Drag, czyli ja razy tysiąc

Kim są osoby zajmujące się dragiem? Kim zechcą. Komikami, performerami, modelkami, dziwadłami z kosmosu. Moi czterej rozmówcy udowadniają, że w dragu nie chodzi tylko o założenie ubrań przeciwnej płci.

Dla Marty pytania o zaimki są w porządku. Zazwyczaj jednak, jeśli osoba jest przebrana, powinniśmy do niej mówić w rodzaju, jaki reprezentuje jej postać. Tak samo pytania, czy jest się osobą transseksualną, są w porządku. W przeciwieństwie do pytań o to, czy dana osoba ma piersi albo jakie ma genitalia. Żaden z moich rozmówców nie jest transpłciowy.
Sebastian: Pewnie, są osoby, które poprzez drag odkrywają swoją seksualność. Ale dla mnie pytanie, czy chcę być dziewczyną, bo robię drag, to jak spytać kogoś, kto przyszedł na przebieraną imprezę jako Batman, czy teraz na co dzień chce być Batmanem.
Staś: Drag to mogą być osoby transseksualne, ale nie muszą. Ale myślę, że w 80–90 proc. to jest performance, jak każde inne show, jak aktorzy na scenie. Ja czuję się super, będąc facetem, a to jest po prostu moja twórczość.

Sebastian/Shadylady

Sebastian potrzebuje około trzech godzin, żeby z drobnego chłopaka zmienić się w przebojową, bezkompromisową Shady. Tworzenie iluzji kobiecości nie jest łatwym zadaniem. Sebastian stosuje tzw. padding, za pomocą gąbki tapicerskiej nadaje swojej figurze kobiece kształty. Potrafi nad tą gąbką siedzieć parę godzin i wycinać. Potem czas na makijaż. Zaczyna od blokady brwi. Ponieważ męskie brwi są osadzone niżej niż damskie, trzeba je zakryć np. specjalnym klejem i wyrysować od nowa. Dodatkowo trzeba zakryć tzw. szare strefy, czyli te miejsca na brodzie, gdzie rośnie zarost. One i tak zazwyczaj prześwitują spod podkładu. Trzeba użyć koloru kontrastowego, czerwono-pomarańczowego i na niego położyć podkład – tłumaczy Sebastian. Podkłady to te używane przy produkcjach telewizyjnych, ciężkie i tłuste. Makijaż dragowy z bliska wygląda okropnie, bo ma prezentować się dobrze w światłach klubowych i z daleka. To ma być iluzja. Pytam o najtrudniejszy element metamorfozy. Znalezienie odpowiedniego kleju do peruk – odpowiada ze śmiechem. Sebastian wykonuje wszystkie te kroki, bo lubi być wiarygodny. Lubię, kiedy ludzie patrzą na mnie i zastanawiają się: dziewczyna czy nie dziewczyna?. Jako były tancerz nie ma problemu ze znalezieniem balansu, gdy chodzi na obcasach, ani z ułożeniem choreografii. Jego występy to połączenie lip syncu (śpiewania z playbacku), tańca, czasem komedii. Nie mogą być bardzo długie, bo pod warstwą makijażu, w peruce i stroju jest gorąco jak w saunie. Ale jako profesjonalista nigdy nie daje tego po sobie poznać.
Zaczęło się tak naprawdę od przebieranych imprez i zainteresowania RuPaul’s Drag Race, popularnym amerykańskim serialem typu talent show, w którym drag queens rywalizują, wykonując różne zadania, opierające się głównie na tańcu, komedii, modzie i śpiewie. Dla Sebastiana cały proces był bardzo naturalny, zawsze zbierał pochwały za przebrania, które tworzył. Zainteresowanie dragiem pojawiło się półtora roku temu, na scenie zaprezentował się zaledwie przed sześcioma miesiącami. Pierwszy jego profesjonalny występ był od razu skokiem na głęboką wodę – największy konkurs i festiwal drag queens w Polsce, czyli Kim Lee Drag Festiwal w klubie Galeria. Zajął pierwsze miejsce. Potem w Resorcie odbył się konkurs lip syncu. I kolejne zwycięstwo. Teraz kluby same się do niego zgłaszają.
Półtora miesiąca przed debiutem praktycznie co dwa dni ćwiczyłem make-up, przygotowywałem piosenki, siedziałem nad strojami – opowiada. Jednak pomimo tego, że ich wygląd różni się drastycznie, Shady i Sebastian nie są dwiema różnymi, odseparowanymi postaciami. Shady traktuję jako rozwinięcie, naturalną ewolucję Sebastiana. Moja osobowość się bardzo w dragu nie zmienia. To jest taki Sebastian na sterydach. Czym się różnią? Garderobą. Przyznaje, że lubi podwójne życie. Jak Bruce Wayne za dnia i Batman nocą, Sebastian balansuje pomiędzy pracą w korporacji a występami na scenie.

