Ale coaching to ty szanuj

Świat idzie do przodu, a pojęcia, które jeszcze do niedawna zarezerwowane były dla garstki wybranych, dzisiaj masowo wchodzą do naszej codzienności. O zmianach w postrzeganiu coachingu i substancji psychoaktywnych opowiedział nam coach i prezes SKN-u Progres – Jan Wardęszkiewicz.

Dwoje ludzi przy stoliku

Magiel: Nie będzie szczególnie kontrowersyjne stwierdzenie, że u znacznej części społeczeństwa słowo „coaching” wywołuje negatywne skojarzenia. Na ile wina leży tu po stronie coachingu, a na ile wynika ze złej sławy i uprzedzeń?

Jan Wardęszkiewicz: Powiedziałbym, że zajmujący się tym ludzie w dużej mierze sami sobie na to zapracowali. Trzeba pamiętać, że coaching jest bardzo jasno sprecyzowaną metodą wspierania rozwoju człowieka, polegająca w głównej mierze na indywidualnej pracy z klientem. Tymczasem ludziom kojarzy się on najczęściej z imprezami masowymi, propagandą sukcesu czy płytkimi radami, które nie mają szansy komukolwiek pomóc. Także wina leży też po stronie samych coachów, którzy mając możliwość występowania przed dużą publicznością, nie tłumaczą ludziom, na czym dokładnie polega ich zawód, nie wspominając już o nieetycznych działaniach marketingowych.

Z czym więc coaching powinien się kojarzyć?

Z pomaganiem drugiemu człowiekowi poprzez rozmowę o jego sytuacji. Przeciętna sesja coachingowa bazuje w głównej mierze na zadawaniu pytań. Przed wizytą klient posiada określone wyobrażenie rzeczywistości, które może być bardzo ograniczające. Zdarza się, że ludzie przychodzą do specjalisty z nieuświadomionymi przekonaniami typu: tylko ludzie pazerni negocjują, w dobrym związku nie ma konfliktów, odmawianie ludziom jest złe. W wyniku rozmowy z coachem przekonania te zostają zweryfikowane, a wyobrażenie klienta o rzeczywistości stają się poszerzone i uzupełnione. W skrócie można więc powiedzieć, że coaching to określony zestaw umiejętności, polegających na uważnym słuchaniu i zadawaniu celnych pytań.

W czym pomoc coacha będzie się różnić od pomocy przyjaciela, członka rodziny czy bliższego współpracownika?

Przede wszystkim tym, że coach nie jest emocjonalnie związany z klientem. Inaczej mówiąc, sesja kończy się w momencie, gdy jej czas dobiega końca, a relacja z kimś bliskim takich ograniczeń nie posiada. I tak jak z przyjacielem granica pomiędzy rozmawianiem o konkretach, a wspólnym spędzaniem czasu przy herbacie jest bardzo płynna, tak sesja coachingowama bardzo jasno zarysowane ramy i cel spotkania. Przykładowo, klient ma półtorej godziny na rozmowę o konkretnym problemie, a na kolejne spotkanie jest umówiony dopiero na dwa tygodnie później. Samo to sprawia, że motywacja, by maksymalnie wykorzystać ten czas i do kolejnej wizyty posunąć sprawy do przodu, jest znacznie większa. Ponadto niektórym osobom dzielenie się swoimiproblemami z bliskimi nie przychodzi wcale z łatwością. W takim przypadku wizyta u coacha może być dla nich świetnym rozwiązaniem.

Po jakim czasie gorszego samopoczucia uznać można, że pora wybrać się do specjalisty, i po czym rozpoznać, czy osobą, do której warto się zgłosić, jest coach czy psychoterapeuta?

Wydaje mi się, że jest to dobry moment na doprecyzowanie tych pojęć. Istnieje bardzo mała świadomość społeczna na temat tego, kim jest psycholog, co robi, i jaka jest różnica pomiędzy psychologiem, psychoterapeutą, psychiatrą czy coachem właśnie.

