Obyczajówka z morałem

Pojawienie się takiego tytułu na afiszu to manifest polityczny sam w sobie. Tym razem jednak Teatr Powszechny wtrąca się po cichu.

Autorka: Anna Gierman

fot. Krzysztof Bieliński

Po jednym dobrze przyjętym spektaklu (Juliusz Cezar, Teatr Powszechny) i kolejnym, który – moim zdaniem niesłusznie – przeszedł bez echa (Śmierć Dantona, Teatr Narodowy), Barbara Wysocka powraca na scenę praskiego teatru. Tym razem z inscenizacją uwielbianego podobno nie tylko przez młodzież gimnazjalną Roku 1984 Georga Orwella.

Nieczęsto w postmodernistycznym teatrze zdarza się, żeby tekst oryginału był czymś więcej niż tylko punktem wyjścia do spektaklu. Wysocka postanowiła jednak wyreżyserować sztukę w tradycyjnym stylu – nie tylko za sprawą dochowania wierności oryginałowi i zastosowania linearnej narracji, lecz także rezygnując z bezpośrednich nawiązań do aktualnej sytuacji polityczno-społecznej w Polsce i na świecie. Drobne aluzje pojawiają się zaledwie kilka razy. Na przykład w scenie, w której jest mowa o trudnościach z doprecyzowaniem, kiedy dokładnie mają miejsce odgrywane zdarzenia, aktorzy rozwijają dwa plakaty wystawianego spektaklu – jeden oryginalny, drugi ze zmienioną w tytule datą – na rok 2018.

Prawdopodobnie odwoływanie się do obecnych realiów byłoby zabiegiem zbyt prostym i oczywistym. Niemniej wybrana forma prezentacji tekstu Orwella również niesie za sobą jasny przekaz – nie trzeba niczego w tej historii zmieniać czy przerabiać, by mogła dotyczyć naszej rzeczywistości. Widz i tak wie, że to o nim, o Polsce, o Europie, a nawet o całym dzisiejszym świecie. Wybór ten można też odczytywać jako ukłon w stronę Orwella – uznanie jego dzieła za zamkniętą całość, niewymagającą komentarza i stale aktualną.

Spektakl zdominowała scenografia Roberta Rumasa z ustawionym w poprzek sceny i wychodzącym poza nią ogromnym ekranem – symbolem nieustannej inwigilacji. To na nim, w przytłaczającym zbliżeniu, widz może śledzić monitorowane na bieżąco ruchy bohaterów. Przecięcie sceny w tak agresywny sposób znacznie ograniczyło obszar gry. Jednak w połączeniu z symultaniczną transmisją z kamer taki układ umożliwił zastosowanie kilku ciekawych rozwiązań przestrzennych – jak w scenach, w których para protagonistów przenosi się na leśną polanę.

Ekran, grający pierwsze skrzypce w warstwie wizualnej, to niejedyny element spektaklu przywołujący skojarzenia z kinem. Filmowa jest też gra aktorska, efekty dźwiękowe i sposób prowadzenia akcji. Nawet czas trwania spektaklu pokrywa się z długością metrażu przeciętnych mainstreamowych produkcji. Wątpię, żeby były to zabiegi celowe. Jednak na pewno każdy z nich jeszcze bardziej umacnia spektakl w konwencjonalnych ramach.

Pod koniec sztuki, po tym jak Winston ponosi porażkę w starciu z systemem totalitarnym, z głośników zaczynają wydobywać się odgłosy rozmowy prowadzonej po angielsku. Zza kulis wychodzi dwoje aktorów odzianych w stroje wyraźnie odmienne od tych noszonych przez pozostałych bohaterów. Po kilku chwilach staje się jasne, jakiego rodzaju scena rozgrywa się właśnie przed oczami widzów. Zainscenizowanie wywiadu z Orwellem to pomysł tak konwencjonalny, że już nie tylko nudny, lecz także dystansujący widza od tego, co ogląda. Do końca nie chciałam uwierzyć w to, co się przede mną rozgrywało, ale kiedy w finale usłyszałam, że to od nas – obywateli –zależy, czy Rok 1984 stanie się rzeczywistością, nie mogłam już dłużej mieć złudzeń. Zakończenie spektaklu tym fragmentem to moralizowanie widza. A jak wiadomo, postmodernistyczna publiczność ciężko znosi narzucanie opinii czy promocję pożądanych postaw – zwłaszcza w wyświechtany sposób wkładania ich w usta autorytetu. Tym samym wydźwięk spektaklu staje się sprzeczny z przekazem Orwella, który promował myślenie samodzielne i krytyczne.

Najnowszą propozycję Wysockiej można zręcznie podsumować, powołując się na recenzję innego spektaklu, który również miał swoją premierę w czerwcu. Jolanta Nabiałek, pisząc dla „Krytyki Politycznej” o Wyjeżdżamy Warlikowskiego, stwierdziła, że właściwie (pomijając parę pojawiających się w nim wątków) jest to kawał poprawnego teatru obyczajowego. Stosując podobne kryteria, 1984 Wysockiej też można by uznać za sztukę całkiem udaną. Jednak, znów przytaczając słowa Nabiałek, widz o niemieszczańskich potrzebach estetycznych może poczuć silny niedosyt.

1984
reżyseria: Barbara Wysocka
premiera: 16 czerwca 2018
Teatr Powszechny

No votes yet.
Please wait...