Tylko nie w szczepionkę

Wśród rodziców nowo narodzonych dzieci szerzy się nowego rodzaju epidemia. Czy uda się powstrzymać falę odmów szczepień, zanim przeistoaczy się ona w nawrót dawno zapomnianych zagrożeń?

graf. Jeremy Wojcieszak

Jak dla większości rodziców również i dla państwa S. narodziny dziecka były wielkim wydarzeniem. Niestety nowo narodzona Ania wykazywała się szczególną podatnością na choroby. Do negatywnych reakcji dochodziło zwłaszcza po szczepieniach. Częste gorączki spędzały sen z powiek młodym rodzicom. Ania okazała się jednak w pełni zdrowym dzieckiem, a niepokojące objawy rzadkimi, aczkolwiek niegroźnymi skutkami reakcji organizmu na przyjęcie osłabionego patogenu. Bartek, druga pociecha państwa S., nie został już zaszczepiony. Podobnie jak prawie 30 tys. innych dzieci w Polsce w 2017 r.

Żywioł ujarzmiony

Tożsamość pacjenta zero epidemii eboli z 2014 r. pozostaje w sferze spekulacji. Część źródeł wskazuje na dwuletniego chłopca z wioski Meliandou w Gwinei. Wątpliwości nie wzbudza liczba ofiar – 11 315, czyli prawie 50 proc. zakażonych. W przeciągu jednego roku choroba rozprzestrzeniła się z odludnego regionu Afryki Zachodniej na 6 krajów regionu. Pojedyncze osoby z takimi objawami trafiają też do szpitali w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Hiszpanii.

Przypadek tego stosunkowo niewielkiego ogniska przypomina, jak bardzo niebezpieczne są choroby zakaźne. Przez setki lat stanowiły one największe zagrożenie dla populacji ludzi na całym świecie. Wielokrotnie plagi i epidemie potrafiły być żywiołem dziesiątkującym nawet najpotężniejsze cywilizacje.

Historię koncepcji uodparniania ludności można prześledzić od XII-wiecznych Chin. Wywodząca się stamtąd wariolizacja, czyli celowe zarażanie zdrowych osób celem wzmocnienia odporności, zdobyła popularność w Europie na początku XII w. Przełom nastąpił w 1796 r., kiedy Edward Jenner po raz pierwszy przetestował współczesną szczepionkę na ospę. 167 lat później w Polsce doszło do ostatniej epidemii ospy prawdziwej, gdy na skutek przywiezienia choroby z Indii cały Wrocław został odizolowany od reszty świata. Tylko dzięki radykalnej reakcji oraz szybkiej dystrybucji szczepionek wśród zagrożonej populacji uniknięto tragedii.

Jeszcze w połowie XX w. ospa zabijała ponad 2 mln ludzi rocznie. Obecnie od 1980 r. jest uznawana za chorobę całkowicie wyeliminowaną, której wirus utrzymywany jest jedynie w kilku ośrodkach medycznych na świecie. W krajach wysoko rozwiniętych podobny los spotkał polio, tyfus, gruźlicę, odrę, różyczkę i wiele innych. Szczepienia niezaprzeczalnie przyczyniły się do uratowania milionów istnień. Dlaczego więc rosnąca grupa ludzi utożsamia je z czymś wręcz przeciwnym?

Szarlatan odkryty

Rok 1998. Zespół naukowców pod przewodnictwem Andrew Wakefielda publikuje w renomowanym periodyku medycznym „The Lancet” wnioski z 3 lat badań przeprowadzanych na Royal Free Medical School w Londynie. Pada w nich szokujące oskarżenie: oto MMR, potrójna szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce, powszechnie stosowana u dzieci w wieku 13–14 miesięcy, powoduje u szczepionych autyzm!

