Nowa siła na starej scenie

We współczesnym dyskursie politycznym wciąż zapomina się o przyszłości naszego narodu – młodym pokoleniu, które coraz głośniej domaga się swojego miejsca nie tylko na widowni, lecz także na scenie. Przedstawicielami tej grupy są również studenci UW, którzy w tym roku zdecydowali się startować w wyborach samorządowych.

Tekst: Rafał Jutrznia

pixabay.com

Konflikt na polskiej scenie politycznej zaognił się w ciągu ostatnich lat. Widać to nie tylko na sejmowej mównicy, lecz także na ulicach Warszawy i korytarzach Uniwersytetu. Wśród studentów można znaleźć osoby angażujące się zarówno w inicjatywy lewicowe, jak i prawicowe. Losy państwa nie są im obojętne – organizowane są licznych protesty, popularne stało się także przyłączanie do ogólnopolskich demonstracji w odpowiedzi na projekty partii rządzącej. Młodzi obywatele, nawet ci dotychczas nieaktywni społeczno-politycznie, postanawiają opowiedzieć po którejś ze stron i wziąć aktywny udział w potyczkach pomiędzy przedstawicielami różnych ugrupowań.

Uczestniczenie w demonstracjach to nie wszystko, nie można zapomnieć o licznej grupie studentów, którzy startują w tegorocznych wyborach samorządowych. Decydują się na to przede wszystkim po to, żeby wprowadzić zmiany na zakurzonej już mocno scenie politycznej na szczeblu lokalnym. Radni, burmistrzowie, wójtowie pozostają u władzy od wielu kadencji i nie uwzględniają w swoich decyzjach specyfiki realiów, w których żyjemy. Młodzi dorośli coraz częściej skłaniają się ku nowym, nietuzinkowym rozwiązaniom. Chcą zmiany, innowacji, a tego wybrani po raz pierwszy tuż po transformacji ustrojowej wójtowie czy prezydenci miast nie są w stanie zapewnić. Deficyt wartościowych kandydatów uniemożliwia nowym wyborcom świadome skorzystanie z przysługującego biernego prawa wyborczego. Wychowani w atmosferze kłótni dwóch dominujących od lat ugrupowań, zmęczeni toczącą się zimną wojną domową – nie wiedzą, komu ufać. Chcą mieć realny wpływ na otaczającą ich rzeczywistość, więc zamiast wybierać, kandydują.

Z uniwersytetu do samorządu

Ogromną chęć zaangażowania w działanie samorządów można zauważyć, gdy analizuje się listy wyborcze, na których widnieją nazwiska osób uczących się na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych na UW. Kandydujący studenci reprezentują szerokie spektrum światopoglądowe. Chociaż wyniki badań zgodnie wskazują na panujące wśród najmłodszych wyborców tendencje centro-prawicowe, to startujących w nadchodzących wyborach samorządowych studentów nie brakuje na żadnej ze stron sceny politycznej. Jednym z nich jest studiujący na UW politologię Janusz Kołodziejski, który zdecydował się na kandydowanie do rady miasta swego rodzinnego Kutna z listy Prawa i Sprawiedliwości.

Dla Kacpra Czechowicza, kandydata Koalicji Obywatelskiej do rady dzielnicy Śródmieście z okręgu 4, październik był niezwykle gorącym okresem wyborczym. Startował w wyborach samorządowych do rady dzielnicy, ale także w wyborach samorządowych do Zarządu Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych (jako student politologii, będąc kandydatem ugrupowania Porozumienie INP) oraz do Parlamentu Studentów jako reprezentant studentów historii. Przez całe swoje studia i szkołę średnią udzielałem się społecznie. Od dawna wiedziałem, że gdy uzyskam wykształcenie wyższe, będę mógł przenieść zdobyte doświadczenie i dyplom na inne sfery życia, w politykę, którą interesuję się od dawna. Nie chciałbym też wykorzystywać samorządu jako trampoliny do kolejnego kroku na ścieżce do sejmu. Wiem, że dla wielu tak to właśnie wygląda, ale ja nie mam ściśle sprecyzowanych planów na karierę polityczną. Przede wszystkim chcę zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, i jeśli mnie to wciągnie, na co mam nadzieję, to zostanę przy tym, co jest najbardziej ludzkie – czyli przy pracy w samorządzie – mówi o swoim udziale w wyborach samorządowych Czechowicz.