Inspiracja?

Marta: Otwarcie queerowi mężczyźni. Bo żyjemy w społeczeństwie, gdzie to, co kobiece, postrzegane jest jako gorsze, i mężczyzna, który decyduje się być w jakiś sposób kobiecy, jest wyśmiewany.
Staś: Piękne, mocne kobiety. Angelina Jolie to mój ideał kobiety od dzieciństwa. I to był ten moment, w którym zorientowałem się, że inaczej patrzę na kobiety, myślałem: „wow, jaka ona jest cudowna, chciałbym być taki jak ona”.

Marta/Max

Dla Marty drag jest jednym wielkim manifestem. Poczynając od imienia – Max Reagan-Thatcher. Max, bo to imię odpowiednie dla dziewczynek i chłopców. Nazwiska dwóch polityków działających na niekorzyść środowiska LGBT. Ronald Reagan, który zignorował w latach 80. epidemię wirusa HIV, i Margaret Thatcher, znana z antygejowskich przemówień. Chce, żeby za każdym razem, kiedy występuje na scenie, ta dwójka przewracała się w grobie. Na swój pierwszy występ wybrała piosenkę Not gay as in happy, punkowo-rockowy kawałek o byciu bezkompromisowym queerem, a nie ugrzecznionym, wygładzonym gejem. Wkurzają ją stereotypy, które powinny już dawno zniknąć. Chociażby powiązanie długości włosów z płcią czy orientacją. Drag jest dla niej polityczny, jest krzykiem. Mój drag to wyraz tzw. gender fucku. Bo chcę stworzyć nie iluzję mężczyzny, ale czegoś ponad binarnym podziałem. Bezkompromisowości, queerowości, nie binarności. Że można nie stać na jednym albo drugim krańcu i wciąż być pięknym i fascynującym. Dlatego, choć Marta jest drag kingiem, czyli kobietą przebierającą się za mężczyznę, to wcale nie zależy jej, żeby osoby widzące ją na ulicy myślały: „o, facet”. Nosi brodę, ale brokatową. Zasłania klatkę piersiową, stosując elastyczny pasek od rajstop, który zazwyczaj znajduje się na wysokości brzucha. I przestrzega, że najczęściej popełnianym błędem jest owijanie piersi bandażem, który tworzy niebezpieczny nacisk na żebra i płuca. Robi to, bo lubi chodzić z rozpiętą koszulą. Bo jako dziewczyna czuje, że nie może pokazać klatki piersiowej, kiedy u mężczyzn jest to akceptowalne.
Pierwszy występ Marty odbył się na Balu u Bożeny – jednej z cyklu imprez inspirowanych sceną ballroomową, która narodziła się w Ameryce lat 60. Afroamerykańscy i latynoscy przedstawiciele środowiska LGBT występowali na undergroundowych imprezach zwanych balami. Miały one formę konkursów z trofeami, na których oceniano umiejętności taneczne, kostiumy, wygląd i postawę uczestników. Te elementy składały się na tworzenie postaci w danej kategorii, np. inspirowanej cisgenderowymi (identyfikującymi się ze swoją płcią biologiczną), heteroseksualnymi mężczyznami. Uczestnicy mieli być autentyczni w tym co robią, ukazywać tzw. prawdziwość (realness). Przede wszystkim bale były miejscem, w którym osoby dyskryminowane na co dzień mogły w pełni wyrazić siebie. To tam narodził się voguing, taniec inspirowany pozami modelek z magazynu „Vogue” i egipskimi hieroglifami, a spopularyzowany przez teledysk Madonny do piosenki Vogue i dokument Paris is Burning. Na Balu u Bożeny są różne kategorie – wybiegowe, taneczne, drag lip sync. Wystąpić może każdy. Emocje? Niesamowite. Stres był straszny, ale po nałożeniu makijażu wchodzi całkiem inna osoba. Max przejął całkowitą kontrolę.
Marta przyznaje, że od kiedy pojawił się Max, stała się bardziej otwarta, bardziej bezpośrednia. Uważam, że każdy powinien spróbować dragu, bo to kompletnie otwiera oczy. Często zderzam się ze zdziwieniem, że namawiam ludzi do dragu. Że chcę, żeby na tej scenie było jeszcze ciaśniej. Ale dla mnie ważne jest, żeby nas było coraz więcej, żeby dragiem interesowały się nie tylko osoby queerowe, lecz także heteronormatywne. I nawet jeśli tego nie polubią, to dostrzegą w tym formę artystycznego wyrazu i zaczną szanować.

