Szlugi i szklane domy

Przez lata Warszawa inspirowała artystów – od autorów rozległych powieści po reżyserów komedii. W swoich dziełach, oprócz opowiadania historii, często dokumentowali również życie stolicy. A jak Warszawę przedstawiają współcześni popkulturowi twórcy?

Niedługo na Mokotowie będą porządki. Będzie zabójstwo. I ja w tym zabójstwie będę brał udział. Ale mówię ci to tylko dlatego, że mi tego nie udowodnisz. Tak przedstawia się zarówno policjantowi, jak i widzom grany przez Bogusława Lindę „Babcia” – herszt grupy mokotowskiej z filmu Patryka Vegi. Aż strach po obejrzeniu Pitbulla. Nowych porządków (2016) wychodzić z domu.

Mokotowscy, pruszkowscy, żoliborscy…

Pierwszym skojarzeniem związanym z przestępczością w stolicy będzie grupa mokotowska. Można zaryzykować tezę, że równie duża w tym zasługa samego Vegi, jak i faktycznych dokonań „mokotowskich”. Warszawa w interpretacji Vegi jawi się jako miasto, którym de facto rządzi mafia, a porachunki gangsterskie co chwilę zapełniają kostnice kolejnymi „gangusami”. I, rzecz jasna, jest w tym wiele inspiracji amerykańskim kinem akcji czy nawet westernami; postacie są wyjątkowo przerysowane, a główny bohater – „Majami” – to nikt inny, jak ucieleśnienie archetypu „ostatniego sprawiedliwego”, doprawionego szczyptą cynizmu i nonkonformizmu, aby go trochę uwspółcześnić. Jednak sporo tu także odwołań do rzeczywistości. Na plakacie kolejnego ze swoich dzieł – Kobiet mafii – reżyser bezceremonialnie ogłasza, że scenariusz do filmu napisał wraz z gangsterami z grupy mokotowskiej. Jak to u Vegi: wszystko jest przesadzone i przerysowane. Warszawa, która najwyraźniej nie opuściła jeszcze lat 90. czy początku XXI w. i nadal grasują w niej duchy ery transformacji, wyrasta w dziełach reżysera Pitbulla na drugie Caracas lub co najmniej Neapol.

Pitbull. Nowe porządki pomimo pozornej współczesności miejsca i czasu przedstawia wizję Warszawy ukształtowaną przez wydarzenia związane z działalnością grup przestępczych, których rozrost nastąpił po 1989 r. Vega nawiązuje stylistycznie do naturalistycznego nurtu w polskim kinie ­akcji, który pojawił się w czasach transformacji ustrojowej. Filmy takie jak Psy (1992) Władysława Pasikowskiego albo Miasto prywatne (1994) Jacka Skalskiego oddawały powszechny niepokój i niepewność spowodowane m.in. działalnością mafii. Akcja niemalże każdego dzieła z tego nurtu rozgrywała się albo w jednej z podwarszawskich miejscowości, albo w samej stolicy. O zakorzenieniu w powszechnej świadomości problemu przestępczości zorganizowanej świadczy również to, że nawet popularne filmy komediowe, jak Kiler (1997) Juliusza Machulskiego albo Chłopaki nie płaczą (2000) Olafa Lubaszenki, silnie nawiązywały do tego tematu. Pitbulla. Nowe porządki można traktować jako połączenie właśnie tych dwóch filmowych stylistyk – patosu kina sensacyjnego oraz humoru komedii kryminalnych (często dość infantylnego i efekciarskiego).
Koniec filmu Vegi zapowiada zmierzch ery przestępczości zorganizowanej w Warszawie. I rzeczywiście tak się stało. Najpierw w 2000 r. gangster Jarosław Sokołowski, ps. „Masa” – obecnie poczytny pisarz i celebryta – przerwał milczenie po raz pierwszy, co pomogło policji zatrzymać większość kierownictwa gangu pruszkowskiego. Około czterech lat później zabrano się również za grupy z Mokotowa i Żoliborza. Warszawę czekała świetlana przyszłość. Nastały czasy prosperity, biurowców i biurowej klasy średniej, karier w korporacjach i… komedii romantycznych TVN-u.

Niech żyje kapitalizm!

