W spirali długu

Nadchodzi wiosna, powietrze robi się coraz cieplejsze. Dla 50 tys. lokatorów warszawskich mieszkań komunalnych i socjalnych, które pozbawione są centralnego ogrzewania, koniec sezonu grzewczego nie oznacza jednak końca kłopotów.

Fred Romero / CC

Autor: Marek Kawka

Ponad 17 tys., czyli jedna czwarta wszystkich lokali mieszkalnych będących do dyspozycji miasta pozbawionych jest centralnego ogrzewania (CO). Aż 80 proc. z nich jest wyposażonych w ogrzewanie elektryczne. Taka technologia generuje mniej zanieczyszczeń niż likwidowane od lat piece kaflowe na paliwa stałe (wę gile, drewno), ale ma jedną fatalną wadę – koszt. Zimą koszty ogrzewania prądem lokalu w nieocieplonym budynku mogą przekroczyć nawet tysiąc złotych miesięcznie. Kwota dodatku energetycznego należnego osobom najuboższym wynosi zaś od 11,35 do niecałych 19 zł miesięcznie (w zależności od liczebności gospodarstwa domowego). Na podstawie uchwały Rady Miasta z 14 grudnia 2017 r. istnieje możliwość tymczasowej, rocznej obniżki czynszu nawet do 80 proc., ale już nie redukcji rachunków za media, które dostarczane są przecież przez prywatne firmy. Lokatorów mieszkań komunalnych wpędza to w spiralę długu, która może zakończyć się tylko w jeden sposób – eksmisją, po której (przynajmniej w teorii) lokatorowi przysługuje mieszkanie socjalne. Po odstaniu swojego w kolejce po taki lokal, lokator oczywiście zadłuża się dalej, jako że prawie 40 proc. mieszkań socjalnych pozbawionych jest centralnego ogrzewania. Trudno więc się dziwić, że zaległości czynszowe warszawskich lokatorów wynoszą łącznie prawie 30 mln zł. Miasto proponuje spłatę zadłużenia w formie pracy społecznej oraz daje możliwość zapłaty części kwoty z góry, jednak są to rozwiązania realnie niedostępne dla osób często pracujących fizycznie kilkanaście godzin na dobę i nieposiadających żadnych oszczędności. Niektórzy uciekają się nawet do wysoko oprocentowanych pożyczek z parabanków, aby tylko uniknąć odcięcia prądu, który jest ich jedynym źródłem ciepła.

Chore domy

Montaż elektrycznego ogrzewania w starych budynkach powoduje także groźne przeciążenia instalacji, których nie projektowano z myślą o takim poborze prądu, jaki jest potrzebny do zapewnienia ciepła w mieszkaniach. Tylko w lutym tego roku paliły się instalacje w dwóch kamienicach przy ulicy Mińskiej. Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów (WSL) przeprowadziło badanie, według którego aż 3/4 lokatorów mieszkań komunalnych pozbawionych CO doświadczyło awarii instalacji w sezonie grzewczym. Wielu z ankietowanych wspominało o regularnym swądzie czy palących się przewodach na klatce schodowej. W niedogrzanych budynkach, pod przeciekającymi dachami rozwija się jeszcze jeden problem – grzyb. Badanie mykologiczne przeprowadzone na zlecenie WSL ujawniło na ścianach obecność grzybów powodujących choroby układu oddechowego, nerwowego, skóry, a nawet odmian silnie rakotwórczych. Problemy zdrowotne wzmaga fakt, że część lokatorów, nie będąc w stanie ogrzewać mieszkania elektrycznie, decyduje się na piecyki typu koza, które przy braku możliwości podłączenia do komina zatruwają powietrze w lokalu. Niektórzy wykorzystują nawet niebezpieczne w zamkniętych pomieszczeniach butle gazowe.

Jak mawiają lokatorzy: w Warszawie trzeba być bogatym, żeby być biednym.

