Wywiad z Krystyną Prońko

W trakcie długiej rozmowy z legendą polskiej sceny jazzowo-soulowej porozmawialiśmy o tym, jak zmienia się branża muzyczna i pisanie piosenek oraz jak definiować twórczość.

MAGIEL: Co dla pani jest najważniejsze w muzyce?
KRYSTYNA PROŃKO: Emocje, proszę pana.

W momencie, w którym wchodziła pani do studia już z muzyką i dostawała pani tekst…
Ja nie dostawałam tekstów w studiu, wszystko dostawałam wcześniej.

O, w takim razie zapytam o to, jak wyglądał najczęściej proces pracy nad utworami. Moje wyobrażenie było takie, że pracują państwo w studiu.
Kiedyś w studiu wyłącznie się nagrywało, tam nie pracowałam nad tekstem, nad tym co i jak zaśpiewać, jak zaaranżować. Nie było na to czasu. Studio służyło do tego, żeby zarejestrować to, co przygotowało się znacznie wcześniej. Czasem proces przygotowawczy był bardzo długi. Natomiast współczesne wyobrażenie jest takie, jak pan właśnie mówi – że się wchodzi do studia, dostaje tekst i śpiewa. To jest błąd w założeniu.

Podobno nowocześnie tak się pracuje…
Nowocześnie? To jakoś kiepsko… Dlatego ta muzyka jest jaka jest. Jeśli tak faktycznie się pracuje, bo na pewno nie wszyscy w taki sposób działają. A w ogóle to nie ma reguł na tę pracę.

A jaka jest ta muzyka?
Moim zdaniem taka byle jaka.

O jakim rodzaju muzyki dokładnie pani teraz mówi?
O każdej. Mówię o muzyce z pomysłem, która ma dobre teksty, jest dopracowana w pomyśle i wykonaniu w każdym szczególe. Tego nie da się zrobić w studiu, bo studio powinno służyć, tak jak już wcześniej powiedziałam, do zarejestrowania tego, co się wymyśli gdzieś na próbie, w jakimś miejscu z kolegami albo samemu. Dopiero jak się to wymyśli, wypracuje i się nauczy…tak, tak, nauczy, co jest podstawową sprawą, to wchodzi się do studia.To jest ostatni etap, a nie pierwszy.

Ale żyjemy w czasach, w których hip-hop i muzyka elektroniczna są szczególnie popularne…
Myśli pan, że hip-hopowcy nie przygotowują się wcześniej?–

Oczywiście że tak, ale są również sesje studyjne, w których zbiera się producentów i od zera pisze się album.
To są bardzo bogaci. Ja nie mam prywatnego studia i płacę za wszystko. Nie stać mnie zatem na taką sytuację, żeby płacić za wynajem studia do takiej pracy.

Najpierw dostawała pani teksty…
Nie, nie dostawałam najpierw tekstów. Zazwyczaj otrzymywałam piosenkę w całości, ewentualnie najpierw muzykę, a potem zastanawialiśmy się wspólnie z kompozytorem, kto napisze tekst. U mnie prawie zawsze pierwszym elementem układanki była muzyka.

Czy było tak, że podczas pracy nad poszczególnymi utworami szukali państwo konkretnych twórców tekstów?
Tak. I nigdy nie było tak, że wszystko pisali wszyscy, tylko zawsze to był jeden człowiek. Szukaliśmy według klucza znajomych, którzy piszą teksty – myśleliśmy, czy ten zrobi to lepiej, tamten do innej melodii napisze lepszy tekst… Tak się pracowało i myślę, że w dużej części nadal tak się pracuje, tylko się o tym nie mówi. Ale to jest to, czego nie widać.

Czy często proces pisania piosenek jest długi?
Czasem bardzo, ale niekoniecznie, może być krótki, to zależy.

