Nauka na zakręcie

Chaos, pomysły uważane za kontrowersyjne, protesty i niewidoczna z zewnątrz praca setek studentów, profesorów i polityków. Reforma Gowina budziła sporo emocji i nawet teraz trudno przewidzieć jej konsekwencje.

W numerze 175 omyłkowo ukazały się nieautoryzowane cytaty Bogdana Marka i Mateusza Panowicza. Pragniemy również zaznaczyć, że Mateusz Panowicz nie pracował przy reformie z ramienia Szkoły Głównej Handlowej, jak podała autorka artykułu, a interesował się zmianami na własną rękę Za powstałą sytuację przepraszamy, a wszystkich zainteresowanych czytelników odsyłamy do zamieszczonej poniżej poprawnej wersji artykułu.

Polskie szkolnictwo wyższe od lat spotyka się z druzgocącą krytyką. Zarzucano mu niewystarczające przygotowanie studentów do wejścia na rynek pracy, problemy z przekazywaniem wiedzy przez obecną kadrę akademicką i zamknięcie na jakiekolwiek zmiany. Reforma jest potrzebna, dlatego pomysł jej przeprowadzenia obudził wśród studentów i profesorów nadzieje na progres. Pytanie brzmi, czy Konstytucja dla Nauki rzeczywiście jest w stanie odpowiedzieć na najbardziej palące problemy i poprawi coś w akademickiej machinie.

W ogniu krytyki

Osoby nieśledzące przebiegu prac nad reformą pierwszy raz wnikliwiej mogły przyjrzeć się sprawie na skutek protestów studentów Uniwersytetu Warszawskiego w czerwcu tego roku. Początkowe plany dotyczące zmian były tworzone na zlecenie ministerstwa przez różne grupy osób tj. zespoły z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Instytutu Allerhanda. Proponowane pomysły były często rozbieżne i wręcz niemożliwe do zrealizowania. Trudno było zatem przewidzieć ich rezultat.

Za to protest dwudziestu osób stojących przed gmachem UW i do tego wieszających transparenty na balkonie z hasłami żądamy demokratycznych uniwersytetów spowodował nagłe zainteresowanie sprawą i falę wątpliwości, czy może rzeczywiście reforma zagraża polskiemu szkolnictwu wyższemu. Sami protestujący zostali jednak skrytykowani przez część społeczności akademickiej. Oskarżenia dotyczyły zwłaszcza posługiwania się chwytliwymi hasłami (nieprzekazującymi konkretnych zarzutów) oraz organizowania populistycznych protestów zamiast włączania się do prac nad ustawą.

Protest studentów zwrócił uwagę na argumenty przedstawione w liście 145 naukowców, którzy część propozycji prezentowanych w projekcie ustawy skomentowali następująco: Przedłożony Radzie Ministrów i kierowany do Sejmu projekt ustawy zawiera jednak w dalszym ciągu niezmiernie groźne rozwiązania, których wejście w życie spowoduje olbrzymi, niekorzystny przewrót w szkolnictwie akademickim. Przewrót ten może uruchomić lawinę gwałtownych, niekontrolowanych zmian. Nie będzie można ich powstrzymać.

Obawy co do zmian

W liście 145 wymienia się dziesięć poprawek, które zdaniem jego sygnatariuszy są niezbędne przed uchwaleniem ustawy. Pierwszym pomysłem budzącym wątpliwości pracowników świata nauki było obsadzenie ponad połowy Rady Uczelni osobami z zewnątrz. Mogłyby mieć one wpływ na wybór rektora, możliwość monitorowania sytuacji finansowej ośrodka akademickiego i decydowania o jego strategii i rozwoju. Według przeciwników tego pomysłu pogłębiałoby to problem komercjalizacji uniwersytetów, zwolennicy zaś uważali to za możliwość rozbicia wewnątrzuczelnianych klik profesorskich i niezbędny krok do dalszego wprowadzania zmian w funkcjonowaniu ośrodków naukowych. Pomysł ten jednak ostatecznie nie został wprowadzony w takiej formie, w jakiej na samym początku ubiegało się o to ministerstwo. Różnice tę podkreślił w komentarzu Bogdan Marek, były Przewodniczący Samorządu Studentów SGH: Na początku ministerstwo wyszło z pomysłem: Będzie Rada Uczelni, strategiczny organ, który będzie uchwalał strategię, składał się w większości z osób spoza uczelni i wskazywał kandydatów na rektora. Sejm naniósł jednak poprawki wyraźnie zmieniające wagę zapisu: organ nie strategiczny, tylko co najwyżej taktyczny, nie uchwalał, tylko opiniował, nie z większości, a z mniejszości, za to rektora wskazywał jako jeden z wielu organów.

Ludziom nauki nie spodobał się też pomysł powołania profesorów dydaktycznych i zniesienia obowiązku habilitacji. Uznali oni, że przyznawanie tytułu profesora uczelni doktorom, którzy mają sukcesy naukowe lub dydaktyczne, obniży rangę profesorską. Ostatecznie pomysł ten się utrzymał i habilitacja nie jest obowiązkowa do otrzymania tytułu profesora uczelni. Wystarczy, aby pracownik miał znaczące osiągnięcia np. dydaktyczne lub zawodowe, jeśli jest pracownikiem naukowym. Ustawa nie wymienia jednak przykładów takich znaczących osiągnięć.

