Bez (jedno)śladu

Co roku wiosną, wraz z rozpoczęciem sezonu rowerowego, zaczyna się sezon na kradzieże jednośladów. Takie sytuacje nie omijają również okolic SGH. Studenci mają wówczas nadzieję na pomoc policji, administracji i uczelnianego monitoringu. Czy mogą na to liczyć?

Autor: Cezary Gołembski

Zuzanna Nyc

Komplikacje, komplikacje

Wtorek, 11.25. Skrzyżowanie ulicy Madalińskiego i Alei Niepodległości. Do budynku C Szkoły Głównej Handlowej przyjeżdża student na rowerze. Przypina jednoślad linką do metalowego stojaka na chodniku i udaje się na zajęcia. 11.30. Pod budynkiem pojawia się mężczyzna, około 50-letni. Przygląda się rowerowi z daleka. Po pół godzinie podchodzi, wyciąga ostre narzędzie. Półtorej minuty później jest już na sąsiedniej ulicy. Kiedy kończą się zajęcia i właściciel pojazdu wychodzi na chodnik, po rowerze śladu nie ma, a ludzie siedzący na ławkach i w pobliskiej kawiarni nic nie pamiętają.

Marcin, właściciel roweru, pierwsze kroki skierował do ochrony

budynku C. Ochroniarze mieli dostęp tylko do obrazu na żywo, ale podali mu numer do szefa Działu Zarządzania Nieruchomościami, który miał umożliwić mu zdobycie nagrań z momentu kradzieży. Jeszcze tego samego dnia Marcin zadzwonił na policję. Do wspomnianego działu udał się po kilku dniach. Pracownicy mieli dostęp do materiału z przeszłości, ale było kilka problemów – mówi student. Po pierwsze: muszę mieć zgodę od kanclerza, żeby obejrzeć nagrania. Po drugie: monitoring jest fatalny. Po trzecie: nagrania znikają po tygodniu. Całe szczęście udało się zabezpieczyć je w porę. Marcin musiał poczekać kilka dni na zgodę kanclerza. W międzyczasie sprawa kradzieży została przekazana odpowiedniemu śledczemu policji. Dzwoniłem raz na 10 dni z pytaniem o po-stępy, żeby pospieszyć sprawę – niestety nic się z tym nie działo. Dopiero pod koniec lipca przekazano mi dokument informujący o wszczęciu śledztwa. Wniosek o udostępnienie zapisu z kamer SGH też wysłano bardzo późno, chyba na początku lipca – żali się okradziony student. Cały mój „proces” polegał na proszeniu administracji o nagrania i przypominaniu policji o sprawie. Rozmawiając z administracją, czasami czułem się, jakbym to ja był złodziejem. Muszę jednak przyznać, że końcowy efekt rozmów był pozytywny – otrzymałem to, czego chciałem. Problemem są słabe kamery i to, że policja wolno działa, a przede wszystkim skuteczność złodzieja.

Skradziony rower jest trudny do odzyskania. Działanie policji wymaga spełnienia określonych procedur, złodzieje zaś działają zwykle bardzo szybko. To są zazwyczaj specjaliści – w godzinę przemalowują, rozbierają lub wywożą rower i ślad po nim ginie – mówi mokotowska policjantka. Tylko w bardzo szczęśliwych przypadkach udaje się znaleźć pojazd. Ja trochę szczęścia miałam – uśmiecha się Asia, studentka, której dwa lata temu ukradziono rower sprzed budynku G. Równo dwa tygodnie po kradzieży znalazłam mój rower na ukraińskim OLX. Co-dziennie szukałam go w internecie, wpisując jego nazwę i przeglądając zdjęcia z ostatnich 24 godzin. I jednego dnia trafiłam. Odkrycie to zgłosiłam na policję, ale niestety złodzieja nie udało się ująć, a ja musiałam kupić nowy rower i lepsze zabezpieczenie – kontynuuje Asia.