Sympatycy Pawła Kukiza również mieli możliwość zagłosowania na kandydatów wywodzących się z UW. Wśród nich byli m.in. Adam Łukasiewicz (rada dzielnicy Bielany), Agata Sucharska (rada powiatu warszawskiego zachodniego) i Michał Sawicki (rada miasta stołecznego Warszawy).

Samorządy terytorialne współtworzone są przez lokalne ugrupowania, często zupełnie niezwiązane z ogólnopolskimi partiami. Także na ich listach można odnaleźć nazwiska osób znanych z uczelni: na liście Lokalnej Inicjatywy Wyborczej znajdował się Adam Michalik (rada dzielnicy Bemowo), a miłośnicy pizzy hawajskiej mogli zagłosować na Macieja Wojtysia (rada miasta stołecznego Warszawy) z komitetu Pawła Tanajny, noszącego dumną nazwę KWW Odkorkujemy Warszawę. RIGCz. Tanajno. Hawajska+.

W sumie daje to siedmiu młodych kandydatów z jednego wydziału. Być może to właśnie ich siódemki brakuje, by chociaż w części uzdrowić samorządy terytorialne i wpuścić świeże powietrze do systemu. Studenci-kandydaci mogą pomóc starszym wyborcom i rówieśnikom otworzyć umysły na pomysły młodych, pełnych energii ludzi, chcących działać i zmieniać rzeczywistość, w której mieszkają i w której rozwój wierzą.

Z czym do ludzi?

Choć powiew świeżości niemalże w każdej dziedzinie odbierany jest jako zjawisko pozytywne i pożądane, to nie każdemu podobają się aspiracje młodych do polityki. Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko wykorzystywaniu przez studentów aktywnego prawa wyborczego jest brak doświadczenia oraz znajomości, które według argumentujących mogłyby pomóc w wypełnianiu wyborczych obietnic i działalności na rzecz lokalnej społeczności.

Zapomina się o tym, że młodzi działacze zwykle przez wiele lat działają w stowarzyszeniach, młodzieżówkach partyjnych, młodzieżowych odpowiednikach rad miast czy powiatów. Często już w liceum odsuwają na bok szkołę, by móc realizować projekty społeczne. Rezygnują z zajęć pozalekcyjnych, by poświęcić się organizacji wydarzeń dla młodzieży, a następnie startują do samorządów studenckich, gdzie przewodzą komisjom i zasiadają w zarządzie. Młodzi działacze nie pojawiają się znikąd – są jak nieoszlifowane diamenty, których instynkty budzą się na wczesnym etapie życia, gdy obejmują role przewodniczących klasy, szkolnego samorządu. Zbierają doświadczenie i umiejętności miękkie, uczą się pracy w grupie, zachowując przy tym świeżość umysłu. Politycznej maniery nabierają z czasem, choć kwestią sporną zdecydowanie jest to, czy powinniśmy wymagać jej od samorządowców. Brak doświadczenia nie jest dobrym argumentem, jeśli chodzi o kandydowanie. Jeśli ktoś zdecydował się na start w wyborach, to i tak musiał zostać zweryfikowany przez swoją partię bądź komitet wyborczy. Chciałbym również zwrócić uwagę na to, że młodość w tym przypadku zdecydowanie jest zaletą, a nie wadą. Młodzi samorządowcy dają gwarancję bycia spoza układu, tzw. betonu. Organy takie jak rady gmin, miast czy powiatów potrzebują reprezentacji młodych ludzi, a nie tylko starszych mieszkańców. Młodzież, studenci są częścią społeczności i nikt nie zadba o ich interesy lepiej niż oni sami – odpowiada na zarzuty Kacper Czechowicz.

Świeżość umysłów obecnych studentów, ich pewność siebie, znajomość dzisiejszego świata i jego potrzeb w połączeniu z chęcią wprowadzania reform może zaowocować zmianą w polskich samorządach, a w efekcie w ogólnopolskiej polityce. Może, ale nie musi. Wszystko zależy od wyborców.

No votes yet.
Please wait...