Na początku XXI w. można było zaobserwować w Polsce intensywny rozwój klasy średniej – formacji typowej dla społeczeństw kapitalistycznych. Jej rozkwit wniósł do polskiego krajobrazu cały bagaż archetypów, wartości i uprzedzeń – nowych czy też tych zakurzonych i głęboko schowanych w czasach PRL-u. W ten nowy trend idealnie wpisał się powstały pod koniec 1997 r. TVN, który oferował (i zresztą nadal oferuje) przede wszystkim programy rozrywkowe, oparte na brytyjskich i amerykańskich formatach telewizyjnych, gdzie zabawianie i, co ważne, zarabianie na klasie średniej opanowano do perfekcji. Grupa ITI, będąca założycielem Grupy TVN, zaangażowała się także w dystrybucję filmową, zyskując równie duży udział w rynku kinowym co TVN w telewizyjnym. Między 2004 a 2009 r. wśród polskich premier pierwsze miejsce w box office zajmowały produkcje dystrybuowane bądź wyprodukowane przez spółki należące do ITI. Połowę z nich stanowiły komedie romantyczne.
A jaką rolę odegrała w tym wszystkim Warszawa? Zacytuję Samuela Nowaka oraz Annę Taszycką, autorów tekstu o celnym, a jednocześnie przpięknie ironicznym tytule Kino Nowej Burżuazji (nawiązanie do Kina Nowej Przygody można traktować nie tylko jako ciekawą grę słowną) i równie intrygującym podtytule – Polska komedia romantyczna w służbie rodziny i neoliberalnej hegemonii opublikowanym w 2009 r. na łamach kwartalnika, nomen omen, „Kultura popularna”: Myślicie, że nowa burżuazyjna rodzina może być szczęśliwa gdziekolwiek? Otóż nie. Nowa rodzina, świeżo po kapitalistycznym liftingu, może zamieszkać tylko w jednym miejscu na świecie: w Warszawie. Tej z filmów z oczywiście. Polska komedia romantyczna wyprodukowała specyficzną, nazwijmy ją nowobogacko-korporacyjną, dialektyczną wizję Warszawy, a co za tym idzie również i Polski. Dyskurs ten […] ma także zastosowanie do seriali produkcji TVN.
Przenieśmy się zatem do czasów, w których Mordor nie był jeszcze Mordorem, a biurowa klasa średnia dopiero zapełniała zamknięte osiedla Wilanowa.

Jak się zakochać, to tylko w korpo w Warszawie

Michała – głównego bohatera filmu Tylko mnie kochaj (2006) Ryszarda Zatorskiego – poznajemy już w pierwszej scenie, gdy siedzi w dyskretnie szelmowsko-aroganckiej pozie w gabinecie ulokowanym w jednym z warszawskich szklanych biurowców (proponuję czytelnikowi czy też czytelniczce zabawę, polegającą na wykonywaniu wybranej przez siebie czynności za każdym razem, gdy w tej części tekstu padnie słowo „szkło”, „szklany” itp.). Zza potężnych okien można dojrzeć inne budowle, tworzące panoramę warszawskiego Manhattanu. Po chwili poznajemy jego wspólniczkę Agatę, równie chłodną i wyniosłą. W ramach ekspozycji reżyser prezentuje także mieszkania obydwojga bohaterów, oczywiście oba z widokiem na warszawskie City niczym na Wieżę Eiffla. Tak wygląda Warszawa w filmie Ryszarda Zatorskiego: wielkie interesy, szklane biurowce i korpo-indywidualiści ocierający się o socjopatię. Twórcy raczej idealizują taki styl życia. Mamy w końcu 2006 r. – koniunktura jest coraz lepsza, zarobki rosną, co złego może się wydarzyć? Kamera prawie nie opuszcza Śródmieścia i jego biurowców. Co zauważają również autorzy przytoczonego już tekstu: nawet posterunek policji pojawia się w odrealnionej formie jako konstrukcja ze szkła i stali, daleko odbiegająca od polskiej rzeczywistości. Warszawa jest w filmie niejako miastem wyjętym z fantazji o szklanych domach z Przedwiośnia Stefana Żeromskiego, metropolią, którą można stawiać na równi z Londynem czy Nowym Jorkiem. Stolica to także symbol sukcesu, definiowanego poprzez mieszczańskie wartości. Zarówno zawodowego – praca w korporacji – jak i osobistego: założenie rodziny w rozumieniu heteronormatywnym. Co warto dodać to to, że w filmie pojawiają się niemalże sami „zasymilowani” mieszkańcy Warszawy i „wybawienie” dla Michała, żyjącego jak Casanova, przychodzi z jego klasowej bańki. W wielu produkcjach motyw miłości (w polskiej popkulturze prawie zawsze łączący się z założeniem rodziny) wykorzystywany jest do wprowadzenia postaci z „prowincji” i przyjęcia jej perspektywy przedstawiania Warszawy. Jak, na przykład, w TVN-owskim serialu Brzydula (2008–2009).
Do Warszawy z mapą w ręku przybywa mieszkająca w małym Rysiowie Ula Cieplak. Co ciekawe – absolwentka SGH, jak się później dowiadujemy. Staje naprzeciwko masywnego budynku pełnego szklanych elementów, od których odbija się oślepiające światło. Z biurowca właśnie wychodzi Marek Dobrzański – przyszły szef, a nawet partner Uli. W ramach ekspozycji, w której twórcy co chwilę mnożą kolejne atrybuty niemalże karykaturalnego wielkomiejskiego libertynizmu, Marek – ubrany w nonszalancko rozpiętą koszulę z poluzowanym krawatem – odjeżdża swoim czerwonym sportowym samochodem wraz z blond kochanką. Podobnie jak w Tylko mnie kochaj Warszawa w Brzyduli to przede wszystkim estetyczne biura, ekskluzywne restauracje i bogaci hedoniści. Oczywiście wszystko to podane jest w dość wygładzony sposób. Warszawa stanowi tu niejako scenerię dla kolejnej w popkulturze interpretacji historii o Kopciuszku, z prezesem korporacji w roli księcia i spotkaniami biznesowymi w roli balu. I, co ważne, to właśnie główna bohaterka przechodzi największą przemianę i to ona dostosowuje się do korporacyjnego lifestyle’u stolicy, a agresywna wielkomiejskość, reprezentowana przez Marka, zostaje co najwyżej przyhamowana.
Na przełomie dekad nurt nowobogacko-korporacyjny zaczął powoli zanikać, co było, rzecz jasna, reakcją na społeczne zmiany. Czym były spowodowane? Być może nasyceniem rynku? W końcu ile można kręcić produkcje o warszawskich korporacjach? Także rynkowe turbulencje z końca pierwszej dekady XXI w. na pewno zrobiły swoje. Wprawdzie nie dotknęły Polaków tak jak chociażby mieszkańców Stanów Zjednoczonych, lecz bez wątpienia zmieniły sposób myślenia o kapitalizmie. W dorosłość, a także na rynek pracy zaczęły wkraczać pierwsze roczniki urodzone po upadku PRL-u, z definicji kwestionujące ideały i dokonania generacji rodziców. Powoli, z macbookiem pod pachą i z awokado w ręku, do polskiej popkultury wkradali się… MILLENIALSI.