Generalnie założenie jest takie, że jeżeli ktoś czuje się dobrze, ale chciałby od życia więcej, to może wybrać się do coacha. Natomiast jeżeli towarzyszą mu w życiu przewlekłe stany depresyjne, lękowe, ma problemy ze spaniem czy motywacją, to wtedy wskazana jest psychoterapia.Jeśli zaś chodzi o czas, to najczęściej zakłada się, że jeżeli ktoś cierpi dłużej niż dwa tygodnie i nie może samporadzić sobie z problemem, to powinien poszukać fachowej pomocy. W takiej sytuacji warto wybrać się na konsultację do psychologa lub psychiatry. Być może wskazane będzie leczenie farmakologiczne (podłoże zaburzeń często jest czysto biologiczne), a może psychoterapia w zupełności wystarczy. W przypadku coachingu jest trochę inaczej, ponieważ nie zajmuje się on głębszymi problemami natury psychicznej, a raczej skupia się na rozwoju i poprawie jakości codziennego życia. Dlatego, wbrew temu, co można by sądzić, wiele osób korzysta z tych usług, nawet jeśli dobre samopoczucie im sprzyja, np. gdy poszukują konkretnych rozwiązań dotyczących codziennego funkcjonowania lub potrzebują nawet drobnego wsparcia w ułożeniu bardziej chaotycznych obszarów życia.

Zakładając, że ktoś zdecydował się na sięgnięcie po taką pomoc, gdzie powinien jej szukać? W jaki sposób można odróżnić kompetentnego coacha od kogoś, kto niekoniecznie będzie w stanie nam pomóc?

Sam proces wyboru może być bardzo złożony. Jako że nie potrzeba żadnych uprawnień do praktykowania coachingu, a kolorowy certyfikat można dostać już po trzynastu godzinach kursu internetowego, poziom kompetencji coachów jest różny. W takiej sytuacji warto spojrzeć na uprawnienia, które coach posiada, szczególnie pod kątem trzech głównych organizacji zrzeszających coachów: ICF, ICC i Izby Coachingu. Są to instytucje, które mają swój kodeks etyczny i proces certyfikacji, więc jeżeli ktoś ma akredytację jednej z nich, to – z dużym prawdopodobieństwem – będzie nam w stanie pomóc. Dodatkowo, wielu coachów zaprasza na bezpłatną sesję próbną, podczas której można się z nimi zapoznać, zobaczyć, jaki mają styl pracy i przekonać się, czy są to ludzie, których chcielibyśmy wpuścić do naszego życia. Warto też wspomnieć o tym, że wielu profesjonalistów funkcjonuje w świecie wirtualnym. Piszą artykuły, mają swoje kanały w serwisie YouTube i strony internetowe. Oznacza to, że jeszcze przed konsultacjami można sprawdzić, na ile taka osoba do nas przemawia i dzięki temu podjąć świadomą decyzję.

Jak wyglądał u ciebie proces wchodzenia na rynek? Czy jest to opłacalne?

O ile, jak już wspominałem, coachem można zostać bardzo łatwo, o tyle utrzymać się z tego jest w stanie niewiele osób. Sesje coachingowezwykle odbywają się tylko raz na dwa tygodnie, więc żeby móc się z tego utrzymać, trzeba przyjmować klientów codziennie na kilka sesji. Praktycznie rzecz biorąc – trzeba mieć naprawdę nieźle wyrobioną markę albo spore stawki, a to wszystko staje się problemem, gdy ludzie kojarzą coaching z czymś, czym właściwie nie jest. Ja przez pierwszy rok po skończeniu szkoły coachingu próbowałem zajmować się tylko tym, jednak na pewnym etapie zdałem sobie sprawę, że jest to zwyczajnie nieopłacalne. Poświęcałem wtedy bardzo dużo czasu na pisanie artykułów, wrzucanie filmów na YouTube’a i dokształcanie się. Ostatecznie wyszło na to, że w pewnym momencie zajmowałem się w ogromnej części tworzeniem własnej marki, a nie pracą coachingową. Od zawsze chciałem jednak pracować z ludźmi, a nie skupiać się wyłącznie na marketingu, więc bardzo mi to przeszkadzało. Dlatego w tym momencie coaching jest dla mnie tylko dodatkowym zajęciem.

Czy bazując na własnych doświadczeniach, masz jakieś rady dla osób zakładających swoją pierwszą działalność gospodarczą?

Przede wszystkim trzeba myśleć, mądrze podejmować decyzje i konsultować się z doświadczonymi ludźmi. Ja na początku kierowałem się wyłącznie intuicją i popełniłem przez to wiele błędów. Na przykład nie zbadałem odpowiednio rynku i swój pierwszy start-up nazwałem Coaching4students, co sugerowało, że jego grupę docelową stanowią studenci. Po pewnym czasie okazało się jednak, że prawie 90 proc. moich klientów to osoby, które już dawno skończyły studia…. Dochodziło do takich sytuacji, że po rozdaniu wizytówek ludzie pytali mnie, czy nawet nie będąc studentami, też mogą korzystać z moich usług. Także to bardzo ważne, by przed wybraniem nazwy firmy zastanowić się dobrze nad grupą docelową, bo później mogą wyniknąć z tego takie kwiatki. Poza tym, domyślam się, że dla wielu osób przy procesie zakładania własnej działalności bardzo zniechęcająca może być perspektywa konieczności samodzielnego poradzenia sobie ze wszystkimi sprawami formalnymi. W takiej sytuacji pomocą służą Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, które za określoną kwotę (w moim przypadku było to 300 zł miesięcznie) mogą zwolnić początkującego przedsiębiorcę z wielu żmudnych zadań księgowych i prawnych.

