Altruiści żyją dłużej

Można przeczytać setki książek naukowych i obejrzeć dziesiątki filmów o pomaganiu. Nic nie uczy jednak tyle o byciu altruistą, ile praca polegająca na robieniu dobra.

Tekst: Karolina Bałdyga

freepik.com

Neuroekonomista William Harbaugh, wraz z kolegami z Uniwersytetu Stanu Oregon, rozdał ochotnikom po 100 dol. na wirtualnym koncie bankowym i rozpoczął monitorowanie pracy ich mózgów za pomocą tomografu. Uczestnicy eksperymentu zobaczyli, jak część ich pieniędzy zostaje przekazana w postaci obowiązkowego datku na rzecz fundacji charytatywnej. Później zapytano ich, czy chcą podarować jakąś część pozostałej kwoty także na inny, wybrany przez nich cel dobroczynny. Badania tomograficzne ujawniły, że podczas gdy badani widzieli, jak ich pieniądze przekazywane są potrzebującym, dwa ewolucyjnie stare obszary mózgu – jądro ogoniaste i jądro półleżące – były szczególnie aktywne. Sygnał wyraźnie wzrastał, gdy badani przekazywali pieniądze dobrowolnie.

Te dwa rejony mózgu aktywizują się, gdy zaspokajamy nasze podstawowe potrzeby: jemy coś smacznego albo słyszymy komplement. Sugeruje to istnienie bezpośredniego neurologicznego związku między pomaganiem innym a odczuwaniem szczęścia.

Nie każdy jednak ma możliwość finansowego wsparcia różnych organizacji dobroczynnych. Szczególnie młodzi ludzie, studiujący i rozpoczynający dopiero karierę zawodową, mogą nie być w stanie regularnie dzielić się częścią swoich zarobków. Rozwiązaniem jest wolontariat. Co prawda wymaga dużo większego poświęcenia, ale jest ono nieporównywalne z późniejszą satysfakcją.

Dobre uczynki gwarancją szczęścia?

Niezbitym dowodem na dobroczynny wpływ pomagania na pomagającego jest badanie, które przeprowadziła Sonja Lyubomirsky wraz z kolegami. Poprosiła grupę badanych, by przez sześć tygodni spełniali po pięć dobrych uczynków tygodniowo. Chodziło o proste rzeczy, takie jak napisanie listu z podziękowaniami, honorowe oddanie krwi albo pomoc komuś bliskiemu. Niektórzy uczestnicy robili po jednej dobrej rzeczy dziennie, inni spełniali wszystkie pięć uczynków jednego dnia. Pierwsi byli na koniec tylko nieco szczęśliwsi, za to drudzy, którzy dokonywali pięciu dobrych rzeczy naraz, byli szczęśliwsi aż o niewiarygodne 40 proc.

Najbardziej zapadła mi w pamięć reakcja pewnej starszej pani, która prosiła o pralkę. To były moje pierwsze święta, podczas których pomagałam w Szlachetnej Paczce. Na początku ciężko było mi uwierzyć, o co proszą ci ludzie. Artykuły gospodarstwa domowego, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania, detergenty, kosmetyki, codzienne rzeczy, o których nigdy nawet nie pomyślałam, że mogłabym się bez nich obyć, dla niektórych były luksusem, który chcieli dostać chociaż raz w roku. Kiedy weszłam do domu tej pani, zrozumiałam dlaczego o to proszą. Zobaczyłam prawdziwą biedę, taką, którą rzadko można ujrzeć chociażby w telewizji. Pomieszczenie bardziej przypominało zimną piwniczkę niż miejsce, w którym ktokolwiek może funkcjonować, a już na pewno nie 78-letnia staruszka. Kiedy wnieśliśmy jej pralkę oraz paczki, w których były ciepłe ubrania, kosmetyki i jedzenie, po jej policzkach płynęły łzy. Rzeczami, nad których wartością nigdy się nie zastanawiałam, odmieniliśmy tej kobiecie święta – mówi Zosia, studentka UW i wolontariuszka Szlachetnej Paczki.

