W obronie intelektualistów

Uwielbiał Nowy Jork. Idealizował go poza wszelkie proporcje – „Manhattan”(1979)

Woody Allen to człowiek-ikona. Jego dorobek artystyczny obejmuje ponad pięćdziesiąt filmów, a charakterystyczny wygląd i poczucie humoru powodują, że nie trzeba go nikomu przedstawiać. Ruch #metoo koniec końców nie oszczędził jednak nawet jego i w listopadzie 2017 r. Allen został okryty niesławą. Niewiele wskazuje więc na to, żeby jakikolwiek jego film, czy to Rainy Day in New York (2017), czy jeszcze nowszy hiszpański projekt 83-letniego reżysera, doczekał się wielkiej światowej premiery. Dlatego warto przyjrzeć się jego starszym dziełom, bo chyba nikt nie oddał intelektualnego charakteru Nowego Jorku tak jak on.

Kawiarnia egzystencjalistów

Doskonałym przykładem jest Annie Hall (1977) – film opowiadający historię nieudanego związku dwóch nowojorskich intelektualistów, nagrodzony aż czterema nagrodami Akademii i do dziś uważany za jedno z najistotniejszych dzieł Allena. Doceniany często za nowatorską pierwszoosobową narrację czy zobrazowanie kultury popularnej lat 70., pod wieloma względami jest przede wszystkim laurką dla egzystencjalizmu – filozofii stanowiącej nieodzowny element życia intelektualnego miasta w tamtym czasie.
W latach 70. egzystencjalizm nie był żadną nowością – jego korzeni upatruje się już w XIX-wiecznych pismach Sorena Kierkegaarda, a czasami nawet u Sokratesa. Jednak dopiero lata 50. XX w., za sprawą francuskich myślicieli takich jak Jean Paul Sartre, Albert Camus czy Simone de Beauvoir, przyniosły egzystencjalizmowi ogromną popularność, a co za tym idzie – obecność w kulturze masowej. Sam Allen zwykł żartować, że uczęszczał na kurs filozofii egzystencjalnej na Uniwersytecie Nowojorskim (w rzeczywistości nie ukończył żadnych studiów).
W monologu otwierającym Annie Hall główny bohater, Alvy Singer, w sposób typowy dla postaci granych przez reżysera, stwierdza, że życie jest pełne nieszczęścia, samotności i cierpienia – i do tego kończy się o wiele za wcześnie. Słowa te doskonale rezonują z myślą filozoficzną Sartre’a czy Camusa, dla których życie było niczym więcej niż absurdalnym cierpieniem. Alvy żyje w ciągłym, nieokreślonym lęku, ma dziwną obsesję na punkcie śmierci i koncentruje się głównie na sobie. W retrospekcji, w której ukazana została ciekawość seksualna, jaką przejawiał, kiedy miał 6 lat, przywołany jest Zygmunt Freud i nie da się wykluczyć, że postać Allena cierpi na syndrom Edypa. Temu zaś reżyser w całości poświęca swój segment Nowojorskich Opowieści – Zagładę Edypa (1989). Sam egzystencjalizm jest zresztą explicite wspomniany w filmie, w scenie, w której Alvy oskarża Annie o romans z prowadzącym zajęcia z egzystencjalnych motywów w literaturze rosyjskiej, je same określa mianem intelektualnej masturbacji. Annie stwierdza natomiast, że jest on wyspą sam w sobie – osamotniony w świecie pełnym okrucieństwa i absurdu, co również świetnie koresponduje z pismami egzystencjalistów. Przeistoczenie słynnych słów Johna ­Donne’a żaden człowiek nie jest samoistną wyspą jest zresztą symptomatyczne dla XX-wiecznej myśli twórczej, czego przykładem są też słowa Zbigniewa Herberta żyjemy na archipelagach z wiersza Tren Fortynbrasa (1961).
Wątki egzystencjalne pojawiają się także w wielu późniejszych filmach Allena, w tym w Nieracjonalnym mężczyźnie (2015), którego tytuł jest zresztą zapożyczony z popularnej w latach 50. i 60. książki Williama Barreta. Pisarz wiąże w niej doświadczenie Żydów z tym egzystencjalnym, twierdząc, że są one nierozerwalnie związane.

Etyka protestancka

Alvy z Annie Hall, tak samo jak Allen, pochodzi ze stereotypowej żydowskiej rodziny. Tak jak francuscy egzystencjaliści nie wierzy jednak w Boga czy życie bez śmierci. W dodatku był w wielu związkach, a swoją byłą żonę opisuje jako uosobienie archetypu liberalnej Żydówki intelektualistki. Sam Alvy twierdzi, że nienawidzi pseudointelektualistów. Jego stanowisko ukazane zostało w scenie, w której śmieje się z mężczyzny stojącego za nim w kolejce w kinie, ironizując, że ten poznał swoją partnerkę poprzez anons towarzyski w „New York Review of Books”. Sam natomiast nie jest lepszy, jest dramatopisarzem, choć od dawna nie umie ukończyć sztuki i otacza się niemalże samymi przedstawicielami tzw. WASP-ów, czyli white anglosaxan protestants – dominującej w Stanach grupy etniczno-religijnej. Reżyser w wielu filmach koncentruje się właśnie na tej społeczności [Mężowie i żony (1992) czy Hannah i jej siostry (1986)], ukazując zawiłość międzyludzkich relacji. Zazwyczaj przedstawia ich jako grupę uprzywilejowaną, obojętną na problemy i nierówności charakterystyczne dla amerykańskiego społeczeństwa, a czasem wręcz gotową zabić, by obronić swe dobre imię. Nie inaczej jest w Annie Hall, gdzie najważniejsze są powierzchowne rozmowy o kulturze i poszukiwanie sensu życia – cokolwiek nie kryłoby się za tym efemerycznym pojęciem.

