Usłyszeć obraz

Blask w reżyserii Naomi Kawase to opowieść pełna zachodów słońca, symbolicznych gestów i znaczących spojrzeń. Na szczęście, jeśli widz zdoła przebić się przez wylewający się z ekranu sentymentalizm, znajdzie w niej wątek o wiele ciekawszy niż ten o uczuciu rodzącym się między dwójką głównych bohaterów.

Misako, grana przez Ayame Misaki, jest audiodeskryptorką – tworzy opisy do filmów, umożliwiające ich odbiór niewidomym. W tym celu współpracuje z grupą osób dotkniętych ślepotą, które dzielą się z nią uwagami dotyczącymi sposobu intepretowania przez nich filmów. Wśród nich jest Masaya (w tej roli Masatoshi Nagase). Żeby było bardziej dramatycznie, bo Kawase bardzo lubi posługiwać się tragizmem i doniosłą poetyką, przed tym, jak zaczął tracić wzrok, bohater zajmował się profesjonalnie fotografią. Niepełnosprawność pozbawia go więc nie tylko źródła utrzymania, lecz także życiowej pasji.

Masaya jest osobą najbardziej krytyczną względem opisów Misako. Podczas sesji, na których oglądane (słuchane?) są fragmenty filmów, padają z jednej strony oskarżenia o szczędzenie odbiorcom szczegółów, z drugiej – o zbędną dosadność. Bohaterka stoi przed zadaniem stworzenia deskrypcji na tyle rzetelnej, żeby film był zrozumiały, ale jednocześnie wystarczająco lekkiej, by mogła oddać jego atmosferę i pozwolić odbiorcy dotrzeć do sedna.

Obraz, nad którym grupa pracuje, sprawia wiele trudności ze względu na swój poetycki charakter i ciężar, jaki film ten w sobie nosi. Trudno ocenić, w których momentach dokładny opis jest niezbędny, a kiedy zakłóciłby on odbiór nadmiarem informacji. Misako zastanawia się, ile przestrzeni powinna pozostawić dla uczuć i wyobraźni. Żeby dobrze wykonać swoje zadanie, musi zrozumieć, jak osoby niewidome postrzegają świat. Wprowadzony przez Kawase wątek audiodeskrypcji pozwala przyjrzeć się bliżej temu problemowi, ale – może przy okazji, a może zupełnie celowo – stawia również pytanie o istotę samego kina.

„Oglądanie” filmu przy niemożności percepcji głównego medium, jakim się on posługuje, może wydać się absurdalne. Czy film przedstawiany w formie werbalnego opisu można uznać za dzieło tożsame z pierwowzorem? Z jednej strony dąży się do tego, by obie formy filmu wywoływały podobne emocje i miały taki sam przekaz, z drugiej – audiodeskrypcja nie może być niczym innym jak czyjąś interpretacją widzianego obrazu (nawet jeśli konsultowaną z twórcami filmu). Czy to nadal jest kino, czy może zupełnie nowy, autonomiczny wytwór kultury? I co w filmie stanowi o jego wartości, skoro odebranie mu aspektu wizualnego nie decyduje jeszcze o jego degradacji?

Sytuację tę pozwala nieco lepiej naświetlić analogia do literatury i współczesnych teorii przekładu, w których rola tłumacza jest celowo wyróżniana. Nie traktuje się go już dłużej jako przezroczystego pośrednika między dwoma językowymi światami, a niejako jako współautora powieści w danym tłumaczeniu. Nie tylko dlatego, że to, w jaki sposób przełoży książkę, w dużym stopniu zależy od jego interpretacji, ale także z powodu niemożności zero-jedynkowego oddania rzeczywistości językowej w innym języku. To jednak nie deprecjonuje przekładu jako autonomicznego, oderwanego od pierwowzoru tworu kultury.

Autotematyczny wątek, choć najciekawszy, nie zdominował fabuły Blasku. Napięta relacja między dwojgiem głównych bohaterów przeradza się w namiętne uczucie, które pomaga Masayi pogodzić się z utratą największej pasji. Mamy więc sceny pocałunków nad morzem na tle zachodzącego słońca i rzucania aparatu w piach jako znaku rozstania się z przeszłością. Do kategorii kiczu niebezpiecznie zbliżają się nie tylko same gesty, lecz także ilustrujące je ujęcia.

Poza utratą wzroku i pasji film opowiada też o przemijaniu najbliższych osób. Figura ojca Misako pojawia się w jej rozmowach z matką, jednak już tylko jako wspomnienie. Odwiedzanie tej mocno podstarzałej kobiety każdorazowo niesie ze sobą niepokój, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze dane jej będzie być przy córce. Kawase przedstawia scenę, w której główna bohaterka, przestraszona tym, że jej matka zniknęła (w momencie, kiedy zajeżdża pod jej dom za miastem, szuka jej już cała wioska), biegnie przez las. Do matki, którą w końcu znajduje na krańcu klifu, doprowadzają ją głosy i wspomnienia z przeszłości. Całość wygląda dokładnie tak, jak brzmi – jak fragment taniego filmu obyczajowego.

Kawase porusza dwa ważne tematy – jeden o niepełnosprawności, drugi związany z medium, jakim jest kino. Przedstawianie filmu jako słuchowiska jest bowiem sprzeczne z jego definicją, a jednak reżyserka broni wartości takiej formy przekazu. Reszta historii mogłaby być zręcznym dopełnieniem tych zagadnień. Niestety dosyć trudno się w nią wczuć, jeśli jest się odpornym na tkliwy romantyzm.

No votes yet.
Please wait...