Staś/Chimera

Punkty zwrotne w życiu Stasia wyznaczają światowe metropolie. Najpierw był Nowy Jork. Miał wtedy 16 lat, pojechał na roczną wymianę. To było jeszcze zanim uświadomił sobie, że jest gejem. Na rodzinnej Ukrainie mieszkał w 5-tysięcznej wiosce, w której to słowo ani razu nie padło. Wiedział, że coś jest nie w porządku, że nie interesuje go to samo, co jego znajomych. Ale przez stereotypy, które istnieją na Ukrainie, tłumaczyłem sobie, że tak nie wolno, to jest nienaturalne, to jest złe. I jak pojechałem do Stanów i zobaczyłem, że tam to jest bardzo szeroko akceptowalne, to uświadomiłem sobie, że jestem, jaki jestem, i nie ma co ukrywać, chować się i oszukiwać siebie.
Według Stasia istnieją dwa typy drag queens: te, które zaczęły w Halloween, i te, które zaczęły na paradzie. Ja byłem tym, który zaczął w Halloween – twierdzi. Ale z dragiem pierwszy raz zetknął się w Paryżu. Z powodu strajków odwołali mu lot powrotny. Utknął w Paryżu na kolejne cztery dni, miał na koncie 20 euro. Znienawidził to miasto. Człowiek, u którego wynajmował pokój, zaproponował, żeby coś razem obejrzeli. Był drag queen, pracował w teatrze. Włączył RuPaul’s Drag Race. Pierwsza myśl? Co się dzieje, po ch*j ci faceci przebierają się za kobiety. Ale z każdą kolejną minutą show coraz bardziej mu się to podobało. Ostatniej nocy poszli na imprezę, gdzie spotkał prawdziwe drag queens. I ja na tę imprezę pierwszy raz założyłem spódnicę i przezroczystą bluzkę. Ja, stereotypowy męski gej z Ukrainy. I tam po raz pierwszy zobaczyłem drag queen, wielkie, przerysowane kobiety z superpoczuciem humoru.
I tak po powrocie narodziła się Chimera. Jak mityczny potwór, hybryda wielu zwierząt, tak Chimera jest połączeniem wielu twarzy Stasia. Dołączyły występy, wyjścia do ludzi. Poza dragiem nie chce mi się chodzić na imprezy. Jak jesteś drag queen, to jesteś po to, żeby ludzi bawić. Jesteś tam dla ludzi, musisz ich zabawiać, pobudzać atmosferę. I to naturalnie wychodzi w dragu. Prawdziwa drag queen umie zagadać, umie porozmawiać z ludźmi i umie wystąpić na scenie, ma na siebie pomysł i jakiś przekaz. Staś łączy drag i burleskę. Jak pierwszy raz zobaczyłem burleskę, to dla mnie to była esencja kobiecości. Przekazanie pozytywności ciała. Jednocześnie lubi klimaty androgeniczne, nie stosuje paddingu, nie nosi sztucznych paznokci ani piersi. Chimera łączy pierwiastek męski i żeński, nie jest kompletną iluzją kobiety. Co łączy wszystkie jego numery? W każdym kończy nago na scenie.

