Szary koniec tęczy

Walka o równe prawa dla osób LGBT w Polsce toczy się nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. Gdzieś w tym sporze kryją się tysiące tęczowych rodzin, które pragną zapewnić swoim synom i córkom szczęśliwe dzieciństwo.

Lena i Ewa są razem od czterech lat. Mieszkają w Lubartowie – małym mieście w województwie lubelskim, gdzie wspólnie wychowują ośmioletniego Igora, biologicznego syna Ewy z poprzedniego związku. W rodzinie obecny jest również ojciec chłopca, z którym Igor spędza co drugi weekend. Życie Leny, Ewy i Igora niewiele różni się od funkcjonowania typowej rodziny. Ewa i Lena pracują, a Igor chodzi do miejscowej podstawówki. Wszyscy wiedzą o tym, że jesteśmy razem, bo to jest małe miasto i tutaj bardzo ciężko jest cokolwiek ukryć, nawet jeśli by człowiek chciał. My oczywiście nic ukrywać nie chcemy, żyjemy tu spokojnie, otwarcie – mówi Lena. Chociaż mogłoby się wydawać, że w tak małym mieście społeczeństwo jest mniej tolerancyjne, to przykład Lubartowa pokazuje coś innego. Jeśli chodzi o obcych ludzi dookoła nas, czyli sąsiadów czy innych rodziców dzieci z klasy, wszystko jest jak najbardziej w porządku. Obecnie mieszkamy w bloku, w którym większość mieszkańców to emeryci i naprawdę nikt nie ma z nami problemu, wszyscy są bardzo sympatyczni, a wydaje mi się, że raczej zdają sobie sprawę, że jesteśmy razem. Nie zetknęłam się tu jeszcze z jakąkolwiek homofobią – przyznaje.

Igor nie widzi w swojej rodzinie nic nadzwyczajnego. On jest w takiej sytuacji odkąd ma cztery lata, więc nawet nie pamięta, co było, zanim pojawiłam się w rodzinie. Czasami zadaje różne pytania, ale wtedy wszystko mu dokładnie tłumaczymy, niczego przed nim nie ukrywamy – dodaje Lena. Nigdy też nie słyszałam, żeby miał ze względu na nas jakiekolwiek problemy w szkole i mam nadzieję, że nigdy ich nie będzie miał.

Iwona i Magda

Iwona rozstała się z mężem cztery lata temu. Wcześniej mieszkała w Niemczech, po rozpadzie związku ze względu na sytuację materialną wróciła z dziećmi do Polski. Magdę poznała przez internet. Teraz wraz z nią wychowuje dwójkę synów z poprzedniego małżeństwa. Na razie to związek na odległość – Iwona wraz z dziećmi mieszka w Warszawie, jej partnerka w Birmingham. Do Polski przylatuje co dwa tygodnie na weekend. Dzieci spędzają ze swoim ojcem, cudzoziemcem, niektóre święta i weekendy, a także część wakacji. Resztę czasu przebywają w Warszawie, gdzie mieszkają i uczą się.

Synowie Iwony dobrze odnajdują się w nowym modelu rodziny. Świetnie dogadują się z partnerką mamy, chętnie spędzają z nią czas. Na samym początku rozmawiałam o tym ze starszym synem, powiedziałam, że teraz będę z kimś i to będzie kobieta. On był bardzo pozytywnie nastawiony do tego, bo kiedyś mieszkaliśmy w Stanach i tam naszymi przyjaciółkami była para lesbijek, które bardzo polubił. Dlatego nawet ucieszył się, że teraz jego mama będzie właśnie w takim związku – wspomina.

Weronika i Sara

Weronika poznała swoją obecną partnerkę w pracy, cztery lata po rozstaniu z mężem. Z przelotnej znajomości zrodził się już ponaddwuletni związek. Teraz kobiety mieszkają razem i wychowują wspólnie siedmioletniego Szymona, syna Weroniki z poprzedniego małżeństwa. Opiekę nad chłopcem sprawują na przemian z ojcem – jeden tydzień Szymon spędza z nimi, drugi u niego. Na początku mój były mąż nie mógł oswoić się z sytuacją, między nami zdarzało się dużo konfliktów. Na szczęście z biegiem czasu sytuacja się ostudziła. Teraz jesteśmy po rozwodzie i dogadujemy się bardzo dobrze, od czasu do czasu spotykamy się nawet na wspólny obiad.

