Myśląc globalnie

Od filmów dokumentalnych dla środowiska biznesowego aż po fundację, która w ramach najbliższego projektu angażuje społeczności na wszystkich kontynentach. Margo Koniuszewski stawiała przed sobą różne wyzwania, ale przez cały czas kierowało nią myślenie w kategoriach globalnych.

fot. Piotr Woźniakiewicz

Magiel: Co rozumie pani pod pojęciem „globalne wyzwania”?

Margo Koniuszewski: Jest to rzeczywistość, w której przyszło nam żyć oraz procesy społeczno-kulturowe, środowiskowe, ekonomiczne, w obrębie których musimy działać. Myślę, że to pojęcie jest bardzo dobrze tłumaczone przez 17 celów zrównoważonego rozwoju, gdzie w poszczególnych blokach tematycznych przedstawiono główne problemy. Jest wśród nich głód, zdrowie, są zrównoważone miasta i społeczności, mamy zmiany klimatyczne, życie pod wodą, życie na lądzie oraz równość płci. Te poszczególne zagadnienia składają się na hasło „globalne wyzwania”. Musimy się nimi zająć po to, by żyło nam się lepiej.

Jakie są cele pani fundacji?

Fundacja The Bridge powstała z obserwacji rzeczywistości. Żyjemy w czasach, w których największą kulturową przemianą jest rosnąca świadomość dotycząca tematów społecznych i środowiskowych. Kluczem do sukcesu jest pytanie, w jaki sposób poruszyć tę tematykę, by była strawna i przystępna dla ludzi w każdym wieku. Jak im ją przybliżyć, żeby akcje, które podejmą, nie były tylko akcjami ad hoc, ale żeby przekształciły się w tzw. kreowanie postaw i stały się czymś trwałym? Jak wytłumaczyć ludziom, czym jest dobro wspólne, że poszanowanie go leży w naszym wspólnym interesie, bo ostatecznie wszyscy oddychamy tym samym powietrzem, pijemy wodę z tego samego ujścia, jemy warzywa z tej samej ziemi, więc to coś, co dotyczy bezpośrednio nas wszystkich? Jak wytłumaczyć ludziom, że czasem warto nawet wyjść ze swojej strefy komfortu, aby stworzyć przyjazne otoczenie dla funkcjonowania nas samych, naszych dzieci, rodziców, dziadków? Jak zaszczepić holistyczne myślenie, które pokazuje, że świat jest siecią naczyń połączonych.

Krótkowzroczność i egoizm to chyba największe przeszkody w budowaniu takich postaw. Jak to zmienić?

Za pomocą edukacji. Zwłaszcza takiej, jak to mówimy w fundacji – przez umysł i przez serce, czyli angażującej i umysł, i emocje. Prezentujemy fakty, ale odwołujemy się też do wartości podstawowych, na przykład rodziny, i prezentujemy je we właściwym kontekście, bo tutaj kontekst jest bardzo istotny. Pamiętam, jak miałam jakieś 11 lat i na zastępstwo podczas lekcji biologii przyszła do nas nauczycielka, do tej pory kojarzę jej nazwisko. Nazywała się Ekert. Nigdy potem już nie miałam z nią zajęć, ale wypowiedziała wówczas takie zdanie, które jest teraz często słyszane w mediach: Pożyczyliśmy środowisko od przyszłych pokoleń. Pamiętam, że jako 11-letnia dziewczynka nie mogłam tego zrozumieć, ale pozostało to ze mną przez całe życie. Gdzieś tam to stwierdzenie mi po prostu towarzyszy. Myślę, że to jest coś takiego, do czego możemy się odwoływać, że za chwilę nasze dzieci, potem wnuki, potem prawnuki będą chciały też żyć w czystym, pięknym otoczeniu. Otoczeniu, które będzie dla nich przyjazne, gdzie będą mogły tworzyć oraz się rozwijać i myślę, że przedstawienie tego w kontekście ciągłości pokoleń jest ciekawym podejściem. Podejściem, które – przynajmniej jak się patrzy na naszą praktykę – działa.

Jak właściwie to wszystko się zaczęło?

