„Podcięte” skrzydła europejskiego futbolu

Wielkie pieniądze, jeszcze większe kontrowersje. Sukces projektu Red Bulla nie przeszedł bez echa, prowokując do stawiania pytań na temat przyszłości piłki nożnej.

Wikipedia Commons

Kiedy 5 maja 2017 r. RB Lipsk przypieczętował zdobycie wicemistrzostwa Niemiec efektownym zwycięstwem nad Herthą Berlin, w środowisku futbolowym rozgorzała dyskusja na temat wpływu wielkich korporacji na współczesną piłkę nożną. Zespół prowadzony przez kompanię Red Bull zdołał bowiem wspiąć się niemalże na sam szczyt niemieckiej piłki w przeciągu ośmiu lat od jego założenia. Czy działania austriackiego koncernu nieodwracalnie zmieniają sposób, w jaki postrzegamy futbol?

Narodziny giganta

Aby wprowadzić nowo powstały zespół w piłkarskie struktury, nie zaczynając przy tym od zera, należy wykupić licencję jednej z drużyn rywalizujących w interesujących nas rozgrywkach i liczyć się z protestami jej sympatyków. Warto przy tym pamiętać, że dużo łatwiej przeprowadzić taką operację z mniejszym klubem, z niższej klasy rozgrywkowej.

W 2005 r. Red Bull wkroczył do piłkarskiego świata, wprowadzając do austriackiej Bundesligi swojego przedstawiciela, drużynę Red Bull Salzburg. Poprzez wykupienie 100 proc. akcji Austrii Salzburg stał się kontynuatorem jej tradycji i historii – przynajmniej teoretycznie. W praktyce klub całkowicie odciął się od przeszłości, datując swoje powstanie na rok 2005, a nie 1933 (informacja ta widniała na oficjalnej stronie internetowej zespołu do momentu interwencji austriackiego związku piłki nożnej). Zmienione zostały również barwy klubowe oraz herb – z fioletowych na charakterystyczne dla koncernu czerwono-białe. Decyzja ta wiązała się oczywiście z wieloma protestami najwierniejszych kibiców Austrii, którzy niespełna rok później utworzyli klub reaktywujący tradycje i wartości zespołu.

Drużyna „czerwonych byków” absolutnie zdominowała ligę austriacką, zdobywając w ciągu czternastu sezonów dziesięć mistrzostw oraz cztery wicemistrzostwa kraju. Wprowadziła w świat wielkiego futbolu Sadio Mané, który wraz z Mohamedem Salahem oraz Roberto Firmino stanowi siłę jednej z najpotężniejszych ofensyw ostatniej dekady. Aktualnie zespół zaczyna zyskiwać realne znaczenie nie tylko na rodzimym gruncie. Norweski napastnik, syn byłego zawodnika Leeds czy Manchesteru City, Alf-Inge Hålanda – Erling – jest obecnie jednym z najgorętszych nazwisk na piłkarskiej karuzeli transferowej. Nic zresztą dziwnego – przewodzi tabeli strzelców Ligi Mistrzów, z siedmioma trafieniami po zaledwie czterech meczach [stan na 22.11.2019 – przyp. red.]. Błyszczy również Dominik Szoboszlai, a to przecież dopiero pierwsze poważne kroki drużyny z Austrii na europejskim gruncie. Należy podkreślić, że obaj zawodnicy są wciąż nastolatkami!

Niecały rok po utworzeniu klubu w Salzburgu Red Bull postanowił wykupić kolejny zespół – tym razem na niezwykle chłonnym i szybko rozwijającym się rynku amerykańskim. Ze względu na specyfikę ligi, jaką jest MLS (Major League Soccer – amerykańska liga piłkarska), w artykule przedstawiony zostanie jedynie rynek europejski, a pominięte brazylijskie oraz ghańskie eksperymenty potentata na rynku napojów energetycznych.