Czym jest dla ciebie drag?

Staś: Drag każdy interpretuje na swój sposób, i to jest w nim piękne. Nie ma reguł, nie ma granic. Możesz być, kim chcesz, to jest twoje pokazywanie swojego wnętrza, twoja ekspresja.
Paulina: Drag to jest po prostu przerysowanie.

Paulina/Black Diva

Czekając na Paulinę, przeglądałam jej zdjęcia na Instagramie, w obawie, że jej nie poznam. Niepotrzebnie. Pauliny nie da się przeoczyć. Ma długie czarne włosy i krótką grzywkę. Widać w jej fryzurze wpływy burleskowe – wcześniej była platynową blondynką. Na ustach nosi niebieską szminkę, na oczach kreski. Mówi spokojnie i pewnie. Odwagę w wyrażaniu siebie dał jej drag, choć poznała go stosunkowo niedawno. Pierwszą dragową imprezą Pauliny był Bal u Bożeny w Barze Studio. Nie wiedziała, czym jest ta kultura, nigdy wcześniej o niej nie słyszała. Przed wyjściem wyszukała na YouTubie hasło „makijaż dragowy”, spróbowała go odtworzyć. Po dotarciu na miejsce, przed klubem zobaczyła parę drag queens i zastanawiała się, o co chodzi – dwumetrowi mężczyźni przebrani za kobiety. Jednocześnie poczuła się głupio, bo dla niej to była impreza przebierana, wygłupy. A inni traktowali to na poważnie, jako pasję. Myślała, że osoby stojące na zewnątrz ją obgadują. Ale potem spotkała je w toalecie i okazało się że komplementowały jej makijaż. Jedną z tych osób była Chimera. Potem zobaczyła voguing i poczuła, że to jest to, co chciałaby robić, a drag to jest ten rodzaj performance’u, w którym chciałaby się wyrażać. Co jej się spodobało? Skrajność. Skrajna forma makijażu, kostiumów, przerysowana wersja kobiety. Dorastała w małym mieście, często słyszała, że wygląda karykaturalnie, że maluje się dziwnie. I zrozumiała, że drag to jest coś, czym się zajmowała, ale nie umiała tego nazwać. Skończyła liceum plastyczne, potem uczyła się fotografii. Ale wolała teoretyzować, oglądać to, co już zostało stworzone. Nie czuła, że ma jeszcze coś do przekazania. Potem pojawił się drag, który dał jej motywację do działania, sprawił, że chciała stworzyć coś własnymi rękami. Jej pierwszy występ to występ burleskowy, w Madame Q na 15 scenie otwartej. I tak powstała Black Diva.
Paulina wyróżnia się wśród innych drag queens. Po pierwsze, jest bio queen – dziewczyną która przebiera się za dziewczynę. Kiedy idzie na eventy, wszyscy się za nią oglądają, ale potem tracą zainteresowanie, kiedy orientują się, jakiej jest płci. Czuje się przytłoczona liczbą mężczyzn i mimo że chce być powyżej podziałami, to jednak je odczuwa. Ale jest bardziej widoczna i czuje się bezpieczna, nawet wybierając strój, który wiele odsłania. Widzi jednak, że coraz więcej dziewczyn zaczyna robić drag. Kobiety nie wiedziały, że mogą. Był taki moment, że musiały uświadomić sobie, że nie ma kodeksu, kto ma być drag queen. Po drugie, jest heteroseksualna. Po trzecie, jest wierząca. Inspirują ją postacie świętych, jednym z jej ulubionych looków jest ten na Czarną Madonnę. Ale nie przekracza granicy między śmiesznością a profanacją. Bo często widzi występy, które ją jako osobę wierzącą urażają. Przyznaje, że w środowisku, które domaga się akceptacji wszystkich innych, często tej akceptacji brakuje. Ja nie jestem żadną z literek w LGBT. I nie potrzebuję żadnych podziałów. Wspieram te osoby, trzymam się z nimi niezależnie od tego, co robią i czego nie robią, w co wierzą i nie wierzą. Żałuję, że to wspieranie się nie jest obopólne.
Jaka jest Black Diva? To bardzo mocno przerysowana kobieta. Utopijna wersja kobiety idealnej. Może być bardzo matczyna, opiekuńcza, ale też mocna, silna. Chociaż jednocześnie jako osoba nie ma jasno określonej płci, plasuje się gdzieś poza podziałami. Dla Pauliny drag ma wydźwięk terapeutyczny – jeśli brakowało jej odwagi, asertywności w prywatnym życiu, to Black Diva ma to wszystko przerysowane. Zaczęła głośniej, więcej mówić. Co łączy wszystkie jej numery? Zawierają elementy fetyszu, ostrość, boskość. Przewija się w nich ciało pozytywność, choć sama na początku nie zdawała sobie z tego sprawy. Myślałam, że to, że jestem gruba jest oczywiste, ale mówienie o tym nie musi być moim obowiązkiem – wspomina. Potem jednak uświadomiła sobie, że porusza tę kwestię poprzez swoje występy.

