Biznes się kręci

Studenci Wielkiej Różowej nieraz łamali stereotyp sugerujący, że po studiach w SGH karierę można zrobić jedynie w wielkiej korporacji. Coraz częściej udowadniają oni swoją przedsiębiorczość, zakładając – często jeszcze w trakcie studiów – przedsiębiorstwa odnoszące sukcesy. Przykładem może być ePeer, start-up fintech, o którym opowiada jego założyciel i prezes, student SGH Maciej Jarząb.

MAGIEL: Z waszej strony internetowej można się dowiedzieć, że ePeer to przedsiębiorstwo zajmujące się pożyczkami społecznościowymi, używając przy tym sztucznej inteligencji. Na czym to polega?

Maciej Jarząb: Nasz start-up nie zajmuje się tak naprawdę tylko pożyczkami społecznościowymi. To platforma, która łączy inwestorów społecznościowych i pożyczkobiorców za pomocą Sztucznej Inteligencji (AI), dostępna przez stronę internetową, ale też przede wszystkim przez aplikację mobilną. Założeniem było dopasowanie osób, które mają swoje oszczędności z tymi, które akurat potrzebują gotówki. Obserwując chociażby studentów SGH, widzę, że często, gdy zaczynają zarabiać, nie wiedzą, co zrobić z dodatkową gotówką. Wiele osób nawet pytało mnie, w co mogą zainwestować, żeby zarobić pieniądze. Niestety nie mogłem im dać jasnej odpowiedzi, bo to nie jest prosta sprawa. Obecnie są tak naprawdę dwie możliwości – pieniądze można wpłacić na lokatę albo zainwestować na giełdzie. Ta pierwsza opcja nie generuje jednak dużego zysku, druga natomiast wiąże się często z ogromnym ryzykiem. Jako osoba, która interesuje się tematyką inwestowania, wiem, jakie mogą być konsekwencje – sam raz straciłem w ten sposób pieniądze, przez pochopną i niezabezpieczoną inwestycję, co z drugiej strony było dla mnie bardzo dobrą nauczką na przyszłość i fundamentem do stworzenia naszej platformy. Ryzyko istnieje zawsze, niezależnie od tego czy inwestujemy w spółki, czy w waluty. Widać więc, że nie ma obecnie możliwości bezpiecznego i jednocześnie skutecznego inwestowania, a naszą platformą chcielibyśmy to zmienić. Z drugiej strony mam wielu znajomych, którzy często szybko potrzebują gotówki na bieżące wydatki. EPeer da im możliwość wyboru jednej z wielu różnych ofert pożyczkodawców i pozwoli na szybką transakcję dużo taniej niż u innych firm działających obecnie na rynku.

Czyli jest to doskonała opcja dla osób, które chcą zainwestować pieniądze, ale nie do końca mają pomysł, jak to zrobić?

Właśnie tak, taki był zamysł platformy. Dzięki aplikacji możliwa jest też duża elastyczność – klienci sami ustalają sumę, czas trwania czy wysokość oprocentowania, a my łączymy ich w pary. Można to nazwać finansowym Tinderem, bo korzystając z aplikacji przeglądamy oferty, które odpowiadają naszym wymaganiom i możemy przesunąć w prawo czy w lewo w zależności od tego, czy decydujemy się przyjąć taką propozycję, czy nie.
Aplikacja ma też za zadanie edukować społeczeństwo, w szczególności młodych, w kwestiach finansowych. Z moich obserwacji wynika, że nawet osoby po uczelniach ekonomicznych często podejmują nieprzemyślane decyzje i później muszą radzić sobie z ich konsekwencjami. Ludzie czasem wydają wszystkie swoje pieniądze na konsumpcję, kupując kosmetyki czy ubrania, zamiast oszczędzać czy inwestować chociaż część środków. Być może nie miałoby to miejsca, gdyby proces lokaty kapitału był łatwiejszy lub gdyby mieli większą wiedzę na temat finansów. I w tym ma pomóc nasza platforma.

W przyszłości chcecie zostać pierwszym polskim fintech unicornem, czyli start-upem wycenianym na powyżej mld dol. w branży finansowej i nowych technologii. A z których osiągnięć ePeer do tej pory jesteś najbardziej dumny?

