Wybudujemy wieżę

Krzywa wieża w Pizie to prosta wieża, która po latach się przekrzywiła. Chyba że nie…? Chyba że od początku była krzywa, a mimo to jej twórcy brnęli dalej, świadomi, że dzieło ich życia cały czas niebezpiecznie się przechyla. Przez 177 lat kolejne pokolenia pracowały nad beznadziejną budowlą, próbując nawet wyrównać jej kąt przez zaniżanie jednej strony następnych pięter. Nie byłoby im łatwiej zburzyć ją już na początku i zbudować drugą, tym razem prostą?

Tak postąpili Medyceusze, którzy w XVI w. jednym rozkazem zdecydowali o zburzeniu fasady najznamienitszej florenckiej katedry. Nie potrafili ukończyć jej przez poprzednie 300 lat, więc zdecydowali, że szybko zmienią ją na nową, renesansową. Jednak przez kolejne 300 lat nawet nie wybrali projektu. Kiedy w końcu zdecydowano się na jeden, rzeczywiście ukończono budowę w kilkanaście lat. Było to jednak pod koniec XIX w., długo po śmierci ostatniego Medyceusza. Teraz pokryta zielonym i różowym marmurem katedra Santa Maria del Fiore jest symbolem Florencji, o czym z pewnością marzyli 750 lat temu jej architekt i jego mecenasi.

W architekturze Walencji (o której pisze Marta Pawłowska w fotoreportażu Gdzie spoczywa święty Graal, str. 60) oraz Azerbejdżanu (Świetliki w kraju ognia, Anna Gierman, str. 48) tradycja idzie ramię w ramię z nowoczesnością. Nawet powstanie warszawskiego Mordoru (Jak Sauron przejął Służewiec, Katarzyna Kowalewska, str. 54) to zasługa kilku pokoleń i z całą pewnością – zmora wielu następnych. Każdy kraj i prawie każde miasto powstaje w wyniku pracy dziesiątek generacji i setek lat ich życia. Niektóre budynki są burzone, aby postawić wieżowce, a inne konserwowane, aby zachować ich dawny urok.

Miasta, które odziedziczyliśmy, teraz są nasze i możemy dowolnie nimi zarządzać. Niszczyć kilkusetletnią pracę poprzedników, aby wprowadzić własny porządek (Dziesięć lat samowolki, Mateusz Skóra, str. 19), lub poświęcić 30 lat w celu odbudowy zniszczeń. Nawet jeśli będzie to obejmowało całą dzielnicę, łącznie z zamkiem. Warszawiacy mogą odpocząć od bloków i wieżowców, spacerując po Starym Mieście, które nie powróciłoby do stolicy, gdyby nie zawziętość i ciężka praca naszych dziadków.

Zarówno w naszym kraju, jak i w Toskanii czy Walencji, piękno architektury miast to efekt nakładania się na siebie nie tylko pracy, lecz także potrzeb i marzeń kolejnych pokoleń. Jednak Polskę i Warszawę odziedziczyliśmy tak zniszczone, że można powiedzieć, że dopiero ten proces zaczynamy. Na razie zamarzyliśmy nie tylko o dawnym uroku na Starym Mieście, lecz także o szklanej przyszłości w okolicach Domaniewskiej.

No votes yet.
Please wait...