Szokujące wyniki miały sugerować poważne nadużycia ze strony koncernów farmaceutycznych. Oskarżały je o dezinformację czy wręcz ostentacyjne kłamstwa dotyczące bezpieczeństwa szczepionek. Jak się później okazało, jedynym winnym rozprzestrzeniania nieprawdziwych danych był sam Wakefield. Wyniki dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez Briana Deera jasno wskazały: autorzy badania byli finansowani przez organizacje JABS – stowarzyszenie rodziców, które miało intencję pozwać koncerny farmaceutyczne. Potrzebowali oni tylko casus belli, czegokolwiek, co udowadniałoby ich racje i stanowiło podstawę do wytoczenia procesu. Same badania zostały zdyskredytowane przez środowiska medyczne. Niemalże w każdym ich elemencie znaleziono błędy i nadużycia, począwszy od małej próby testowej, na którą składało się jedynie 12 osób, a skończywszy na krzywdzeniu dziecięcych pacjentów wieloma inwazyjnymi i niepotrzebnymi badaniami. Autorzy dopuścili się również ewidentnych kłamstw – zarzekali się na przykład, że dzieci, które przebadano, były wybierane losowo, tymczasem pięcioro z nich wykazywało zaburzenia neurologiczne jeszcze przed eksperymentem. W opublikowanych wynikach badań stwierdzono też, że 100 proc. dzieci po zakończeniu testów miało autyzm – podczas gdy naprawdę chore okazało się tylko jedno. Skompromitowany artykuł naukowy został usunięty z archiwum czasopisma, 10 z 13 autorów wycofało się z prezentowanych wniosków, a Wakefieldowi odebrano prawo do wykonywania zawodu. Szarlatan został odkryty, a niefortunne badanie miało pozostać niechlubną ciekawostką na kartach medycznej historii.

graf. Jeremy Wojcieszak

Czasy się zmieniają, ludzie nie

Ruchom antyszczepionkowym naukowa kompromitacja Wakefielda i innych mu podobnych jednak nie przeszkadza. Badanie to stało się tak głośne, że współczesna opinia publiczna utożsamia ruchy przeciwników szczepień praktycznie wyłącznie z podobnymi oskarżeniami/poglądami. Postulaty te stanowią jednak tylko niewielką część agendy tzw. alt-medu. Ruchy antyszczepionkowe istniały w zasadzie tak długo jak same szczepionki. Teorie z ich pierwszych lat były nie mniej szalone – karykatura z XIX w. przedstawia zaszczepionych na ospę zamieniających się w krowy (pionierska szczepionka Edmunda Jennera opierała się na wirusie krowianki, czyli podobnej do ospy choroby występującej wśród bydła domowego).

Organizacje tego typu powołują się na wolności osobiste i prawo wyboru co do ochrony własnych dzieci. Odmowa szczepień w Sztokholmie doprowadziła w 1874 r. do wybuchu lokalnej epidemii ospy prawdziwej po tym, jak wskaźnik zaszczepień spadł do około 40 proc. Podobnych przypadków było na świecie wiele – za każdym razem wybuch ogniska choroby okazywał się skutecznym argumentem na rzecz szczepień.

W 2014 r. ze względu na wysoki odsetek niezaszczepionych dzieci w Disneylandzie w Kalifornii pojawiło się ognisko odry. Na terenie całego kraju odnotowano powiązane z nim 147 potwierdzone przypadki zachorowań. Na skutek incydentu stan wycofał możliwość uchylenia obowiązku szczepień ze względu na osobiste przekonania. Nie powstrzymuje to jednak rodziców od poszukiwania lekarzy gotowych wypisywać medyczne przeciwwskazania blokujące szczepienia ich dzieci.

Nie da się ukryć, że stosowanie szczepionek nie jest pozbawione ryzyka. Zazwyczaj niepożądane odczyny poszczepienne, takie jak wysoka temperatura czy złe samopoczucie, stanowią reakcje organizmu na przyjęcie patogenu. Są one niegroźne i towarzyszy im wytwarzanie odpowiednich przeciwciał, które mają zapewnić dziecku odporność. Zdarzają się jednak przypadki, kiedy reakcje na podanie patogenu choćby i w osłabionej formie stanowią zagrożenie; niepożądane odczyny poszczepienne mogą też doprowadzić do śmierci (choć jest to mało prawdopodobne). Niemniej niestosowanie szczepionek wiąże się z jeszcze większym zagrożeniem. W 1979 r. w Japonii po doniesieniach o śmierci z nieznanej przyczyny dwojga dzieci po podaniu zastrzyku zaprzestano szczepień przeciwko krztuścowi. W tym przypadku nawrót epidemii kosztował życie 41 ofiar.

