Chiny: imperium kontroli

Chińska Republika Ludowa stworzyła niemalże idealny system kontroli obywatela. Państwo ogranicza tradycyjnie pojmowane wolności człowieka już na etapie szkoły i nie opuszcza go nawet w Internecie.

Rosnący od trzech dekad globalny prestiż Państwa Środka budzi podziw i nadzieje w politykach Komunistycznej Partii, korporacjach wkraczających na chiński rynek oraz państwach inwestujących w rozwój projektów handlowych. Przestaje się już myśleć o Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) jako o cieniu dawnego imperium, a zamiast tego na powrót staje się ona światową hegemonią, mającą predyspozycje do zmiany dotychczasowego międzynarodowego ładu: gospodarczego i politycznego. Za majestatyczną fasadą Czerwonego Smoka kryje się jednak ponura rzeczywistość mechanicznego społeczeństwa, kontrolowanego twardą ręką państwa partyjnego, które nie waha się przed manipulacją medialną, przekraczaniem granic prywatności oraz łamaniem praw człowieka.

Nowy wspaniały świat

Socjopolityczna kultura, z której wywodzi się Komunistyczna Partia, zawsze stawiała na konfucjańską lojalność i spójność ponad prawdę. Współczesna historia dostarczała partii wciąż tę samą lekcję – wartości demokratyczne, a szczególnie wolność słowa, zagrażają władzy autorytarnej. Aby chronić stabilność autokratycznej władzy w Chinach, partia skonstruowała wewnątrz kraju bezpieczną przestrzeń z wprowadzoną prorządową narracją, gdzie partia staje się nierozłączna z państwem, a jakakolwiek jej krytyka zagraża narodowi. Z godnością obywatela przestają wiązać się wolność jednostki i jej prawa, a w zamian Chińczycy mają czerpać dumę z bycia małą częścią prosperującego i zgodnego społeczeństwa, osiągalnego jedynie pod troskliwą ręką partii.
Podczas gdy debata publiczna stanowi filar demokratycznego społeczeństwa, w Chinach podstawą jest konsensus polityczno-społeczny. Treści niezgodne z przekazem partii są tematami tabu. Rzadko zdarza się, aby któryś z 1,3 mld Chińczyków – w tym elita intelektualna – zakwestionował to, że ofiary zamieszek na Tiananmen były „kontrrewolucjonistami” albo, że Tybet czy Tajwan są integralną częścią terytorium ChRL. Rząd wychodzi z założenia, że zdolność uciszania innych i monopolizacji poglądów to ważna umiejętność konstruowania prawdy. Jedynie głęboka restrukturyzacja polityczno-kulturalno-społeczna będzie w stanie ochronić naród przed dysydentami oraz sprawić, że bezpieczna przestrzeń stanie się samowystarczalna, aby móc wychować potulne politycznie społeczeństwo.

