Jeszcze w zielone gramy

Słysząc po raz pierwszy o futbolu gaelickim, możemy pomyśleć, że to bliski kuzyn piłki nożnej. Jednak choć w obu przypadkach piłka jest jedna, a bramki są dwie, na tym podobieństwa się kończą. Równie odległe więzi łączą hokej i pochodzący z Irlandii hurling…

Kiedy Anglo-Normanowie zaczęli zdobywać wpływy w średniowiecznej Irlandii, szybko okazało się, że angielscy osadnicy chętniej przyjmują tamtejszą kulturę, niż pielęgnują ojczyste zwyczaje. Miały temu zapobiec tzw. statuty z Kilkenny z 1366 r. Dokument zabraniał zawierania mieszanych małżeństw, używania języka irlandzkiego, a nawet rodzimych imion, jak również uprawiania tradycyjnych irlandzkich sportów. Przez kolejne stulecia spowodowało to stopniowe zanikanie lokalnej kultury. Dopiero pod koniec XIX w. zmiany na Zielonej Wyspie przyniosło „gaelickie odrodzenie”.

Be There All the Way

Mimo wysiłków organizacji pozarządowych, a w późniejszych latach także władz, w Irlandczykach nie udało się na nowo rozpalić miłości do ojczystego języka. Dziś posługuje się nim na co dzień zaledwie 2 proc. mieszkańców Republiki Irlandii. Ze znacznie większym entuzjazmem spotkała się próba przywrócenia popularności tradycyjnych dyscyplin sportowych.

Znaczny udział w tym sukcesie miało utworzone w 1884 r. Gaelic Athletic Association (GAA). Już samo motto organizacji – Be There All The Way (pol. Wytrwajmy do samego końca) – zdaje się sugerować, że GAA nie zadowala się półśrodkami. Stowarzyszenie obrało sobie za cel popularyzację irlandzkiej tradycji: języka, muzyki, tańca, ale przede wszystkim – sportu. Lista promowanych dyscyplin objęła: hurling, camogie (czyli damską odmianę hurlingu), futbol gaelicki, gaelicką piłkę ręczną oraz rounders (irlandzką grę, która przypomina baseball). Dziś GAA może poszczycić się ponad 2 tysiącami zrzeszonych klubów w samej Irlandii oraz ponad 80-tysięczną widownią podczas krajowych mistrzostw w hurlingu i futbolu gaelickim. To właśnie te dwa sporty w największym stopniu podbiły serca Irlandczyków.

W drużynie siła

Najstarszym przedstawicielem tradycyjnych sportów jest niewątpliwie hurling. Jego korzenie sięgają głębiej niż historia irlandzkiej państwowości. Pierwsza wzmianka o tej dyscyplinie pochodzi z 1272 r. p.n.e. Lokalne irlandzkie plemię Fir Bolg przygotowywało się wtedy do bitwy z najeźdźcami – Tuatha De Danann. Wrogie ludy niespodziewanie zdecydowały, że zamiast tradycyjnej walki zmierzą się podczas… meczu hurlingu. Mimo takiego rozwiązania podczas rozgrywek nie obyło się bez rozlewu krwi, a zwycięstwo „drużyny gospodarzy” oznaczało, że „goście” musieli pożegnać się z życiem.

Emocji nie brakowało także trzy tysiące lat później. Kilka złamanych kijów, dwie rozbite głowy i dwa posiniaczone palce – taki bilans pozostawił po sobie ostatni mecz hurlingu, najszybszego i prawdopodobnie najbardziej niebezpiecznego sportu. Stanowi on kombinację hokeja, piłki nożnej, golfa, bitwy i nagłej śmierci. To bez wątpienia prawdziwie irlandzka gra – donosił w 1921 r. „Daily Mail”. Stopniowo rozgrywki hurlingu stawały się jednak coraz bezpieczniejsze. Przyczyniło się do tego już samo ograniczenie liczby zawodników jednej drużyny do 15 osób – początkowo nie obowiązywały żadne limity. Według zasad opracowanych przez GAA mecze hurlingu odbywają się na boisku o wymiarach sięgających 90 metrów szerokości i 145 metrów długości (czyli o 25 metrów więcej niż w przypadku piłki nożnej). Bramki w kształcie litery H są podobne jak w rugby, poprzeczka znajduje się w nich jednak nieco niżej.