Rewolucja

Tu dochodzimy więc do punktu kulminacyjnego, którym jest utworzenie największego klubu z konsorcjum Red Bulla – niemieckiego Rasenballsport Leipzig, czyli RB Lipsk. Nazwa – w wolnym tłumaczeniu: „trawiasty sport Lipsk” – została niejako wymuszona przez regulacje istniejące w niemieckim futbolu, które zakazują umieszczania znaków towarowych w nazwach klubów. Wyjątkiem jest Bayer Leverkusen, który ze względu na ponadstuletnią tradycję oraz liczne zasługi dla niemieckiego futbolu nie musi wyzbywać się swoich powiązań z lokalnym potentatem farmaceutycznym.

Nauczeni doświadczeniem, włodarze firmy zdecydowali się wykupić prawa do gry w piątej lidze niemieckiej od SSV Markranstadt. Dzięki uzyskanym funduszom klub z małej miejscowości pod Lipskiem w krótkim czasie powrócił do regularnej gry na tym poziomie, startując od zera na nowej licencji. Była to więc sytuacja, w której, na swój sposób, oba zespoły zyskały.

Wybór Lipska nie był zresztą przypadkowy. Ponadpółmilionowe miasto, leżące na istnej piłkarskiej pustyni, z opustoszałym Zentralstadion (pozostałością po organizowanych przez Niemcy w 2006 r. mistrzostwach świata) stanowiło łakomy kąsek i oferowało odpowiednie warunki do rozwoju marki. W przeciągu siedmiu sezonów klub znalazł się w najwyższej klasie rozgrywkowej, co jest wydarzeniem bezprecedensowym. Swój debiutancki sezon w Bundeslidze zakończył zaś na drugim miejscu, zaskakując nawet najwierniejszych sympatyków. Jest to najlepszy rezultat debiutanta od sezonu 1997/98, w którym mistrzostwo Niemiec, jako beniaminek, zdobyło Kaiserslautern. Pozostaje zastanawiać się, czy za 20 lat skład drużyny z Lipska będzie wspominany z równą nostalgią…

Ewenement

W samej lidze niemieckiej funkcjonują dwa kluby oparte na potężnych przedsiębiorstwach: VFL Wolfsburg, kontrolowany przez lokalny koncern Volkswagen, oraz Bayer Leverkusen, związany ściśle z wpisaną w nazwę zespołu firmą farmaceutyczną. Dlaczego więc Red Bull został tak niechętnie przyjęty w środowisku niemieckiego futbolu? Powody są dwa – kapitał nie napłynął z lokalnej firmy, jak w przypadku dwóch wspomnianych wyżej zespołów, ponadto klub posiada jedynie dziesięcioletnią tradycję. Podobnie postrzegane byłoby również TSG
Hoffenheim, lecz pieniądze trafiły do popularnych „wieśniaków” z firmy założonej przez lokalnego przedsiębiorcę – Dietmara Hoppa.

Działania Red Bulla świadczą jednak o dużej dojrzałości przedsięwzięcia. Red Bull sprzedaje każdego roku ponad 6 mld puszek swojego napoju, generując przy tym zysk w wysokości ponad 500 mln euro. RB Lipsk w ciągu dziesięciu lat swojej działalności zanotowało jedynie 35 mln euro straty na rynku transferowym, kreując przy tym wartość klubu szacowaną na 544 mln euro. Klub z Salzburga wytworzył zaś na rynku transferowym zysk wynoszący 52 mln euro. Dla porównania – bilans Manchesteru City na rynku transferowym w ciągu ostatnich dziesięciu lat to ponad miliard euro straty. Kolosalna różnica. Co więcej, zarząd drużyny z Lipska wydaje na zarobki piłkarzy znacznie mniej od drużyn konkurujących w lidze z „czerwonymi bykami” (plasuje się w tej klasyfikacji na szóstym miejscu, przeznaczając na pensje niemal cztery razy mniej niż Bayern Monachium i dwa razy mniej od Borussii Dortmund).