Alternatywa dla faktów

Warszawa 2 czerwca 2018 r. Ulicą Marszałkowską przechodzi marsz kilku tysięcy przeciwników obowiązkowych szczepień. Jego organizatorem jest stowarzyszenie STOP NOP. Skupia ono wokół siebie większość aktywności antyszczepionkowców w Polsce. Niespełna 2 miesiące po marszu przedstawiciele organizacji złożyli w Sejmie obywatelski projekt ustawy o zniesieniu obowiązkowości szczepień. Jej prezes Justyna Socha w rozmowie zaznacza jednak, że nie powinno się określać STOP NOP jako stowarzyszenia nastawionego przeciwko szczepionkom – członkowie nie zgadzają się jedynie na obowiązkowe szczepienia i chcą, by rodzice byli lepiej poinformowani o ich możliwych negatywnych skutkach.

Chociaż STOP NOP chciałoby walczyć z dezinformacją, to na samej stronie internetowej stowarzyszenia można znaleźć wiele artykułów o dość niepokojącej treści. Połowa literatury naukowej jest fałszywa – głosi tytuł jednego z nich. W innym tekście ta sama organizacja niejako odpowiada na oskarżenia o powracających ogniskach odry, przekonując, że jej przebycie miało chronić przed nieuleczalnymi chorobami, takimi jak nowotwory. Kolejny sugeruje, że ta zabijająca 400 osób dziennie choroba miała być względnie niegroźna i łatwa do leczenia naturalnymi metodami, na przykład poprzez podawanie witaminy A i C oraz leków homeopatycznych. Rzeczywiście, część z danych zawartych w tych artykułach można uznać za prawdziwe. Tak, istnieje eksperymentalna terapia zwalczania nowotworów przy pomocy zmodyfikowanych wirusów odry, do złudzenia przypominających szczepionki. Kluczowe są tu słowa „eksperymentalna” oraz „zmodyfikowane”, przez autorów artykułu niestety pominięte.

Wilk w owczej skórze

Dla wielu odbiorców działania i przekaz środowisk alt-medu wzbudza niekiedy większe zaufanie niż środowiska lekarskie. Sam STOP NOP kreuje się na organizację skupioną wokół pomocy rodzicom, których dzieci zostały dotknięte przez niepożądane odczyny poszczepienne. Postulat zniesienia obowiązkowych szczepień uzasadniają stwierdzeniem skoro jest ryzyko, powinien być wybór. Skuteczność tej argumentacji potwierdza 120 tys. podpisów złożonych pod wspomnianym wyżej projektem ustawy.

Biorąc pod uwagę szerszy kontekst skutków działalności antyszczepionkowców, zaufanie, jakim są obdarzani, czyni ich szczególnie niebezpiecznymi. Zagrożenie to można skategoryzować na trzech płaszczyznach. Po pierwsze, podważane jest zaufanie wobec rzetelnych źródeł naukowych, dyskredytowani są naukowcy i lekarze. Prowadzona przez alt-med kampania alternatywnych faktów, choć z pozoru wiarygodna, oparta jest na licznych niedomówieniach i ekstrapolacjach, a sam sposób przekazywania informacji buduje w odbiorcy poczucie bycia ofiarą spisku. Wedle głosicieli środowiska medyczne i naukowe czy nawet rządy krajów miałyby być „opłacane” przez wielkie korporacje, czerpiące ze sprzedaży szczepionek gigantyczne zyski. Argument ten zasadniczo pozbawiony jest podstaw. Segment szczepionek stanowi jedynie niewielki ułamek przychodów sektora farmaceutycznego. Dużo bardziej opłacalne jest leczenie chorób niż zapobieganie im. Nie są to jednak teorie najbardziej szalone. Na przykład prof. dr. hab. Stanisław Wiąckowski twierdzi, że szczepionki służą kontrolowanej depopulacji Polski.

Po drugie, osłabiana jest odporność zbiorowiskowa społeczeństwa. Jest ona kluczowa w ochronie większości populacji, zwłaszcza tej niewielkiej jej części, która z różnych powodów zaszczepiona być nie mogła. Powszechne szczepienie blokuje możliwość rozprzestrzeniania się chorób, szczególnie tych najbardziej zaraźliwych. Każda choroba charakteryzuje się określonym progiem bezpieczeństwa wyrażanym w procencie osób zaszczepionych, który zapobiega jej rozprzestrzenianiu. I tak według Państwowego Zakładu Higieny próg dla wyjątkowo zakaźnej odry wynosi 95 proc. W Polsce spadliśmy poniżej niego w 2017 r. – stąd coraz więcej słyszymy o powrocie tej choroby. Z kolei w 2018 r. z wysokim prawdopodobieństwem spadniemy poniżej analogicznego progu dla krztuśca.