To miasto pachnie jak szlugi i kalafiory

Jeżeli formacją typową dla kapitalizmu była klasa średnia, to w przypadku współczesnego systemu, określanego przez niektórych socjologów późnym kapitalizmem, będzie nią prekariat. Grupa ta składa się z osób pracujących na podstawie elastycznych form zatrudnienia, w Polsce nazywanych potocznie umowami śmieciowymi. Prekariat definiowany jest poprzez niepewności: co do pracy, ubezpieczenia czy emerytury. I chyba nie ma bardziej reprezentatywnego utworu dla tej grupy od piosenki 6 zer Taco Hemingwaya, pochodzącej z jego drugiej polskojęzycznej epki, o jakże symbolicznym tytule Umowa o dzieło (2015).

W tym pokoleniu, na umowie-zleceniu
Nie gada się o przyszłości i ZUS-ie, ubezpieczeniu
(fragment 6 zer)

Zarówno Umowa o dzieło, jak i pierwszy polskojęzyczny album rapera – Trójkąt warszawski (2014) – opisują perypetie ludzi należących do nowego pokolenia warszawiaków – studentów i prekariuszy. Taco Hemingway oczywiście skupia się na tym, co robią w czasie wolnym. A co robią – głównie snują się po ulicach i modnych barach, zwykle w grupach, ale równie często samemu, niczym flanerzy. Warszawa ukazana jest na tych albumach jako miasto dość dekadenckie:

To miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
Dzieciaki krążą po mieście, by zgubić swoje upiory (…)
To miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
Dzieciaki tankują wódę, by upić swoje upiory
(fragment Szlugów i kalafiorów)

Jednocześnie w swojej dekadencji i hedonizmie stolica jest bardzo pociągająca. Wraz z podmiotem lirycznym zwiedzamy kolejne kawiarnie, kluby, no i klubokawiarnie, z placem Zbawiciela i Planem B na czele. ­Raper kontynuuje wycieczkę krajoznawczą po modnych miejscach Warszawy na albumie Szprycer (2017). Choć tutaj w miejsce pochmurnego, prekariackiego weltschmerzu pojawia się słoneczne, bohemiczne joie de vivre (nawet na okładce albumu pojawia się róż, w przeciwieństwie do szarości z Trójkąta…). Jeśli być hipsterem, to tylko w Warszawie.

