Skrzydlaci kłamcy

Najnowsza powieść Jakuba Ćwieka z serii Kłamca niedawno zawitała na rynku. Jak plasuje się na tle innych książek tego cyklu i czy warto ponownie zanurzyć się w tym pozornie już zamkniętym świecie?

Seria Kłamca Jakuba Ćwieka opowiada o przygodach nordyckiego boga kłamstwa – Lokiego. Cztery pierwsze tomy powieści tworzą spójną całość, która kończy się w sposób niepozostawiający wątpliwości, że cykl nie będzie miał już swojej kontynuacji. A jednak Ćwiek wraca do swojej najlepszej i najbardziej rozchwytywanej przez fanów serii, dopisując historię Aniołów Stróżów, w której co rusz pojawia się Loki. Czy można określić ten zabieg jako to słynne „odcinanie kuponów”?

Choć powieść powstała już po zakończeniu serii, dzieje się jakby gdzieś pośrodku akcji czterech tomów Kłamcy. Ćwiek nie dopisuje dalszych losów Lokiego, które w gruncie rzeczy nie mają prawa bytu. Skupia się na nieopowiedzianej historii, jaką między wierszami przemycił w serii Kłamca. Chociaż można podpiąć Stróży pod historię Lokiego, to książka ta skupia się na zupełnie nowych bohaterach. Bóg kłamstwa staje się postacią drugoplanową, co jednak nie wpływa znacznie na wydźwięk powieści. Ćwiek serwuje nam nowych bohaterów – dwóch agentów WINA (będących tytułowymi stróżami) oraz polskiego policjanta, który przypadkiem zostaje świętym. Postaci te, tak jak większość wykreowanych przez Ćwieka, są dość specyficzne, jednak trudno nie darzyć ich sympatią.

Fabuła powieści jest bardzo prosta. Choć początkowy zamysł wydawał się bardzo dobry, to już na dalszych stronach gdzieś się rozmywa i na samym końcu nie wiadomo już, o co chodziło w całej historii. Czytelnik może odnieść przez to wrażenie, że książka została napisana na siłę i dla pieniędzy. Odczucie to potęguje również język – choć typowy dla powieści Ćwieka, a więc dosadny i niestroniący od wulgaryzmów, to jednak zdaje się on momentami wymuszony. Powieść traci również przez zastąpienie niepokornego boga kłamstw dwójką aniołów, którzy choć nie dają się nie lubić, są papierowi i pozbawieni tego czegoś, co we wcześniejszych powieściach Ćwieka budowało ten specyficzny klimat.

Po zakończeniu historii agentów WINA Ćwiek daje czytelnikom bonus w postaci krótkiego opowiadania, w którym mieszają się ze sobą wszystkie powieści. Dla czytelnika zaznajomionego z twórczością Ćwieka będzie to nie lada uczta. Łatwo odnaleźć w tym krótkim opowiadaniu nie tylko Lokiego, który przewija się przez całych Stróży, lecz także bohaterów Chłopców (drugiej najpopularniejszej serii Ćwieka) czy Dreszcza. Niestety jedynie fan twórczości pisarza dostrzeże te smaczki, a dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Ćwiekiem, opowiadanie to może być niezrozumiałe i zbyt krwawe.

Stróże nie są powieścią złą. Jest to przeciętna historia, która zapowiadała się naprawdę dobrze. Dla fanów twórczości Ćwieka będzie to jedynie jedna z gorszych książek autora, jednak nie na tyle zła, by do niego zniechęcić. Dla nowego czytelnika powieść może okazać się pierwszym i ostatnim spotkaniem z jego twórczością, przez swoją niezbyt ciekawą fabułę i bezpłciowych bohaterów. Ci, którzy dopiero zaznajamiają się z Ćwiekiem, muszą uwierzyć na słowo, że Stróże to jedynie drobne potknięcie w całym bogatym dorobku tego autora.

 

3/5
Stróże
Jakub Ćwiek
SQN
Premiera: 6 czerwca 2018

No votes yet.
Please wait...