Jair Bolsonaro prezydentem Brazylii

Pierwsze skojarzenie przeciętnego Polaka na temat Brazylii to zapewne piłka nożna. Następne? Karnawał, Amazonia, znowu futbol. A jeszcze później? Fawele, prostytucja, narkotyki i korupcja. Opierając się na tym można wysnuć najróżniejsze przypuszczenia na temat tegorocznych brazylijskich wyborów powszechnych.

fot. Antonio Cruz / Agência Brasil

Jair Bolsonaro

Tekst: Rafał Stępień

Zwycięzca wyborów prezydenckich w Brazylii, Jair Messias Bolsonaro, jeszcze przed pierwszą turą został nazwany przez mass media „tropikalnym Trumpem”. Określany także jako „wiecowy krzykacz” czy „prawicowy populista” 63-letni emerytowany kapitan armii w istocie admiruje kontrowersyjnego amerykańskiego polityka i biznesmena, jednakże jest od niego bardziej radykalny – bliżej mu do znanego chilijskiego dyktatora z drugiej połowy XX wieku, Augusto Pinocheta.

To barwna postać, która ujawnia swoje przywiązanie do poglądów skrajnej prawicy. Przejawia silną pogardę wobec rządzącego dotychczas w Brazylii lewicowego dyskursu. Propaguje wartości rodzinne, sprzeciwia się aborcji, małżeństwom jednopłciowym, imigracji i sekularyzmowi. Jest również wolnorynkowcem i popiera prywatyzację. Gwóźdź programu? Jego homofobia, mizoginia oraz – najważniejsze – nieskrywana sympatia wobec brazylijskiego reżimu wojskowego z lat 1964-1985, regularnie łamiącego prawa człowieka. Ponadto popiera karę śmierci oraz tortury.

Świat ma więc liczne powody, by temu człowiekowi nie ufać i bać się o stan demokracji w Brazylii. Jak to się stało, że ten człowiek wygrał wybory 55 proc. głosów, czyli zdobył poparcie ok. 58 mln Brazylijczyków?

pixabay

Luiz Inacio Lula Da Silva – po prostu Lula.

Lula

Rok 2003. Z ramienia Partii Pracujących (port. Partido dos Trabalhadores) prezydentem zostaje Luiz Inacio Lula da Silva, znany po prostu jako Lula. Jego rządy przypadły na okres rozwoju gospodarczego – klasa średnia znacząco się powiększyła, wzrosły płace, polepszyła się jakość życia, powstawały nowe uniwersytety. O sile gospodarki za czasów Luli świadczy fakt, że w okresie wielkiego kryzysu światowego w 2008 r. Brazylia była jednym z ostatnich krajów, które weszły w recesję, oraz jednym z pierwszych w 2009 r., która wyszła z kryzysu. Sam Lula był również prawdziwym working class hero – wydostał się z biedoty i przedarł się na sam szczyt, dając nowe życie biednym Brazylijczykom. Nie odebrał też wykształcenia, dorabiając w najróżniejszych pracach, a jego kariera polityczna zaczęła się od udziału w związkach zawodowych.

W 2011 Lula odchodził ze stanowiska w chwale, jednakże od tego momentu jego legenda miała się załamywać, a Partia Pracujących – stopniowo tracić autorytet i uznanie społeczne.