Czy ma pani wspomnienie utworu, który pojawił się momentalnie?
Podobnie jak większość moich kolegów, którzy pisali muzykę czy teksty, ja nie siedziałam i nie pisałam tego na bieżąco, tylko były gotowe melodie, albo rzadziej gotowy tekst. Ale jeśli chodzi o melodię mojej kompozycji, która powstała najszybciej, to była to melodia, która bez zmian po dodaniu tekstu przez Jacka Cygana stała się piosenką i ma tytuł Bożek gorzelny. Usiadłam, zaśpiewałam, zagrałam – to trwało tyle, ile pierwsza zwrotka piosenki z refrenem, całość raptem cztery minuty. Ale nad innymi pracowała zdecydowanie dłużej (śmiech). Tak wyszło. W moim pojęciu nie ma na to recepty. Komputerów wtedy nie było. Albo wyszło to z człowieka, albo nie było nic.

Poruszyła panie właśnie temat, o który też chciałem zapytać. Co pani sądzi o wykorzystaniu komputerów i nowoczesnych technologii w muzyce? W jednym z wywiadów wspomniała pani o tym że …maszyna zawsze będzie mieszała.
Są programy, które służą do komponowania. To one coś mieszają, prawda? Ja do komponowania nie używałabym komputera, bo to jest zwyczajnie nieuczciwe.

To znaczy?
Czy Mozart wymyśliłby i zapisałby swoje kompozycje, gdyby miał komputer do dyspozycji?

Mozart operował w taki sposób ze względu na technologię, którą miał dostępną.
Mozart operował własną głową i ręką, ołówkiem i gumką na papierze.

Ale nadal są ludzie, którzy dalej piszą muzykę klasyczną i korzystają z komputerów…
Ale to dotyczy nie tylko klasyki! To dotyczy również piosenek. Zależy, od czego się zaczyna, czy od jakiegoś bardzo krótkiego pomysłu, który się rozwija, czy od jakiejś długiej frazy. Wie pan, każdy pracuje indywidualnie, ale ja sobie nie wyobrażam, żebym wrzucała coś w program, który komponuje jakieś fragmenty cudzych kompozycji, które mi się podobają, żeby z tego robić nową piosenkę. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, a tak się dzieje. Czy to jest pana zdaniem uczciwe?

Uważam że to jest wnoszenie nowej wartości…
Nie, to nie jest nowa wartość. Bo ktoś, kto to robi, korzysta z cudzej twórczości.

Ale to nie jest tak, że kradnie pracę…
Ale ja nie powiedziałam że kradnie, tylko korzysta. Tylko co z prawami autorskimi tych ludzi, z czyich utworów się korzysta?

Zakładam sytuację, że prawa autorskie są uznawane podczas pobierania sampla.
No nie zawsze. Bo prawo autorskie aż tak szczegółowe nie jest. Moim zdaniem, jeśli ktoś wykorzystuje nawet krótki fragment utworu albo charakterystyczną frazę, dzięki której bardzo często utwór jest zapamiętywany, przy tworzeniu sampla to już nie jest jego kompozycja, tylko tej osoby, która tę frazę wymyśliła. To są cytaty w jakims innym opracowaniu. W opisie takiej sytuacji jako kompozytor powinna ukazać się ta osoba, która tę frazę wymyśliła…

Zgadzam się całkowicie.
…natomiast o kimś, kto to opracowuje, nawet nie można powiedzieć, że jest współtwórcą. To jest opracowanie.

Tu już się nie zgodzę. Przecież ta osoba dodaje od siebie przearanżowanie, własną wizję, efekty. Przyznam, że jako nastolatek kojarzyłem pani twórczość, zainteresowałem się nią natomiast bardziej w momencie, kiedy usłyszałem remiks pani piosenki Specjalne Okazje w wykonaniu Ptaków (Krystyna – przyp. red.)…
Ja znam ten remiks, to moja kompozycja z tekstem Andrzeja Mogielnickiego i ja się nie awanturuję, że ktoś coś tam wykorzystał, ale nie zawsze jest tak, że respektuje się prawa autorów. Podobnie zresztą w tej chwili jest z prawami wykonawców. Ktoś korzysta z wykonania po jakimś czasie, a ja jako wykonawca nie mam z tego nic.