Kobiety nie ukrywają przed znajomymi, że są razem i wspólnie wychowują dziecko. Nie muszą. Mieszkają w dużym mieście, otaczają się ludźmi, którzy to w pełni akceptują. Weronika wspomina, że nie spotkała się osobiście z jakąkolwiek homofobią ani ze strony otoczenia, ani rodziny. Moja mama wie, że mieszkam z dziewczyną, bardzo ją lubi i nie ma nic przeciwko – mówi kobieta. W rodzinie Sary sytuacja jest jeszcze prostsza, ponieważ w Hiszpanii, z której pochodzi, to codzienna sytuacja.

Bo jesteś lesbijką

Niestety Lena i Ewa żyją w mniej przyjaznym otoczeniu. Lena wspomina, że nigdy nie spotkała się z negatywną reakcją swojej rodziny na to, że jest lesbijką i wychowuje dziecko z inną kobietą. Sprawa prezentuje się inaczej od strony rodziców jej partnerki. Mama Ewy jest homofobem, nie da się tego inaczej nazwać. Pracuje na stanowisku sprzątaczki w szkole, do której chodzi Igor. I o ile nauczyciele w pełni akceptują tę sytuację, o tyle mamie Ewy i innym paniom sprzątającym wyraźnie ona przeszkadza. Jak tylko pojawię się w szkole, czuję, jak wszystkie na mnie patrzą, jakbym była jakąś superatrakcją, co jest bardzo niekomfortowe – przyznaje Lena. Według niej wynika to właśnie z tego, że mama jej partnerki szerzy o nich negatywne opinie wśród swoich współpracowników. Lena dodaje, że relacje między Ewą a jej matką są napięte i często spotykają się z jej strony z negatywnymi komentarzami na swój temat. Kiedyś doszło do tak absurdalnej sytuacji, że gdy kilka lat temu Igor miał ospę, Ewa otrzymała telefon od matki z tekstem: „Igor ma ospę dlatego, że jesteś lesbijką!”.

Krzywdzisz dzieci

Te obce – tak dzieci Iwony nazywa matka jej partnerki mieszkająca w małej miejscowości w południowo-wschodniej Polsce. Bezrodzajowo, bezimiennie. To, że jej córka związała się z kobietą i że tamta ma dwoje dzieci, było dla niej nie do zaakceptowania. Dochodziło nawet do tego, że mama Magdy przez kilka godzin krzyczała na nią, obrażała, twierdziła, że my ją wykorzystujemy i że powinna sama mieć dzieci, a nie wychowywać obce. Wygłaszała negatywne komentarze na temat mnie i moich dzieci pomimo tego, że nawet nas nie znała – dodaje kobieta. Zupełnie nie docierało do niej, że właśnie w ten sposób może mieć wnuki. Co prawda nie biologiczne, ale przecież jesteśmy rodziną. Raz doszło nawet do sytuacji, że matka Magdy zagroziła kompletnym zerwaniem z nią kontaktu. Moja partnerka wręcz dostała od niej zakaz pojawiania się na święta Bożego Narodzenia w domu – dodaje Iwona.

Moi rodzice również nie mogli pogodzić się z tym, że mają córkę lesbijkę. To był dla nich duży szok, bo nie dość, że rozwód, to jeszcze to – kontynuuje Iwona. Gdy zrobiła swój coming out, rodzice zabronili jej informować pozostałych członków rodziny o swojej orientacji. Dzięki temu, że mieszka w innym mieście niż większość rodziny, ten zakaz nie jest dla niej w dużym stopniu odczuwalny. Bardziej przykre dla niej zawsze było nastawienie rodziców do jej dzieci oraz partnerki. Ciągle słyszałam od rodziców, że krzywdzę ich i swoje dzieci. Nie siebie, nie Magdę, ale przede wszystkim dzieci – jak one poradzą sobie w szkole, jak ja je wychowam. Pojawiały się również agresywne słowa. Aby relacje między jej rodzicami a partnerką się poprawiły, Iwona doprowadzała do spotkań. Jednak mimo że podczas nich panowała zawsze przyjazna atmosfera, nic to nie zmieniło – sytuacja wcale się nie poprawiła, a według kobiety jest tylko coraz gorzej. Gdy kilka miesięcy temu zmarł ojciec Iwony, mama zabroniła jej przyjść na pogrzeb z Magdą.