Fikcja monitoringu

Studenci, którym skradziono rowery, liczyli, że pomocny okaże się monitoring. Asia zawiodła się jednak na kamerach, które nie monitorują stanowisk znajdujących się naprzeciwko budynku G. Stojaki te umieszczone są na terenie miasta i nie odpowiada za nie SGH. Należy koniecznie rozgraniczyć, co znajduje się na terenie uczelni, a co na terenie miasta. Ponieważ stojaki naprzeciwko budynku G nie są naszą własnością, nie jesteśmy stroną w sprawie – podkreśla wicekanclerz Tadeusz Brach. Uczelnia ma jednak własne stanowiska rowerowe objęte monitoringiem. Przy wjeździe na teren uczelni, obok budynku G, znajduje się nowa wiata rowerowa. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, dobudujemy drugą. Na razie liczba stanowisk wydaje się wystarczająca. Oprócz tego dysponujemy stanowiskami rowerowymi oraz prysznicami dla rowerzystów przy budynku M, a także stojakiem przy budynku C – wyjaśnia wicekanclerz.

Do tego ostatniego przypięty był właśnie rower należący do Marcina. Stanowisko znajduje się na terenie dzierżawionym od miasta i należy do uczelni. Pojawiło się stosunkowo niedawno i nie jest chronione w zadowalający sposób, gdyż monitoring zamontowano w czasie budo-wy budynku C. Widać je jedynie w kamerze skierowanej na wejście – w szklanych drzwiach odbija się zarys stojaka. Jakość obrazu również nie ułatwia zidentyfikowania sprawcy. Jak jednak zapewniają pracownicy administracji, sprzęt jest sukcesywnie wymieniany i wkrótce nowe kamery zawitają również budynku C. Jesteśmy w trakcie modernizacji systemu monitoringu, w budynku G korzystamy już z kamer najnowszej generacji o wysokiej rozdzielczości, ale także wyposażonych w nowoczesne technologie takie jak system zliczania – informuje wicekanclerz. Ich rozdzielczość umożliwia identyfikację znajdujących się w ich zasięgu osób. Taki sprzęt obejmuje między innymi wspomnianą wiatę rowerową przy budynku G. Należy jednak pamiętać, że nawet najlepszy monitoring nie daje gwarancji schwytania złodzieja, a tym bardziej odzyskania roweru.

Cykliści sami sobie winni

Nie trzeba nikomu udowadniać, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Skradziony rower bardzo trudno odzyskać, mimo to właścicielom jednośladów nierzadko brakuje świadomości, jak należy postępować, aby uniknąć przykrej niespodzianki. Rowerzyści bardzo często są sami sobie winni – komentuje pracownik ochrony SGH. Nie dosyć, że niewystarczająco zabezpieczają rower przed kradzieżą, to jeszcze nie zachowują dokumentów potwierdzających, że to oni są właścicielami pojazdu. Dzięki tym dokumentom będziemy mogli odzyskać swój rower, jeżeli zostanie odnaleziony.

Równie ważne jest odpowiednie zabezpieczenie pojazdu. Jak pokazuje przykład Marcina, gumowa linka nie wystarcza – można ją przeciąć w niecałą minutę. Jeżeli nie zostawiamy roweru na terenie zamkniętym, koniecznie trzeba przypiąć go u-lockiem – mówi okradziony student. Z kolei Michał, który również studiował kiedyś na SGH, dodaje: Polecono mi trik w Paryżu – zapinać na dwa zapięcia zupełnie różnego typu. Złodziej ma zazwyczaj ze sobą tylko jeden typ narzędzia i takie rozwiązanie skutecznie go zniechęci. Co więcej, roweru nie należy zostawiać w bocznych uliczkach, ale w miejscach bardziej uczęszczanych. Posiadacze droższego sprzętu nie powinni też przechowywać rowerów w piwnicach, do których stosunkowo łatwo jest się włamać.