Chiński sen

Wszelkie działania komunikacyjne agencji rządowych i aktywistów „społeczeństwa obywatelskiego” są koordynowane przez przekaz płynący z Centralnego Biura Propagandowego. Mówców może być wielu, mogą nawet imitować zróżnicowane głosy wolnego społeczeństwa, ale sens jest ten sam. Corocznie Partia aktualizuje i rozsyła do wszystkich chińskich mediów dokument mówiący o tym, jak serwisy informacyjne powinny informować o określonym zakresie tematów – na przykład przedstawianie demonstrantów w Hongkongu jako „bandę przestępców”, muzułmanów z mniejszości Ujgurów jako „terrorystów odmawiających asymilacji” albo zakaz nazywania prezydenta Tajwanu tym tytułem. Chiny dysponują ogromną liczbą wyćwiczonych ekspertów ds. mediów i komunikacji, z których wielu pobierało naukę i pracowało na Zachodzie. Każda organizacja, instytucja czy stowarzyszenie muszą być dodatkowo pod pieczą partyjnego komitetu. Przez centralizację formowania przekazu i oplatanie partyjnymi mackami wszystkich organizacji rządowych oraz „prywatnych” partia jest w stanie zapewnić, że działania nadzorujące wspierają formułowanie się politycznej narracji oraz kultu jednostki przewodniczącego Xi Jinpinga.
W szkołach naukę krytycznego myślenia zastąpiono wpajaniem norm społecznych faworyzujących lojalność w stosunku do państwa partyjnego. Dzieci i młodzież muszą opanować wszechobecne w bezpiecznej przestrzeni treści patriotyczne oraz „dwanaście filarów socjalizmu”, zawierających puste koncepty liberalne, takie jak wolność czy demokratyczne wybory. Profesorowie krytykujący politykę rządu padają ofiarami represji – zadaniem elity intelektualnej jest jedynie parafraza przekazu. Po Tiananmen uniwersytety przeżyły czystki rekonstrukcyjne, mające na celu uformować system wytwarzający biernych politycznie absolwentów, co sprawia, że rzeczywiście krytycznie myślący intelektualiści stają się powoli gatunkiem wymarłym w Państwie Środka. Młodzi ludzie coraz częściej będą powtarzać, że Chiny już mają demokrację, wolność i obiecany im niegdyś przez przewodniczącego Xi „chiński sen”, czyli spokojne, stabilne życie w „umiarkowanie prosperującym społeczeństwie”.

Jak poskromić wolność?

Nietrudno zatem się dziwić, że przy kurczącej się przestrzeni do wyrażania własnego zdania internet stał się ostatnim resortem swobody ekspresji dla Chińczyków. Trudno jest przecież kontrolować rozległą sieć połączeń, kontaktów i wymiany zdań, szczególnie jeżeli w tym procesie uczestniczy ponad miliard obywateli. Media społecznościowe we „właściwych” rękach to jednak doskonałe narzędzie do kontroli ze względu na zbieranie ogromnych ilości informacji. Wszechobecne platformy komunikacyjne, takie jak WeChat (chiński odpowiednik WhatsAppa, produkcji firmy Tencent, z ponad 850 mln aktywnych kont) czy Weibo (chiński Twitter), również uczestniczą w cenzurze i udostępniają rządowi bazę użytkowników wraz z danymi na ich temat. Zakładanie anonimowych kont w chińskich mediach społecznościowych jest bowiem niemożliwe; dzięki temu ułatwiono kwestię identyfikacji dysydentów, a pośrednio również kontrolę nad przepływem informacji. Publiczne posty i prywatne wiadomości zawierające słowa z czarnej listy są wyciszane – w niektórych przypadkach za przesyłanie wywrotowych treści może grozić areszt. Tłumi się dyskusje na temat imigracji, cen na rynku nieruchomości, ruchu #MeToo czy pozornie apolityczne tematy, takie jak ogniska epidemii AIDS, lokalne zanieczyszczenia środowiska lub wypadki komunikacyjne – są one odbierane jako akty mikroagresji w stronę partii. Największe restrykcje grożą za nawoływanie do protestów – nawet prorządowych. Partia wynajmuje też niezliczoną rzeszę trolli internetowych znaną jako 50 Cent Army. W późnych latach 90. ustawiono tzw. The Great Firewall, czyli krajowy system filtrujący treści w internecie. Jego zadaniem stało się blokowanie tych zagranicznych stron internetowych, które rząd uznał za potencjalnie zagrażające bezpiecznej przestrzeni i wewnętrznemu ładu społecznemu, m.in. Google, Facebook, Wikipedia i media informacyjne. The Great Firewall izoluje chiński internet od reszty świata, uniemożliwiając transgraniczny przepływ informacji.

