Dwa punkty widzenia

W górnym narożniku: szef działu Polityka i Gospodarka, student prawa i autorytet polityczno-moralny na miarę Jordana Petersona. W dolnym narożniku: redaktor portalu Music Is, miłośnik wszystkiego, co ma „post” w nazwie, chociaż listonoszem nie jest. Pośrodku: płyta, która położyła na łopatki obydwu.

Panie i Panowie, zapraszamy do podróży naszym statkiem. Na pokładzie Titanic Rising przywita Was pochodząca z innego wymiaru progresja na organach, prosimy jednak zbyt szybko nie odpływać, ponieważ zaraz na na ziemię (pokład?) sprowadzi nas głęboki kobiecy głos. Tak, dobrze widzicie, przy fortepianie siedzi sama Natalie Mering. Możecie również zauważyć, że z każdą zwrotką A Lot’s Gonna Change do wokalu dołączają kolejni instrumentaliści, tworząc swoistą symfoniczną psychodelę. Natomiast z samej warstwy tekstowej wymyka się niepohamowany optymizm, podparty jednak równie silnym współczuciem i doświadczeniem bólu.

W porządku, jesteście gotowi. Teraz proszę złapać się za burtę i wziąć głęboki wdech – schodzimy bowiem pod wodę. Wsłuchajmy się w oniryczny wstęp Andromedy i pozwólmy sobie na chwilę swobodnego unoszenia. Wstęp do kolejnego utworu Natalie (Everyday) może przyprowadzić na myśl pierwsze takty do I Will Survive Glorii Gaynor, co nie będzie całkowicie mylnym skojarzeniem. Podczas refrenu wychodzi na jaw coś na pozór nieoczywistego: jesteśmy świadkami musicalu. No bo jak inaczej możemy określić tę wspaniałą sekwencję składającą się na outro?

Czy słyszycie ten obejmujący ze wszystkich stron nautyczny ambient? To Titanic Rising. Właśnie przestaliśmy się zanurzać i rozpoczynamy naszą podróż na powierzchnię. Tymczasem Weyes Blood zmienia przebranie – w nowej aranżacji ciężko jest powiedzieć, czy przypomina raczej Kate Bush, czy może jednak Lanę Del Rey. W Movies wraca do nas jednocześnie gęsta atmosfera znajoma z wcześniejszej Andromedy. Po potężnym przejmującym przejściu jesteśmy już przy Mirror Forever, na którym Natalie przypomina, że oprócz odrobienia pracy domowej z baroque popu może też pochwalić się kunsztem lirycznym. Przy okazji Wild Time przypomnijmy, że na statku znajduje się część restauracyjna – po tym wykonaniu i tak niestety wiele państwo nie zapamiętają. Ot, inspirowany Julią Holter art popik, do którego odsłuchu zapraszamy jednak wszystkich warszawskich twórców millenialpopu siedzących w tylnych rzędach.

Powoli widać powierzchnię, dlatego posłuchajmy już tylko singer-songwriterskiego Picture Me Better, przy okazji raz jeszcze doceniając talent pisarski Natalie. Na pożegnanie podczas cumowania do brzegu załoga Titanica zaoferuje jeszcze odegranie smyczkowego Nearer to Thee. Zapraszamy ponownie!

Mateusz Skóra

Titanic Rising / Weyes Blood / Data: 5.04. 2019 / Wytwórnia: Sub Pop

Titanic Rising / Weyes Blood / Data: 5.04. 2019 / Wytwórnia: Sub Pop

Natalie Mering od młodzieńczych lat była „wodnym dzieckiem”, nie dziwne, więc, że płynący żywioł tak bardzo stymuluje jej twórczość. Już na poprzednim albumie woda zajmowała kluczowe miejsce w oprawie graficznej, a przy okazji Titanic Rising stała się nie tylko bohaterką niesamowitej okładki, ale również siłą spajającą cały koncept albumu.

Jest tak choćby dlatego, że dźwięki i aranżacje wszystkich utworów dosłownie „płyną”. Są tak zwiewne, eleganckie i przemyślane, że przypominają okręt dumnie przecinający płaską taflę oceanu. Złowieszcze syntezatory intra A Lot’s Gonna Change (do złudzenia przypominające trylogię berlińską Bowiego) dają dopiero przedsmak takiego wrażenia, ale już Andromeda całą swoją dramaturgią zachęca do stanięcia na środku pokoju i wymachiwania rękami niczym szalony dyrygent. Gitarowe ozdobniki mocno uwypuklają inspiracje latami siedemdziesiątymi, co zresztą niedziwne, gdyż staromodny sposób śpiewania Natalie również jest jakby żywcem wyjęty z dekady Fleetwood Mac. Takie wrażenie jeszcze bardziej podbija Everyday, z marszową partią klawiszową à la ABBA i mnóstwem bogatych dźwiękowych ornamentów.

Sercem całego albumu jest kompozycja Movies. Film, jako element kultury, odgrywa ważną rolę w zamyśle tej płyty. Sama Natalie twierdzi, że filmy, choć wpływają emocjonalnie na ludzi, nie zawsze wykorzystują tę własność do wyższych celów. Stąd też wziął się tytułowy Titanic, który w kontekście filmowym jest dla artystki głównie obrazem przegranego pojedynku industrializacji z naturą, a nie uniwersalną historią miłosną. Progresywna, dążąca do epickiego finału kompozycja Movies, przypomina strukturą właśnie film, a woda, tak ważna w teledysku, symbolizować ma podświadome poruszenie powstałe w wyniku obcowania z tą dziedziną sztuki.

Dzięki iście barokowemu bogactwu aranżacji Weyes Blood zdołała wznieść dwa poziomy wyżej płytę, która w innym przypadku byłaby „jedynie” przykładem dobrego piosenkopisarstwa. Trudno oderwać się od obcowania z albumem, który jest tak piękny i perfekcyjnie dopracowany, a jednocześnie czuć, że jego źródłem są setki godzin życiowych przemyśleń i towarzyszące im szczere emocje. Titanic co prawda zostanie na dnie, ale kto wie, czy Natalie nie wybudowała właśnie okrętu trwalszego i bardziej okazałego.

Jacek Wnorowski

Rating: 5.0. From 3 votes.
Please wait...