Na pewno zapadło mi w pamięć to, że zostaliśmy zaproszeni do Dubaju przez jeden z największych akceleratorów finansowych na świecie StartupBootCamp. Byliśmy tam jako jedni z 20 najbardziej przełomowych technologii na całym świecie, co było ogromnym wyróżnieniem. Braliśmy udział w najważniejszym w Skandynawii szczycie dotyczącym technologii, gdzie prezentowaliśmy start-up przed parą królewską. Ale szczególnie dumny jestem z tego, że globalne spółki technologiczne, finansowe i inwestycyjne widzą w nas duży potencjał. Takie firmy jak Microsoft, Agorai czy TRX Capital wspierają nas i doceniają to, że stworzyliśmy produkt, który nigdy wcześniej nie został stworzony i zeskalowany na globalnym rynku.

Jest on innowacyjny także dlatego, że opiera się na sztucznej inteligencji. Czy twoim zdaniem firmy związane z finansami będą coraz częściej z niej korzystać?

Zdecydowanie tak. Dopóki nie zaangażowałem się w start-up, nie byłem świadomy, jak zaawansowane są obecne technologie, szczególnie w finansach. Podczas targów w Londynie byłem pod ogromnym wrażeniem innowacji rozwijanych w Azji. Staramy się ich dogonić jako Europa, ale wciąż są procesy, które trzeba usprawniać, na przykład w bankach. To szczególnie ważne dla nowych pokoleń, bo młodzi klienci są bardzo wymagający i chętnie korzystają z ciekawych technologii. Kluczowe przy wyborze banku jest dla nich na przykład to, żeby miał on swoją aplikację. Niektóre firmy, takie jak Revolut, szukają jeszcze ciekawszych rozwiązań. Nie ukrywam, że trochę się nimi inspirujemy. Ich technologia jest teoretycznie bardzo prosta, a jednak żaden bank wcześniej tego nie zrobił.

A jak zrodził się pomysł na ePeer?

Tak naprawdę od zawsze interesowałem się rynkiem finansowym i nowymi technologiami, pracowałem w tego typu funduszu przez prawie dwa lata. Oprócz tego sam trochę inwestowałem. Bardzo dużo dało mi to doświadczenie, zdobyłem ogromną wiedzę, która przydaje mi się do dziś. Ale problem ograniczonych możliwości zaangażowania 1 kapitałowego od lat chodził mi po głowie. Po czasie pomyślałem, że skoro mam pomysł na start-up oparty na pożyczkach peer-to-peer, to warto sprawdzić rynek. Po wstępnym badaniu okazało się, że nie ma na nim jeszcze tego typu produktu. Cały proces zakładania start-upu zajął jednak trochę czasu i pracy, musiałem znaleźć między innymi co-foundera czy zespół.

Czyli początki były trudne. Czy w Polsce łatwo jest założyć start-up?

Na własnej skórze przekonałem się, że niekoniecznie. Przez ostatni rok musiałem się bardzo dużo nauczyć o zakładaniu start-upu w Polsce. Od najmłodszych lat miałem możliwość i szansę rozwijania swoich biznesowych umiejętności w rodzinnej firmie energetycznej. Jednak start-upy to zupełnie inna bajka. Wiem już, dlaczego mają one tutaj problemy z rozwinięciem się i dlaczego nie mamy w naszym kraju tak zwanych jednorożców. Przeszkadza przede wszystkim podejście ludzi. Cały zamysł start-upu polega na tym, że ma to być coś nowego, coś innowacyjnego. Często więc można się spotkać ze sceptycyzmem i brakiem zaufania, bo niektórzy są przyzwyczajeni do pewnych tradycyjnych procesów i trudno jest im zmienić punkt widzenia. Inną kwestią są regulacje, które są problemem nie tylko w Polsce, lecz także w różnych innych krajach Europy. Szczególnie jest to widoczne przy start-upach finansowych i nowych technologiach, które często są blokowane. Przy zakładaniu tego typu przedsiębiorstwa trzeba się więc uzbroić w cierpliwość. Przyda się ona również przy współpracy z funduszami inwestycyjnymi, chociaż nie wszystkie są złe. Ja, pracując wcześniej w tego typu instytucji, nauczyłem się rozumieć tę drugą stronę, co na pewno pomogło mi uniknąć niektórych trudności.