Polska scena

Na zachodzie drag coraz bardziej zyskuje na popularności, jest obecny w przestrzeni publicznej. Głównie za sprawą RuPaul’s Drag Race, który dla większości moich rozmówców był pierwszą stycznością z dragiem. Program ma bardzo pozytywny wpływ na to, jak drag jest postrzegany, dużo więcej osób się o nim dowiaduje, ma świadomość, że to się dzieje i nikomu krzywdy nie robi. Ale promuje tylko jeden rodzaj dragu. Kobiety robiące drag są całkowicie przemilczane, tak samo jak osoby transseksualne są traktowane z przymrużeniem oka – twierdzi Marta. W Polsce zainteresowanie mediów rośnie. Drag ma szansę, żeby wbić się w mainstream, choć nie jest to poziom Stanów Zjednoczonych. Staś wspomina o propozycji z Big Brothera, której w końcu nie przyjął. Uważa, że jak na razie większość ofert, jakie dostaje, to tanie produkcje, bo drag queens traktowane są jak clowni.
Według Pauliny za czasów jej pierwszych występów polska scena dragowa była bardziej trashowa, bardziej undergroundowa. Teraz powoli drag wchodzi na salony, zyskuje akceptację. To wciąż dość niewielkie środowisko, którego członkowie wspierają się nawzajem, choć niekiedy zamknięte. Według Divy wynika to z tego, że tak długo było piętnowane: Ludzie między sobą mocno konkurowali. A szkoda, bo działamy razem i gramy do jednej bramki. Teraz jest inaczej, scena zaczęła się rozwijać, ludzie zaczynają wymieniać się doświadczeniami. Obserwuje poczynania osób, które zwracały się do niej o rady i teraz same występują. Istnieje rywalizacja, bo pomimo niszowości i skondensowania to wciąż showbiznes – twierdzi Marta. Ale przyznaje, że dzięki dragowi poznała wiele osób, z którymi może skonsultować swoje pomysły na występy i z którymi czuje się po prostu dobrze, będąc sobą. Staś miał trudności z nawiązywaniem relacji, także przez to, że jest obcokrajowcem. Dzięki występom jedną z bliższych mu osób stała się Twoja Stara, która wśród moich rozmówców jest często wymieniana jako ważna postać polskiego dragu, osoba inspirująca i bardzo otwarta, przyjacielska w stosunku do debiutujących na scenie i wypowiadająca się głośno na tematy takie jak dyskryminacja kobiet w dragu.
Najważniejsze punkty na dragowej mapie Warszawy? Pogłos, gdzie co czwartek odbywa się drag bingo z Charlotte, która wykorzystuje tę okazję, aby zaprosić na występy początkujących performerów i performerki. Tam też odbywał się Whatever Queer Festival, kolejna cykliczna impreza. Bale u Bożeny, które odbywają się 1–2 razy do roku, w różnych miejscach. Madame Q, gdzie oprócz występów, m.in. burleskowych czy dragowych, odbywają się też warsztaty i panele dyskusyjne. Ale też Resort, Metropolis czy Bar Studio. W Polsce popularność zyskuje również poznański klub Punto Punto i ogólnie Poznań jako miejsce, gdzie drag queens jest relatywnie sporo.