Do decyzji o podjęciu wolontariatu w Hospicjum dla Dzieci dojrzewałem parę lat. Bałem się tego. Myślałem, że nie poradzę sobie z emocjami, odchodzeniem, pożegnaniami, które są nieodłączną częścią pracy w tym miejscu. Nie są to sceny pożegnań, które przeżywa się, gdy ktoś wyjeżdża do innego miasta. Żegnamy się, mając w perspektywie spotykanie się jedynie w myślach i wspomnieniach. Po czasie czuję, że dzięki tej pracy całkowicie zmieniło się moje patrzenie na świat i moją przyszłość. Przestałem się o wszystko tak bardzo martwić i niepokoić. Przykładam się do moich studiów, ale towarzyszy mi myśl, że kariera zawodowa to będzie tylko dodatek do całości życia. Najważniejsze są relacje z ludźmi i to, czy przeżyję swój czas wśród nich czy obok, skupiony na samorealizacji i własnym dorobku – opowiada Krystian, który od trzech lat jest wolontariuszem w Hospicjum dla Dzieci.

Zosia i Krystian zostali zapytani o to, czy zgodnie z wynikami eksperymentu Sonji Lyubomirsky czują się szczęśliwsi dzięki temu co robią. Oboje przyznali, że satysfakcja jest ogromna, a oni sami zyskują nie tylko poczucie szczęścia, lecz także nieporównywalnie istotniejszy od własnej satysfakcji bagaż wartościowych, życiowych doświadczeń.

Kolęda warszawska

Wigilia z Powstańcami Warszawskimi – nie sądziłam nigdy, że będę częścią takiego wydarzenia. Muzeum Powstania Warszawskiego dało mi tę możliwość. Wolontariat łączę ze studiami i pracą i tak, o dziwo wystarcza mi czasu na wszystko! – śmieje się Luiza. – Święta to szczególny czas. Powstańcy przyjeżdżają często z najdalszych zakątków Polski, tylko po to, aby móc podzielić się opłatkiem ze swoimi towarzyszami broni. W czasie wojny połączyła ich więź na całe życie, której nie da się w żaden sposób zerwać. My, wolontariusze, również zajmujemy szczególne miejsce w ich sercach i Powstańcy często to podkreślają. Kiedyś będę opowiadać swoim dzieciom o tym, jak wyglądały święta z bohaterami. Jak po policzkach płynęły łzy, kiedy śpiewaliśmy razem z nimi kolędę warszawską i słowa: „O, Matko, odłóż Dzień Narodzenia na inny czas, niechaj nie widzą oczy Stworzenia jak gnębią nas. Niechaj się rodzi Syn Najmilejszy wśród innych gwiazd, ale nie tutaj, nie w najsmutniejszym ze wszystkich miast”– dodaje, nie ukrywając wzruszenia, które towarzyszy temu wspomnieniu.

Doświadczenia Zosi, Krystiana i Luizy to tylko przykłady tego, jaki wolontariat można wybrać. Każdy powinien dostosować wybór do swojej osobowości i zainteresowań – to trzeba czuć i rozumieć. Normalne jest, że nie wszyscy młodzi ludzie, działając w fundacjach organizujących pomoc materialną, będą w stanie poradzić sobie z naznaczoną cierpieniem codziennością w Hospicjum lub patrzeniem na skrajną biedę. Jest wiele organizacji, w których można czynić i szerzyć dobro. Czasami działają one bliżej niż myślimy, na przykład… na naszej uczelni!

Tego nie nauczysz się na żadnym wykładzie

Studia to etap w życiu, podczas którego podejmujemy najwięcej decyzji związanych z naszą przyszłością. Powoli ją kształtujemy, rozwijamy się. To, czy skupimy się tylko na sobie, czy postanowimy dać trochę swojego czasu innym, może mieć ogromny wpływ na to, jakimi będziemy ludźmi. Patrząc na historie studentów-wolontariuszy, można zobaczyć, że pomoc innym daje im coś, czego nie nauczyliby się w żadnej szkole. Pozwala odkrywać siebie, wyzwala w nich radość i poczucie satysfakcji. Dokładnie tak, jak potwierdzają to naukowcy swoimi eksperymentami. Altruiści żyją dłużej, a na pewno pełniej!

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...