O tym że hurlingu nie da się pomylić z żadną inną grą, decydują przede wszystkim kije określane jako „hurley”. Choć przypominają te do gry w hokeja (niektórzy uważają irlandzką dyscyplinę za pierwowzór zmagań na lodzie), pełnią nieco inną funkcję. Zawodnicy mogą nieść na nich piłkę (jest niewielka i waży ok. 100 gramów), a nawet podać ją do rąk własnych albo innego zawodnika. Trzymając piłkę w dłoniach, gracz może zrobić najwyżej cztery kroki – potem musi ponownie podbić ją hurleyem. Po kolejnych czterech krokach piłkę należy przekazać innej osobie lub umieścić ją na swoim kiju. Kluczowy jest jednak sposób zdobywania punktów. Polega on na wbiciu piłki do bramki przeciwnika powyżej lub poniżej poziomej poprzeczki – w tym drugim przypadku „gol” liczy się potrójnie.

Spadkobierca hurlingu

W przypadku futbolu gaelickiego znacznie trudniej określić, jak daleko sięga jego historia. Sporty polegające na kopaniu piłki były uprawiane w Irlandii od średniowiecza, jednak dzisiejsze zasady gaelickiej odmiany futbolu zostały oficjalnie ustalone przez GAA dopiero pod koniec XIX w. Irlandzkiej organizacji zależało na oczyszczeniu tego sportu z angielskich naleciałości. Jednocześnie daje się tu zauważyć silny wpływ hurlingu – choćby w kwestii liczby zawodników i sumowania punktów. Gracze obu dyscyplin korzystają z tych samych boisk, zachowano także podobny czas trwania meczu (60 lub 70 minut w zależności od poziomu rozgrywek).

W futbolu gaelickim brakuje jednak najbardziej charakterystycznego elementu hurlingu, czyli kija. Ponadto piłka ma odmienny kształt – przypomina tę do siatkówki, jest jednak odrobinę większa. Różnice między irlandzkimi dyscyplinami wymuszają, rzecz jasna, nieco inne reguły gry. Gracze mogą nieść lub kopać piłkę, a także odbijać ją pięścią oraz przekazywać do własnych dłoni za pomocą lekkiego kopnięcia. Trzymając piłkę w ręku, zawodnik – jak w hurlingu – może zrobić najwyżej cztery kroki; potem musi odbić ją stopą lub od ziemi albo podać innej osobie. Ponadto zabronione jest bezpośrednie podnoszenie piłki z ziemi za pomocą rąk.

Oprócz niecodziennych zasad, o wyjątkowości hurlingu i futbolu gaelickiego świadczy także ich ściśle amatorski status. Zarówno gracze, jak i trenerzy oraz menedżerowie nie otrzymują wynagrodzenia – co jednak wyraźnie nie szkodzi popularności tych dyscyplin.

Sportowe płuca Irlandii

Gdy podróżujemy po Zielonej Wyspie możemy odnieść wrażenie, że regionalne rozgrywki hurlingu i futbolu gaelickiego wywołują tam niemalże takie emocje, jakie towarzyszą Polakom podczas mundialu. W pubach organizowane są transmisje meczów, a na ulicach nietrudno dostrzec flagi z klubowymi barwami. O rozgrywkach opowiadają turystom także lokalni przewodnicy, prosząc nieraz o gromkie brawa dla drużyny, która wygrała ostatni mecz. Ludzie tym żyją i tym oddychają – komentuje Soufana, studentka z Dublina. Dzięki temu, że tradycyjne sporty stanowiły formę protestu przeciwko brytyjskiemu panowaniu, stały się bardzo bliskie Irlandczykom. To coś naprawdę naszego.

Choć irlandzkie dyscypliny są popularne w całym kraju, entuzjastów hurlingu najłatwiej znaleźć w Kilkenny, Cork lub Tipperary. Te hrabstwa, określane jako „wielka trójka”, mogą poszczycić się największą liczbą triumfów w krajowych mistrzostwach – All-Ireland Senior Hurling Championship. Tegoroczne zwycięstwo przypadło jednak w udziale Limerick. Obecnie w sportowej rywalizacji biorą udział reprezentacje 12 z 32 irlandzkich hrabstw, w większości położonych na południu kraju. Nie oznacza to jednak, że pozostała część Zielonej Wyspy schowała hurleye na strychach – na szczeblu lokalnym konkurują ze sobą dziesiątki klubów.