Od mojej przeprowadzki do Genewy. Po początkowej fazie obserwacji nowego otoczenia doszłam do wniosku, że jest to miasto think-tank, gdzie oddziałują na siebie 3 strefy ‒ organizacje międzynarodowe, biznes i duża społeczność organizacji pozarządowych. Wtedy zajmowano się kwestiami związanymi z prawami człowieka i biznesem. Ponieważ moje zaplecze jest biznesowe, bardzo zainteresowałam się tym tematem i postanowiłam zaszczepić go w Polsce. Przywoziłam filmy dokumentalne traktujące o różnej tematyce, m.in. o prawach człowieka i biznesie, organizowałam zamknięte pokazy dla społeczności biznesowej oraz dla mediów. To byli prezesi różnych firm i dziennikarze. Pokazy cieszyły się dużą popularnością i po pewnym czasie te osoby zaczęły mnie pytać: Co moglibyśmy zrobić, żeby z tą tematyką zetknęły się nasze dzieci?. To był dla mnie impuls. Pomyślałam sobie: Coś tutaj się rodzi w sposób naturalny, może warto się temu przyjrzeć. W ten sposób powstał program Edukacja Oknem na Świat, dedykowany młodym ludziom i przedstawiający im tematykę globalnych wyzwań. W ramach jednego z projektów praktycznych młodzież przetłumaczyła na język polski książkę Fairy Tales for a Fairer World (Baśnie i dziwy, by świat był sprawiedliwy). Następnie została ona poddana profesjonalnej redakcji literackiej i redakcji znanego w Polsce tłumacza literatury anglosaskiej, więc jest obecnie certyfikowana i gotowa, aby przekazać ją czytelnikom. Dodatkowo na podstawie jednego z rozdziałów książki powstaje sztuka teatralna. Jej światowa premiera odbędzie się podczas gali otwarcia Tygodnia globalnego czytania o globalnych wyzwaniach.

Dodatkowo jako The Bridge stworzyliśmy ogólnopolską kampanię Łączy Nas Cel. W każdym z województw mamy koordynatora. Są to młodzi społecznicy, licealiści i studenci, którzy działają przy samorządach, młodzieżowych radach miast i miasteczek. Promują obecnie temat 17 celów zrównoważonego rozwoju, czyli tłumaczą w swoich społecznościach, czym to tak naprawdę jest.

Jaka jest obecna, zastana wiedza młodych ludzi na temat globalnych wyzwań?

Pierwszym zadaniem praktycznym, o które poprosiliśmy młodzież w ramach Łączy Nas Cel, było wykonanie sondy na temat tego, jak ludzie rozumieją pojęcie „globalne wyzwania” i czy znają cele zrównoważonego rozwoju. Wypowiedzi były różne. Od tych, które świadczyły o znajomości tematyki, po takie, które negowały możliwość jej zrealizowania. Wideo przedstawiające przebieg akcji w jednym z LO w Warszawie kończy się podsumowaniem uczennicy, która mówi o tym, że ONZ jest organizacją,  forum, na którym debatują przedstawiciele poszczególnych krajów, ale ostatecznie zmiana musi się zadziać po naszej stronie. To nasze codzienne wybory, działania i myślenie doprowadzą do globalnej zmiany.

Czy globalne wyzwania nie stały się na tyle wszechobecne, że już nam spowszedniały?

Łatwo jest zmobilizować osoby do pojedynczej akcji. Ale później kończy się wydarzenie i wszystko wraca do poprzedniego stanu. Bardzo ważne jest dla nas to, aby od tego nasionka „akcja” nastąpił trwały ciąg wydarzeń, który przekształci się w powtarzalne działanie i wtedy stanie się to naszym nawykiem. W jaki sposób to robić? Po raz kolejny edukując i przekazując informacje w określonym kontekście. Dla przykładu: jaki jest związek pomiędzy energooszczędnością a kompostowaniem? Po tym pytaniu często panuje konsternacja. Energooszczędność, oszczędzanie energii, energy efficiency, co to ma wspólnego z kompostowaniem? Jak wiemy, śmiecimy niesamowicie. Ponad 40 proc. odpadów, które generujemy w gospodarstwach domowych, to odpady organiczne, czyli obierki, ogryzki i tak dalej. I to zamiast być kompostowane i przetwarzane dalej w materię organiczną, pakowane jest do śmieci i wysyłane do spalarni. A takie odpady to w 90 proc. woda. Palenie wody nie ma żadnego sensu. Pomyślmy o tym, ile potrzebujemy energii, żeby taką mokrą materię spalić, a Polska jest przecież krajem, który importuje większość swoich surowców naturalnych. Zacznijmy oddzielać te odpady, twórzmy kompostowniki na naszych osiedlach. To wszystko ulega rozkładowi i nie powinno trafiać do śmieci. Gdy podejmiemy zbiorowe działanie, obniżymy koszty odbioru naszych odpadów. Będzie mniejsze zapotrzebowanie na energię, a to wszystko na koniec sprowadza się do bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Co roku w Polsce marnujemy średnio 9 mln ton żywności, a w Unii to już 90 mln ton. Jak temu zapobiegać?