Po raz utraconym zaufaniu…

Owoce dynamicznego rozwoju technologii są energicznie wdrażane przez państwo partyjne w codzienne życie obywateli. Nie tylko internet jest poskromiony. Dane zebrane przez spółki Tencent i Alibaba będą wykorzystywane do przeliczania punktów w Social Credit System, który zostanie obligatoryjnie wprowadzony w 2020 r. Zakłada on przyznawanie bądź zabieranie przywilejów w oparciu o liczbę zdobytych punktów. Będzie to miało wpływ na ścieżkę edukacyjną, karierę zawodową czy też wstęp do środków transportu publicznego milionów Chińczyków. Na algorytmy systemu i średnią punktów jednostki będzie miała wpływ również aktywność jej bliskich co jest wygodnym narzędziem do społecznego izolowania dysydentów politycznych [więcej: MAGIEL 174 – Czarne Lustro Chin].
Social Credit System zostanie wsparty przez wszechobecny system inwigilacji. Według raportu Human Rights Watch, w 2018 r. rząd chiński pobierał na masową skalę dane biometryczne, wprowadzając je do rejestru. Jak wynika z szacunków organizacji IHS Markit, do 2020 r. liczba kamer w Chinach ma wzrosnąć do 450 mln. Według firmy badawczej CompariTech, prognozuje się obecność jednej publicznej kamery monitorującej na dwoje ludzi. System nagrywający ludzi jest wyposażony również w najnowocześniejszą technologię rozpoznawania twarzy i dopasowywania jej do rejestru. W myśl Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, które wezwało w 2015 r. do stworzenia wszechobecnej, połączonej, zawsze aktywnej i możliwej do kontrolowania narodowej sieci monitoringu, system tego typu przysłuży się do wyłapywania przestępców. W niektórych regionach, jeżeli ktoś zostanie przyłapany na przekroczeniu ulicy na czerwonym świetle, na telebimach pojawi się jego twarz – podkreślone zostanie również, że taka osoba jest recydywistą. System wykorzystuje publiczne zawstydzanie do korekty zachowań, pośrednio wpływając na samokontrolę społeczną. Mimo przerażającej perspektywy oczu „Wielkiego Brata” patrzących na każdym rogu, pomysł ten zyskał aprobatę większości chińskiego społeczeństwa. Kryzys zaufania jest tam tak wielki, że świadomość kontroli potencjalnych zagrożeń zwiększa poczucie bezpieczeństwa i zaufanie dla państwa.

…kara nastąpi wszędzie

Chiny nie wahają się przed stosowaniem represji, używaniem siły i łamaniem praw człowieka. Nie powstrzymuje ich status społeczny dysydenta, reakcje społeczności międzynarodowej czy nawet naoczni świadkowie. Każdy może zostać pewnego dnia aresztowany, poddany torturom, a nawet zniknąć, a to wszystko w celu ochrony bezpiecznej przestrzeni. W interesie państwa partyjnego jest brak debat i różnic poglądów, wynikający z propagandy oraz nacisków i uciszenia. Tak jest przecież lepiej dla wszystkich. Aktywiści i obrońcy praw człowieka są aresztowani, przechodzą farsowe procesy i są skazywani na długie wyroki w więzieniu bądź obozie pracy. Opozycjoniści polityczni i dysydenci są porywani z ulic i ślad po nich ginie. Za krytykę partii w internecie znikają z przestrzeni publicznej i umieszcza się ich w szpitalach psychiatrycznych. Za obronę praw człowieka grozi długie przetrzymywanie i tortury w areszcie, a za rysowanie karykatur politycznych aż sześć i pół roku w więzieniu. Nie pomoże nawet podwójne obywatelstwo czy ucieczka do sąsiedniego kraju. Nawet stamtąd każdy, niezależnie od pozycji i majątku, może zostać deportowany na rozkaz władz chińskich.
Jedną z grup najbardziej zagrożonych przez działania państwa socjalistycznego są mniejszości religijne. Komunistyczna Partia ograniczyła liczbę religii do pięciu oficjalnie uznawanych – jakiekolwiek wyznanie wykraczające poza nią jest automatycznie klasyfikowane jako „niemoralny kult”. Władze nasiliły prześladowania grup religijnych, wliczając w to policyjny nadzór nad muzułmanami z mniejszości Hui w rejonie Ningxia, prześladowania chrześcijan w Henan i aktywnie prowadzone ludobójstwo popełniane na mniejszości etnicznej pochodzenia tureckiego w Xinjiang. W ramach „walki z terroryzmem” Ujgurom zabrania się praktykowania swojej religii, przymusza ich się do małżeństw z Chińczykami z grupy Han, odbiera się im dzieci i umieszcza je w chińskich sierocińcach, sterylizuje się Ujgurki oraz z premedytacją niszczy ich cmentarze. Niemiecki badacz Adrian Zenz w oparciu o zdjęcia satelitarne oszacował, że w tzw. obozach re-edukacyjnych mogło przebywać lub wciąż jeszcze jest półtora mln Ujgurów. W tych placówkach przymusza się więźniów z różnych grup wiekowych do wyzbycia się swojej religii, nauki języka chińskiego oraz śpiewania pieśni na część Partii i przewodniczącego Xi przy jednoczesnym stosowaniu na nich ciężkich kar, eksperymentów medycznych oraz poddawania ich gwałtom i torturom. We wrześniu tego roku społecznością międzynarodową wstrząsnęło nagranie dziesiątek wygolonych ujgurskich więźniów z opaskami na oczach, siedzących w grupie na słońcu podczas transferu kolejowego, którzy następnie byli w ciszy odprowadzani przez strażników więziennych. Mimo dowodów i aktów potępienia ze strony niektórych państw Chiny wciąż zaprzeczają, jakoby miało dochodzić w tym miejscu do łamania praw człowieka.