Działalność alt-medu podszyta jest jednak nie tylko ignorancją, lecz także cynizmem i żądzą zysku. Emocje oraz naiwność „ofiar” są wykorzystywane przez osoby pokroju Jerzego Zięby – znanego polskiego obrońcy badań Andrew Wakefielda. Zmanipulowanym oferowane są „lepsze” naturalne zamienniki oraz alternatywne terapie. W teorii mają one mieć uzdrawiające działanie. W praktyce pacjent ma szczęście, jeśli zostanie mu sprzedana witamina lub suplement diety w cenie kilkunastokrotnie wyższej niż podobny specyfik w aptece. Niekiedy jednak jako pożyteczny lek reklamowana jest substancja szkodliwa – jak w przypadku zalecanych przez Jerzego Ziębę dożylnych wlewów z wody utlenionej, które nie tylko nie działają, lecz także są potencjalnie zabójcze.

Inteligentni, wykształceni, świadomi

Najwięcej przypadków unikania szczepień obserwuje się, paradoksalnie, w regionach miejskich, wśród absolwentów uczelni wyższych. Często okazuje się, że osoby, które nie szczepią dzieci, są lepiej wykształcone i potrafią bardziej przekonująco argumentować podjętą decyzję niż ci, którzy po prostu słuchają porad lekarzy. Niestety takie uzasadnienie zazwyczaj pochodzi ze źródeł jedynie powierzchownie wiarygodnych, a w rzeczywistości podających dalej pseudonaukowe odkrycia środowisk alt-medu.

Raport The psychological roots of anti-vaccination attitudes opublikowany w magazynie „Health Psychology” podważa jednak tezę o zależności poziomu edukacji od wykazywanych postaw antyszczepionkowych. Badacze wymieniają zupełnie inne podstawy takich zachowań. Przede wszystkim zauważają, że szczególnie podatne są osoby o określonym modelu psychologicznym, wyrażanym przez skłonność do wiary w teorie spiskowe. Do tego dochodzą inne czynniki, począwszy od niechęci do igieł i ewentualnych negatywnych wspomnień związanych ze szczepieniami i ogółem służby zdrowia, a skończywszy na dalece posuniętym indywidualizmie i przekonaniu o własnym nonkonformizmie. Wyższy odsetek wykształconych mieszkańców dużych ośrodków miejskich wśród antyszczepionkowców wyjaśniany jest głównie nieporównywalnie większą ekspozycją na działania alt-medu w przestrzeni publicznej i Internecie. Jak zauważa na swojej stronie znany z działalności informacyjnej przeciwko ruchom antyszczepionkowym lekarz Dawid Ciemięga, są w Polsce miejsca, gdzie nikt nigdy o tego typu ruchach nie słyszał.

Badanie wskazuje również na nieskuteczność akcji informacyjnych. Wiara w teorie spiskowe nie jest oparta na wiedzy, a na emocjach. Autorzy wspomnianego raportu wykazali, że zarówno przytaczanie renomowanych lekarzy jako autorytetów, jak i przedstawianie badanym zdjęć skutków chorób zakaźnych wywiera jedynie minimalne wrażenie. Osoby o wyższym wykształceniu okazują się też najtrudniejszymi w zmianie nastawienia. Warte wspomnienia jest również to, że ta grupa nie jest jednak jednolita.

Gra (braku) zaufania

Klucz do rozwiązania problemu dezinformacji i manipulacji szerzonej przez ruchy antyszczepionkowe leży w samej służbie zdrowia. Zarówno przeciwnicy szczepień, jak i lekarze skupieni na walce z nimi zgadzają się co do jednego: polscy doktorzy zbyt często zawodzą przy rozmowach z rodzicami o szczepieniach. Brakuje spójnych informacji o dobroczynnych skutkach szczepień, jak również o możliwych działaniach niepożądanych.

Część lekarzy nie ma zarówno wiedzy, jak i chęci, aby służyć pomocą wątpiącym rodzicom. Badania Państwowego Zakładu Higieny wykazały niepokojące braki wśród polskich pediatrów. Tylko 21 proc. z nich poświęca wizytę na kompleksowe omówienie szczepień z rodzicami.