Deglomeracja regionalnych uczelni

Najbardziej kontrowersyjną i szeroko komentowaną zmianą wynikającą z reformy jest deglomeracja regionalnych uczelni.

Tak samo jak i do tej pory wyróżniane będą uczelnie mające kategorię naukową A i A+. Znajdują się one zazwyczaj w metropoliach i to im przyznawane są największe fundusze i granty. Obawy mają za to ośrodki z regionów Polski, gdzie zaobserwować można odpływ ludności, chętnych na studia jest mniej, a zarówno studenci, jak i kadra nie są w stanie odnosić tak dobrych rezultatów we wszystkich dziedzinach, jak największe uniwersytety.

Rozwiązaniem wydaje się zatem koncentracja rozwoju naukowego w mniejszych ośrodkach wokół jednej dyscypliny czy dedykowanie im programów umożliwiających pozyskanie dofinansowania (np. Regionalna Inicjatywa Doskonałości, Dydaktyczna Inicjatywa Doskonałości). Jak komentuje wieloletni działacz studencki w Szkole Głównej Handlowej Mateusz Panowicz: Nowa ustawa dzieli uczelnie na 2 typy – akademickie i zawodowe. By zostać zaliczonym do pierwszej grupy trzeba będzie posiadać w przynajmniej jednej dyscyplinie naukowej przynajmniej kategorię B+. Te niespełniające tego warunku będą zaliczane do drugiej grupy. Potencjalnie najbardziej problematyczne może być to dla szeregu uczelni regionalnych. Czy rzeczywiście tak będzie – zobaczymy w trakcie wdrażania nowej ustawy.

Zmiana zapowiada się zatem bardzo poważnie i trudno przewidzieć jej skutki. Przeciwnicy obawiają się, że mniejsze ośrodki będą masowo zwalniały dydaktyków, a z czasem po prostu upadały. Jeśli taki scenariusz się spełni, to różnice między bogatymi, rozrastającymi się regionami Polski a tymi biedniejszymi będą się pogłębiały.

Uczelnie realnie odpowiedzialne

Należy pamiętać jednak, że zarówno studenci, jak i kadra akademicka bardzo pozytywnie przyjmują wiele z wprowadzanych zmian. Wśród zalet ustawy wymienia się określenie różnych sankcji finansowych wobec uczelni za nieprzestrzeganie warunków umowy zawartej ze studentem, co gwarantuje realną ochronę jego praw. Chwalony jest również pomysł przyznania doktorantom urlopów rodzicielskich. Do tej pory mogli oni ubiegać się o urlop dziekański, uczelnia podejmowała jednak ostateczną decyzję, czy go udzieli.

Doktoranci odczują więcej pozytywnych zmian. Stworzone zostaną dla nich szkoły doktorskie, co ma pomóc usprawnić system kształcenia. Do tej pory za rozwój naukowy doktorantów odpowiadały instytuty i kolegia adekwatne do ich specjalizacji. Dzięki ujednoliceniu proces powinien być bardziej sprawiedliwy i efektywny. Dodatkowo każdemu doktorantowi może przysługiwać wyższe stypendium. Pozytywną zmianą dla przyszłych, ale i obecnych doktorów i profesorów jest odejście od tzw. punktozy. Tym pojęciem określa się problem zdobywania przez naukowców punktów potrzebnych do uzyskania stypendium, kolejnego stopnia naukowego lub grantu. Zdarzało się, że były one zależnie od liczby artykułów i konferencji, w których uczestniczył pracownik naukowy, a nie od ich wartości i rangi. Nareszcie liczyć się będzie jakość publikacji naukowych, a nie jak do tej pory ich liczba (problem ten był już poruszany w MAGLU 167).

Poprawki politycznie poprawne

Media zainteresowały się ustawą także w końcowym etapie zmian, kiedy występowały problemy z uchwaleniem jej w Sejmie i proponowane były kolejne poprawki. Według niektórych pracujących nad nią studentów i profesorów uwagi proponowane przez polityków niwelowały najważniejsze zmiany ustalone do tej pory. Ostatecznie ustawę udało się jednak przegłosować. Po szeregu poprawek wniesionych w toku prac Sejmu koalicja rządząca zdecydowała się poprzeć nową ustawę, zatem głosy opozycji nie mogły już zmienić wyniku głosowania. PSRP, które od początku popierało nową Ustawę, jest zadowolone z wyniku głosowania. Moim zdaniem, nowa Ustawa może być bodźcem rozwojowym dla polskiej nauki i jest lepsza niż jej poprzedniczka, ale gorsza niż jej pierwotna wersja bez poprawek, która powstała w toku wzorowo zorganizowanych przez ministerstwo konsultacji społecznych – komentuje Bogdan Marek.

Od tego miesiąca ustawa stopniowo wchodzi w życie. W październiku przyszłego roku uczelnie będą wprowadzały nowe statuty, w roku 2020 zakończą się kadencje obecnych rektorów. Zmian – jak widać – jest dużo, lecz trudno ocenić, jak wypadną one w praktyce i jakie ostatecznie będą miały skutki.

No votes yet.
Please wait...