Kobiety i ryby głosu nie mają

Wyobraźmy sobie świat, w którym kobiety mogą wypowiedzieć jedynie 100 słów dziennie. Jak mogłoby do tego dojść? Jak wyglądałoby wtedy życie codzienne? Taką dystopijną wersję rzeczywistości opisuje Christina Dalcher w swojej nowej książce Vox.
Już na początku powieści można zauważyć, że autorka inspirowała się współczesnymi wydarzeniami i problemami Stanów Zjednoczonych, skąd pochodzi zarówno ona, jak i główna bohaterka powieści. Akcja usytuowana jest we względnie niedalekiej przyszłości – po wybudowaniu muru na granicy USA z Meksykiem, które to działanie zapowiada prezydent Trump. Książka zwraca uwagę odbiorcy na problemy polityczno-społeczne i rosnącą popularność postaw konserwatywnych na Zachodzie. Powieść jest mocno stronnicza wobec opisywanych w niej wydarzeń, więc sięgając po tę pozycję, trzeba przygotować się na zdecydowany feministyczny klimat.
Christina Dalcher dzieli opowieść na wiele krótkich rozdziałów, co może podobać się osobom zabieganym, które często przerywają czytanie – dzięki temu zdecydowanie łatwiej jest wrócić do lektury.
Zaletą tej powieści jest kreacja głównej postaci, będącej narratorką. Bohaterka jest mało zaangażowaną w sprawy polityczne neurolingwistką. Wykształcenie w tej dziedzinie pozwala autorce na wprowadzenie do książki licznych przemyśleń dotyczących problemów z ograniczeniami w wypowiadaniu się. Osobom mniej zainteresowanym polityką łatwiej jest utożsamić się z główną postacią, inni docenią pozostałe aspekty utworu. Pisarka wprowadza postać politycznej aktywistki, której wypowiedzi są często przytaczane i komentowane przez narratorkę.
Tym, co rzuca się w oczy podczas czytania Vox, jest wyjątkowa kompozycja tekstu. Co pewien czas pojawiają się fragmenty, które opowiadają o wydarzeniach poprzedzających czas akcji utworu lub opisy sytuacji i wypowiedzi wymyślonych przez główną postać. Przypomina to sceny filmowe, które przedstawiają pewną sytuację jako realną, po czym okazuje się, że była ona tylko fantazją bohatera. Możliwe, że autorka próbowała naśladować zabiegi charakterystyczne dla współczesnej kinematografii. Jednak to, co świetnie sprawdza się w przekazie wizualnym, niekoniecznie jest skuteczne w utworze pisanym. Pojawiające się wstawki z przeszłości, nieopatrzone odpowiednim opisem i wytłumaczeniem, mogą mylić czytelnika. W błąd wprowadzają wypowiedzi i reakcje postaci, które dopiero po pewnym czasie okazują się jedynie wyobrażeniem głównej bohaterki. Zapewne Christina Dalcher próbowała w ten sposób budować dodatkowe napięcie, lecz nie osiągnęła tego efektu.
W powieści obrazującej trudne życie w dystopijnej rzeczywistości można szukać opisów przeżyć wewnętrznych postaci, które wzbogaciłyby treść utworu. Niestety nie można spodziewać się dobrze ukazanych emocji i uczuć. Powieść dostarcza nam wielu informacji na temat realiów świata przedstawionego i jego problemów, jednocześnie ograniczając przeżycia bohaterki do minimum. Pozostawia to wolne miejsce na przemyślenia czytelnika dotyczące tego, jak on czułby się w danej sytuacji, co mogło być celowym zabiegiem autorki. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że słabo skonstruowana mentalność bohaterki nie jest wcale przemyślanym zabiegiem, lecz wynika z niedostatecznej wiedzy pisarki na temat psychologii człowieka.
Dzieło amerykańskiej autorki zwraca uwagę na współczesne problemy Stanów Zjednoczonych, zmagających się z zagrożeniami, które mogą wiązać się ze wzrostem popularności konserwatyzmu. Ze względu na aktualną sytuację polityczną w Polsce lektura daje do myślenia również mieszkańcom naszego kraju. Mimo wad w konstrukcji narracji warto zwrócić uwagę na tę pozycję i zapoznać się z wizją dystopijnej przyszłości, w której kobieta spada w hierarchii społecznej. 0

Joanna Wąsowicz
ocena: 3/5

No votes yet.
Please wait...