Nie próżnuje także liga futbolu gaelickiego. Podczas corocznych All-Ireland Senior Football Championship na boisku spotykają się najlepsze drużyny z każdego hrabstwa. Liderem rankingu wszech czasów jest Kerry z 37 zwycięstwami na koncie – ostatni triumf przypadł mu jednak w udziale w 1986 r. W bieżącym sezonie tytuł mistrza zdobyła drużyna z Dublina, pokonując we wrześniowym finale klub z Tyrone. Mecz zakończył się wynikiem 2-17 : 1-14, co oznacza, że dublińczycy uzyskali 23 punkty (2*3+17), a ich konkurenci – 17 (1*3+14).

Warszawska społeczność

Drużyny hurlingu i futbolu gaelickiego istnieją jednak nie tylko w Irlandii. Tradycyjne sporty rozsławia na świecie przede wszystkim irlandzka diaspora – w ten sposób powstały kluby w USA i Australii, a także w takich państwach jak Bahrajn, Wietnam czy RPA. Do gaelickiej drużyny można dołączyć również w Polsce.

Klub Cumann Warszawa GAA (w języku irlandzkim „cumann” to „społeczeństwo”) został założony w 2009 r. przez grupę Irlandczyków (w większości studentów weterynarii SGGW). Inicjatorom udało się przekonać do pomysłu nie tylko swoich rodaków – wśród zawodników znaleźli się m.in. Norwegowie, Szwedzi, Anglicy, Izraelczycy i Polacy. Pierwsze zwycięstwa przyszły już w 2010 r. podczas turnieju w Wiedniu – zarówno damska, jak i męska drużyna wygrały po jednym z trzech rozegranych meczów.

Dobra passa trwa do dziś. W październiku reprezentacja mężczyzn będzie bronić tytułu Pan-European Champions zdobytego w 2017 r. O złoto planują walczyć także panie. Choć drużynom nie można odmówić profesjonalizmu, na treningi zapraszają także osoby, które dopiero chcą poznać tajniki irlandzkiego sportu. Jak zapewniają zawodnicy, wspólna gra może zapewnić dużo satysfakcji. Dołączyłam do drużyny, bo był to dobry sposób na zawarcie nowych znajomości po przyjeździe do Warszawy – wspomina Karen O’Brien, która od 3 lat trenuje futbol gaelicki na boisku przy SGGW. Szybko poczułam się jak w domu, gra w klubie GAA daje silne poczucie przynależności. Poza tym taka aktywność pozwala zachować formę w czasie zimy i łączy się z możliwością wyjazdów na rozgrywki w całej Europie – dodaje zawodniczka.

Piłka w grze

Mimo międzynarodowej popularności futbol gaelicki i hurling nie dotarły na olimpijskie salony. Na igrzyskach pojawiły się tylko raz – w 1904 r. w St. Louis (USA). Tradycyjne irlandzkie dyscypliny zostały zaprezentowane w dwóch meczach między zawodnikami z Chicago a reprezentacją gospodarzy. W obu przypadkach zawodnicy z St. Louis ulegli rywalowi.

Brak olimpijskich tradycji nie wyklucza jednak dalszej ekspansji tradycyjnych irlandzkich aktywności. Obecnie ten sport [futbol gaelicki – przyp.red.] staje się coraz bardziej znany w Europie i wkrótce będzie tak popularny jak piłka nożna czy rugby – zapewniała Aoife Cahill, dawna prezes Cumann Warszawa, na łamach portalu warszawa.sport.pl w 2012 r. Choć te przewidywania wydają się dziś nazbyt optymistyczne, irlandzkim dyscyplinom nie sposób odmówić ponadprzeciętnej żywotności. Skoro ich rozwoju nie zatrzymały nawet represje podczas brytyjskiego panowania, obecny czas sportowej wolności może im wyjść tylko na dobre.

No votes yet.
Please wait...