Skomplikowana jest również relacja Iwony z ojcem jej dzieci. Mój były mąż jest do mnie bardzo wrogo usposobiony. Mimo że dzieci bardzo lubią moją partnerkę i wręcz ciągle pytają, kiedy znów przyjedzie, to on próbuje je w jakiś sposób do nas źle nastawiać – mówi Iwona. Niestety na słowach się nie kończy. Kilka miesięcy temu były mąż kobiety wniósł również w sądzie pozew o opiekę nad dziećmi, mimo że sprawa została już wcześniej uregulowana przez sąd niemiecki i prawa do opieki zostały przyznane po równo. Teraz były mąż Iwony stara się o pełnię praw rodzicielskich, gdyż jego zdaniem związek Iwony i Magdy źle wpływa na dzieci. Kobieta zwraca uwagę na różnice w prawie między Polską a Niemcami. To właśnie na nich opiera się były mąż. Jeśli rozprawa odbyłaby się w Polsce, wiem, że kwestia mojej orientacji wyjdzie na pierwszy plan i będzie obrócona przeciwko mnie. W Niemczech nie grałoby to absolutnie żadnej roli w podjęciu decyzji przez sąd – dodaje.

Żelazna kurtyna

Zaczyna się od drobiazgów – spojrzeń na ulicy, gdy para trzyma się za ręce, nieskrywanego zdumienia na twarzy ludzi dookoła. Kończy na poważnych trudnościach w codziennym funkcjonowaniu tęczowych rodzin. W zeszłorocznym raporcie ILGA (International Lesbian, Gay, Bisexual, Trans and Intersex Association) pod względem równouprawnienia osób LGBTI Polska zajęła przedostatnie miejsce wśród krajów Unii Europejskiej. Podczas gdy w ciągu ostatnich lat w innych krajach Unii sytuacja osób nieheteroseksualnych ulegała stałej poprawie, według wyników raportu w Polsce z roku na rok ta kwestia wygląda coraz gorzej.

Ludzie będący w związkach z osobami tej samej płci nie mogą sformalizować swojej relacji, co wiąże się z brakiem możliwości m.in. materialnego zabezpieczenia na wypadek śmierci, objęcia partnera/partnerki ubezpieczeniem zdrowotnym czy też wspólnego wzięcia kredytu. Tęczowe rodziny napotykają często problemy w zakresie służby zdrowia, np. z dostępem do informacji o stanie najbliższej osoby czy też  z decydowaniem o jej leczeniu. Lista utrudnień i przeszkód formalnych jest długa. Pary jednopłciowe mają możliwości obejścia części przeszkód prawnych za pomocą upoważnień, oświadczeń oraz aktów notarialnych. Te jednak często wiążą się z dużymi kosztami oraz pomagają jedynie w ograniczonym stopniu i nie zawsze są respektowane. Przykładowo w sytuacji awaryjnej rodzic społeczny (czyli osoba wychowująca dziecko i niebędąca jej rodzicem biologicznym) nie może podpisać zgody na wykonanie zabiegu medycznego u dziecka lub przyjęcia danej metody leczenia, dopóki nie posiada upoważnienia od rodzica biologicznego. Takie upoważnienie jednak nie może mieć charakteru ogólnego (tj. zezwalać na decydowanie o wszystkich sprawach związanych z leczeniem dziecka), ale musi ściśle określać zabieg lub metodę postępowania w danej sytuacji. Ponadto musi być sporządzone w formie aktu notarialnego. Ta komplikacja jest szczególnie problematyczna, gdy kluczową rolę odgrywa czas.

Pod względem formalnym mama Magdy ma rację. W świetle polskiego prawa dzieci jej partnerki, Iwony, są dla niej zupełnie obce. W przypadku, gdy para jednopłciowa wychowuje małe dzieci, przeszkody prawne nie są jeszcze tak odczuwane. Często dopiero w przyszłości, gdy pojawia się więcej spraw do załatwienia od strony formalnej, tęczowe rodziny napotykają wiele trudności.

W wielu innych europejskich krajach ta kwestia wygląda zupełnie inaczej. Kiedy jesteśmy z Sarą w Hiszpanii, możemy zachowywać się otwarcie, tak jak każda heteroseksualna para. W Polsce nawet nieświadomie trochę się z tym kryjemy. Co prawda trzymamy się za ręce np. na ulicy, ale myślę, że nie zawsze jesteśmy kodowane jako para. Widok dwóch mężczyzn byłby bardziej kontrowersyjny – opowiada Weronika. Niestety wyczuwamy ostatnio bardziej napiętą atmosferę w kraju i pojawia się dużo więcej doniesień o atakach na tle homofobicznym niż dwa lata temu – dodaje. Chociażby przez to żyje nam się trudniej. Mamy świadomość, że skoro innych to dotyka, to dlaczego miałoby nie dotknąć nas.

