Śmierć awangardy czy reinterpretacja konwencji?

Farsa tragiczna Eugèna Ionesco w reżyserii Piotra Cieplaka nie jest ani tak tragiczna, ani tak śmieszna jak w oryginale. Nie atakuje też drapieżnie kondycji ludzkości i nie można jej nazwać awangardową. Reżyser na sztandarze wypisuje własne wartości, z którymi niekoniecznie zgodziłby się autor Krzeseł.

Nowy spektakl Piotra Cieplaka zdaje się wchodzić w polemikę z „tradycyjnym” teatrem absurdu. Reżyser decyduje się na interpretację ciepłą, momentami czułostkową, a nawet uwznioślającą codzienność, pełną miłości oraz troski. Końcowa scena samobójstwa bohaterów zostaje zinterpretowana nie jako klęska i potwierdzenie bezsensu życia, ale spokojne przejście na drugą stronę, mające w sobie wiele godności. Wydaje się to świadomą decyzją reżysera związaną z próbą pokazania, że życiu – nawet pozornie bezcelowemu – można nadać sens.
Sztuka została rozpisana na dwoje bohaterów: Starego i Starą. Reżyser usunął występującą w oryginalnym tekście postać Mówcy, dzięki czemu zacieśnił relację pozostałej dwójki, którą łączy wyjątkowa więź emocjonalna. Ewa Szykulska i Leon Charewicz bardzo przekonująco wcielają się w parę staruszków z długim małżeńskim stażem. Jest coś naprawdę urzekającego w ich wzajemnej trosce, trwaniu przy codziennych – trochę dziecinnych – rolach, grach powtarzanych każdego dnia głównie po to, by sprawić sobie nawzajem przyjemność. Pustka rytuałów i pojawiających się w monologach bohaterów kalk językowych zostaje wypełniona czułością i miłością, które nadają sens rzeczywistości. Okazuje się, że tak wzbogaceni everymeni pomimo swej groteskowości niekoniecznie muszą zasługiwać na szyderstwo i litość. Można im nawet pozazdrościć.
Oczywiście Stary i Stara to nie bohaterowie przez wielkie „B”. On tytułuje się marszałkiem dworu, chociaż jest zaledwie portierem. Ona rości sobie prawo do tego, by grać pierwsze skrzypce. Miewa huśtawki nastrojów, momentami zachowuje się jak dziecko. Dużo mówi i dynamicznie porusza się po scenie, ale jej cechy charakteru nie ujawniają się w sposób oczywisty. Jej obfite wysławianie się wnosi mniej niż zdania Starego. Zupełnie jakby kobieta słowami zabijała pustkę w sobie i wokół siebie. Wciąż wyrzuca mężowi, że mógł być wielkim człowiekiem i poprzez wyolbrzymianie jego potencjału próbuje dowartościować siebie samą.
Bohaterowie, trochę na przekór klasykom teatru absurdu (chociaż obecnie Krzesła także się do tej grupy zaliczają), łamią niektóre znane klisze. Staruszkowie czekają na gości i się ich doczekują (ich Godot nadchodzi nadzwyczaj tłumnie w postaci wielu osób, które widzą tylko bohaterowie). Para powtarza część czynności, ale nie zatacza błędnego koła – sztuka wyraźnie zmierza ku zamknięciu, po którym nie może być żadnej kontynuacji w życiu doczesnym bohaterów.
Cieplak korzysta z teatru absurdu – trudno zresztą byłoby mu się od niego odżegnać, skoro sięga po klasykę tego nurtu. Jednocześnie jednak podkreśla odrębność swojej realizacji Krzeseł oraz własnego przesłania, które zostało zaprawione wyraźną nutą optymizmu ku pokrzepieniu serc. Ma to być odtrutką na współczesny cynizm i w pewnej mierze spełnia swoje zadanie.
Chociaż bohater, aspirujący do roli Jungowskiego Starego Mędrca, nie wygłasza zamierzonego głębokiego przesłania, to zastępuje je czymś bardzo przeciętnym, namacalnym i tylko pozornie banalnym. Receptą na cierpienia ludzkości stają się klopsiki żony oraz biszkopt. Nie jest to jednak deklaracja nihilizmu, ale dowartościowanie „dobrej” codzienności – z jej powtarzalnymi rytuałami, pełnymi pozytywnych, chociaż nierzadko ujawnianych poprzez utyskiwanie, uczuć. Klopsiki i biszkopt, dzięki swej niedorzeczności, trawestują wielkie monologi i opakowują dość staroświeckie (ale wciąż aktualne) przesłanie we współczesną konwencję metafizyki codzienności.
Metafizyczną podszewkę podkreśla także symboliczna scenografia, składająca się z trzech okien oraz ustawionych między nimi w półkolu par drzwi. Tworzy ona przestrzeń uniwersalną, otwartą i zamkniętą zarazem. Bohaterowie żyją we własnym, ograniczonym mikroświecie, ale wokół nich mnożą się drogi wyjścia z niego. Do tej przestrzeni jest także bardzo łatwo wejść kolejnym fantazmatom bohaterów: niespełnionej miłości, przelotnemu flirtowi, ordynarnemu w obejściu generałowi czy wielkiemu cesarzowi Słońce. W wyobraźni bohaterów w ich małą przestrzeń wkracza cała ludzkość, która ma być audiencją podczas niezwykłej przemowy leczącej wszystkie troski. Widzowie tymczasem dostrzegają tylko puste krzesła, których podobno zaczyna brakować.
Niestety iluzja fizycznej obecności gości nie jest wiarygodnie utrzymywana. Aktorzy, prowadząc rozmowę z tymi samymi wyobrażeniami, nierzadko patrzą w trochę innym kierunku. Kiedy zwracają się do wyimaginowanych sylwetek, nieraz przechodzą przez „ciała” gości lub przenikają je dłońmi. Być może jest to zamiarem reżysera, ale ciekawszym i bardziej estetycznym zabiegiem byłoby chyba trzymanie się iluzji i przełamanie jej dopiero w kulminacyjnym momencie nadejścia Cesarza (gdy starzec na klęczkach rozsuwa blokujące drogę krzesła). Być może podczas kolejnych przedstawień niedociągnięcie to zostanie poprawione lub przynajmniej sceny będą zagrane konsekwentniej, tak by było wiadomo, że widz ogląda celowy zabieg autora, a nie efekt niedopracowania nowego spektaklu, powstałego na obchody 13-lecia Teatru Polonia.
Prawdopodobnie to właśnie z tej okazji wpleciono w sztukę tyle pozytywnych akcentów, próbując udowodnić, że zarówno życie, jak i teatr (w tym ten działający od 13 lat przy ulicy Marszałkowskiej), mają sens. Cieplak kontestuje tezy nihilizmu egzystencjalnego, a jednocześnie próbuje odświeżyć dla współczesnego odbiorcy teatr dawnej awangardy. Z góry chyba założył, że dla dzisiejszego widza nowatorskie rozwiązania sprzed prawie stulecia nie są już żadnym zaskoczeniem. Z awangardowości zatem zupełnie zrezygnował, a najsilniejsze nuty goryczy postanowił zagłuszyć posmakiem cukierków. Bohaterowie Krzeseł Cieplaka umierają w spokoju, pogodzeni z losem. Odrobina tragizmu została jednak zachowana. Każda z postaci skacze z okna osobno – po przeciwnych stronach sceny. Przed obliczem śmierci staje się bowiem samotnie. Wspólnie można tylko przygotować się do tego starcia.
Krzesła
reżyseria: Piotr Cieplak
premiera: 25 października 2018
Teatr Polonia

No votes yet.
Please wait...