Najważniejszym elementem zarządzania całą operacją jest ujednolicenie systemu szkolenia młodzieży, przekazywanie cennej wiedzy między klubami partnerskimi oraz świetnie rozwinięta sieć skautów. Wystarczy spojrzeć na najbardziej wartościowych graczy ekipy z Salzburga – sprowadzeni z Norwegii, Węgier, Japonii, Korei Południowej, Mali, Kamerunu czy Zambii zawodnicy tworzą jedną z najbardziej unikalnych mieszanek na świecie. Zespół ściśle współpracuje z Frédérikiem Kanouté, byłym zawodnikiem West Hamu oraz Sevilli, który posiada renomę jednego z największych specjalistów na rynku afrykańskim. Każdy transfer dokonywany na tym rynku jest pieczołowicie dopracowywany. Przedstawiciele klubu osobiście udają się do ojczyzny sprowadzanego zawodnika, aby poznać jego rodzinę oraz zobaczyć jego grę na żywo. Nowi gracze wprowadzani są do europejskiego futbolu poprzez bufor, jakim jest drugoligowe FC Liefering – klub partnerski zespołu z Salzburga. To wszystko składa się na wzorcowy wręcz system skautingu, który rok w rok dostarcza do giganta z Lipska niezwykle utalentowanych graczy. Aktualnie Dayot Upamecano, Amadou Haidara, Tyler Adams czy Peter Gulacsi, byli zawodnicy austriackiego potentata, świadczą o sile lipskich Die Bullen.

RB Lipsk, wspinając się po kolejnych szczeblach rozgrywek, prowadziło równie udaną politykę transferową – inwestowało fundusze w młodych graczy, którzy wzrastali razem z klubem. Przykładów znajdziemy mnóstwo. Od Yussufa Poulsena – kupionego w 2013 r. za 1,55 mln euro, po Lukasa Klostermanna – nabytego rok później za kwotę miliona euro. Obaj panowie są aktualnie warci łącznie 65 mln euro [wszystkie dane liczbowe opierają się na wycenach serwisu transfermarkt.com z dnia 22.11.2019 – przyp. red.].

Przyszłość

Od rozpoczęcia bieżącego sezonu drużynę z Lipska prowadzi Julian Nagelsmann – bez wątpienia jeden z najlepszych i najbardziej rewolucyjnych trenerów młodej generacji. Potrafi doskonale zarządzać zespołem, wprowadzając swoich podopiecznych na znacznie wyższy poziom, co udowodnił, prowadząc TSG Hoffenheim. Możliwe, że projekt będzie potrzebował nieco czasu, aby wskoczyć na właściwe tory, ale z potencjałem drużyny ze wschodnich Niemiec oraz warsztatem szkoleniowca możemy spodziewać się fajerwerków. I to jeszcze przed następnym sylwestrem.

W czasach, gdy stery zespołów obejmują już nie milionerzy, a miliarderzy, tacy jak Khaldoon Kalifa Al Mubarak, Roman Abramowicz czy Malcolm Glazer, musimy spodziewać się zmian struktur klubowych. O ile proces transformacji klubu z Salzburga mógł wzbudzić spore kontrowersje ze względu na usunięcie z piłkarskiej mapy utytułowanej Austrii Salzburg, o tyle utworzenie zespołu w Lipsku nastąpiło w naprawdę profesjonalny sposób. Wspinaczka po kolejnych szczeblach rozgrywek wydaje się bardzo uczciwą formą wejścia na futbolowe salony. Wizja rozwoju młodych, utalentowanych zawodników sprawia, że cały projekt przemawia do niejednego fana piłki nożnej.

Trzeba więc mieć nadzieję, że Red Bull nadal będzie podążał utartą już przez siebie ścieżką i wprowadzi do światowego futbolu wielu zawodników, którzy będą cieszyć nasze oczy przez następne dekady. Trudno jednak przewidzieć, jak potoczą się losy „czerwonych byków” i chyba to w tym wszystkim jest aktualnie najbardziej ekscytujące. Pozostaje trzymać kciuki. Za futbol.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...