W kierunku zmian

Środowiska LGBT stwierdzają jednogłośnie: aby tęczowym rodzinom w Polsce żyło się lepiej, potrzeba wielu zmian. Konieczna jest nie tylko walka z homofobią, lecz także uregulowanie licznych kwestii prawnych. Myślę, że w dużym stopniu pomagają coming outy znanych osób, a także zwykłych ludzi. Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że w ich otoczeniu znajdują się nieheteroseksualni. Kiedy w gronie znajomych pojawiają się takie osoby, przestajemy patrzeć na ludzi przez pryzmat ich orientacji – twierdzi Weronika. Dla Leny najważniejszą kwestią jest legalizacja jej związku. Ja po prostu chciałabym mieć pewność tego, że jestem w jakikolwiek sposób prawnie zabezpieczona w związku z moją partnerką. Również ze względu na Igora chciałabym, żeby była możliwość zatwierdzenia mnie jako trzeciego rodzica. To by nam znacznie ułatwiło życie – przyznaje kobieta.

Według Iwony same zmiany prawne, chociaż są bardzo potrzebne, nie pomogą, jeśli nie będą połączone z akcją edukacyjną w szkołach, gdzie dzieci od początku będą uczone, że ludzie są różnorodni i że to jest w porządku. Potrzebnych jest wiele rozwiązań prawnych. Nie tylko wprowadzenie związków partnerskich, lecz take również uregulowanie adopcji dzieci przez rodziców społecznych – żeby drugi rodzic, który jest w związku z rodzicem biologicznym, miał możliwość adoptowania dziecka i żeby to się jakoś liczyło w polskim prawie. Kobieta podaje przykład: gdyby jej partnerka urodziła dziecko, nie przysługiwałoby im nawet 500+, gdyż formalnie byłoby ono jej pierwszym dzieckiem.

Dodaje: Kampania Przeciw Homofobii oraz inne organizacje pozarządowe mają przygotowane starannie opracowane projekty takich ustaw. Tylko co z tego, skoro polski rząd ich nie respektuje?. Przez ostatnie lata przez Sejm przechodziło kilkanaście projektów ustaw o związkach partnerskich. Wiele partii w celu uzyskania poparcia społecznego ściga się w obietnicach, że wreszcie zajmie się tą kwestią. Jednak wciąż brak ustawy, która regulowałaby sytuację prawną osób LGBT.

Rodziny lepsze i gorsze

Bardzo chciałybyśmy mieć w przyszłości drugie dziecko, ale niestety w takim wypadku któraś z nas musiałaby w świetle polskiego prawa zdecydować się na samotne macierzyństwo, a to bardzo skomplikowana sprawa – mówi Lena.

Zapewnienie dzieciom jak najlepszej przyszłości to priorytet każdego rodzica. Iwona wspomina, że rozważała ponowną emigrację. Do Polski wróciłam trzy lata temu, ale gdy widzę w wiadomościach, co się dzieje, czasami mam ochotę już wyjechać. W Anglii na pewno żyłoby się nam lepiej, ale tutaj jesteśmy w lepszej sytuacji materialnej – przyznaje. Zostaje w Polsce. Jej partnerka planuje powrót z Wielkiej Brytanii, wtedy już na stałe zamieszkają razem. Podkreśla, że chciałaby zapewnić jak najlepszą przyszłość swoim dzieciom, pomimo niesprzyjającej sytuacji w Polsce. Bardzo zależy mi na tym, żeby wychować je w otwartości. Ja nie wstydzę się tego, kim jestem i mam nadzieję, że one też nigdy nie będą się tego wstydziły.

Weronika planuje w przyszłości kolejne dziecko. Jednak nie wyobraża sobie decyzji o zostaniu homorodzicem w Polsce – wraz z partnerką musiałyby podjąć decyzję o adopcji lub in vitro, a to w kraju nad Wisłą jest bardzo trudne. Podziwiam wszystkie pary, które mimo wszystko podejmują te kroki – mówi. Dlatego planuje przeprowadzkę do Hiszpanii.

Na emigrację decyduje się wiele tęczowych rodziców. Często idą ścieżką Weroniki i podejmują decyzję o kolejnym dziecku już nie w Polsce, ale gdzieś, gdzie będą mieć takie same prawa jak inni rodzice. Gdzieś, gdzie od strony formalnej ich dzieci będą dla nich kimś więcej niż obcymi.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...