Co ludzie powiedzą?

Rodzice Marty nie wiedzą o istnieniu Maxa. Jej bliżsi znajomi tak. Nie spotkała się z negatywnymi komentarzami, będąc w dragu, bardziej poza nim, dotyczącymi jej wyglądu niewpisującego się w kanon kobiecości. Raz usłyszałam, że jestem tak męska, że nawet gej by mnie nie chciał. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy bolało. Mama Sebastiana widziała peruki w jego mieszkaniu, więc zapewne się domyśla, siostra go wspiera. Znajomi Divy wiedzą, na zakończenie Akademii przyszła w końcu w dragu, poza tym zawsze się wyróżniała. Jej mama jakoś przywykła, ale Paulina ma zakaz mówienia o tym babci, ze znajomymi z rodzinnego miasta nie ma już kontaktu. Konto na Instagramie ustawiła jako prywatne. Chce w przyszłości utrzymywać się ze swoich występów, zostać showgirl. Ale drag to przede wszystkim bardzo osobista forma wyzwolenia. Przeistaczam siebie w twór, który jest mną, ale tysiąc razy bardziej.
Ostatnio o istnieniu Chimery dowiedziała się cała firma Stasia, ale to działa na zasadzie „don’t ask, don’t tell”. Temat krępuje jego współpracowników, nie jego samego. Na Facebooku raz ktoś mi napisał, że mnie zaj*bie. Ale ja na takie wpisy nie reaguję. A jak ktoś spróbuje mnie zabić, to dostanie obcasem po samo gardło. (śmiech) Mam też tradycję. Po każdej imprezie zachodzę do ­McDonald’sa, w dragu. Tam różnie bywa, zazwyczaj ludzie są pijani. I nauczyłem się z nimi gadać, oni śmieją się ze mnie, ja śmieję się z nich. I zero agresji. Wie też chłopak Stasia, chociaż musiał dojrzeć to tego, żeby w pełni wspierać to, co robi. Wciąż nie za dobrze odnajduje się w dragowym towarzystwie. Według Stasia jeśli chłopak chodzi w szpilkach, maluje się i rozbiera, to trudno jest mu znaleźć partnera, który to zaakceptuje.
Rodzina dowiedziała się półtora roku temu. Tego samego dnia powiedział matce, że jest gejem i drag queen. Na to pierwsze zareagowała bardzo negatywnie. A na drag pozytywnie. Mówiła: Wow, pokaż, sam to zrobiłeś? Ale ładnie!. Spodziewał się odwrotnej reakcji. Przez Instagrama zobaczyło go całe jego rodzinne miasto. U wszystkich był na językach. I była awantura, płacze, szlochy. Matka w panikę, bo ona tam mieszka całe życie, i co o nas ludzie powiedzą. Ale ja jej od dawna tłumaczę – co cię obchodzi co ludzie o tobie mówią?.

TEKST: ULA SZURKO

Rating: 5.0. From 4 votes.
Please wait...