Z tego co mówisz, miałeś bardzo dużo pracy, a jednak jednocześnie studiowałeś. Czy łatwo przychodzi ci połączenie obowiązków prezesa i studenta?

Nauczyłem się dzięki temu dobrze planować swój czas. Oczywiście, z wielu rzeczy musiałem zrezygnować, ale nie przerwałem studiowania. Plusem SGH jest to, że można sobie ułożyć plan. Do tego pracowałem tak naprawdę u siebie, nie było bardzo trudno, bo sam zarządzałem swoim czasem. Mogłem więc dostosować obowiązki zawodowe do studenckich. Trzeba jednak przyznać, że nie da się tego zrobić bez żadnych wyrzeczeń. Jeśli chodzi o moją pracę, najtrudniejsze były kwestie wyjazdów, często na dłużej. Szczególnie problematyczne okazuje się to w trakcie sesji, kiedy trudno przekładać terminy egzaminów. Nie należy wierzyć też w stereotyp, że założyciel start-upu nic pożytecznego nie robi, tylko pisze maile i pije kawę. Tak to niestety nie wygląda – jest to naprawdę ciężka praca, często związana z zarywaniem nocy.

Czyli nie polecasz startupów każdemu?

Nie, oczywiście, że nie. To ciekawe, że trwa obecnie swego rodzaju kult start-upów i często podejmują się tego osoby, które nie są do tego stworzone. Tym, którzy podejmują się rozwijania czegoś nowego bardzo kibicuję i chętnie pomogę, bo tak naprawdę jeżeli ktoś ma umiejętności, chęć i pomysł, to nie widzę przeszkód w założeniu odnoszącego sukcesy przedsiębiorstwa. Co więcej, nie ma lepszego momentu na rynku dla start-upów niż teraz. Ale do tego trzeba też mieć odpowiednie cechy charakteru, bo często jesteś zmuszony podjąć trudne decyzje. Taka osoba powinna być bardzo elastyczna, bo do tego zmusza ta praca. Start-up często zajmuje większość życia i zmienia człowieka, nie każdy jest na to gotowy. Osobiście wspieram młode osoby w start-upach w Polsce i za granicą, bo często są to bardzo ciekawe przedsięwzięcia. Ale jeśli ktoś postanawia założyć start-up z braku innego pomysłu na siebie, to nie tędy droga. Można stracić dużo czasu, nerwów i pieniędzy.

A jakie jest twoje najgorsze przeżycie związane z pracą?

Niestety mam dużo znajomych w świecie finansów, którzy często są po tej drugiej stronie stołu, pracują w bankach czy funduszach inwestycyjnych. Każdy z nas musi dbać o swoje interesy jak najlepiej potrafi, co niestety czasami doprowadza do nieprzyjemnych sytuacji, a co gorsze do zakończenia wieloletnich znajomości.

Jak SGH pomogła ci w osiągnięciu takiej kariery?

Cała moja przygoda z finansami rozpoczęła się w murach tej szkoły, za co jestem bardzo wdzięczny. To tutaj poznałem osoby, które do dziś pomagają mi rozwijać mój start-up. Jeśli chodzi o przedmioty, szczególnie w pamięć zapadło mi Corporate Finance z profesorem Berentem, ale było także wiele innych osób, które dały mi szansę rozwinąć się w kwestiach ekonomicznych. Trzeba jednak podkreślić, że sama uczelnia nie wystarczy – SGH daje nam wiedzę, ale musimy angażować się poza uczelnią, żeby móc ją mądrze wykorzystać. Ja byłem członkiem różnych kół i klubów, co polecam każdemu studentowi. Dzięki nim można między innymi poznać osoby, które na nas bardzo wpływają i pomagają się nam rozwinąć. Później w życiu zawodowym często spotyka się na swojej drodze te same twarze. Społeczność SGH w finansowej części Warszawy jest bardzo duża.

Złota rada dla czytelników chcących rozwinąć swój start-up?

Nie ma drogi na skróty. Swoje cele osiągnąć można tylko i wyłącznie ciężką pracą, determinacją i wiarą w to, że można spełnić swoje marzenia.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...