 

Wykraczając poza horyzont

Czerwony Smok ma bezgraniczną kontrolę nad swoim społeczeństwem, ułatwioną przez sieć inwigilacyjną, bezpieczną przestrzeń i wychowywanie biernych politycznie obywateli. Surowa ręka Partii nie może jednak sięgać za granicę. W obliczu braku środków bezpośredniej represji Chiny korzystają z dyplomacji i własnego rosnącego znaczenia, by rozszerzać swoją narrację. Przejmują globalne media i organizacje międzynarodowe, próbują mieć wpływ na chińską diasporę i politykę państw demokratycznych. Pomaga im w tym wielki projekt Jedwabnego Szlaku, który przyciąga wielu inwestorów, zachęconych wizją ogromnych zysków – w tym wiele muzułmańskich krajów. Perspektywa nadchodzącego bogactwa kupuje ich milczenie w sprawie brutalnego traktowania Ujgurów. W lipcu 2019 r. list potępiający łamanie praw człowieka w Xinjiang do Rady Praw Człowieka ONZ od ambasadorów 22 krajów spotkał się z reakcją w formie listu wsparcia dla Chin i ich walki z ekstremizmem, podpisanego przez reprezentantów 37 innych państw, w tym Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Kataru, Kuwejtu i Pakistanu. Z Organizacji Współpracy Islamskiej jedynie Turcja, pragnąca rozszerzyć swoje wpływy w Azji Środkowej, potępiła prześladowania Ujgurów. ChRL blokuje swoich krytyków w ONZ, gdzie ma duże znaczenie ze względu na stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa oraz możliwość weta uchwał, które mogłyby obciążyć państwo konsekwencjami. Chiny próbują też oddziaływać na politykę innych krajów poprzez naciski polityczne i sprzeciwy wobec uznawania Tybetu czy Tajwanu za oddzielne państwa czy też wobec wspierania protestów w Hongkongu.
Partia wywiera również wpływ na zagraniczne uczelnie poprzez znaczne dofinansowywania i wysyłanie na rekrutację wzorowych chińskich studentów. Są oni na miejscu stale monitorowani. Sprawdza się, czy bronią dobrego imienia państwa – często takie sytuacje zdarzają się na australijskich uczelniach, gdzie chińscy studenci są zdecydowaną większością. Chińczyków przed pełnym zachłyśnięciem się wolnością powstrzymuje rodzina, która zostaje w kraju – tak samo jest również w przypadku chińskich diaspor. Od 2004 r. rząd Państwa Środka finansuje powstawanie Instytutów Konfucjusza, które nauczają według wytycznych ministerstwa edukacji. Oferują one naukę języka i kultury chińskiej – a przy tym oficjalnej, reżimowej wersji historii oraz blokują w środowisku akademickim nieprzyjemne tematy dla Chin: praw człowieka, protestów na placu Tiananmen, Tybetu i Tajwanu. Te dwa ostatnie są przedstawiane jako terytoria bezdyskusyjnie chińskie. Znaczna większość światowych uczelni nie sprzeciwia się tym praktykom, obawiając się o utratę źródła finansowania. Prezes organizacji macierzystej Instytutów Hanban ma posadę w Radzie Państwa – instytucja ta wpływała też na marginalizację tajwańskich uczonych na sponsorowanych przez nią konferencjach. Według oficjalnej strony Hanban od 2004 r. założono na całym świecie ponad 530 takich instytucji, z czego sześć w Polsce – w tym nowo otwarty oddział na Politechnice Warszawskiej.