Kolejnym sposobem na zabezpieczenie jednośladu przed kradzieżą jest jego policyjne oznakowanie. Procedura polega na wygrawerowaniu na ramie roweru oznaczenia składającego się z liter i cyfr oraz rejestracji w bazie danych policji. Każdy właściciel roweru może zgłosić się do jednostki policji, aby skorzystać z „engravera”. Informacja o znakowanym rowerze zostanie wprowadzona do elektroniczne-go systemu. W ten sposób w policyjnej bazie gromadzone są dane o znakowanych jednośladach i ich właścicielach. W przypadku kontroli rowerzysty, na podstawie danych z systemu, łatwo sprawdzić, czy jest on prawowitym właścicielem pojazdu – radzi asp. sztab. Robert Koniuszy. Co ważne, oznakowanie policyjne powodu-je zmiany w strukturze materiału wykrywane nawet po powierzchownym zatarciu znaków. Ponadto na ramę przyklejana jest dobrze widoczna naklejka informująca o zabezpieczeniu, co sprawia, że to rozwiązanie nie tylko ułatwia odnalezienie roweru, lecz także zniechęca do kradzieży.

Przyłapani na gorącym uczynku

Złodzieje rowerów są zazwyczaj skuteczni, ale na szczęście nie całkowicie bezkarni. Jedne-go z nich udało się nawet złapać w czerwcu pod naszą uczelnią. Wychodziłam z biblioteki, bo spieszyłam się na autobus – opowiada Ida, studentka II roku. Pod budynkiem G, przy jednym z rowerów zauważyłam starszego pana, który zachowywał się podejrzanie. Kiedy przechodzili obok niego ludzie, udawał, że tylko pali papierosa, ale kiedy się oddalali, zaczynał piłować zapięcie do roweru. Zadzwoniłam na policję, od razu przyjęto moje zgłoszenie i chwilę później odebrałem telefon od policjanta. Pytał, gdzie dokładnie odbywa się próba kradzieży. Mężczyzna już oddalał się z rowerem w stronę ulicy Batorego. Całe szczęście policjanci znajdowali się blisko i po chwili dogonili złodzieja. Rower trafił do prawowitej właścicielki. Podobne interwencje zdarzają się częściej, ostatnio policja zatrzymała 39-latka podejrzanego o kradzież sześciu rowerów z Mokotowa. Co ciekawe, kradł tylko drogie jednoślady dobrze sytuowanych osób i sprzedawał je za bezcen. Najdroższy rower, który ukradł, wart był 40 tys. zł, a sprzedał go za 200 zł i kilka używek przypadkowo napo-tkanemu mężczyźnie. Bardzo chętnie opowiadał o dokonywanych przez siebie kradzieżach – relacjonuje asp. sztab. Robert Koniuszy.

Należy pamiętać, że złapanie złodzieja nie jest jednoznaczne z odzyskaniem roweru. Ponadto takie interwencje nie zdarzają się wystarczająco często, żeby odstraszyć potencjalnych złodziei. W lutym tego roku w warszawskiej  policji było 777 wakatów. Nie ułatwia to mundurowym odpowiedniego wykonywania czynności dochodzeniowo-śledczych.

Ani policja, ani administracja nie pomogą, a monitoring to iluzja – mówi jeden z okradzionych studentów. Rowerzyści powinni samo-dzielnie zadbać o to, żeby ich własność została odpowiednio zabezpieczona. Warto zainwestować w trudne do sforsowania zapięcie. Należy też pamiętać o zachowaniu odpowiednich dokumentów po zakupie roweru. Przydatne może okazać się również policyjne oznakowanie pojazdu. Nie da nam to stuprocentowej pewności, że nasza własność nie zostanie ukradziona, znacząco zwiększy jednak szanse na to, że rower będzie służył nam przez długie lata.

No votes yet.
Please wait...