To oczywiście jest nieuczciwe, tylko można teraz zadać pytanie, czy na przykład wzięcie progresji akordów z jednej piosenki i wykorzystanie w innej jest podobnym przypadkiem. Z sampla można wyciągnąć zupełnie inne emocje, których nie było oryginalnie w utworze.
Ale de facto gdyby ktoś nie wpadł na pomysł wykorzystania tej czy innej piosenki, to by tego opracowania nie było. To nie jest twórczość. Nie przerobi pan Papierowych ptaków na jakiś inny utwór o innych emocjach, w moim odczuciu tego nie da się zrobić, bo te emocje są tam tak bardzo w nutach zapisane, że jeśli pan to przyśpieszy albo zwolni, albo jakoś inaczej to zmieni, to wyjdzie po prostu karykatura tej piosenki.

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Czemu karykatura? To może być wzięcie drobnego fragmentu, nie całej frazy. Zresztą taki zabieg może być oddaniem hołdu innemu utworowi.
Można do tego w taki sposób podejść, ja nie mówię, że nie. Zupełnie pomijamy treść i emocje zapisane w tekście, ale dalej jest to opracowanie, to nie jest tak, że tworzy się coś od zera. A twórca wymyśla od zera. Albo ma to tak zwane natchnienie, albo go nie ma. Siedzi, kombinuje i sprawdza, czy to brzmi, czy nie.

Nie do końca tak jest. Jesteśmy tworem naszego otoczenia, tego, czego słuchamy, nie żyjemy w próżni, inspirujemy się rzeczami.
Ale to jest nieświadome. Nie mamy często świadomości, że z tych rzeczy korzystamy. Nikt na zdrowy rozum nie jest w stanie tego analizować. To byłoby dość męczące zajęcie.

Powiedziałbym, że wręcz bardzo męczące.
Więc to są wszystko inspiracje, bardzo często nieświadome i które później są, moim zdaniem, również bez naszej świadomości przetwarzane. Ja ze swojego doświadczenia słuchania różnych rzeczy i komponowania innych utworów bardzo często sprawdzałam, czy nieświadomie czegoś nie skopiowałam. A tak się zdarza.

No tak, tylko czy to jest coś złego?
To nie jest nic złego, tylko trzeba się do tego przyznać. Wokół jest tak dużo różnych rzeczy, które zapadają w pamięć, robią na nas wrażenie, że taka sytuacja może się zdarzyć. Mnie to się przydarzyło co prawda nie jako kompozytorce, tylko jako wykonawczyni, z jedną piosenką na spektakl dla dzieci. Pokazałam wzór brzmienia utworu koledze, który pisał wszystkie teksty tych piosenek, on się tak zakręcił, że po prostu kompletnie zerżnął jedną z piosenek, jeden do jednego, z tego, co mu pokazałam.

Wtedy jest to lekko niezręczna sytuacja.
No tak, tylko on nie zrobił tego świadomie. Gdzieś tam mu to zapadło w pamięć i koniec. Później trzeba było to odkręcać, bo to był poważny numer poważnego zespołu no i afera by się zrobiła. W każdym razie jakoś sytuację uratowaliśmy. No ale generalnie tak to działa.
Ja nie jestem przeciwko temu, że te rzeczy się dzieją, bo technologia na to pozwala. Tylko zastanówmy się, co zrobić, żeby był wilk syty i owca cała. Nie można pewnych rzeczy tak w całości po prostu zagarniać i mówić, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. A z kolei dla mnie to nie jest taki wielki rozwój. Dla mnie zawsze ważniejszy był sam człowiek niż maszyna, która gdzieś tam nam „pomaga”.

No tak, tylko właśnie to nie maszyna sama tworzy, tylko bardziej my mamy dostęp do technologii, która pomaga robić nam rzeczy, które wcześniej nie były możliwe.
No tak, nie były możliwe. Powiem panu, że żyję już dość długo i dość dużo rzeczy już wysłuchałam. W mojej głowie są tematy (w pełni rozwinięte linie melodyczne, które mają początek i zakończenie – przyp. red.) sprzed wielu lat, które pamiętam, nawet w niektórych przypadkach całe frazy tekstowe, natomiast nic mi nie zostaje w głowie z tego, co w tej chwili się dzieje, kompletnie nic. Ani tekst, ani muzyka.

Mówi pani teraz o konkretnych przykładach? Ciekawi mnie, jaką współczesną muzykę ma pani na myśli.
Mówię o piosenkach.

Popowych?
Tak, głównie popowych.