Mam taką statystykę: okazuje się, że to nie supermarkety marnotrawią najwięcej żywności. Największymi winowajcami są gospodarstwa domowe odpowiedzialne za 2/3 wyrzucanego jedzenia. Szczególnie zastanowiło mnie porównanie między krajami – w Europie to 64 kg rocznie na osobę, a w Kanadzie 170 kg, czyli 3 razy więcej. Dlaczego tak dużo? W Stanach Zjednoczonych te liczby są zapewne jeszcze większe…

Zwłaszcza że w Stanach wszystkie opakowania z żywnością są bardzo duże.

Właśnie. Tak samo jest w Kanadzie.

Przykładowo w sklepie nie można kupić opakowania mąki, które ma mniej niż 2 kg. Z naszego puntu widzenia to abstrakcja.

Tak, to myślenie tutaj mam butelkę dwulitrową, jeśli przeliczę ceny mniejszych na 2 litry, to na największej zaoszczędzę 20 groszy, wtedy kupuję 2 litry i połowę wylewam. Napój, mąka, mięso, cokolwiek. Dla mnie jest to duży problem, kiedy jeżdżę do Kanady, bo nie mogę kupić małych opakowań, które wiem, że zużyję.

Co jest za to odpowiedzialne?

Myślę, że to jest zakodowane genetycznie, jakkolwiek to zabrzmi. W Stanach czy w Kanadzie wszystko jest duże. Duże auta, duże sklepy, wszystko ma o wiele większe gabaryty niż gdziekolwiek indziej. Myślę, że w pewien sposób oni w tym wyrośli. Nawet nie zwracają na to uwagi. Kilka lat temu zaczęto się temu przyglądać i na przykład w prowincji Quebec od 2020 r. karane będzie wyrzucanie odpadów organicznych do śmieci. Montreal już w ubiegłym roku wyposażył wszystkich mieszkańców w specjalne pojemniki do segregacji takich odpadów. Zmienianie mentalności ludzi jest trudną pracą. W Paryżu natomiast kwestia związana z oddzielaniem odpadów organicznych od innych śmieci została wpisana w strategię miasta dedykowaną gospodarce zamkniętego obiegu, czyli takiej, która nie marnotrawi, tylko przetwarza. Najważniejsza jest refleksja ‒ jestem w sklepie, sięgam po coś na półkę i zastanawiam się, czy dam radę to zużyć, czy może wyrzucę to za chwilę, bo zdąży się zepsuć.

Przez natłok dostępnych z każdej strony informacji w końcu nie wiemy nic. Jak sobie z tym poradzić? Jak te informacje filtrować?

To, co staramy się przekazać młodzieży w naszym programie, to właśnie to, że musi mieć fundamentalną bazę naukową, żeby móc wyrazić opinię. W Internecie czy innych mediach dostępnych jest wiele faktów. 

Ale jest też wiele opinii. Często nie wiemy, czy to, co właśnie czytamy, to informacja, czy tylko coś, co się komuś wydaje. Tutaj odgrywa też rolę doświadczenie życiowe ‒ trudno wymagać takiego samego spektrum percepcji od osób, które mają 12 lat i tych 30-, 40-letnich. Ale są jeszcze książki. Ostatecznie to właśnie usystematyzowana wiedza, a nie ta podana w formie krótkich artykułów, daje nam podstawę do krytycznego myślenia.

Wiele z projektów państwa fundacji zakłada, że ich odbiorca to osoba czytająca. Czy to nie jest zbyt odważne założenie?