Pytania o bezpieczeństwo są oddalane jako niedorzeczne, a w przypadku odmowy szczepień zbyt często przyjmuje się strategię konfrontacyjną. Przykładem może być tu głośny proces o ograniczenie praw rodzicielskich pary z Inowrocławia, kiedy sąd ostatecznie nie przychylił się do wniosku lekarzy. Jednakże samo to, że coraz więcej sporów z porodówki kończy się na sali sądowej jest co najmniej niepokojące.

Kolejnym problemem jest daleko posunięte urynkowienie medycyny. Obecność koncernów farmaceutycznych widoczna jest w naszym kraju niemalże wszędzie – od poczekalni w przychodniach po materiały biurowe w gabinetach lekarskich. Lekarze często i nie bez przyczyny oskarżani są o polecanie pacjentom leków konkretnych producentów. Suma przekazana medykom w formie szkoleń i wynagrodzeń za wykłady w 2016 r. przekracza 100 mln złotych.

Część dodatkowych szczepień, jak na przykład te przeciwko rotawirusom, nie jest też w Polsce refundowana. Proponowanie rodzicom nadprogramowego kosztu może być odbierane jako próba wymuszenia zapłaty na rzecz koncernów. Braki w komunikacji oraz potencjalnie korupcjogenne środowisko budują w pacjentach wrażenie występowania zmowy. Stąd widzimy w Polsce wyjątkowo niski wskaźnik zaufania do lekarzy wynoszący jedynie 43 proc.

Zdrowe koszty

Recepta na szczepionkowy sceptycyzm jest zatem teoretycznie prosta. Potrzebna jest w Polsce szeroko zakrojona akcja informująca o działaniu szczepień, również tym potencjalnie negatywnym. Nie powinna ona jednak opierać się na spotach w mediach i cytowaniu autorytetów, które i tak nie przemówią do rodziców. Należy taką akcję przeprowadzić na bezpośrednim poziomie, przez lekarzy pierwszego kontaktu oraz pracowników położnictwa. Dobrym krokiem wydają się również uzupełniające szkolenia dla kadry medycznej, które mogły by zmienić sposób, w jaki traktowani są rodzice nieprzekonani do szczepienia dzieci. Poczucie odrzucenia przez środowisko medyczne może być przyczyną szukania przez nich kontaktu z organizacjami typu STOP NOP.

Jednocześnie system kontroli szczepień wymaga uszczelnienia. Obecnie po wyjściu ze szpitala egzekwowanie obowiązków rodziców przybiera formę teoretyczną. Upomnienia w przypadku niezaszczepienia wciąż nie są dostarczane terminowo. Konieczne jest również wprowadzenie odpowiednich instytucji kontrolujących kompletność szczepień wśród dzieci w przedszkolach i szkołach. Proponowane było uzależnienie przyjęcia dzieci do placówek edukacyjnych od ich zaszczepienia jako doraźna metoda walki z rozprzestrzenianiem się chorób. Na razie rozwiązanie to jest jednak uważane za niekonstytucyjne.

W zwiększeniu zaufania rodziców pomocne będzie wyprowadzenie koncernów medycznych z przychodni oraz gabinetów lekarskich. Należy przyjąć takie rozwiązania, które ograniczyłyby obrót materiałami promocyjnymi konkretnych terapii i leków ze szczepionkami włącznie.

Według polskiego kalendarza szczepień dzieci powinny zostać im poddane wielokrotnie w pierwszych miesiącach życia. Siłą rzeczy wzbudza to duży opór rodziców, stąd aż 60 proc. wybiera wygodniejsze szczepionki skojarzone (pozwalają na zapobieganie kilku chorobom przy wykonaniu tylko jednego zastrzyku), które w wielu krajach są refundowane, w Polsce pozostają jednak płatnym luksusem. Uzupełnienie listy bezpłatnych szczepień o nowocześniejsze rozwiązania oraz szczepionki obecnie traktowane jako dodatkowe jeszcze bardziej ograniczy zarówno ryzyko i ewentualne nieprzyjemności dla dzieci, jak i koszty dla rodziców.

Nic jednak nie przychodzi za darmo. Koszty takich reform będą liczone w miliardach złotych. Nie jest to jednak dużo w porównaniu z ceną, jaką przyjdzie nam zapłacić, jeśli będziemy ignorować niebezpieczeństwo powrotu śmiertelnych chorób zakaźnych. Nie możemy pozwolić sobie na czekanie, aż najmocniejszym argumentem w walce z antyszczepionkowcami staną się śmiertelne ofiary nawrotów epidemii.

Rating: 5.0. From 5 votes.
Please wait...