Pieniądze brudne jak ropa

Po odejściu Luli konsekwencje jego polityki gospodarczej musiały z czasem być odczuwane – szczególnie w latach 2014-2016, gdy gospodarka Brazylii zaliczyła największą w swojej historii recesję i zanotowała w 2015 spadek 3,8 proc. PKB. Na jaw zaczęły wychodzić afery korupcyjne z elitą polityczną w roli głównej. Ponadto następcy prezydenta – Dilma Rousseff oraz Michel Temer – nie mieli takiej charyzmy jak Lula. Nie potrafili zjednać sobie ludności nawet w najgorszych sytuacjach. Późniejszy skandal korupcyjny związany ze spółką Petrobras na dobre obalił legendę Partii Pracujących. W wyniku szeroko zakrojonego śledztwa winę działalności o charakterze korupcyjnym udowodniono nie tylko Dilmie, ale też jej mentorowi – Luli. 2 grudnia 2015 r. brazylijski senat przyjął petycję o impeachment Rousseff, który wszedł w życie 31 sierpnia 2016 r. Tymczasową władzę przejął wiceprezydent Michel Temer, również zamieszany w aferę korupcyjną – pomimo kilku prób impeachmentu rządzi do dziś, a jego kadencja skończy się wraz z zaprzysiężeniem Bolsonaro na początku stycznia następnego roku

Odbudowa?

W 2018 upadająca Partia Pracujących miała zamiar wystawić ponownie Lulę jako prezydenta, ten jednak został zamknięty w więzieniu i zakazano mu kandydowania w wyborach, dlatego 11 września przekazał pałeczkę Fernando Haddadowi, wcześniej kandydatowi na wiceprezydenta. Haddad to były minister edukacji oraz burmistrz Sao Paulo. Na tle partii wyróżniał się ponadprzeciętnym wykształceniem – ukończył trzy kierunki i był profesorem. Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że nie stanie się drugim Lulą – brak mu takiej charyzmy i umiejętności prowadzenia tłumu oraz sprawia wrażenie podstawionego. Jest niewiadomą. Oskarżono go – jakżeby inaczej – o korupcję, ale nie zostało mu to na razie udowodnione – prokuratura nie miała wystarczająco czasu na dokończenie śledztwa.

Ludzie Północy

Kto na kogo głosował? Elektorat Haddada miał największe natężenie na północnym wschodzie – z biedniejszych rejonów, z których pochodzi Lula. Partia Pracujących mogła tam liczyć na największe poparcie ze względu na strukturę klasową, a także sentyment wobec byłego prezydenta. W Cearze, prowincji sąsiadującej z dystryktami faworyzującymi Haddada, w pierwszej turze najbardziej popularnym wyborem był Ciro Gomes, kandydat centrowy – aczkolwiek nie mógł on liczyć na wystarczające poparcie, by dostać się do II tury.

W reszcie okręgów rządzi Bolsonaro. Osoba będąca wcześniej politycznym outsiderem, o reputacji w przeszłości porównywalnej do naszego Mariana Kowalskiego, zjednała sobie znaczną rzeszę wyborców mimo kontrowersyjnych poglądów. W istocie to populistą, który sprytnie używa gniewu społeczeństwa na swoją korzyść – jest wypadkową fali antysystemowych, prawicowych wystąpień na całym świecie. Głosowali na niego – naturalnie – głównie mężczyźni w każdym wieku, aczkolwiek z czasem zjednał sobie także damski elektorat (na przekór jego mizoginii). Ponadto zyskał poparcie sławnych brazylijskich ikon, jak między innymi legendarnego piłkarza Ronaldinho oraz takich postaci jak Wielki Mistrz Ku Klux Klanu: David Duke.

Haddad i spółka zadeklarowali, że choć nie są perfekcyjni, to tylko oni mogą skutecznie zwalczyć potencjalnego dyktatora o skrajnych poglądach. Brazylijczycy jednak już nie wierzą w największe partie i wybór Bolsonaro jako antystystemowego kandydata wydawał się naturalnym posunięciem. Czy słusznym – pozostawmy do osobistych dywagacji. Tak czy owak wydaje się, że najlepiej pozwolić Brazylii być Brazylią i zostawić ją w spokoju – ona sama musi się wyleczyć i tylko czas pokaże, jak to zrobi.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...

  • Arthur M

    W tym wystąpieniu nie ma nic dobrego. Wolność wyznania, wolność poglądów, wolność słowa, demokracja. Co jest w tym prawdą? Komunizm i socjalizm w Ameryce Łacińskiej dobiegły końca. Maduro uważaj na siebie!

    No votes yet.
    Please wait...