Troszeczkę odwrócę sytuację. W dzisiejszych czasach, jeżeli chodzi o czytelnictwo, sam proces tego, że czytamy, sprawia, że osiągamy o wiele wyższe wskaźniki niż w jakichkolwiek innych epokach. Co prawda często są to krótkie informacje na Facebooku czy Twitterze, ale sam fakt pozostaje. Czym innym jest czytelnictwo w kontekście książek. Czytanie to jeden z fundamentów, na którym opierają się programy edukacyjne fundacji. Jeśli chodzi o przetłumaczoną przez naszą młodzież książkę, już sama jej forma ma zachęcać do czytania. To baśnie, zatem coś, co jest dla nas od dziecka naturalne. Zakładamy, że każdy chętnie przynajmniej zajrzy do środka.

fot. Agnieszka Ożga Woźnica

Do kogo jest kierowany projekt Globalne Czytanie o Globalnych Wyzwaniach?

Przede wszystkim jest to projekt pokoleniowy. Będziemy w różnych społecznościach ‒ w przedszkolach, szkołach, na uczelniach, w organizacjach pozarządowych, w firmach. Są z nami na pokładzie wspaniali partnerzy, np. organizacje studenckie, Stowarzyszenie Studentów Prawa, Stowarzyszenie Studentów Medycyny, Stowarzyszenie Erasmus. Studenci medycyny będą czytać dzieciom w szpitalach, prawnicy natomiast podczas swojej dorocznej konferencji regionalnej poruszą temat w formie warsztatów i debat. Bardzo ważnym elementem naszych działań jest budowanie spójności społecznej, w ramach ktorej jeden z rozdziałów przetłumaczonej przez nas książki zostanie przełożony na alfabet Braille’a i będzie dostępny dla osób niepełnosprawnych. Tzw. liderzy opinii, których zaprosiliśmy do projektu w innowacyjny sposób związanego z ich domeną, będą reprezentować jeden z celów w formie krótkich, 40-sekundowych wypowiedzi. Planujemy także mniejsze akcje właściwie na wszystkich kontynentach.

W jaki sposób docieracie do mieszkańców mniejszych miast?

Robimy to przez biblioteki powiatowe. Są one fenomenalnymi ośrodkami budowania społeczności. Będziemy się starać, aby organizowali u siebie różnego rodzaju warsztaty, aby zachęcali osoby, które są zgromadzone przy bibliotece, do wystawiania naszej sztuki. Tamtejsze środowisko jest wielopokoleniowe, od juniora do seniora. Tematyka globalnych wyzwań dotyczy nas wszystkich. Musimy się nią zainteresować wspólnie.

Na czym polegają te różnice w przekazie?

Jeśli chodzi o dzieci i przedszkola, będziemy współpracować z wydawnictwem Tashka, które ma swoją siedzibę przy teatrze Guliwer i to będzie edukacja dzieci poprzez teatr. Dla młodzieży mamy projekt Edukacja Oknem na Świat. Mowa o uczestnikach naszego programu plus młodzieży w regionach w Polsce, czyli młodych społecznikach, młodych samorządowcach. Zresztą osoba w wieku nastoletnim to już dojrzały partner do prowadzenia rozmowy, takiego intelektualnego ping-ponga. Z nimi ten przekaz jest realizowany dokładnie w ten sam sposób co z dorosłymi, bo mają już swój określony światopogląd. Zachęcamy do przeczytania jednego z rozdziałów naszej książki po niedzielnym obiedzie, do szarlotki czy herbaty i do wspólnej rozmowy. A co wy wymyślicie, mamo, tato, a co ty, babciu?. Bo każda epoka ma swoje globalne wyzwania, ale niektóre z obecnych problemów są pokłosiem np. II wojny światowej. Weźmy choćby pod uwagę chemikalia, które po niej zostały, a z których zrobiono później nawozy sztuczne. Tę sprawę porusza książka Rachel Carson Milcząca wiosna, w której autorka pyta, dlaczego w okolicy nie słychać już ptaków. Okazuje się, że otoczenie było tak zatrute, że wszystkie ptaki wymarły. Kolejnym milowym krokiem w propagowaniu powszechnej świadomości nt. globalnych wyzwań był Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., na który przyjechało najwięcej przedstawicieli państw, można chyba nawet powiedzieć, że w historii. To było wielkie wydarzenie. Wtedy też córka Davida Suzuki, kanadyjskiego genetyka światowej sławy, jako reprezentant młodzieży wygłosiła fenomenalne przemówienie do firm, do rządzących o tym, że my, młodzi chcemy, żebyście podjęli działania, bo to za chwilę nasze pokolenie będzie musiało zbierać żniwo waszych decyzji. To były pierwsze wydarzenia, które ukształtowały to, co dzieje się teraz.