Złoty cielec kapitalizmu

Chiny są bardzo atrakcyjne dla wielu korporacji ze względu na ogromny rynek ponad miliarda chińskich konsumentów. Firmy często współpracują z Chińską Republiką Ludową w celu zdobycia dużych zysków, nawet pomimo spowodowanych tym kontrowersji. Rząd przymusza je do wspierania ich stanowiska, współpracy z urzędem cenzury lub przymykania oczu na wiążącą się z tym krytykę. Firma Apple, bardzo znana również z wykorzystywania w nieetyczny sposób taniej siły roboczej w Chinach, wycofała z AppStore aplikację z usługą VPN, dzięki której chińscy internauci mogli obchodzić The Great Firewall. Amerykańskie wytwórnie filmowe pozwalają chińskim cenzorom na ingerencje w produkcje swoich blockbusterów. Producent gier Blizzard aktywnie uciszał graczy wspierających demokratyczne protesty w Hongkongu – napisał też oświadczenie z przeprosinami dla chińskich graczy na Weibo, zapewniające, że będą wszelkim kosztem bronić dobrego imienia Chin. NBA zastosowała reprymendę dla Daryla Moreya, menedżera jednej z drużyn za tweeta, w którym poparł protesty w Hongkongu. Firmy Zara i Marriott przeprosiły Chiny za klasyfikację Tajwanu jako oddzielnego kraju. Facebook i Google są zablokowane w Chinach przez The Great Firewall, ale ze względu na ogromne zyski z reklam rozważają stworzenie oddzielnych wersji stron, dostosowanych do lokalnej cenzury i ukrywających treści o charakterze liberalnym. Wiele korporacji dostarcza Chinom najnowocześniejszej technologii, która pozwala państwu na śledzenie użytkowników i zaciskanie kontroli na społeczeństwie, zezwalając tym samym na dalsze rozrastanie się macek władzy autokratycznej w kraju.

Powrót czerwonego świtu

Wynika z tego, że tak jak kiedyś Stany Zjednoczone używały dyplomatycznych nacisków do szerzenia wartości demokratycznych i liberalnych, tak teraz Chiny nauczyły się korzystać z tej samej taktyki soft power, aby osłabiać znaczenie tych samych wartości, zarówno w społeczeństwie chińskim, które ma być zgodne i patriotyczne, jak i w społeczeństwie globalnym. Pomocny okazuje się w tym celu dorobek technologiczny i intelektualny nie tylko ChRL-u, lecz także społeczeństw zachodnich. Mieszkańcy Chin, w przeciwieństwie do obywateli krajów demokratycznych, nie są chronieni przed państwem partyjnym przez żadne prawa – bo przecież i prawo stanowi jedynie ekspresję woli rządu. Ledwie widziany zza kurtyny rozwój mrocznego orwellowskiego scenariusza bezpiecznej przestrzeni wraz z funkcjonującą wewnątrz narracją jest niebezpieczny nie tylko dla ludzi mieszkających wewnątrz niej. Rosnący w siłę ukryty smok zwiastuje też czarne chmury dla społeczności międzynarodowej oraz wagi i uniwersalności wartości przez nią wyznawanych – wolności, praworządności i praw człowieka.

No votes yet.
Please wait...