W żydowskiej rodzinie

Semickie pochodzenie odcisnęło znaczące piętno na twórczości reżysera, a wątki żydowskie są istotnym elementem niemal każdego jego filmu – od postaci nadopiekuńczej matki (Zagłada Edypa) poprzez obecność żydowskich świąt (Złote czasy radia) aż po figurę schlemiela. Ten termin, pochodzący z jidysz, oznacza nieudacznika, ofermę, który jest też częstym bohaterem żydowskich żartów. W filmach Allena bohaterów o rysach schlemiela można liczyć na pęczki – mianem tym można bowiem określić niemal każdego bohatera granego przez reżysera, czy to wspomnianego już Alvy’ego, Isaaca z Manhattanu, czy Harry’ego z Przejrzeć Harry’ego (1997). Są oni zawsze nieporadni w relacjach z kobietami, lekko zagubieni, a ich największą zaletą jest poczucie humoru – to samo, które obecnie określa się mianem allenowskiego.

Cień polityki

Podczas gdy większość filmów reżysera klasyfikuje się jako komedie romantyczne, warto pamiętać, że eksperymentował on z najróżniejszymi gatunkami – od science fiction – Zelig (1983) – przez reinterpretacje Szekspira – Seks nocy letniej (1982), dramat – Blue Jasmine (2013), Wnętrza (1978) – aż po musicial – Wszyscy mówią: kocham cię (1996). Jego scenariusze rzadko dotykają tematów politycznych, chyba że w wymiarze żartu, a w zamian koncentrują się raczej na próżności i cyniczności amerykańskich elit. Choć istnieje wyjątek od tej reguły – Bananowy Czubek (1971). Komedia ta, zbliżona w swojej stylistyce do o wiele nowszych filmów Sashy Barona Cohena, świetnie ukazuje mechanizmy rządzące wojskowymi przewrotami. W fikcyjnym państwie San Marcos zostaje obalony dyktator, jednak nowa, wojskowa władza nie okazuje się wcale lepsza i to właśnie postać Allena, która znalazła się w tym państwie zupełnie przypadkowo, musi doprowadzić do kolejnej zmiany rządów. Reżyser wyśmiewa przy okazji amerykańską politykę zagraniczną tamtych czasów, a także imperializm Stanów Zjednoczonych wobec tzw. bananowych republik. Tym samym udało mu się stworzyć niestarzejącą się polityczną satyrę.

Skandal goni skandal

Życie prywatne reżysera zawsze było przedmiotem wielu plotek. Allen ma za sobą między innymi małżeństwo z Louise Lasser (Jak się masz koteczku?; Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie…), głośny związek z Diane Keaton (grającą tytułową postać w Annie Hall) czy Mią Farrow (Hannah i jej siostry, Alicja). Obecnie związany jest z adoptowaną córką tej ostatniej – Soon Yi Previn – którą wychowywał. Ponadto od lat jego inna adoptowana córka Dylan Farrow oskarża go o przemoc na tle seksualnym, której miała doświadczać w młodości. Prawnicy reżysera próbują winą za te zeznania obarczyć matkę kobiety, która miałaby rzekomo manipulować dzieckiem. Biologiczny syn Allena oraz Farrow, Ronan, który zresztą prowadził dziennikarskie śledztwo w sprawie Harveya Weinsteina, staje jednak po stronie siostry.
Również w filmach Allen często przedstawia związki starszych mężczyzn z młodymi kobietami. W Jej wysokość Afrodyta głównego bohatera i graną przez Mirę Sorvino postać dzielą 32 lata, w Manhattanie Allen jako 42-latek uwodzi 16-latkę graną przez Mariel Hemingway. Ta druga aktorka już w 2015 r. udzieliła wywiadu, w którym twierdzi, że reżyser próbował ją uwieść także poza ekranem. A Rainy Day in New York (2017) spotkał się z falą krytyki po tym, jak do mediów wypłynęła informacja, że w filmie zawarta ma być scena seksu z 15-latką. Nie dziwi więc, że obecnie coraz więcej gwiazd odwraca się od niegdyś uwielbianego reżysera, a aktorzy grający w A Rainy Day…, tacy jak Timothée Chalamet czy Selena Gomez przekazali swoje gaże na rzecz fundacji Time’s Up, której celem statutowym jest wspieranie finansowe ofiar przemocy seksualnej, chcącym wytoczyć proces oprawcom.
Allen jest więc na pewno reżyserem, który zrewolucjonizował kino, a głównym, i często wręcz jedynym, bohaterem swoich filmów uczynił Nowy Jork i jego neurotycznych mieszkańców. Podobnie jak innych artystów oskarżanych o przestępstwa na tle seksualnym, takich jak Michael Jackson czy Kevin Spacey, nie da się go po prostu wymazać z historii. Cytując przywoływany w tym artykule Manhattan (1979) – Nowy Jork był jego miastem i zawsze będzie. Jednak nawet on nie jest nietykalny i być może oddolny bojkot jego nowych produkcji, a w konsekwencji słabe wyniki finansowe spowodują, że nie będzie już mógł tworzyć nowych filmów, co dla tak płodnego artysty, który sam siebie określa mianem pracoholika, będzie rodzajem kary. 0

 

Tekst: Hanna Sokolska

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...