W ostatnim czasie coraz więcej osób próbuje radzić sobie z rzeczywistością przy pomocy nielegalnych używek i substancji psychoaktywnych. Co ciekawe, o wiele łatwiej jest zdobyć je z nielegalnego źródła, niż znaleźć w internecie obiektywne źródło informacji, które mogłoby skutecznie zniechęcić do korzystania z nich. Jak patrzy się na to zjawisko w środowisku ludzi związanych z psychologią?

Głównie przez pryzmat wiedzy psychologicznej, którą mamy na temat uzależnień. Każda substancja, która w jakiś sposób wpływa na samopoczucie czy możliwości człowieka i bez której nie jest on w stanie osiągnąć tego stanu z równą łatwością, z czasem uzależnia psychicznie. W dodatku, większość nielegalnych substancji nie jest przebadana klinicznie i nie znamy ich efektów ubocznych, szczególnie przy dłuższym okresie użytkowania. Z drugiej strony jeszcze do niedawna każdy narkotyk postrzegany był jako zło absolutne. Obecnie dostępne są już badania, które dotyczą stosowania tych substancji w terapiach psychologicznych. Świat się zmienia i można odnieść wrażenie, że na znacznie więcej rzeczy panuje obecnie przyzwolenie. Dlatego na dobrą sprawę nie wiadomo, co o tym myśleć. Z jednej strony być może ktoś zażywa substancje psychoaktywne sporadycznie, na imprezach, i wszystko kontroluje, nie zaniedbuje własnego życia. Z drugiej strony można się jednak zastanawiać, dlaczego w ogóle ktoś odczuwa taką potrzebę.Możliwe, że ma istotny problem, który mógłby rozwiązać inaczej – iść do psychoterapeuty, porozmawiać z przyjaciółmi czy właśnie zwrócić się do coacha. Metod radzenia sobie z rzeczywistością jest wiele. Używanie substancji psychoaktywnych wydaje się w takiej sytuacji – w lekkim chociaż stopniu – ucieczką przed problemami.

Nie wszystkie substancje psychoaktywne traktowane są jednak rekreacyjnie. Wiele osób wykorzystuje je jako coś w rodzaju pomocy w nauce czy radzeniu sobie z natłokiem pracy. Co może przemawiać przeciwko stosowaniu takich ułatwień?

Przede wszystkim pojawia się pytanie, czy ktoś korzysta z danego środka po zaleceniu lekarza, czy sam dobiera sobie rodzaj i dawkę. Jeżeli mowa o samodzielnym eksperymentowaniu, to istnieje ryzyko, że nieprzebadane klinicznie substancje mogą mieć niepożądane skutki uboczne. Dlatego jeśli ktoś ma problemy z niskim poziomem energii czy złym samopoczuciem, lepszym rozwiązaniem jest zainwestowanie czasu w zmianę stylu życia – zwiększenie aktywności sportowej, zadbanie o prawidłowy sen i zmianę nawyków żywieniowych. W sytuacji, w której zdecydujemy się jednak na wspomaganie farmakologiczne, o wiele rozsądniejsza będzie wizyta u psychiatry i powiedzenie, że ma się problemy z koncentracją czy utrzymaniem odpowiedniego poziomu energii w ciągu dnia. W takiej sytuacji może on nam przepisać leki, które nie tylko pomogą nam z naszymi problemami, lecz także zostały przebadane klinicznie. Nie wspominając już o tym, że podczas takiej konsultacji na światło dzienne mogą wyjść inne problemy zdrowotne – brak energii może być, przykładowo, związany z niedoczynnością tarczycy. Dlaczego zatem korzystać z substancji o nieznanych skutkach ubocznych, które pochodzą z czarnego źródła, skoro można wybrać się do lekarza i otrzymać pewną, rzetelną pomoc?

 

 

Jan Wardęszkiewicz – Prezes SKN-u Progres, coach, trener, project manager. Absolwent szkoły coachingu MLC, akredytowanej przez Izbę Coachingu. Prowadzi badania dotyczące zastosowania medytacji, nauczanej za pośrednictwem internetu u osób ze stanami depresyjnymi i lękowymi.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...