Co się w tym WWA robibi? (sic)

Filmem, który niejako rymuje się ze wczesną twórczością Taco Hemingwaya, są Wszystkie nieprzespane noce (2016). Dzieło Michała Marczaka mogłoby być nawet filmową adaptacją albumów rapera. Ponownie trafiamy do takich miejsc jak Plan B czy Barka. A bohaterowie Marczaka – choć w tym przypadku trochę bardziej pretensjonalni i zblazowani – są bardzo podobni do postaci wykreowanych na albumach Taco Hemingwaya. Film ma bardzo ciekawy, quasi-dokumentalny sznyt. Wiele ujęć kręcono na rzeczywistych bądź subtelnie inscenizowanych w gronie znajomych imprezach. Dzieło Marczaka z jednej strony jest uniwersalnym filmem o młodości, a z drugiej przedstawieniem pewnej wizji Warszawy. Reżyser pokazuje idylliczne życie młodych warszawiaków – pełne zabaw i tytułowych nieprzespanych nocy. Jest to jednak wizja dość baśniowa – główny bohater wynajmuje mieszkanie naprzeciwko Pałacu Kultury i Nauki, nie ma żadnych obowiązków, a jego życie to właściwie ciągła impreza. Warszawa we Wszystkich nieprzespanych nocach jest metropolią bardzo kosmopolityczną i przedstawia punkt widzenia typowy dla grupy jednak względnie uprzywilejowanej i raczej liberalnej. Film właściwie nie opuszcza tej hipsterskiej bańki, choć trafia się kilka wyjątków.
Symboliczna jest scena, w której główny bohater idzie sam, pod prąd, wśród miejskiego ruchu, który zatrzymał się, aby upamiętnić 1 sierpnia, o godzinie 17, wybuch Powstania Warszawskiego. Można tu dostrzec niejako metaforę konserwatywnej kontrrewolucji, której przejawem w Polsce będzie wzrost popularności partii ­odwołujących się do poglądów narodowych, a za granicą – sukces Trumpa czy Brexitu. 1
Z tematem warszawskich hipsterów i życia nocnego po trosze łączy się motyw narkotyków. Najwyraźniej tutaj nie tylko najwięcej się kradnie, zarabia czy imprezuje, lecz także wciąga, połyka i wstrzykuje. W końcu od Taco Hemingwaya można się dowiedzieć, że w Warszawie wokoło lata koko, a od rapowego kolektywu Hewra, że wszyscy już są po molly. Z kolei codzienne życie warszawskich dealerów przedstawia najnowszy serial HBO – Ślepnąc od świateł (2018) – oparty na powieści Jakuba Żulczyka o tym samym tytule. Zatem, jakby ktoś nadal miał wątpliwości, gdzie w Polsce imprezy są najbardziej hedonistyczne, to może zaznajomić się z tymi dziełami.

Big Mac i Netflix

Po wielu latach na Netflixie wreszcie pojawił się pierwszy wyprodukowany w Polsce serial – 1983 (2018) – przedstawiający dystopijną wizję Polski (przede wszystkim oczywiście Warszawy). Można powiedzieć nieco żartobliwie i hiperbolicznie, że jego premiera była wydarzeniem porównywalnym z otwarciem pierwszej restauracji McDonald’s. 17 czerwca 1992 r., gdy tysiące warszawiaków ustawiło się w kolejce do położonej na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej restauracji, aby następnie zajadać się hamburgerami o smaku wolności i amerykańskości, w Polsce prawdziwie zaczął się kapitalizm (że tak pozwolę sobie sparafrazować słynne słowa Joanny Szczepkowskiej). Być może dreszczyk niepewności podczas oglądania czołówki serialu trudno porównać z oczekiwaniem na pierwszy kęs Big Maca. Oba wydarzenia łączy jednak to, że pokazują, w którym kierunku społecznie i kulturowo zmierza Polska
Ostatnie 30 lat to czas ogromnych zmian nad Wisłą i najlepiej widać to po Warszawie. Od strzelanin na ulicach na przełomie wieków po wyrastające szklane biurowce i postępującą kosmopolityzację, widoczną obecnie. I ciekawe jest przy tym obserwowanie polskiej popkultury, gdzie spotykają się wszystkie społeczne pragnienia, aspiracje i niepokoje. Często w nieoczywistych przykładach i (prawie) zawsze w stolicy.
Wydaje się, że w Warszawie jest najwięcej i najbardziej intensywnie. To tu przyjeżdża się, aby realizować marzenia i odnosić sukcesy. I może to być zarówno kontrolowanie całego miasta i zbieranie haraczu z każdego możliwego sklepu, praca na wysokim stanowisku w korporacji, jak i brylowanie na modnych imprezach w równie modnych klubokawiarniach. Bo gdzie indziej można się spełnić, jeśli nie w Warszawie… 0

No votes yet.
Please wait...