Chłód, wilgoć i grzyb oprócz rujnowania zdrowia lokatorów powodują także niszczenie m.in. ubrań i mebli, co zmusza mieszkańców do ponoszenia większych wydatków. Jeśli dodamy do tego szokujące warunki sanitarne (kilkanaście tysięcy lokali, głównie na obu Pragach, nie ma bezpośredniego dostępu do WC ani łazienki), trudno się dziwić, że różnice w przewidywanej długości życia różnią się pomiędzy dzielnicami nawet o pięć lat.

A miasto na to…

Uchwalony pod koniec 2017 r. Wieloletni Plan Gospodarowania Zasobem Mieszkaniowym (WPGZM) na lata 2018–2022 dostrzega większość wymienionych problemów i określa standard lokalu, który powinien być osiągnięty w przyszłości. WPGZM zawiera plan prac, które miasto powinno wykonać do 2022 r., aby rozwiązać większość problemów i zbliżyć się do pożądanego standardu oraz oblicza roczne wydatki na te prace na poziomie 165 mln zł rocznie. W budżecie miasta na rok 2019 suma przeznaczona na remonty lokali komunalnych jest jednak wielokrotnie mniejsza. Również tempo budowy nowych domów nie zachwyca, a na lokal komunalny bądź socjalny czeka w Warszawie kilka tysięcy ludzi. Problem jeszcze podsyca fakt, że od lat zasób mieszkaniowy maleje, głównie za sprawą sprzedaży mieszkań komunalnych osobom, które w nich mieszkają (do 2014 r. można było przy takiej transakcji uzyskać bonifikatę, czyli obniżkę ceny mieszkania, czasem sięgającą nawet 90 proc.). Część budynków miasto było też zmuszone oddać spadkobiercom przedwojennych właścicieli. Roszczenia reprywatyzacyjne bywają również przyczyną nieremontowania budynków komunalnych, chociaż czasem władze dzielnic działają z przesadną wręcz ostrożnością: dopiero sześć lat po wykreśleniu z KRS-u bezprawnie zreaktywowanej spółki Zakłady Amunicyjne „Pocisk”, dzielnica Praga-Południe przestała uznawać jej roszczenia do kamienicy przy ul. Mińskiej 33, które rzekomo uniemożliwiały remont.

Za mało, za dużo

21 kwietnia tego roku wejdzie w życie ustawa, która pozwoli samorządom sprawdzać dochody lokatorów mieszkań komunalnych i podnosić czynsz tym, których stan materialny poprawił się od czasu podpisania umowy. W założeniu pozwoli to na większą kontrolę nad miejskimi lokalami i skróci kolejkę oczekujących. Kontrola będzie jednak dotyczyć tylko lokatorów, którzy dostaną mieszkanie po 21 kwietnia, gdyż mieszkania komunalne wynajmowane są na czas nieokreślony, a obowiązującej umowy najmu nie można jednostronnie zmienić. Lokatorzy, których będzie dotyczyć ustawa (również ci tymczasowo przekwaterowani na czas remontu, po którym będą musieli podpisać nową umowę), martwią się jednak, że nawet niewielkie przekroczenie kryterium dochodowego może zwiększyć czynsz do poziomu rynkowego. Kryterium, jak na warszawskie warunki, jest bardzo restrykcyjne. Żeby ubiegać się o mieszkanie komunalne osoba samotna może bowiem zarabiać maksymalnie 2054 zł miesięcznie, w większym gospodarstwie domowym próg wynosi zaś tylko 1494 zł na osobę.

Rozmawiając o trudnej sytuacji lokatorów, pamiętajmy, że nie jest to żadna patologia, jak lubią pisać komentujący w internecie, a ludzie wykonujący niskopłatne zawody, dzięki którym Warszawa może działać każdego dnia – sprzedawczynie w sklepach, listonosze, pracownicy żłobków i przedszkoli, konserwatorzy i sprzątaczki. Pomimo ciężkiej, codziennej pracy, rynek nieruchomości i miasto Warszawa skazują ich na życie w warunkach urągających ludzkiej godności i zagrażających życiu oraz zdrowiu.

Rating: 5.0. From 3 votes.
Please wait...