Tych granych w radiu?
Nie we wszystkich stacjach, ale w niektórych tak. Ale jest taka warszawska stacja Radio dla Ciebie, gdzie znajduję piosenki, które do mnie docierają, są o czymś, mają linię melodyczną, to nie są piosenki, które zostały stworzone przez maszyny. A te, które zostały stworzone przez maszyny, nawet pod nadzorem człowieka, mnie wpadają jednym uchem, a wypadają drugim.

Nie wiem, czy to jest kwestia „maszyn”, czy bardziej przemysłu muzycznego…
I tu jest właśnie błąd.

Jaki?
Błąd w założeniu, bo to nie jest przemysł, tylko twórczość. Jak zrobimy z tego przemysł, tak jak jest na zachodzie, to być może niektórzy się załapią i kupią piosenki czy utwory lub płyty, które mają wielką reklamę i które, być może w pierwszym momencie, zrobiły wrażenie, ale po dwóch latach nie będą nic z tego pamiętali.

W Polsce jest twórczość, ale nie ma przemysłu muzycznego?
W Polsce jest manufaktura. Zawsze była i nadal jest.

To znaczy?
Wie pan, czym się różni fabryka od manufaktury?

Wiem, ale jednocześnie mam wrażenie, że my doskakujemy do tych zachodnich modeli.
Nie, bo my nie mamy zasięgu światowego i nie będziemy mieli.

Ale model jest podobny, przecież w hip-hopie to już się praktycznie dzieje.
Niech mi pan pokaże polskiego hip-hopowca, który po polsku się przebił na rynek zachodni.

Nie mówię o przebiciu się na rynek, tylko o mechanizmach, które tam funkcjonują – te są zaciągnięte z zachodu. Być może w którymś momencie polski raper przebije się na zachód, ja jestem za tym żeby tak się stało, żeby promować polską kulturę.
Z naszym językiem się nie przebije, za mało ludzi mówi po polsku.

Język w tym momencie nie jest już taką barierą, przecież latynoski pop czy k-pop są bardzo popularne. Więc to się przebija.
Jeśli warstwa muzyczna, która niewątpliwie w hip-hopie istnieje, jest na tyle interesująca, że człowiek zawiesi na tym ucho. Bo nie zawsze jest tak, że to, co dzieje się w samym tekście, jest równie interesujące jak w muzyce. Czasem w muzyce jest więcej niż w tekście albo na odwrót. Hip-hop jest niejednorodny. A dobra piosenka powinna mieć wszystkie elementy równoważne. Oczywiście to jest bardzo trudne bez względu na to, czy się to zrobi z maszyną, czy z głową.

Bo dalej za tym stoi człowiek. Dla mnie to, że technologia umożliwia pojedynczej osobie nagranie całego utworu czy całej płyty samodzielnie jest bardzo ciekawe. Można wtedy poznać surowe emocje tej konkretnej osoby, bardziej się w to zagłębić.
Nie, bo to się zapętla. Ja kiedyś nagrywałam do własnych piosenek chórki i to już mi przeszkadzało, że to brzmi tak samo. Przeszkadzało mi to, że dodawałam kolejny element swojego brzmienia do tego, co powinno tworzyć jakiś konglomerat brzmień. Mnie to przeszkadza. W muzyce najważniejsze jest brzmienie. Hm, wcześniej powiedziałam, że emocje, emocje też. Może nawet w odwrotnej kolejności. Bo jeśli tego brzmienia nie będzie albo będzie ono w każdym numerze takie samo, to to będzie nudne jak jasna cholera.

I to jest zależne od komputera, że jest takie samo brzmienie?
Nie tylko, to zależy od człowieka. Tylko że tak jak pan z powodu hormonów nie przeskoczy tego, że jest pan facetem, maszyna nie wydobędzie z siebie żadnych emocji, nic poza tym, co może policzyć matematycznie. To są potworne ograniczenia, mózg ludzki, twórczość i pomysły są nieograniczone.

Ja bym powiedział, że z komputerem jest podobnie jak z gitarą – po prostu przedmiot, na którym można „zapisać” swoje pomysły.
Ale tylko zapisać.

No votes yet.
Please wait...