Więcej niż dziennikarka (w odsłonie mniej niż udanej)

Cała sceniczna energia płynie z przeżyć wewnętrznych jednej osoby. W kameralnym, bardzo intymnym spektaklu przyglądamy się jedynie Orianie. Jedynie, chociaż mogłaby to być aż Oriana.

fot. Krzysztof Bieliński

Oriana Fallaci w Apokalipsie Michała Borczucha (Nowy Teatr) przechadza się po scenie pewnym krokiem, z zalotnym uśmiechem. Kokietować otoczenie w taki sposób może tylko kobieta świadoma własnego sukcesu. Chociaż w momencie, w którym przedstawia ją spektakl wiadomo już, że jest poważnie chora, a wielu zdążyło znienawidzić ją za radykalną krytykę islamu zawartą we Wściekłości i dumie, ta słynna dziennikarka ani na moment nie daje się zbić z pantałyku.

Zupełnie inna wizja pojawia się w monodramie Ewy Błaszczyk Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam prezentowanym w Teatrze Studio. Przede wszystkim postać dziennikarki wypełnia całą przestrzeń sceniczną, w przeciwieństwie do spektaklu Borczucha, w którym akcja toczy się dzięki zestawieniu ze sobą trzech dominujących charakterów.

Na deskach Nowego Teatru obok Fallaci na równych prawach pojawia się włoski reżyser Pier Paolo Pasolini. Napięcie na scenie tworzy się na skutek zetknięcia dwóch biegunów kulturowej apokalipsy, pomiędzy którymi pojawia się jeszcze fotograf Kevin Carter – trochę jako oddech, bardziej jako pole dla konfrontacji poglądów pozostałej dwójki.

U Błaszczyk cała sceniczna energia płynie z przeżyć wewnętrznych jednej osoby. W kameralnym, bardzo intymnym spektaklu przyglądamy się jedynie Orianie. Jedynie, chociaż mogłaby to być aż Oriana. Jej bogaty życiorys dostarcza wystarczającej liczby punktów odniesienia, wokół których można by zbudować wielopoziomową narrację. Zamiast tego otrzymujemy zlepek dosyć luźno zestawionych ze sobą wątków z życia Fallaci, wyciągniętych z lektury autobiograficznych fragmentów jej utworów (Listy do nienarodzonego dziecka, Wściekłość i duma, Wywiad z historią).

Kilkakrotnie pojawia się motyw miłości Oriany do greckiego polityka Alekosa Panagulisa czy historia o nienarodzonym dziecku (ta wybrzmiewa mocno wraz z wypowiedzeniem przez bohaterkę słów Poroniło mnie jego dziecko). Mamy także sceny będące próbą odtworzenia wywiadów, które Fallaci przeprowadziła ze znanymi osobami. Dziennikarka wciela się to w siebie samą z tamtego czasu, to w swojego rozmówcę, generując w ten sposób skrajnie subiektywny obraz minionych zdarzeń.

Dostajemy Orianę wrażliwą, czasem nawet kruchą. Błaszczyk portretuje nie tyle dziennikarkę – skandalistkę o prawicowych poglądach – ile kobietę. O tym, w jaki sposób Fallaci zostanie zaprezentowana, mówi już sam poetycki początek spektaklu. Włoszka ustami Błaszczyk wygłasza fragment wspomnianego Listu do nienarodzonego dziecka zawierający metaforyczną historię z magnolią. Symboliczny krzew pojawia się ponownie pod koniec spektaklu.

Widz nie ma pewności, ile jest w tych gorących uczuciach autentyzmu, a ile wizerunku stworzonego pieczołowicie przez samą Fallaci. Większość tego, co o niej wiemy, pochodzi od niej samej. Mając w pamięci filuterny błysk w oku dziennikarki w kreacji Haliny Rosiakówny w Nowym Teatrze, nie możemy tak po prostu jej teraz uwierzyć. Cienka granica między odsłanianiem emocjonalności Oriany a przedstawianiem wyreżyserowanego przez nią samą „ja” jest prawdopodobnie najmocniejszym punktem spektaklu.

Nie zmienia to jednak tego, że Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam właściwie niczym nie zaskakuje. Nie stawia hipotez ani nie generuje pytań, słabo też sytuuje postać Włoszki we współczesnym kontekście. Ten skromny spektakl ze scenografią ograniczoną do stołu, krzesła i dwóch płacht materiału, na których od czasu do czasu wyświetlane są zdjęcia czy filmy dopełniające narrację Fallaci, miał być jej „portretem duchowym” (tak mówi Błaszczyk w jednym z wywiadów). Nad tym, czy może on oddać psychikę dziennikarki, możemy się jednak zastanawiać z uwagi na wątpliwy autentyzm.

Monodram Ewy Błaszczyk nie wychodzi poza granicę typowych, bezkrytycznych spektakli biograficznych „ku pamięci”. Pozostaje zaledwie teatralną wersją encyklopedycznego hasła „Oriana Fallaci”, z tym jedynie, że uwzględnia dodatkowo cechy ludzkie dziennikarki..

2,5/5
Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam
reż. Ewa Błaszczyk
Teatr Studio

No votes yet.
Please wait...