Potrzebne jest wyrobienie wśród ludzi nawyku, nie jednorazowy zryw. Co jednak należy robić, żeby nie zniechęcić się poczuciem, że nasze działania giną w morzu potrzeb?

Polacy są fenomenalnym narodem i mają świetne możliwości. Czasami nie zdają sobie nawet z tego sprawy. Za przykład niech posłuży odbudowa Zamku Królewskiego po II wojnie światowej. Tam nie było niczego. To było wielkie pospolite ruszenie, w którym wzięli udział wszyscy, zwykli ludzie z ulicy, rzemieślnicy, naukowcy, specjaliści z zakresu sztuki itd. Wspólnym działaniem udało się to zrobić. Tak samo było z Centrum Zdrowia Dziecka. To jest szpital wyjątkowy. Został wybudowany ze składek Polaków i rękoma Polaków. To był czyn społeczny. W przypadku globalnych wyzwań jest tak samo ‒ wszystko się da, trzeba tylko odpowiednio dotrzeć do społeczności. Dlatego w ramach fundacji działamy z młodzieżą i staramy się kreować z niej tzw. ambasadorów zmian. Właśnie po to, żeby to młodzi później poszli do swojej szkoły, do gimnazjum czy podstawówki, której są absolwentami i opowiedzieli o tym, czego się nauczyli podczas tych zajęć. I to działa. Edukacja rówieśnicza jest bardzo ważnym elementem w kreowaniu zmiany. Dzieci w szkole podstawowej bardzo chętnie słuchają swojego kolegi, który przyjdzie do nich z liceum, jest on dla nich autorytetem. W ich przypadku forma przekazu jest inna, trzeba im zaprezentować konkretne, małe akcje, które mogą być zrealizowane. Potem takie dziecko idzie do domu i mówi: Mamo, ale może nie wyrzucajmy obierków z ziemniaków do wspólnego kosza, tylko odłóżmy je oddzielnie. I to jest właśnie praca u podstaw.

A jeżeli to za mało?

W pewnym momencie będzie takie natężenie danego tematu w przestrzeni publicznej, że jeśli nie zadzieje się ten element, nazwijmy to, edukacji miękkiej, to przyjdzie edukacja twarda w postaci kary i będziemy to musieli tak czy inaczej zrobić. Tak to wyglądało np. w Kanadzie czy we Francji, gdzie do tej całej układanki dodano regulacje, które jasno mówią, że jeśli będziesz wyrzucał odpady organiczne, to będziesz ponosił za to karę. Więc jeśli nie przez serce i przez emocje, to przez portfel.

Podejście ludzi na pewno będzie się zmieniać, tylko pytanie, czy nie będzie już za późno.

Człowiek działa tak, że dopóki nie widzimy jakiegoś wielkiego zagrożenia, nie mamy motywacji, żeby zareagować. Nikomu się nigdy nie śniło, że Nowy Jork może zostać zalany podczas powodzi, że metro nowojorskie może stać pod wodą. Okazuje się, że jest to możliwe. Kilka lat temu prezydent Putin w kontekście zmian klimatycznych powiedział, że jak w Moskwie będzie cieplej o 2 stopnie, to nic się nikomu nie stanie. Ale kiedy kilka lat później płonęły torfowiska w Rosji i strefa pożarów zbliżała się do rejonów Czarnobyla, prezydent Putin zmienił zdanie. Spójrzmy na tegoroczne pożary w Szwecji, kraju położonym ponad poziomem koła podbiegunowego. To są tereny, na których kilka lat temu nikt by nie pomyślał, że to się może zdarzyć. Najgorsze nie są wcale te dwa stopnie więcej, tylko ekstrema. W innych miejscach będzie to po 6, 7 czy nawet 8 stopni.

Takie sceny na pewno bardziej przemawiają do wyobraźni.

Właśnie. Edukujmy i umysłem, i sercem. Tylko to połączenie przekłada się na logiczne myślenie i na emocje. I to działa, bo tak jesteśmy zbudowani jako ludzie.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...