Kto dzisiaj pisze apokryfy?

Świat istnieje dla nas tylko jako możliwość bólu lub rozkoszy – pisał w swoich Dziennikach Witold Gombrowicz. Podobną opinię wyraziłby zapewne główny bohater, a zarazem pierwszoosobowy narrator Apokryfu Juliana.

Choć wydawałoby się, że gatunek jakim jest apokryf należy do przeszłości, to Krzysztof Bernaś w swojej najnowszej powieści zadaje temu kłam, przekazując czytelnikowi lekturę skandalizującą i świeżą.

Niezależnie od dokładnych znaczeń tego słowa, apokryf ( gr. ἀπόκρυφος, ápókryphos – ukryty) kojarzy się z tajemnicą, skandalem, tekstem mającym moc zburzenia spójnego obrazu świata. Czytanie apokryfów ma swoje plusy – zmusza do krytycznego myślenia, podważa wcześniej skrupulatnie budowany w człowieku psychiczno-filozoficzny ład, może także ukazywać inny punkt widzenia. Ale niesie też za sobą pewne zagrożenia – nie zawsze podważanie wszystkiego, co było wynikiem wielowiekowej ludzkiej myśli, czemuś służy. Apokryf może być czasem po prostu pośledniej jakości. Może zawierać informacje nic niewnoszące albo być wynikiem walki o duszę wiecznego poszukiwacza sprzeczności.

Lektura Apokryfu Juliana niesie za sobą jednak więcej pozytywów niż negatywów, choć czasami balansuje na cienkiej granicy pomiędzy sztuką a grafomanią. Najnowsza książka Krzysztofa Bernasia, który na swoim blogu określa się mianem pisarza, filmowca i scenarzysty, opowiada historię Juliana Żeniewskiego. Napisana została ona ponoć przez niego samego i pozostawiona na komputerze w akademiku przed jego niewyjaśnionym zniknięciem. Wraz z pochłanianiem kolejnych stron, ta awangardowa powieść zmienia się rzeczywiście w rodzaj apokryfu i jakiejś proroczej wizji. W życie zagubionego po zdradzie dziewczyny Juliana, szamoczącego się z myślami dotyczącymi seksualności, płciowości, meczów koszykówki, komórek, skurwiałych genów i Boga, wkracza Ajin. Przybyła z innych części kosmosu półbogini okazuje się pozostałością cielesności, którą w innej galaktyce porzuciły na rzecz zdigitalizowanej nieśmiertelności odmienne od ludzi inteligentne istoty. W podobnym kierunku zdają się podążać również Ziemianie, którzy jako jedyni mieszkańcy wszechświata zachowali jeszcze swoją płciowość. Tak kształtuje się główna oś książki. Walka Ajin i Juliana o ocalenie przed Bogiem-Uzurpatorem ostatniego bastionu cielesno-płciowego życia przeplata się z często skandalizującymi tezami, naturalistycznymi opisami, narkotycznymi wizjami, naukowością i filozofią.
Co jednak z tego wynika? Trudno powiedzieć i zdaje się, że dla każdego będzie wynikać coś innego. Dla niektórych książka będzie stanowić dobrą rozrywkę, innych zmusi do myślenia, a pozostali machną na nią ręką z dezaprobatą.

Po książkę jednak warto sięgnąć, bo styl autora, choć specyficzny, sprawia, że dobrze się ją czyta, a przerzucanie kolejnych stron zapewnia awangardową rozrywkę. Również Julian, mimo całej otaczającej go scenografii, zapewne wyda się czytelnikowi dość bliski, gdyż jego myśli i psychika są oddane wiarygodnie. W tym szaleństwie jest metoda – co jakiś czas z całej groteskowości i nowoczesności utworu wyłania się zdanie budzące wewnętrzny zamęt lub takie, które jest godne zapisania w notatniku.
Nie będzie to jednak lektura, która zmieni życie czytelnika czy zajmie honorowe miejsce na półce obok Gombrowiczowskiego Kosmosu. Podczas lektury napotkać można przesadę, grafomanię, silenie się na skandaliczność i przełamywanie tabu, które nie raz i nie dwa przewijały się w różnych utworach i nie budzą już kontrowersji. Trzeba jednak przyznać, że Bernaś i tak jest w swoim pomyśle i pisaniu dużo świeższy od już utytułowanych kolegów po fachu.

Ocena:3.5/5
Apokryf Juliana
Krzysztof Bernaś
Magnus
Premiera: 24.11.2017

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...