywiste.

Mistrz Grozy doskonale manipuluje czytelnikiem. Wpaja mu nauki, grając na jego zasadach moralnych i emocjach. Wie, że nic nie wstrząsa bardziej niż zbrodnia niezawiniona, rażąca niesprawiedliwość i skazanie na publiczny ostracyzm. Wie także, co dla fanów jest najbardziej atrakcyjne, więc nie stroni od licznych odwołań do klasyków literatury czy filmografii. Nie stroni także od własnych komentarzy w sprawach, w które jest czynnie zaangażowany – to znaczy nie ukrywa swojej niechęci do Lśnienia w reżyserii Kubricka, czy wyboru Trumpa na prezydenta USA. Najważniejszym aspektem i ukłonem w stronę fanów jest, już typowe dla niego, powracanie do pewnych historii, które zostały niegdyś opowiedziane. Outsider porusza wątki, które wierni czytelnicy natychmiast skojarzą z poprzednimi powieściami spod pióra Kinga, natomiast ci, którzy swą przygodę z Królem Horroru dopiero zaczynają, nie stracą nic. Może z wyjątkiem pewnego smaczku i okazji do lepszego poznania postaci.

  Stare przyzwyczajenia

Forma opowieści nie różni się wiele od poprzednich. Postacie są fantastycznie zarysowane, czytelnik dowiaduje się wiele o ich życiu, stylu myślenia, zatem bohaterowie stają się wielowymiarowi i z łatwością można im współczuć czy ich dopingować. Doskonałe jest także prowadzenie fabuły. Każda scena jest na swoim miejscu i wprowadza do opowieści wątki popychające akcję, siejące ziarna tajemniczości i napięcia w sercach czytelników. Prawdziwie “kingowskie” opisy nadają historii barw i uwypuklają książkową rzeczywistość tak, że lektura przypomina poniekąd oglądanie filmu ze szczególnym poświęceniem uwagi na detale scenografii. Nic tutaj nie odstaje od praktyk, do których King przyzwyczaił fanów przez lata swojej twórczości – wszystkie kluczowe wątki są na swoim miejscu, wszystkie nuty zgrywają się na doskonale wybrzmiewającą symfonię.

Niestety, do pewnego momentu. Podczas gdy cała powieść nie pozostawia żadnego pretekstu do krytyki, tak finał stanowi niepasujący element układanki (jakby powiedziała Holly Gibney). Jest zbyt banalny jak na Stephena Kinga, który zazwyczaj szokował czytelników zakończeniem i wprowadzał w stan niedosytu. W Outsiderze można odnieść wrażenie, że podobny zabieg już gdzieś się pojawił i to w o wiele ciekawszej formie. I owszem. Finał najnowszej powieści Kinga jest mieszaniną pomysłów, które wykorzystał niegdyś pisząc To, czy Pana Mercedesa. Nie dość, że koncept jest powtórzony, to zastosowany “na prędce”, więc ani nie wybrzmiewa, ani nie angażuje czytelnika w wydarzenia. Także główny antagonista w finale blednie. Tajemniczość tej postaci zostaje natychmiast rozwiana w ostatecznym pojedynku, a sam jej wizerunek, pieczołowicie kreowany przez drugą połowę powieści, sprowadzony do niestrasznego, przeciętnego, ludzkiego.

Outsider mimo kulawego finału wciąż jest powieścią, która wyróżnia się wśród swoich poprzedników z ostatnich lat. King doskonale łączy to, co przekonało czytelników w trylogii z Panem Mercedesem, z tym, co jest dla niego charakterystyczne, czyli nadprzyrodzonością i swojego rodzaju abstrakcją. Pierwszy raz od przynajmniej połowy dekady z opowiedzianej historii wyłania się Stephen King, którego ludzie pokochali i – co najważniejsze – który straszy. Autor budzi się powoli z tego snu, w który zapadł po napisaniu Ręki Mistrza i jest to wspaniała wiadomość dla środowiska fanów Króla Horroru, które w dużej mierze na Lśnieniu, Bastionie czy Miasteczku Salem się wychowało. Pozostaje jedynie czekać, aż King przetrze oczy i z dawną precyzją skonstruuje powieść, która na nowo zmrozi krew w żyłach czytelnikom na całym świecie. Być może nastąpi to za sprawą Elevation, czyli kolejnej powieści spod pióra Króla. Jedno jest pewne – King powraca, zbiera siły, chcąc zmienić swój wizerunek. Jest jak Doktor Jekyll i Pan Hyde, jak Hrabia Dracula. Jak Outsider.

4/5
Outsider
Stephen King
Prószyński i S-ka
Premiera: 05.06.2018 r.
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz

No votes yet.
Please wait...